Zed...rozumiem, rozumiem, nie panikuj

, Tylko czekam, aż wyplujesz do końca ten jad z serca, wtedy łatwiej znaleźć rozwiązanie na Twój marazm.
Dusze artystyczne w tych czasach nie mają łatwo, to prawda, a lubelszczyzna jest faktycznie regionem, gdzie znalezienie pracy graniczy z cudem. Moja cała rodzina pochodzi z lubelszczyzny i radomszczyzny (ze strony ojca), tylko moi rodzice wyjechali w inny region w latach komunistycznych za pracą na opolszczyznę, więc ta linia rodowa jest oderwana. Troszkę wiem o tych regionach, nie tylko z relacji rodzinnych, ale i relacji znajomych.
Mam znajomego w Lublinie, który długie lata zajmował się artystyczną fotografią i ma niemal takie same problemy, jak Ty. Moglibyście sobie nawet ręce podać w tożsamej niedoli,...a nawet buzi dać, bo towarzysz niedoli fajnie brzmi i pokrzepia.

Zed, u Ciebie to już nie jest desperacja, tylko czysta, czarna rozpacz.

Ty tego nie widzisz, ale Ty niemal krzyczysz tekstem, aż w uszach dźwięczy.

)
„Zrozum, ja jestem z drugiej polowy lat 70tych i wychowalem sie na ideologii hipisowskiej”...co to za argument Zed, nie wygłupiaj się

, w Polsce nie było czystego hipisowstwa, bo czasy komunistyczne dały rozwinąć się temu trendowi szczątkowo, na zasadach bezpiecznych dla ustroju.
Jeśli chcesz wysokich lotów artystycznych, to ok. Nie widzę problemu,...ale w takim razie po co trzymasz się Lubina, jakby Cię ktoś do literki L przykuł i wybił ją na czole, jako stałą wartość. Chyba wychowany na latach 70- tych powinieneś przemieszczać się swobodnie i bezstresowo we wszystkich kierunkach, mając tylko bilet w zębach, a nawet i nie.

Wśród rodaków szybciej się dogadasz, niż na obcym terenie, a Polska w różnorodności regionalnej, oferuje różne warianty. To nie jest taki ubogi kraj, jak się wielu ludziom wydaje, więcej tu antyreklamy, niż faktów.
Czy jestem przesadnie ekologiczna? Chyba nie. Uważam tylko, że jestem osobą przygotowaną na prawie wszystkie warianty bytowania i zmiana wariantów z dnia na dzień, nie stwarza dla mnie problemów. Mogę w każdym momencie zacząć od zera i nie zginę wśród ludzi, już nie.

Osobiście nie mam nic przeciwko wiecznym wakacjom, ale jak ktoś wakacji nie chce, to też nie jest źle. Kwestia tylko podejścia do zagadnienia, nic więcej.
Skoro zapomniane, to należy to przypomnieć, ale Ty wolisz użalać się nad sobą i kisić się w tym stanie i zdechnąć dla idei, jak sam napisałeś. Jest to mądre i konstruktywne wg Ciebie? Zapowiada zmiany? W tym stanie możesz się kisić do końca życia i nic nie zmieni się o jotę.
Mój znajomy z Lubina jest podobnie mało reformowanym oportunistą, bo za bardzo się przykuł do ojca i do Mamona. Od lat nie może odciąć pępowiny, bo wszystko się kręci wedle orbity „mieć i być”, jego mega lęk, dotyczy tego, że jak przetnie pępowinę, to za dużo straci z Mamona. I wytłumacz staremu chłopu, który nabił sobie mózg wszelkimi gniotami i myślokształtami, który od lat w marazmie się tapla, proste zależności, że...aby przyszło nowe, powinno odejść stare, często trzeba dużo stracić, aby jeszcze więcej zyskać. Nie da się, ręce opadają, to trzeba by łopatą wbić do głowy i to bardzo brutalnie.
