Autor Wątek: Terapia wewnętrznego dziecka  (Przeczytany 190103 razy)

Edyta

  • Gość
[#]   « 2013-11-11, 22:42:38 »
Clint
myślę że jesteś w porządku jaką byś decyzję nie podjął.
Zastanawiam się jednak nad tym czy oni w ogóle by wiedzieli dlaczego zrywasz z nimi kontakt.
Czy mówiliście kiedyś o swoich uczuciach w rodzinie ? bo tak jak opisujesz to bardziej przypomina jakiś teatr niż spotkanie rodzinne.
Co by się stało gdybyś od razu "walił" im co czujesz np. "czuję że wiele negatywnych ocen idzie w stronę moją i partnerki" , albo "nie mam ochoty już z wami jeść ten obiad bo czuję że wiele negatywnych ocen idzie w stronę moją i partnerki", albo "czuję że wcale nam dobrze nie życzycie tylko czekacie na jakieś potknięcie".  :) no nieźle mogło by się podziać albo by coś do nich dotarło albo może sami zerwali by kontakty ze strachu że znów zaczniesz szczerze wywalać kawę na ławę :)

Davvidia

  • Wiadomości: 499
  • Płeć: Kobieta
    • http://www.podlasem.manifo.com
  • Regresja EFT Trener, NLP Coach zaśw. MEN
  • Status: Obserwator
[#]   « 2013-11-11, 13:33:31 »

odzwierciedlenie akceptacji siebie i swoich aspektów

Aspekt męski: ojciec/bóg/świadomość/WJ/pion/idea/górna część ciała
Aspekt żeński: matka/ziemia/gaja/materia/niższa część duszy/poziom/wcielanie idei/dolna część ciała

Mariusz

  • Wiadomości: 4 015
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2013-11-11, 12:57:50 »
Clint
możesz całkowicie niewinnie sobie odpuścić utrzymywanie jakichkolwiek kontaktów z twoimi rodzicami. A może nawet powinieneś dla swojego dobra.  Nic im nie wisisz nawet jesli cię utrzymywali przez tyle lat. Robili, a przynajmniej powinni byli to robić dla SWOJEJ radości i spełnienia. Jesli je otrzymali to OK, jak nie to ich sprawa.


Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2013-11-11, 12:49:07 »
Mam mętlik w głowie, więc może tutaj uda mi się pewne kwestie jakoś sobie ułożyć.

O moich toksycznych rodzicach się napisałem już mnóstwo razy. Jakiś czas temu w końcu udało mi się dojść do etapu, gdzie nie czuje do nich żadnej większej urazy (coś tam pewnie jeszcze siedzi, ale to nie są już tak duże i przytłaczające uczucia). Od 3 miesięcy żyję na własny rachunek, mieszkam z ukochaną osobą i moje kontakty z rodzicami stały się dosyć sporadyczne. Zdarzyło mi się kilka razy do nich zadzwonić, raz nawet wpadłem jak potrzebowałem coś wydrukować, ale nie było w tym w ogóle żadnej chęci, aby się z nimi zobaczyć. Kiedy już mamy ze sobą kontakt to jest nijako - nie mamy o czym rozmawiać, z ich strony jest brak przejawów jakichkolwiek pozytywnych uczuć w moją stronę - albo są zimni i oschli albo mało sympatyczni.

Wczoraj miałem dość przełomowe spotkanie z nimi. Zdałem ostatnio magisterkę, więc z tego powodu chcieli mnie wyciągnąć na miasto na jakiś obiad. Miałem dość mocno mieszane uczucia co do tego wszystkiego, ale chciałem dać im po raz milionowy kolejną szansę łudząc się, że może coś zmieniło po dosyć przełomowych akcjach tuż przed moją wyprowadzką. Namówiłem partnerkę żeby poszła ze mną, mimo że była dość mocno niechętna, co nie jest dziwne ze względu na stosunek mojej matki do niej. Ja jednak koniecznie chciałem chociaż spróbować i zobaczyć czy taki rodzinny twór chociaż w wersji minimalnej jest w stanie funkcjonować.

