No i książka pochłonięta na niemal jednym wdechu.
Dużo ciekawych rzeczy tam wyczytałem i mi się teraz trochę w umyśle kłębią i mieszają różne myśli.
Taką ważniejszą rzeczą na jaką zwróciłem uwagę to mechanizm wypierania traum z dzieciństwa i idealizowanie rodziców pod ich dyktando. Udawanie przed sobą, że nie było aż tak tragicznie.
Książka też mi rozjaśniła kwestię braku własnych potrzeb i prawa do własnego ja.
Ja czytałam tę knigę kilka razy i za każdym razem coś nowego sobie uświadamiałam

Polecam też książkę "Twoje ocalone życie" tej samej autorki. To jej ostatnia książka (szkoda). Bardzo fajna, bo oprócz tego, że też dużo uświadamia, to jeszcze pokazuje, jak pracować z tym tematem.
Twój ojciec, z tego co opisujesz prymitywnie podchodził do seksu, może rzeczywiście chciał Ci "coś przekazać", ale zrobił to na tyle nieudolnie, że doprowadził do Twojego cierpienia.
Z tego, co Clint opisuje jasno wynika, że ojciec niczego nie chciał mu przekazać, ale że w chory sposób dał upust swojej zapewne bardzo stłumionej energii seksualnej. Zwyczajnie wyżył się na dziecku (choć dla dziecka na pewno nie było to nic zwyczajnego, wręcz przeciwnie: to był gwałt na nim, pogwałcenie jego prawa do nienaruszalności fizycznej i psychicznej).
Tym bardziej nie ma co nabierać się na jego dobre intencje, że przecież wiedział, że syn umie się masturbować, bo kilka lat wcześniej właśnie za to został przez niego zbity.
Takie sytuacje wcale nie są rzadkie, tylko że dzieci je wypierają, wymazują ze wspomnień. W dzieciństwie muszą, bo zazwyczaj nie mają innego wyjścia. A potem to już mało kto ma tyle odwagi, by tak jak Clint przypomnieć sobie o tym i ponownie to przeżyć.
I żeby nie przeżywać takich (i podobnych) sytuacji ponownie, tworzone są fałszywe historie pod hasłem "szczęśliwe dzieciństwo", a gdy ktoś próbuje opowiadać o tym, co faktycznie przeżył, broni się rodziców, żeby utrzymać wszystko w tajemnicy. Oczywiście to się dzieje na poziomie podświadomym, bo świadomie się o tym nie pamięta.
A dlaczego wykorzystywanie dzieci jest takie nagminne? Bo w naszym społeczeństwie wypiera się potrzeby seksualne. Wiadomo, w jaki sposób traktowany jest seks i te sprawy. A stłamszona energia seksualna musi mieć gdzieś ujście. A gdzie najlepiej jest ją skierować, jeśli nie na bezbronne, słabe dziecko? Przecież to nie ma żadnych konsekwencji, bo "dziecko i tak jest nieświadome i zapomni". I to nie dotyczy tylko pedofilów. Pedofila podniecają tylko dzieci. Normalnych ludzi dzieci nie podniecają, ale są one najłatwiejszym obiektem, na który można skierować swoją energię seksualną, która tłamszona staje się ciężarem nie do zniesienia. I tego zazwyczaj nie robi się celowo, a nawet się do tego przed sobą nie przyznaje. Robi się to pod płaszczykiem działań wychowawczych, czy pielęgnacyjnych (np. chodzi tu o matki, które z uporem maniaka myją penisy swoich coraz starszych synów, albo masują ich, żeby się prawidłowo rozwijali).
Sprawa jest o tyle poważna, że tego typu działania, jeśli nie zostanie to wyciągnięte na wierzch i uzdrowione, zostają przenoszone na następne pokolenia. Wtedy sami, nieświadomie, stajemy się katami. I nie chodzi mi tutaj tylko o kwestie seksualne.
I tak jest z każdym człowiekiem, który nie jest świadomy tego, co ma w środku. Nie ma się co łudzić, że "jestem dobra/y, więc nikogo nie skrzywdzę". To co zostało stłumione i zepchnięte w podświadomość w nadzwyczajnych sytuacjach (kiedy emocje biorą grórę) wygra z tym, czego sobie życzę świadomie.
Żeby to przerwać trzeba zmierzyć się ze swoją człowieczą (czy jak kto woli - zwierzęcą) naturą. Zmierzyć, czyli przyznać się do niej, poznać i zaakceptować. Dopiero wtedy przychodzi uświadomienie, że to nie jest moja prawdziwa natura i wcale nie trzeba się jej obawiać. Po prostu ją mam, ale ona nie jest mną i wcale nie muszę poddawać się zwierzęcym instynktom.
No ale dopóki to będzie ukrywane, dopóty będzie działało na hybił trafił.