Ostatnio zauważyłam, jak bardzo ograniczała mnie relacja z osobą odnoszącą się z pogardą wobec ludzi, oceniającą ich jako gorszych, choć nie okazującą tego wprost, tylko za ich plecami.
Tym bardziej, że w towarzystwie tej osoby odpalał mi się dodatkowo mój własny mechanizm samoograniczania się, udawania głupszej, częściowego ukrywania siebie i swoich możliwości itp. - bo pś wierzyła, że wtedy nie zostanie zaatakowana lub wrzucona na czarną listę, jak to czasami bywało z innymi znajomymi. Okazja do ataku jednak i tak się znalazła, a mi przynajmniej spadły w końcu klapki z oczu. Było najpierw ciężko po tym wszystkim, z różnych względów, w tym moich własnych wywałek, które atak i jego skutki powyciągał na wierzch, jednak w tej chwili czuje ulgę, bo nie lubię obłudy, niedomówień, manipulacji i innych tego typu kwiatków.
Zatem w końcu wychodzi na dobre

Zaczęłam w końcu także pś łapać, ze jestem w porządku, kiedy przejawiam swoje talenty, możliwości, boską jakość Ukochanego Dziecka Boga, bez względu na to, na co pozwalają sobie inni. A także bez względu na urojenia i wyobrażenia innych w moim temacie. To ich biznes, co sobie uroją, co w sobie będą hodować i na czym to będzie bazowało. Podobnie jak ich zaślepienia, także na własne mechanizmy - to jest tez ich biznes. Nic mi do tego. Czas zajmować się sobą, bez nadmiernego oglądania się na innych, na to, co sobie pomyślą czy co sobie ubzdurają. Żyć w pełni w zgodzie z sama sobą, bez zawyżania, bez zaniżania, bez ranienia siebie ograniczaniem, czuciem się nie w porządku , bo inni to czy tamto..., ani ranienia innych świadomie. Gdyż i tak nie mamy pełnego wpływu na to, co kogoś zrani, tym bardziej jeśli nie ma po naszej stronie żadnych intencji ranienia i jesteśmy z tym w porządku. Przejmowanie się każdym cudzym zranieniem lub taką możliwością jest po prostu bzdurą, bo innym może wywalać nie tylko na nasze, nawet niewinne, działania ale i na ich własne urojenia.
Takie są moje przemyślenia w tym temacie.