Doktor-X - bardzo dobre plany!

Możesz też spróbować - o ile już czegoś takiego nie stosowałeś i to do Ciebie przemawia (choć moze budzić z poczatku pewne przerażenie) - uprzedzanie i wychodzenie do ludzi z informacją - "Hej, jąkam się czasem"; Moze brzmi to dziwnie, ale mi coś podobnego pomogło na olbrzymie lęki i stres, jakie budził we mnie mój niedosłuch - tak bardzo się bałam, ze ludzie się dowiedzą i będą mnie traktować jak przygłupa lub niedorozwoja (tak traktowały mnie ze wzgledu na niedosłuch nie tylko dzieci w podstawówce, ale i niektórzy dorośli swego czasu, łącznie z pewną panią psycholog), że starałam sie w ogóle z ludźmi nie rozmawiać, a jak już musiałam, to udawałam, ze słuch mam w porządku, a to że czegoś nie zrozumiałam, to wina np.; hałasu, przeziębienia itp. Oczywiście skutek zazwyczaj odnosiło to odwortny, takie kombinownaie - bo ludzie nie wiedząc o niedosłuchu, różne zreczy sobie mysleli o mnie, jak im dawałam np.; odpowiedzi od czapy

Noszenie aparaciku słuchowego na jedno ucho problemu (na drugie nie było zbytnio stać) i tak nie rozwiązywało, zresztą potwornie się wstydziłam go zakładac (mimo ze był wewnątrzuszny i niewiele na zewnątrz było widać... to przecież ktoś mógłby go zauwazyć i domyślić się, ze nie slyszę!;)
Aż w końcu przez takie cyrki zaczęłam mieć poważny problem z zaliczeniem na studiach języka obcego ustnie - groziło mi, ze po prostu nie skończę przez to studiów, bo musiałam miec zaliczony przynajmniej jeden język. A wiadomo - skoro czasem nei rozumiałam polskiego, jak mi się słowa zlewały (nie potrafiłam ich wyobrębnić) - to co dopiero z językiem obcym.
I w desperacji, bo kolejnym oblanym egzaminie (został mi jeszcze warunek) - poszłam do laryngologa i poprosiłam go o wystawienie mi zaświadczenia, ze mam niedosłuch i jakiego stopnia. Z tym zaświadczeniem posżłam na warunkowy egzamin, przedstawiłam egzaminatorkom.... Panie tak się speszyły, były tak uwazne i w pierwszym momencie skrępowane, że mówiły do mnie naparwdę wyraźnie - i dzięki temu byłam w stanie zrozumieć, co do mnie mówią i prawidłowo odpowiadać. No i zaliczyłam na 4+

I załapałam wtedy, ze OPŁACA mi się informowac ludzi o swoim niedosłuchu, zamiast go ukrywać. Bo ludzie wiedząc co jest grane i czego mogą sie spodziewać - przejmują się, robia uważniejsi, życzliwsi... i generalnie łatwiej jest się porozumieć

Oczywiście, zdarzają się wyjątki, jak wszędzie, ale to juz ich strata, ze ich mój niedosłuch denerwuje

nie moja.
Co dalej - zauwazyłam od jakiegoś czasu, ze choć niedosłuch mam nadal i zdarza mi się czasem nie zrozumieć, co ktoś do mnie mówi (zwykle 1-2 słowa) - to jakby mniejszy - bo nie stresuję się samym tym faktem tak, jak kiedyś, a stres pomniejszał dodatkowo moje możliwości zrozumienia - dosłownie w mózgu odpalała mi się wtedy taka mgła, powodująca, ze stwierdzałam nie wiem co ktoś do mnie mówi, nie rozumiem - i strasznie mnie to spinało, denerwowało i budziło przerażenie. Jeszcze do niedawna miałam tak też z angielskim - ostatnio jednak i tu czuje, ze stres się zmniejszył - i dzieki temu, jak ktos nie mówi londyńskim cockneyem albo ze szkockim akcentem;) - rozumiem i mogę rozmawiac w tym języku. Nie jest to jakieś doskonałe - ale porozumieć się potrafie i nawet w miarę luźno rozmawiać.
Tak to opisałam, bo moze coś z tego wyciagniesz dla siebei przydatnego do procesu uzdrawiania, który planujesz.