Autor Wątek: Terapia wewnętrznego dziecka  (Przeczytany 189771 razy)

bziuuummm

  • Gość
[#]   « 2012-07-22, 15:38:06 »
Miśki kochane :)
Czyli jednak prostota :)))
jupiiiii

Felicite

  • Gość
[#]   « 2012-07-22, 15:33:39 »
Lukasz, świetnie to opisałeś. Też myślę, że to właśnie na tym polega :))

czujemy siebie prawdziwego i akceptujemy tą naszą prawdziwość (...)
hej przecież prawda o mnie jest tak i taka i to takie piękne i fajne, kocham to, kocham siebie prawdziwego i wszystko co mną nie jest mnie nie interesuję.

To właśnie miałam na myśli, pisząc o właściwym nastawieniu wobec siebie. Dobrze to ująłeś :D

lukaszlm

  • Wiadomości: 734
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2012-07-22, 14:38:16 »
Już chyba wiem, o co chodzi z tym uwalnianiem się od tego, co nie jest nami bez dochodzenia do przyczyn.
Mianowicie chodzi o kwestię intencji. Uwolnienie bez dojścia do przyczyn, analogicznie do sytuacji z wybaczeniem (bez poznania przyczyny), możliwe jest w przypadku, gdy nastąpiła zmiana nastawienia do siebie i ono się jedynie ugruntowuje. Wtedy możliwe jest coś takiego, że puszcza się coś, czego nawet nie trzeba nazywać, a już na pewno nie trzeba dochodzić do przyczyn tego. Po prostu zauważa się, że to coś nie jest mną, więc pozwala się temu odejść.
Jednak żeby coś takiego dawało skutek w postaci całkowitego uwolnienia, trzeba zmienić podejście do siebie (intencje). A te bardzo ciężko zmienić bez poznania dokładnie siebie, swoich motywacji, swojej historii, bez wchodzenia w przyczyny swego zachowania i bez uświadomienia sobie prawdy.
Oczywiście możliwe jest puszczenie np. techniką uwalniania emocji bez poznania jej pochodzenia, ale jest to bardzo złudne.
Takie uwalnianie obciążeń, wzorców bez poznania przyczyn jest super. Polega to na tym że nie tyle pozwalamy aby obciążeniom/wzorcom odejść, tylko że czujemy siebie prawdziwego i akceptujemy tą naszą prawdziwość. Jest to całkowicie inne podejście, nie na zasadzie nie podoba mi się te kawałek więc go usunę, tylko na zasadzie hej przecież prawda o mnie jest tak i taka i to takie piękne i fajne, kocham to, kocham siebie prawdziwego i wszystko co mną nie jest mnie nie interesuję. Ogólnie super sprawa dla kogoś, kto ma dobry kontakt ze sobą, ze swoimi emocjami, ze swoją duszą, akceptuje siebie, dostrzega kim jest, ma dobry kontakt z bogiem w sobie, ma zaufanie do boga. No i żeby nie wypaś w tą pułapkę o której pisałaś najpierw trzeba trochę pracy włożyć w poznanie siebie, swoich(swojej duszy) potrzeb, marzeń, intencji, emocji.

Felicite

  • Gość
[#]   « 2012-07-22, 13:43:53 »
Lukasz :))

Aczkolwiek, prócz losowych przypadków, nie udało mi się tego przełożyć na systematyczną pracę z przebaczeniem, więc nie wnikam, staram się zrozumieć przyczyny i odpuszczać emocje, a przebaczenie przychodzi samo.

Mnie też, prócz losowych przypadków, jeszcze się to nie udaje (to przełożenie na systematyczną pracę) :) [choć jestem świadoma, że tak to może działać]
Po prostu zazwyczaj jeszcze muszę dochodzić do przyczyn i odpuszczać emocje.
Myślę, że to chodzi o to, co napisałam poniżej: Wszystko w swoim czasie :)

