Autor Wątek: Mam pytanie... - czyli do wszystkich "guru" :))  (Przeczytany 717031 razy)

aster

  • Wiadomości: 209
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-08-25, 14:10:27 »
Frisky

Podejdź do płota, jako i ja podchodzę...
=========
Zrobimy tak. Znasz mój pogląd względem fotek i szkoda się powtarzać. Mogę wrzucić fotkę na moment, abyś tam poszperał, czy mam ten kościany bibelot we włosach, czy nie. ;) Jak nie wylukasz, też nie problem, możliwe, ze jej tam nie ma, tylko zaznaczmy pewne kwestie:

- zero "operacji plastycznych", czy zero poprawiania mnie energetycznie pod swoją modłę
- zero grzebania w mojej szyszynce i trzecim oku
- zero oczyszczania :)))

I to by było na tyle.

Zed1

  • Gość
[#]   « 2014-08-25, 12:58:48 »
Zed1
fajnie, że próbujesz, na pewno nie jest to takie łatwe, więc trzymam kciuki,
na branży muzycznej się nie znam : ) tylko odniosłem wrażenie, że koncentrujesz się tutaj bardziej na udowadnianiu sobie i innym, że się nie da, niż na ukierunkowaniu swojego twórczego umysłu na znalezienie rozwiązania w tej złożonej sytuacji, choć w sumie przynajmniej jest gdzie dać upust swojej nagromadzonej frustracji, oby tylko nie stało się to nawykiem i głównym nurtem w umyśle ; )
a tego próbowałeś?
http://www.megatotal.pl/pl/

No mnie juz brak pomyslow dopadl ostatnio, co dalej. Stad ta czern w wypowiedziach.

Nie widzialem tego, dzieki :).

Frisky

  • Wiadomości: 5 792
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-08-25, 12:54:09 »
Zed1
fajnie, że próbujesz, na pewno nie jest to takie łatwe, więc trzymam kciuki,
na branży muzycznej się nie znam : ) tylko odniosłem wrażenie, że koncentrujesz się tutaj bardziej na udowadnianiu sobie i innym, że się nie da, niż na ukierunkowaniu swojego twórczego umysłu na znalezienie rozwiązania w tej złożonej sytuacji, choć w sumie przynajmniej jest gdzie dać upust swojej nagromadzonej frustracji, oby tylko nie stało się to nawykiem i głównym nurtem w umyśle ; )
a tego próbowałeś?
http://www.megatotal.pl/pl/

Zed1

  • Gość
[#]   « 2014-08-25, 12:36:10 »
Frisky,

Cytuj
na ile jest to faktyczna sytuacja, a na ile jest to twoja wizja oparta na pewnych realnych i dominujących w otoczeniu elementach, jeżeli uznamy że to co napisałeś jest wszystkim tym co jest i koniec kropka, to na tym kończą się możliwości wyboru: albo się dostosowujesz albo wypadasz,
ale : ) czy aby na pewno?  może jest tak jak z tymi producentami żywności eko  czy fair trade, którzy dobrze się mają i rozwijają, pomimo że większość ludzi wybiera hipermarketowe albo "zwykłe" jedzonko, to wciąż są grupy ludzi ( a może nawet wzrasta ich liczba) które poszukują szczególnych produktów za które gotowi są płacić więcej

W pewnym ensie jest jak mowisz. Z tym, ze w branzy muzycznej ,,rzadza" inne prawidla niz w przypadku producentow zywnosci eko :). W muzyce szczegolnie liczy sie przekaz, idea a dzisiaj ludzie, z uwagi na globalne problemy, koncentruja sie na rzeczach bardziej ,,przyziemnych" wlasnie typu zdrowa zywnosc niz idee niesione przez sztuke, chocby to juz powoduje ze dzis sztuka nie ma tak ogromnego odbioru jak mialo to miejsce wczesniej i dlatego tworcy sa w mniejszym ogniu zainteresowania (a co za tym idzie, mniej zarabiaja na tym) niz dawniej.

