Jajko,
warto tu pamiętać o pewnej rzeczy - ERD potrafi się mocno zmieniać w pewnych zakresach. Można je np. bardzo mocno obniżyć w krótkim czasie jeśli odpali się totalna autodestrukcja której się poddamy i zaczniemy np. ćpać, dawać się opętać, itd.
W drugą stronę z kolei działa to tak, że przy odpowiednim samozaparciu stosunkowo szybko można dojść do poziomu ERD bliskiemu temu, jakie się przejawiało kiedykolwiek w swoim istnieniu. Ewolucyjne aniołki często miały okazje przejawiać się w okolicach 30 ERD i dlatego też dość łatwo im do tego poziomu wrócić. A to dlatego, że urzeczywistnienie świadomości, którą się już kiedyś przejawiało nie jest takie trudne - trzeba tylko odpuścić sobie to, co blokuje czy zawęża tą świadomość. Później wszystko zwalnia, bo poszerzanie świadomości na zupełnie "nowych wodach" trwa już po prostu dłużej - odkrywanie nowych obszarów wymaga czasu na medytacyjne badanie nowych terenów

Dlatego też jak zaczynałem 8 lat temu rozwój to analiza od Leszka wskazywała na zwykłe 16 ERD, a gdy zamówiłem kolejne 4 lata później to było już 26/27. I mniej więcej na tym etapie wzrost ERD diametralnie zwolnił, a najwyższe wyniki jakie otrzymywałem od różnych osób to 28. Czekam teraz na kolejną analizę od Leszka bo minęły kolejne 4 lata (pozdrowienia dla Leszka

), ale nie spodziewam się zauważalnie większego wyniku.
Czy to znaczy, że mój rozwój zwolnił w ostatnich latach? Nie, wręcz przeciwnie - jak dla mnie to nawet przyspieszył, ale wszystko rozgrywa się na innych poziomach i nie mam wielkich rewolucji życiowych co pół roku jak to bywało na początkach

Dla mnie nadszedł czas spokojniejszych zmian i daje sobie coraz więcej czasu na naturalny rozwój pewnych aspektów ducha. Nerwice oświeceniową mam na szczęście już za sobą, więc mogę na spokojnie delektować się pogłębianiem relacji z Bogiem, nie oszukując się nawet że oświecę się w tym życiu(choć oczywiście niczego nie wykluczam)

A i zresztą gdzie miałoby mi się spieszyć? Mało tego czasu mamy?

A co do zadzierania nosa - sporo rozwojowców, chyba nawet większość ma do przejścia takie struktury swojego ego, które wiążą się ze sztucznym przekonaniem o swojej duchowej niesamowitości (to się różnie przejawia). Sam byłem zresztą nie lepszy, dosyć mocno to przejawiając i mi zajęło dobre 8 lat puszczenie tego w większym stopniu. To jest jedna z sztuczek ego, która trzyma je przy życiu, odsuwając jednocześnie od Boga. Na to się łapie dużo ludzi, bo skoro czują się tak świetnie, czują się tacy boscy, wyjątkowi i lepsi to aż się nie chce tego puszczać. Bo do czego mają wrócić? Do swojej dziurawej samooceny, kiedy oni już są dawno ponad takie rzeczy? A co by powiedzieli wielbiciele czy klienci?
Mam wrażenie że to jeden z popularniejszych mechanizmów na którym rozwojowcy od zawsze się odbijali i stąd też tak wielu wysoko urzeczywistnionych mistrzów, którzy jakoś do tego oświecenia nie dochodzili.
Haha, no tak. Moja cwana podświadomość mi podsunęła nawet o co chodzi - no bo przecież jak się w rozwoju osiągnie tak wiele, to jak tu to odpuścić przyznając że "
JA nie osiągnąłem nic, wszystko co prawdziwe i wartościowe zawsze było, jest i będzie". W rozwoju nie chodzi o to, żeby coś osiągać, żeby być KIMŚ (guru, mistrzem, oświeconym, bogiem). Chodzi o to, żeby puścić te wszystkie zabawki ego i stać się jednością z Boskim Strumieniem, którego przepływ samoistnie zapewnia wszystko co ważne i potrzebne.
Czy kropla wody wpadająca do oceanu może czuć się lepsza od reszty wód tego oceanu? Jeśli tak się czuje, to znaczy że ona tego oceanu na oczy nie widziała i jeszcze nie wie co znaczy stanowić jedność z resztą wody

Swoją drogą to takie zabawne. Nasze ego robi takie wielkie halo z tylu rzeczy, a w porównaniu z całym wszechświatem to jest takie nic. Wszyscy jesteśmy jak te kropelki - krzyczymy o swojej wspaniałości, walczymy, spinamy się, szarpiemy, robimy wielkie dramaty... a na końcu jest tylko "plum" i kropelka staje się częścią Boskiego Oceanu

Momentalnie wszystko czego doświadczyła kropelka, przestaje mieć znaczenie bo nie ma już oddzielenia, nie ma już kropelki.
Każdy ma swoją drogę do przejścia i osobiście polecałbym wyrozumiałość dla osób, które czują się wspanialsze i bardziej rozwojowe od innych. To są cudze doświadczenia, które te osoby potrzebują przekroczyć, a walka z nimi tylko dolewa oliwy do ognia, bo atak sprawia że jest co bronić, a ego kocha bronić

Oczywiście osoby, które nie mogą znieść takich ludzi z reguły same mają podobne wzorce, które już przejawiają albo będą przejawiać w przyszłości jak im samoocena pójdzie w górę.