Czy majac stan depresyjny mozna czuc sie stale przemeczonym i czuc jakby tracilo sie zyciowa energie? Co z tym zrobic mozna wtedy?
No pewnie. Deprecha to według mnie brak energii, tzn. odsuwanie się od niej bo przecież energii wciąż dużo jest ale poprzez rózne niepowidzenia, rozczarowania zamykamy się na światło, zapadamy , czakry się brudzą, mysli i przekonania też, to jakby wpaść w smołę. Oblepi i staje się ciężarem, zaburza wszystko. Ale to za zgodą własną się dzieje.
A skoro miało się moc i siłę zejść do piwnicy to będzie się miało siłę i moc z niej wyjść a jak nie samemu to inni pomogą , wszystko zaczyna się od decyzji .
To tak z własnej obserwacji, kto inny będzie to pewnie widział jeszcze inaczej.
Jak sobie można pomoc?
Przede wszystkim zdecydować, że się chce sobie pomoc.
Można podziękować depresji bo pokazała jakimi nie chcemy być. Ale już nie podawać jej ręki.
Wywalać z siebie wszystko co toksyczne- myśli, emocje, toksyny z jedzenia - te skubance potrafią nieźle namieszać ale i najszybciej można się ich pozbyc, uwolnić, pić więcej wody, więcej oddychać bo człowiek w depresji oddycha kiepsko , ruszać się, próbować zauważać dobro, być lepszym dla siebie. Sięgac po jakieś sprawdzone techniki np. z tego forum, nie łapać wszystkich srok za ogon, skupić na 1 temacie, max dwóch , poczucie, że się ogarnia samego siebie powinno być najlepszą motywacją . Przygotować się na to, że będą wzloty i upadki albo może nie programowac się na to nie wiem tu nie ustaliłam, ale powiedziec sobie ze bez wzgledu na to jak bedzie bedziemy dla siebie wsparciem, nauczyc sie modlic, gadac z sercem, Bogiem, czuć dobre. No i usmiechnąć się do odbicia w lustrze, pogłaskac się i powiedziec- bedzie dobrze !
Wiara lub nie wiara , że jest sens , czy się uda lub nie uda gruntuje się w trakcie , potem przeradza się w pewność.