Cytuj
więc na ile ta wizja monolitu w który walisz głową Ci służy, co by  się stało gdybyś pozwolił sobie założyć że istnieje jednak szansa i wtedy poszukując jej może potrafiłbyś dostrzec szczelinę w tym murze i włożyć w nią swoją za przeproszeniem laskę ; ) dynamitu , pytanie jest na ile stare strategie działania by się sprawdziły, a na ile i jak trzeba by je zmienić

To prawda. W UK, USA czy nawet krajach europejskich sytuacja wyglada troche lepiej. Po pierwsze, ludzie tam maja wiecej pieniedzy na sztuke wiec nie zastanawiaja sie czy kupic sobie chleb czy plyte, obraz czy pojsc na koncert itp. Jest tez wieksza siec alternatywnych miejsc, wytworni, sponsorow itp. Ale jednej rzeczy nie przeskocze-pochodzenia a co za tym idzie specyficznej znajomosci lokalnego rynku bez ktorej nie ma szans na owocna wspolprace. Pomijam juz jezyk, ktorym wladam naprawde bardzo dobrze. Chodzi tutaj o pewne niuanse zwiazane z tym, ze bedac z poza ich lokalnego srodowiska bedziesz dla nich zawsze kims ,,obcym", kims kto jest z zewnatrz a wiec nie znajacym specyficznych uwarunkowan. To zupelnie tak jak bylo z Johnem Porterem, mezem Anity Lipnickiej (to ta slynna wokalistka z Varius Manx). John jako Anglik musial klimatyzowac sie wiel lat zanim w ogole mogl wejsc do polskiej branzy muzycznej, poznac jej srodowisko, uwarunkowania, zasady, wyrobic sobie marke. Mial z gorki pod pewnym wzgledem w jednej z rzeczy: za komuny mozna bylo waletowac, wloczyc sie (jesli umialo sie kombinowac) bo panstwo zawsze utrzymywalo i on mial czas na to, aby wrosnac w branze lokalna przez takie uwarunkowania (poza tym zawsze mogl worcic do siebie, a z tego co wiem, mial tez jakies oszczednosci z ktorych wtedy zyl w Polsce). Ja na to nie mam przede wszystkim czasu w tym sensie ze tam musialbym najprawdpodobniej pracowac po to aby sie w ogole utrzymac a zeby poznac srodowisko, musisz w nim byc. Pracujac nie masz na to po prostu czasu a nie jestem az takim wyjadaczem, ze jadac tam ja rozdaje karty jako swiatowej slawy czlowiek od branzy. Wiec zostaje mi Polska z jej (niestety) marnymi w porownaniu do panstw Zachodu, uwarunkowaniami.

Owszem, probowac mozna i ja ciagle proboje, bo mam tam znajomych ale jak narazie nic nie wskazuje na to, aby mialo sie w tej materii cos zmienic, tym bardziej ze oni sami mowia ze tam tez zmienia sie wszystkona niekorzysc, ze zainteresowanie tego typu dzialalnoscia slabnie. I ja im wierze, w koncu po co mieliby klamac skoro sami z tego zyja...

Cytuj
ze sztuką jest tak, że opiera się na interakcji między twórcą a odbiorcami, problem jest gdy moda na pewne nurty ( w których dany artysta się spełnia) mija, a jeść trzeba... ale to też często obserwuje się np. przy różnych innych zawodach i ofertach np. duchowych, co zmusiło wielu którzy na tym zarabiali do korekty swojej oferty, albo zmiany zawodu

No wlasnie, Frisky-mam dokladnie ten sam problem. Ja dobrze czuje swoja ,,nisze" a nie potrafie czuc tego, na co dzis jest popyt. Bo to wiaze sie z wszystkim, co mnie uksztaltowalo. I kolo sie zamyka. Nie potrafie jaos otworzyc sie na to, co dzis jest ,,modne" i na co jest zapotrzebowanie w branzy, w ktorej pracuje i w ktorej czuje sie swobodnie i pewnie i znam sie na tym.