Felicite

  • Gość
[#]   « 2012-07-22, 13:38:58 »
Już chyba wiem, o co chodzi z tym uwalnianiem się od tego, co nie jest nami bez dochodzenia do przyczyn.
Mianowicie chodzi o kwestię intencji. Uwolnienie bez dojścia do przyczyn, analogicznie do sytuacji z wybaczeniem (bez poznania przyczyny), możliwe jest w przypadku, gdy nastąpiła zmiana nastawienia do siebie i ono się jedynie ugruntowuje. Wtedy możliwe jest coś takiego, że puszcza się coś, czego nawet nie trzeba nazywać, a już na pewno nie trzeba dochodzić do przyczyn tego. Po prostu zauważa się, że to coś nie jest mną, więc pozwala się temu odejść.
Jednak żeby coś takiego dawało skutek w postaci całkowitego uwolnienia, trzeba zmienić podejście do siebie (intencje). A te bardzo ciężko zmienić bez poznania dokładnie siebie, swoich motywacji, swojej historii, bez wchodzenia w przyczyny swego zachowania i bez uświadomienia sobie prawdy.
Oczywiście możliwe jest puszczenie np. techniką uwalniania emocji bez poznania jej pochodzenia, ale jest to bardzo złudne.
Przedstawię to na przykładzie: Kogoś bardzo denerwuje osoba X. Uwalnia złość na tę osobę bez wchodzenia w przyczyny tej emocji, ale to nie uwalnia jej od przyczyny problemu, bo ta złość, to nie była złość na osobę X, ale np. na matkę, którą ten ktoś "widział" w osobie X (to bardzo częste zjawisko). Tak więc złość na osobę X znika, bo nie o nią chodziło, ale nie znika źródło problemu, więc złość "odnawia" się, ale w odniesieniu do innych osób.
Tak więc trzeba się bacznie obswerwować, żeby nie wykorzystywać mechanizmu nazwijmy go "uwalnianiem bez wchodzenia w przyczyny", jako ucieczki od siebie i swoich probmelmów. Wszystko w swoim czasie :)

lukaszlm

  • Wiadomości: 734
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2012-07-22, 13:26:54 »
Felicite,

dziękuje, napisałaś jasno i klarownie :) No właśnie to bezpieczeństwo, mi też wychodziło, z tego to że liczy się zaufanie w miłość, że nic się złego stać nie może, jeśli stawiam na miłość. Takie coś że pomimo wątpliwości, braku znajomości przyczyn, po prostu ufamy w miłość i w jej bezpieczeństwo. Aczkolwiek, prócz losowych przypadków, nie udało mi się tego przełożyć na systematyczną pracę z przebaczeniem, więc nie wnikam, staram się zrozumieć przyczyny i odpuszczać emocje, a przebaczenie przychodzi samo.

Felicite

  • Gość
[#]   « 2012-07-22, 00:53:06 »
Lukasz,
jeśli chodzi o samo wybaczanie, to ja już napisałam, kiedy u mnie to się dzieje:

Tak się dzieje wtedy, gdy zmienimy do siebie podejście na całkowicie akceptujące, gdy zyskamy pewność, że w każdej sytuacji (lub tylko w danej sytuacji, z daną osobą) możemy na siebie liczyć, że zawsze staniemy po swojej stronie i choćby nie wiem, co się stało, będziemy się kochać i bronić. Wtedy dochodzenie do przyczyn nie jest konieczne. Przebaczenie (puszczenie emocji, urazy) przychodzi jakby samo.

Czyli chodzi o zmianę intencji do siebie, czyli podejścia do siebie, zmianę na bycie wobec siebie kochającą, akceptującą w 100%. I to nie musi być we wszystkich sytuacjach, ale w jednej konkretnej, np. może chodzić o relację z kimś.
Chodzi o pewność, że stanę po swojej stronie, że będę w stanie zapewnić sobie bezpieczeństwo. Czyli w sumie chodzi o bezpieczeństwo :) O poczucie się bezpiecznie, ale nie ze względu na warunki zewnętrzne, ale ze względu na swoją postawę wobec siebie wynikającą nawet nie ze zrozumienia, uświadomienia sobie, ale z miłości wobec siebie (?).
Trudno mi to teraz wytłumaczyć, bo jest już późno i chce mi się spać, ale mam nadzieję, że napisałam wystarczająco zrozumiale :)




lukaszlm

  • Wiadomości: 734
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2012-07-22, 00:38:54 »
Mateusz, Fel