Niestety spotkanie było totalną klapą - oni byli jak zawsze sobą, niby się pojawiały jakieś uśmiechy, ale wszystko było sztuczne i zdominowane przez ich toksyczne zachowania i reakcje. Ja byłem przyzwyczajony do tego wszystkiego i nudziłem się, ale nie męczyłem jakoś szczególnie. Dominowało jednak uczucie bezsensu i nasuwające się pytanie "po co ta cała szopka?". Moja partnerka męczyła się strasznie, bo ona jednak pochodzi z mniej toksycznego domu, gdzie normalne było okazywanie sobie uczuć, jakieś więzi rodzinne i tego typu sprawy. A tutaj mnóstwo jakiejś dezaprobaty, chłód emocjonalny, znudzenie sobą nawzajem i brak czegokolwiek pozytywnego. Nie widzieliśmy się prawie dwa miesiące, a nawet nie mieliśmy o czym rozmawiać. Ciężko było poruszyć jakikolwiek temat, a z ojcem gadałem więcej o rozliczaniu podatków i pracy niż czymkolwiek innym. Z matką prawie słowa nie zamieniłem.

Dzięki zdrowemu związkowi jaki teraz mam, dzięki spojrzeniu mojej partnerki na tą sytuacją dotarło do mnie jak bardzo patologiczne to wszystko jest. Myślałem, że jak już nie ma chamskich ataków i jakiś większych, chorych akcji to już jest w porządku. Dla przykładu dla mnie było normalne to, że po zapytaniu się o to jaką ocenę dostałem z obrony i powiedzeniu że czwórkę, usłyszałem tylko "a czemu się nie nauczyłeś na piątkę". Moja partnerka była w głębokim szoku :P

Dla mnie staję się jasne, że z tej relacji nic zdrowego nie będzie. Wiele razy chciałem to urwać, ale pierwszy raz nie czuję, żebym chciał tego pod wpływem emocji. Bo ja mógłbym do czasu do czasu spotkać się z nimi i nie było w tym nic strasznego, nic czego bym się bał. Po prostu nie widzę w tym sensu, nie wiem co miałbym z nimi robić i po co. Oni zresztą podtrzymują tą relację tylko dlatego, że jestem ich synem i to oczywiste że musimy mieć relację - zwykłe poczucie obowiązku, nic więcej. Żadne z nas nie potrafi się w tym odnaleźć, widać że nikomu na tym nie zależy i nikomu nie sprawia to przyjemności. U nich tylko działa to zaślepienie, że trzeba, a ja nie potrafię tego tak po prostu przerwać.

Nie wiem co robić. Nie chcę tego urywać tak po prostu, ale nie chce się z nimi spotykać, nie chce dzwonić, ani nawet odbierać ich telefonów. Wiem, że oni tego nie zrozumieją, wiem też że oni się starają na swój chory, spaczony sposób. I wierzą że jest ok wszystko z ich strony. Ojciec uważa, że jak sypnie o czasu do czasu kasą, to już jest super ojcem. Zresztą słyszałem ostatnio od siostry, że on uważa, że ja wciąż nie jestem samodzielny, bo on mi pomaga. A ta pomoc to kupno materaca i lodówki (o to drugie go nawet nie prosiłem) - co z tego, że z własnej pensji utrzymywałem samodzielnie dwie osoby, póki dziewczyna nie znalazła pracy? Zarówno on, jak i matka chcą mnie widzieć jako kogoś kim nie jestem. Mają o mnie beznadziejne zdanie i żadnych chęci, żeby poznać mnie takiego, jakim jestem. Siedząc wczoraj z nimi czułem jak wiele negatywnych ocen idzie w stronę moją i partnerki. Nie wiem po co mi taka relacja.

Piszę to wszystko, bo chyba potrzebuje po prostu usłyszeć, że jestem w porządku z tym, że w takich okolicznościach nie chce dalej ciągnąć tej relacji.

Karina

  • Wiadomości: 3 331
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2013-11-03, 12:59:28 »
Zobaczcie, jakie to piękne, dziecko płacze jak mama śpiewa

http://vitaminl.tv/video/652?ref=ft

Doktor-X

  • Wiadomości: 2 140
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2013-10-03, 23:18:16 »
No dobra czas może nieco coś tu podłubać :)
Tak jak Blackrose pisała wcześniej im bardziej rodzic jest poblokowany, nieprzytomny tym bardziej zatruwa życie innych.
Ostatnio zauważyłem ( oczywiście to dość płytkie odkrycie ) jak powstał u mnie lęk przed porażką. Stało się to głównie za sprawą ojca który od najmłodszych lat był dla mnie surowy i wydzierał się gdy zrobiłem jakiś błąd.
Od jakiegoś czasu coraz bardziej sobie pozwalam na swoje takie różne zachowania których kiedyś się bałem.
Np. gdy ojciec na mnie krzyczy w pracy że za wolno coś robie albo że źle to ja jeszcze bardziej wolno pracuje :) i jeszcze bardziej spokojniej i dokładniej wykonuje daną czynność. To go wkurza jeszcze bardziej a ja mimo tego nieczuje się tak paskudnie jak kiedyś i powtarzam że nie dam się presjonować.