Mowiac prosto: kompletnie nie czuje ducha obecnej epoki.
« Ostatnia zmiana: 2014-08-25, 12:44:51 wysłana przez Zed1 »

Frisky

  • Wiadomości: 5 792
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-08-25, 12:15:02 »
Zed1
ok, rozumiem, że sytuacja się zmieniła, nie ma co z tym dyskutować, trzeba zaakceptować nową sytuację, tylko pytanie jest :
na ile jest to faktyczna sytuacja, a na ile jest to twoja wizja oparta na pewnych realnych i dominujących w otoczeniu elementach, jeżeli uznamy że to co napisałeś jest wszystkim tym co jest i koniec kropka, to na tym kończą się możliwości wyboru: albo się dostosowujesz albo wypadasz,
ale : ) czy aby na pewno?  może jest tak jak z tymi producentami żywności eko  czy fair trade, którzy dobrze się mają i rozwijają, pomimo że większość ludzi wybiera hipermarketowe albo "zwykłe" jedzonko, to wciąż są grupy ludzi ( a może nawet wzrasta ich liczba) które poszukują szczególnych produktów za które gotowi są płacić więcej

więc na ile ta wizja monolitu w który walisz głową Ci służy, co by  się stało gdybyś pozwolił sobie założyć że istnieje jednak szansa i wtedy poszukując jej może potrafiłbyś dostrzec szczelinę w tym murze i włożyć w nią swoją za przeproszeniem laskę ; ) dynamitu , pytanie jest na ile stare strategie działania by się sprawdziły, a na ile i jak trzeba by je zmienić 

ze sztuką jest tak, że opiera się na interakcji między twórcą a odbiorcami, problem jest gdy moda na pewne nurty ( w których dany artysta się spełnia) mija, a jeść trzeba... ale to też często obserwuje się np. przy różnych innych zawodach i ofertach np. duchowych, co zmusiło wielu którzy na tym zarabiali do korekty swojej oferty, albo zmiany zawodu

aster

  • Wiadomości: 209
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-08-25, 12:13:28 »
Zed, jak czas i zdrowie pozwoli, jestem ZA. :)) No problem, jak mówią zachodniacy. :)) Ogólnie, to jestem osobą, która należy do grupy ludzi, która chyba ma najmniej problemów z sobą, albo ich zwyczajnie nie zauważa lub ignoruje, dlatego moje stresy są zredukowane do minimum. To też metoda na szczęście. ;))

Zed1

  • Gość
[#]   « 2014-08-25, 12:03:09 »
Świat byłby nudny do zrzygania, jakby nie było kontrastów. ;)) Przynajmniej coś się dzieje, często byle co, ale zawsze coś. :D

Dokladnie sie z Toba zgadzam! Nasza bolaczka czasow wspolczesnych jest ustawiczna proba zacierania wszelkich kontrastow i roznic. Ta cala globalizacja wyjdzie nam niedlugo bokiem.

Zed1

  • Gość
[#]   « 2014-08-25, 12:02:21 »
Cytuj
Jeśli chcesz wysokich lotów artystycznych, to ok. Nie widzę problemu,...ale w takim razie po co trzymasz się Lubina, jakby Cię ktoś do literki L przykuł i wybił ją na czole, jako stałą wartość. Chyba wychowany na latach 70- tych powinieneś przemieszczać się swobodnie i bezstresowo we wszystkich kierunkach, mając tylko bilet w zębach, a nawet i nie. ;) Wśród rodaków szybciej się dogadasz, niż na obcym terenie, a Polska w różnorodności regionalnej, oferuje różne warianty. To nie jest taki ubogi kraj, jak się wielu ludziom wydaje, więcej tu antyreklamy, niż faktów.