Przebaczenie bez poznania przyczyn. Miałem coś takiego kilka razy, nawet miałem domysły o co może chodzić, ale jakoś nie udawało mi się tego przełożyć na regularną pracę, więc zostałem przy tym co mi działa. Jakby ktoś miał coś ciekawego napisania w tym temacie, to chętnie posłucham :)

Felicite

  • Gość
[#]   « 2012-07-22, 00:09:25 »
Indra, Semira :)

Indra, świetnie to opisałaś! Bardzo mi się podoba :))
I ujęłaś to bardzo obrazowo:
pudrem gówna nie przykryjesz

:))))
Zgadzam się w 100% :D

Próbowałem RW i rzeczywiście zauważyłem, że nie trzeba być świadomym przyczyn, co mnie zdziwiło. Jeszcze dokładnie tego nie zbadałem, ale to działa.
Napisałem:A powinno być:
Próbowałem Techniki Uwalniania ...

Mateusz, super, że tego doświadczyłeś :)))
Ja też na razie badam temat. Dokonałam już pewnych ustaleń, ale za wcześnie, by o tym pisać.
Jakbyś coś odkrył, to podziel się, proszę :)
« Ostatnia zmiana: 2012-07-22, 02:35:25 wysłana przez ptah »

Mateusz

  • Wiadomości: 1 234
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-07-21, 16:04:35 »
Napisałem:
Cytuj
Próbowałem RW i rzeczywiście zauważyłem
A powinno być:
Próbowałem Techniki Uwalniania ...

Mateusz

  • Wiadomości: 1 234
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-07-21, 15:49:26 »
Felicite
Fajne wyjaśnienia. Właśnie, jak piszesz, sposobów na wybaczenie jest wiele. Każdy więc może wybrać te które mu pomagają.
U mnie najlepiej działa afirmowanie. Mam wiele do wybaczenia. Pracowałem już z 4 dekretami na wybaczanie i to nie jest koniec. Nie mówię też o takim wybaczaniu, że muszę wybaczyć, bo tego wymaga religia, Bóg, czy rodzice. Bo wybaczenie z zaciśniętymi zębami to tylko tłumienie, a to robiłem już całe wieki, żeby naśladować Jezusa.
Z przebaczaniem wiąże się wiele pułapek i trzeba od razu sobie wyjaśnić, że nie przebaczam po to, żeby dalej obrywać. Czytałem książkę: Radykalne wybaczanie i zrobiła na mnie duże wrażenie. Wiele wyjaśnia. Nie mniej jednak nie piszę tych formularzy przebaczenia, wolę afirmowanie wybaczenie. A jeśli już mamy ten komfort, że mieszkamy z dala od osób, którym przebaczamy, to pś bez obawy odpuszcza.

Felicite
Cytuj
To by w sumie fajnie wpisywało się w pogląd (który podzielam od pewnego czasu), że nie jest konieczne szukanie przyczyn, ale wystarczy zmiana podejścia do siebie i otaczającego nas świata.
Ale jest to możliwe dopiero wtedy, gdy jesteśmy na to gotowi, gdy już mamy za sobą pewne doświadczenia dochodzenia do przyczyn :)

Próbowałem RW i rzeczywiście zauważyłem, że nie trzeba być świadomym przyczyn, co mnie zdziwiło. Jeszcze dokładnie tego nie zbadałem, ale to działa.

Semira

  • Gość
[#]   « 2012-07-21, 15:38:41 »
Mnie najbardziej wnerwial ksiadz jak jeszcze chodzilam do kosciola(dawno temu),ze wszystkim i wszystko musimy wybaczyc aby wejsc do krolestwa bozego...Wydaje mi sie,ze kto jak kto ale on byl ostatnia osoba na swiecie ktora cos wiedziala o wybaczeniu.Tak samo jak ksiadz udziela nauk przedmalzenskich,stosunku do seksu...a TEORETYCZNIE nigdy nawet nie powinnien o tym pomyslec :)))

Indra

  • Wiadomości: 2 440
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-07-21, 15:33:58 »
Semira
 Fajnie, że DZIAŁA :)) Być może samo powiedzenie/powtarzanie sobie, że się komuś wybacza działa, kiedy się jest już na bardzo wysokim poziomie rozwoju. Nie wiem, bo nie jestem na takim poziomie. O ile nie ma się od razu pełnego zrozumienia sytuacji to takie wmawianie sobie na siłę przebaczenia jest słodkopierdzącą wymówką rozwojowców-ucieczką przed zranieniem i swoimi emocjami. Zaznaczam, że mówię to tylko ze swojej własnej perspektywy i punktu widzenia.

