Edyta,
juz od dawna przerabiam ten ,,myk" i tu jest zagwozdka tego typu, ze troche sie nie da w tym sensie, ze wtedy, wybierajac nowe, musialbym bardzo powaznie zmienic moje zycie co pociagneloby za soba konsekwencje na ktore narazie nie jestem gotowy, a ktorych chyba nie da sie uniknac. I tu sie zatrzymalem w tym miejscu. Boje sie ze nawet nie tyle strace siebie, co strace te czesc mojego zycia, ktora daje mi osobista wolnosc. Chodzi mi tutaj glownie o sposob utrzymywania sie i mieszkania-otwierajac sie na nowe przynajmniej przez jakis czas bede musial z mojej wolnosci zrezygnowac a co gorsza, nie mam pewnosci ze mi sie uda osiganac to, czego pragne. Takie zafiksowanie mam.