Bo tu nie zmieni polozenia wyjazd ani do innego miasta ani do innego kraju. Musialaby sie zmienic calkowicie epoka, w ktorej zyjemy aby tacy ludzie jak ja mogli sie realizowac w sposob, ktoryby im dawal satysfakcje. Rozumiesz?

Kocham sie przemieszczac ale jak kazdy przytomnie myslacy czlowiek wiem tez, ze gdzies mieszkac musze, za cos musze kupowac chleb i jeszcze wiele innych rzeczy. Nikt mi tego za darmo nie da a ja nie chce zarabiac na czyms, co mnie nie pociaga. I kolo sie zamyka. Tka wiec czy to bedzie Lublin, Wroclaw czy Londyn to nie ma wiekszego znaczenia bo przy obecnej globalizacji wszedzie jest podobnie tylko warunki ekonomiczne sie roznia (jeszcze). A mnie przede wszystkim chodzi o spelnienie a nie o materie (Mamone choc i ona czasem sie przydaje). Mam wielu znajomych w roznych miastach i tam jest taki sam syf jaki ja mam tutaj. Roznica jest jedna-tam go jest jeszcze wiecej. Wiec nie zmienia to zbytnio mojego polozenia.

A tak w ogole, skoro jestes z opolszczyzny, mam rodzine w Nysie, niedlugo bede sie tam wybieral...chcesz sie spotkac i pogadac? Bo tak na forum to mozemy pisac i nikt nie bedzie mial pewnosci ze dobrze odbiera czyjes slowa. Rozmowa w realu zawsze jest lepsza i konkretniejsza, mozna wymienic wiecej mysli.

Zed1

  • Gość
[#]   « 2014-08-25, 11:54:25 »
Frisky,

bo w muzyce jak w zadnej innej sztuce bunt wobec ustalonych (i najczesciej godzacych w ludzie potrzeby) wartosci byl najsilniejszy. Ale to sie skonczylo wraz z latami 70tymi i 80tymi kiedy to muzyke i kontrkulture przejely wielkie koncerny plytowe, ktore - zamiast wspierac artystow i ich potrzeby - zaczely kreowac potrzeby odbiorcy. Szefowie owych wytworni nie tylko mieli i do dzis dnia maja w glebokim powazaniu potrzeby artsyty, ale co gorsza, dzisiaj maja rowniez w glebokim powazaniu potrzeby odbiorcy, poniewaz uwazaja ze to oni (wespol z cala halastra pseudodziennikarzy i innych ,,specjalistow" od sztuki i kultury, maja prawo mowic ludziom, jak ma wygladac sztuka (zakrawa na absurd, jakie pojecie moze miec na temat tworzenia ktos, kto nigdy tym tworca nie byl).