Jednak niestety każdego dnia gdy pracuje z ojcem to potrafi mnie wyprowadzić z równowagi. jego głupota niezna granic a ja niepotrafie zaakceptować że ten człowiek którego nigdyś uważałem za mądry autorytet jest tak głupi.
Nigdy pierwszy niemówie do niego nic niemiłego. Za każdym jednak razem gdy ojciec mi umniejsza to oddaj mu z nawiązką ale nie robie tego w hamski sposób tylko staram się mądrze mu zripostować.
To nawet zabawnie wygląda bo ciągle dostaje odemnie " baty " :D
Niemoże wygrać bo atakując mnie zawsze jest przegrany.
Jednak chyba spóbuje być bardziej cierpliwy i bardziej odpuszczać.
Im niższa samoocena tym bardziej chce się walczyć z cudzymi urojeniami na nasz temat bo tak to wyglada w praktyce. Ludzie widzą nasze wyobrażenia na nasz temat. Tak samo mój ojciec ma mnie za głupca i tak mnie traktuje. Myśl że jestem taki o owaki a tak nie jest i dlatego powstają konflikty.

Tess

  • Wiadomości: 2 607
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2013-08-01, 14:27:54 »
Blackrose, cytat " . .  niektórzy rodzice nigdy nie będą z nas dzieci zadowoleni".
Tak sobie myslę, że czasami dzieciom się tak wydaje, że rodzice NIGDY nie będą zadowoleni z nich. Abstrahując od twoich realiów, których nie znam :).
Czasami jest tak, że obie strony tak się przyzwyczaiły do toksycznych układów, ze jedna strona nie dowierza, czuje dyskomfort gdy druga strona chce już dobrze. To może działać w dwie strony.
A rodzice często takim 'buntem' wyrażają lęk. Boją się najzwyczajniej  w  świecie o swoje dziecko. Że sobie nie da rady, etc.
Już by może nawet chcieli uwierzyć. Ale się boją. że coś pierdyknie znowu :(
Co do kłótni, cóż.
Czasami taka 'niekonwencjonalna wymiana zdań' rzeczywiście coś oczyści. Póki sa emocje duże.
Możemy to określić jako 'lively exchange of views' ;))

Karina

  • Wiadomości: 3 331
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator

Blackrose

  • Wiadomości: 1 330
  • Płeć: Kobieta
  • Access Bars, psychoterapia, masaże, uzdrawianie duchowe
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2013-07-12, 20:49:31 »
Ja z kolei dojrzałam do tego, że nie chcę walczyć z tym, czego nie jestem w stanie zmienić. Po prostu pozostaje mi zwrócić wolność i poddać biegowi życia pewne sytuacje. Stoję z boku i trzeżwiej patrzę na cierpienie mojej rodziny. Oni nie chcą być zmuszani do zmian, wtedy jeszcze bardziej cierpią. Powinni iść swoją drogą. Tak bardzo zmęczyłam się upartością i tą irracjonalnością sytuacji w mojej rodzinie, że odpuściłam.
Po prostu uspokoiłam się.

Odnośnie sprzątania i garnków - potrafiły wywołać istne piekło. Ta psychoza ciągnęła się za mną latami, a gdy zamieszkałam z partnerem, myślałam o tym czego jeszcze nie pozmywałam, ciągle przypominały mi się konflikty o jakieś pierdoły. Dobrze jest to wszystko porzucić i pozwolić sobie na odrobinę luzu. Nie musimy być doskonali jak nasi rodzice, nawet w sprzątaniu. Takie czepianie się i krytykowanie w rodzinach pozwala rozładować napięcie i zrzucić z siebie trochę chorej odpowiedzialności. Wielu rodziców denerwuje po prostu cisza. Tak, cisza doprowadza do furii i trzeba z nią koniecznie coś zrobić. Często jest tak, że rodzic nie wie jak nawiązać kontakt z dzieckiem, aniżeli poprzez gderanie i czepianie się. To jedyne powody, aby zwrócić na siebie uwagę. U mnie sprzątanie było wykorzystywane do robienia z siebie ofiary i męczennika. Nie sprzątasz - źle, sprzątasz też źle. Istniejesz - też źle. Najlepiej w ogóle to zlewać. Piszę z perspektywy czasu, niektórzy rodzice nigdy nie będą z nas dzieci zadowoleni. Nie potrafią przekroczyć tej magicznej granicy i zastanowić się nad sobą.