Semira

  • Gość
[#]   « 2012-07-21, 15:27:58 »
Indra,Felicite

U mnie tez proces wybaczania DZIALA w sposob jaki opisujecie:)Inne metody,sposoby konczyly sie na tym,ze oszukiwalam sama siebie chcac wmowic samej sobie,ze moge wszystko i wszyskim wybaczyc.G...wno prawda:)

Indra

  • Wiadomości: 2 440
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-07-21, 15:12:59 »
To i ja się wypowiem w kwestii wybaczania, temat jest mi bliski, w dużej mierze właśnie z wybaczaniem pracowałam, od tego zaczęłam pracę z moim rozwojem duchowym 6 lat temu i przez cały ten czas Radykalne Wybaczanie było moją metodą-matką na radzenie sobie z problemami. Owszem, ta metoda ma swoje braki i gdy przekroczy się pewien etap w rozwoju należy szukać jeszcze innych dróg dla siebie, ale był czas, że RW było dla mnie prawdziwym zbawieniem. Zresztą nadal myślę, że gdy wejdzie się w ten proces wybaczania wg RW prawdziwie i naprawdę się go poczuje, to już samo to ogromnie oczyszcza problem i dalsze oczyszczanie innymi metodami bywa zbędne lub o niebo łatwiejsze. Jak pisała Felicite Prawda jest jedna, a dochodzić do niej można na wiele sposobów.
Co się tyczy samego wybaczania, zwłaszcza w mocno trudnych dla nas sytuacjach, kiedy zostaliśmy mocno skrzywdzeni, kilka etapów jest nieodzownych, żeby osiągnąć uzdrowienie. Pierwszą i podstawową sprawą jest opowiedzenie/poczucie swojej hsitorii z pozycji ofiary, bez żadnych prób usprawiedliwiania Sprawcy/Kata, bez żadnych prób obwiniania Siebie. Podczas tego etapu dajemy sobie pełne prawo do odczuwania, że jesteśmy prawdziwą ofiarą i że spotkała nas wielka, niesprawiedliwia krzywda. Dajemy sobie pełne prawo do obwiniania tego kogoś, kto nas tak zranił, nawet do tego, żeby zle mu życzyć i chcieć się zemścic. Dajemy sobie pełne prawo do odczucia tego skrzywdzenia i absolutnie WSZYSTKICH emocji, które się z tym wiążą. Należy otwarcie przyznać się przed sobą do tego, co czujemy w związku z sytuacją i pozwolić sobie na to, nie potępiać siebie za cały gniew, nienawiść, czy ból i akceptować siebie z całym tym emocjonalnym kramem. Dajemy sobie pełne przyzwolenie i czas, żeby to poczuć, bez oceniania i bez osądzania naszych uczuć, gdyż one są dla nas ważną wskazówką na temat tego, jakich części siebie się wypieramy.
Dopiero kiedy to w pełni przejdziemy, można dojść do kolejnych etapów, czyli np. do zrozumienia, że tak naprawdę nic złego się nie stało i nie ma czego wybaczać.
Wielu ludzi chce te niewygodne etapy ominąć, nie chce wywlekać swoich emocji ani ich czuć- wtedy jednak tak naprawdę nie ma wybaczenia. To takie maskowanie problemu, ale pudrem gówna nie przykryjesz. Dlatego pewnie niektórym osobom tutaj wybaczanie zle się kojarzy, gdyż przywołuje konotacje z pseudowybaczaniem, tłumieniem i wypieraniem emocji.

Nic odkrywczego nie napisałam, o tym wszystkim  już Felicite pisała również w innych wątkach, ale chciałam się podzielić swoimi refleksjami :)