A dzis sytuacja jest odwrotna: to nie artysta, producent, tworca, aranzer tylko dziennikarz, wytwornia plytowa, manager kreuja jak ma wygladac sztuka tworzona przez artyste. Czyli artytsa de facto z tworcy stal sie najemnikiem, robotnikiem ktory ma przyjsc i wykonac robote. Dlatego prawdziwa sztuka wedlug mnie dzis umarla. Zyjemy po raz pierwszy w dziejach ludzkosci w epoce, gdzie sztuka i kultura (calosciowo ujmujac) przestala wytyczac wartosci, cele, szlaki dla ludzkosci i gdzie sztuka i kultura zostala zastapiona szeroko rozumiana technologizacja i tzw. poprawnoscia spoleczna gloszona przez osoby, ktore - w ich mniemaniu - wiedza najlepiej, jak powinni zyc ludzie i czym ma byc tworczosc. Zreszta nie trzeba byc zbyt wymagajacym odbiorca aby nie zauwazyc ze nasza epoka (mowie o czasach wspolczesnych) nie wydawala wlasciwie ani jednego artysty czy filozofa, ktorego moznaby bez cienia watpliwosci nazwac wizjonerem, kims kto wytyczyl - przelamujac konswenanse - dla ludzkosci cos nowego. Dlaczego kompozytorzy muzyki klasycznej biora na warsztat dziela Hendrixa, Franka Zappy czy wileu innych muzykow minionego pokolenia a nie inspiruja ich wspolczesne dokonania? Dlaczego najtezsze umysly filozofii i psychologii dopatruja sie w dzielach Boudlaier'a, Kafki, Dostojeswkiego, nawet wspolczesnych ,,swietych" kultury Wschodu oznak geniuszu i nowych wytycznych dla ludzkosci a nie podaja przykladow osob nam wspolczesnych, zyjacych w dzisiejszych czasach? Wedlug mnie opdowiedz jest prosta i jednoznaczna: bo dzis poprzez zablokowanie mozliwosci sowobodnego wypowiadania sie na swiecie nie pojawiaja sie ludzie, ktorzy byliby wysluchani przez odbiorce, a tym amym ich ide bylyby rozprzestrzenione posrod ludzkosci. Koszmar Orwella, Huxley'a i wielu innych tworcow minionej epoki sie spelnil - zyjemy w coraz bardziej kontrolowanym Matrixie, w ktorym ktos oprocz nasz wmawia nam, co jest dla nas dobre a co nie. A my coraz bardziej w to wierzymy.

W branzy muzycznej wyglada to mniej wiecej tak: chcesz grac rocka? Ok, graj ale....nie wolno Ci spiewac o pewnych rzeczach bo Cie wtedy nie wydamy, nie napiszemy o Tobie artykulu, nie stworzymy Ci trasy promocyjnej, ludzie o Tobie nie uslysza. Dawniej mozna bylo miec w d...e takie sytuacje, poniewaz odbiorca byla swiadoma publicznosc, ktora tak samo jak artysci buntowala sie przeciwko wielu rzeczom. Istanialo setki podziemnych, alternatywnych wytworni z kapitalem dowodzonych przez pasjonatow, ktorzy mieli dosc pieniedzy i checi ryzyka aby otworzyc sie na nowe i na przekor ,,systemowi" lansowac tworcow. W mediach pracowali wyksztalceni ludzie, ktorzy probowali przemycac pewne wartosci i nawet, jesli udawalo sie to tylko czesciowo, gdzie mozna bylo tam probowali ,,sprzedawac" idee tworcow bo ami w nie wierzyli i czuli ze spelniaja jakas misje wobec ludzi, daja im cos od siebie. Dzis mlodzi ludzie raczej sie nie buntuja bo wiedza, ze ich bunt zostanie zaraz calkowicie zgaszony. Nie trzeba juz dzisiaj do tego wysylac kordonow policji uzbrojonej po zeby i palowac dlugowlosych manifestantow. Dzis wytarczy, ze mowisz cos przeciwko systemowi a nie dostaniesz sie do wymarzonej szkoly, Twoj szef powie ze nie spelniasz wymaganych kwalifikacji, twoi przyjaciele nagle przestana odbierac telefon i tak dalej. Swiat zostal dzis tak zaprogramowany, aby przecietny zjadacz chleba mowil i myslac tak, w jaki sposob chca abys myslal panowie zawiadujacy mediami, koncernami, arena polityczna. Najwieksza kleska kontrkultury i sztuki w ogole byl utopizm polegajacy na swietej wierze w cudowna moc roznego rodzaju srodkow zmieniajacych swiadomosc i proba zbudowania na tym alternatywnego swiata (co bylo od razu skazane na porazke jak i utopijne myslenie, ze negujac przeszlosc, swoje korzenie i spuscizne wiekow minionych mozna stworzyc cos rownie wielkiego z niczego). Przez to nie tylko caly ruch oslabl ale przede wszystkim pozwolilo to notablom i establiszmentowi totalnie go zdyskretytowac w oczach przecietnego obywatela i przypiac mu metke czegos, co jest totalnie antyspoleczne, nieudolne i skazane z gory na porazke, cos co kojarzyc sie ma  z byciem na marginesie spoleczenstwa, z czyms co kojarzy sie z upadkiem, wynaturzeniem i aspolecznym zachowaniem.

