Chcę tylko napisać, że odpisze. Tak się ten tydzień układa że ciągle jestem w rozjazdach. Wasze posty przeczytałam wczoraj rano i rozpogodziło się na chwilę we mnie bo ok.90 % wniosków mam tych samych. Jest więcej ale to już chaos w zależności czy skupiam się na ogólnym rozkminieniu problemu czy na każdej osobie w konflikcie. Jedno jest pewne, czas działa na moją niekorzyść, gdy odpuszczam im nie reagując na bieżąco bo nie wyznaczanie granic a oni czują się już pewnie jak nasi panowie i dyktatorzy. Z tym stawianiem granic to lekcja taty, zdrowo a nie dążenie do spokoju za wszelką cenę bo to tak jak nastawianie policzka gdy bokser nie przestaje uderzać. I tato hamowaniem siebie hamuje mnie. Co do brania wściekłości sąsiadów na mnie już to zrobiłam i tak ciągnę z rok ;( W głowie od lat mam taki obraz, że jadę do pracy sąsiada i od serca mówię że mamy dość i oni pewnie też i w tym momencie są we mnie neutralne uczucia ale nie widzę co mi sąsiad odpowiada, czuję że chełpi się tym, że to ja przyszłam wyciągnąć rękę do zgody a tak poza tym pod skórą wie, że będzie robił swoje. No i druga wersja , która prawie doszła do skutku to choć raz chciałabym wyrzucić przed nimi z sobie te wszystkie słowa i emocje skumulowane od lat. Może dowiedziała bym się czemu nas tak nienawidzą, nie szanują, wiem że co by nie powiedzieli jest drugie dno, takie mianowicie, że pewne wibracje nie pasujące do siebie nie mogą egzystować razem. Najgorsza jest tam ta baba, jego żona, to rozkminiam bo podły charakter plus sodówa wynikająca z posiadania ogromnych ilości pieniędzy, mąż zarabia ona nie pracuje. Nawet dawniej jak przyjechała to z opowieści taty i siostry wiem, jeszcze na dorobku byli z sąsiadem, jej wredoctwo niszczylo nasze jako takie życzliwe podejście. Przed tym sąsiadem mieszkał tu taki pan z rodziną , żyliśmy z nimi jeszcze przed podziałem ogrodu, działek tak, że co moje to i twoje

była radość, wsparcie, śliwki z drzew razem strzasali tato i ten pan i dzielili na pół. Ale wyprowadził się. Przyszedł ten obecny z rodziną z plecami w jakichś partiach, etc. I historia która tato opowiada do dziś, podział jakiś działek pod domem, ledwo wyraził zgodę która tam stronę weźmiemy, którą on, a sąsiad miał wziąć tą słoneczna bo przecież dyrektor musi

takie czasy , już po chwili przyjechał traktorzysta i mało taty nie rozjechał tak mu pan dyrektor kazał się spieszyć. Chore! Nie było ludzkiego traktowania od początku. A czy to karma stara czy nabudowana obecną kto wie, do sprawdzenia.