I tak jak piszecie kłótnie są uzależniające. Tylko poprzez kłótnie na moment można poczuć się lepiej.

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2013-07-12, 18:48:38 »
Doktor
Ja miałem podobnie z moimi rodzicami - ojciec tyran i matka wiecznie krytykująca i gadająca bzdury. I jak miałem problemy mocne z ojcem to na matkę w ogóle nie zwracałem uwagi. Teraz jak mi się z ojcem z grubsza poukładało, to matka strasznie irytuje :D

Doktor-X

  • Wiadomości: 2 140
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2013-07-12, 16:28:45 »
hehe garnki, odkurzanie, sprzątanie.
Ja swoją matke lubie, jak bym miał do niej stosunek taki jak do ojca to pewnie stał by sie dramat o którym mówią w wiadomościach na tvn.
Na ojca się wściekam za pierdołe bo mi odpala lęki i wzorce, nienawiść a matka 24 na 7 się drze o sprzątanie, ubliża mi często, krytykuje mnie 100 razy dziennie a po mnie to spływa jak po kaczce, często nawet nie zwracam uwagi co mówi bo mówi cały czas. Jak już nie ma o co krzyczeć to wymyśla jakieś pierdoły np. że brudny dywan mimo to że dzisiaj było odkużane, czepia się o wszystko. Tak jakby jest uzależniona od kłótni. Jak jest spokój w domu to znaczy że coś jest nie tak.
Z matką nie uzdrawiałem jeszcze w ogóle relacji ale jest tez sporo do uzdrowienia.

Blackrose

  • Wiadomości: 1 330
  • Płeć: Kobieta
  • Access Bars, psychoterapia, masaże, uzdrawianie duchowe
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2013-07-12, 15:39:48 »
okay ;)
Niech sie dzieje

Ja tam wole sam, łaski bez !

Wczoraj wieczorkiem tak spojrzałem na matule zmagającą się w kuchni z garczkami i wpadła mi do głowy pewna teoria.
Moja matka nienawidzi siebie i jej życie jest pasmem nieszczęść. Prowokuje otoczenie do agresywnych zachowań.


Generalnie im bardziej nieszczęśliwy i sfrustrowany jest rodzic tym silniej zatruwa życie najbliższym. U mnie w rodzinie jest tak samo, tyle, że na porządku dziennym jest robienie z siebie ofiary, a przedtem prowokowanie innych do agresji, aby móc się tą ofiarą poczuć. Fantastyczny schemat ;) Nawet jak jestem na odległość to odczuwam tego skutki w postaci poczucia winy. Z tego co do mnie dociera garnki nadal rządzą i stanowią główną przyczynę nieporozumień.


Doktor-X

  • Wiadomości: 2 140
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2013-07-11, 22:37:13 »
okay ;)
Niech sie dzieje

Ja tam wole sam, łaski bez !

Wczoraj wieczorkiem tak spojrzałem na matule zmagającą się w kuchni z garczkami i wpadła mi do głowy pewna teoria.
Moja matka nienawidzi siebie i jej życie jest pasmem nieszczęść. Prowokuje otoczenie do agresywnych zachowań.
Pomyślałem że być może i ja mam gdzieś w sobie nieuświadamianą nienawiść do siebie i stąd np. bierze sie we mnie strach przed byciem sobą, wyrażaniem siebie i czerpaniem od życia tego co chce bo jak to będe robił to kogoś sprowokuje.

Obok tego są inne lęki przed ludźmi, przed konfrontacją z nimi wynikające już nie wiem z czego. Ale jak zawsze wszystko jst ze sobą połączone i uzdrowienie jednego przekłada się na inne rzeczy z którymi później jest łatwiej się uporać.

W każdym razie miłość do siebie to najlepsza sprawa. Trudna ale najbardziej się opłaca ze wszystkich form leczenia swojego życia.
U mnie idzie bardzo opornie ale idzie.


Tess

  • Wiadomości: 2 607
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2013-07-11, 14:40:04 »
Wiesz Doc,
ja tak napisałam, bo sama mam 'my hopes', you know ;))

Doktor-X

  • Wiadomości: 2 140
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2013-07-11, 14:08:29 »
Kiedy sie ją dostanie ale niektórzy nigdy się niedoczekają i niedostaną. Sami muszą sie uczyć.
Jasna sprawa że się da, pisze tylko że to trudne.