Oczywiscie, wedlug ,,demokratycznej poprawnosci" mozesz sobie tworzyc sztuke jaka Ci sie tylko podoba ale zostales pozbawiony mozliwosci pozyskiwania odbiorcy, ktory umozliwia Ci egzystencje. Bez niego tworca jest skazany na niedole bo ze sztuki ktora nie ma odbioru jeszcze nikt nie wyzyl a jesli odbior zalezy od tresci scisle kontrolwoanych przez tzw. ,,system" to nawet Michal Aniol - powtarzajac slowa mojego znajomego - przed stworzeniem swoich dziel musialby dzisiaj starac sie o grant (czyli akceptacje) ze srodkow Unii Europejskiej. Rozumiecie teraz to co mam na mysli? Dzis nie ma mozliwosci, przynajmniej w muzyce ( a z tego, co obserwuje dzieje sie tak rowniez w srodwisku teatralnym, filmowym i kilku innych), wypowiadac sie w dowolny sposob poniewaz media sa calkowicie konktrolowane przez ,,system".

aster

  • Wiadomości: 209
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-08-25, 11:46:31 »
Świat byłby nudny do zrzygania, jakby nie było kontrastów. ;)) Przynajmniej coś się dzieje, często byle co, ale zawsze coś. :D

Frisky

  • Wiadomości: 5 792
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-08-25, 11:42:00 »
wniosek mam taki że na tym świecie żyje kilka grup ludzi:
ci którzy mają twórcze talenty i potrafią na nich zarobić,
ci którzy mają talenty ale nie potrafią na nich zarabiać
ci których jedynym talentem jest zarabianie i potrafią dosłownie na wszystkim i w każdym miejscu zarobić
oraz ci którzy mają talent do nic nie robienia i narzekania

więc świat pełen jest utalentowanych ludzi, wszyscy bez wyjątku się w nich spełniają ; )

a jeszcze są ci którzy nic nie robią i są szczęśliwi, czyli oświeceni i ci na ścieżce samorealizacji haha
« Ostatnia zmiana: 2014-08-25, 11:44:25 wysłana przez Frisky »

aster

  • Wiadomości: 209
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-08-25, 11:40:25 »
Zed...rozumiem, rozumiem, nie panikuj :D, Tylko czekam, aż wyplujesz do końca ten jad z serca, wtedy łatwiej znaleźć rozwiązanie na Twój marazm.

Dusze artystyczne w tych czasach nie mają łatwo, to prawda, a lubelszczyzna jest faktycznie regionem, gdzie znalezienie pracy graniczy z cudem. Moja cała rodzina pochodzi z lubelszczyzny i radomszczyzny (ze strony ojca), tylko moi rodzice wyjechali w inny region w latach komunistycznych za pracą na opolszczyznę, więc ta linia rodowa jest oderwana. Troszkę wiem o tych regionach, nie tylko z relacji rodzinnych, ale i relacji znajomych.
Mam znajomego w Lublinie, który długie lata zajmował się artystyczną fotografią i ma niemal takie same problemy, jak Ty. Moglibyście sobie nawet ręce podać w tożsamej niedoli,...a nawet buzi dać, bo towarzysz niedoli fajnie brzmi i pokrzepia. :))

Zed, u Ciebie to już nie jest desperacja, tylko czysta, czarna rozpacz. :D Ty tego nie widzisz, ale Ty niemal krzyczysz tekstem, aż w uszach dźwięczy. ;))

„Zrozum, ja jestem z drugiej polowy lat 70tych i wychowalem sie na ideologii hipisowskiej”...co to za argument Zed, nie wygłupiaj się ;D, w Polsce nie było czystego hipisowstwa, bo czasy komunistyczne dały rozwinąć się temu trendowi szczątkowo, na zasadach bezpiecznych dla ustroju.

Jeśli chcesz wysokich lotów artystycznych, to ok. Nie widzę problemu,...ale w takim razie po co trzymasz się Lubina, jakby Cię ktoś do literki L przykuł i wybił ją na czole, jako stałą wartość. Chyba wychowany na latach 70- tych powinieneś przemieszczać się swobodnie i bezstresowo we wszystkich kierunkach, mając tylko bilet w zębach, a nawet i nie. ;) Wśród rodaków szybciej się dogadasz, niż na obcym terenie, a Polska w różnorodności regionalnej, oferuje różne warianty. To nie jest taki ubogi kraj, jak się wielu ludziom wydaje, więcej tu antyreklamy, niż faktów.

Czy jestem przesadnie ekologiczna? Chyba nie. Uważam tylko, że jestem osobą przygotowaną na prawie wszystkie warianty bytowania i zmiana wariantów z dnia na dzień, nie stwarza dla mnie problemów. Mogę w każdym momencie zacząć od zera i nie zginę wśród ludzi, już nie. ;)

Osobiście nie mam nic przeciwko wiecznym wakacjom, ale jak ktoś wakacji nie chce, to też nie jest źle. Kwestia tylko podejścia do zagadnienia, nic więcej.

Skoro zapomniane, to należy to przypomnieć, ale Ty wolisz użalać się nad sobą i kisić się w tym stanie i zdechnąć dla idei, jak sam napisałeś. Jest to mądre i konstruktywne wg Ciebie? Zapowiada zmiany? W tym stanie możesz się kisić do końca życia i nic nie zmieni się o jotę.

Mój znajomy z Lubina jest podobnie mało reformowanym oportunistą, bo za bardzo się przykuł do ojca i do Mamona. Od lat nie może odciąć pępowiny, bo wszystko się kręci wedle orbity „mieć i być”, jego mega lęk, dotyczy tego, że jak przetnie pępowinę, to za dużo straci z Mamona. I wytłumacz staremu chłopu, który nabił sobie mózg wszelkimi gniotami i myślokształtami, który od lat w marazmie się tapla, proste zależności, że...aby przyszło nowe, powinno odejść stare, często trzeba dużo stracić, aby jeszcze więcej zyskać. Nie da się, ręce opadają, to trzeba by łopatą wbić do głowy i to bardzo brutalnie. ;)


Frisky

  • Wiadomości: 5 792
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-08-25, 11:26:24 »
Zed1
Cytuj
Chce robic to co mnie spelnia a nie to, co spelnia ludzi naokolo. Widac moje potrzeby sa calkowicie rozne od potrzeb otoczenia.
jedno z drugim się u wielu ludzi łączy, na tym świecie nawet wynaturzone potrzeby mają swoje grono odbiorców ; )
więc może to kwestia nastawienia i kłaniają się posthipisowkie klimaty przeciwstawienia i buntu?
ale na tym też da się zarobić:
http://toread.discordia.pl/2012/02/01/jak-zarobic-na-buncie/
 

Zed1

  • Gość
[#]   « 2014-08-25, 11:18:57 »
trudno zmienić otoczenie w którym się żyje na takie żeby pasowało do naszych potrzeb ( no chyba że zmieni się otoczenie w sensie wyjazdu), raczej wyzwanie jest takie ( i alternatywa dla narzekania), żeby uruchomić swoje twórcze zdolności i spełnić się w tych warunkach, które są i w których się żyje

Artysta to człowiek spełniony.
http://trojmiasto.miastokultury.pl/22,2423,280,,trojmiasto-wywiady-artysta-to-czlowiek-spelniony-eugeniusz-gerlach-o-50-leciu-pracy-artystycznej.html

Chce robic to co mnie spelnia a nie to, co spelnia ludzi naokolo. Widac moje potrzeby sa calkowicie rozne od potrzeb otoczenia.

Frisky

  • Wiadomości: 5 792
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-08-25, 11:14:32 »
a że ktoś : ) tu narzekał na Lublin to taki przepiękny tekst dziewczyny która studiowała w Lublinie, wkleję w całości to cacko mniam mniam, przy okazji wystawy w Częstochowie, która już minęła, pokazuje, że pomimo tego samego miejsca na Ziemi i tych samych zewnętrznych warunków, w tak bardzo różnych światach i przestrzeniach, różni ludzie żyją i tworzą, jedni są na fali inni idą na dno:

"Bycie sobą jest nieodzownym elementem pracy twórczej. Dlatego artysta nieustannie poszukuje łącznika między światem zewnętrznym i wewnętrznym. Jedni nazywają to wchodzeniem w inną warstwę życia. Inni mówią o kontakcie z duszą. Odczuwają to jako chwilę natchnienia, potrzebę samotności czy konieczność powrotu do domu. W dosłownym sensie może to być po prostu miejsce, w którym siedzimy w ciszy lub nurkujemy pod wodę. W dzisiejszym czasach jesteśmy odcięci od naturalnych rytmów życia. Tak bardzo ucywilizowani, zmechanizowani i zaplątani w realizację własnych ambicji, ważnych, oryginalnych projektów, próbujemy ogarnąć wszystko i za wszelką cenę. Wymagamy od życia więcej i jednocześnie rozpaczliwie szukamy wewnętrznego skupienia, miejsca, gdzie odnajdziemy duchową perspektywę własnej egzystencji. Natura, nasza natura, potrzebuje równowagi między tym, co materialne i duchowe. Nie możemy funkcjonować tylko w jednym lub zbyt długo w jednym z tych światów. Musimy poruszać się tam i z powrotem, w określonym rytmie. Aby odnaleźć ten rytm nawiązujemy do postaci amy, poławiaczki pereł, która każdego dnia przebywa jakiś czas w morzu, a potem wraca na ląd. Fascynuje nas jej naturalne piękno, które nie ma nic wspólnego z wyidealizowanym wizerunkiem kobiety, czy też z walką o jej niezależność. Wręcz przeciwnie, piękno amy polega na tym, że jednoczy ona w sobie różne aspekty ludzkiej natury. Symbolizuje życie w dwóch światach, w realnym, gdzie stąpa twardo po ziemi i wewnętrznym, ukrytym pod powierzchnią, z którego przynosi skarby. Zawód poławiaczki pereł ma długą tradycję. Od 2 tys. lat, u wybrzeży Japonii, kobiety nurkują w poszukiwaniu owoców morza. Bez dodatkowego ekwipunku, tylko w masce i białym kombinezonie, potrafią, dzięki specjalnej technice oddychania pozostać pod wodą kilka minut. Zdają sobie sprawę z niebezpieczeństwa, zimna i trudności. Ale praca daje im satysfakcję, siłę, pewność siebie i dystans do codziennych spraw. Nie wyobrażają sobie życia bez morza. Mówią: „Musisz to robić. Musisz iść i nurkować.” Ama jest dla nas metaforą stanu, w którym osiągamy jedność i spełnienie jako artyści i jako ludzie. Przytaczając przypadek japońskich poławiaczek pereł pragniemy stworzyć audio-wizualną przestrzeń dla postawienia pytań o możliwość spójności istnienia. Na kanwie życia morskich kobiet zastanawiamy się czym są wewnętrzne i zewnętrzne doznania. Czy możliwe jest osiągnięcie pełni w poczuciu harmonii, aby realizować się twórczo oraz czy odkryta tajemnica okaże się tragicznym finałem, czy przybliży nas do spełnienia."
http://cpm.muzeumczestochowa.pl/wystawy/projekt-transfuzje-2/ama-mitologie-jednosci-wystawa-interdyscyplinarna-agnieszki-zawadzkiej-i-roberta-rabiejga/