To i ja się wypowiem w kwestii wybaczania, temat jest mi bliski, w dużej mierze właśnie z wybaczaniem pracowałam, od tego zaczęłam pracę z moim rozwojem duchowym 6 lat temu i przez cały ten czas Radykalne Wybaczanie było moją metodą-matką na radzenie sobie z problemami. Owszem, ta metoda ma swoje braki i gdy przekroczy się pewien etap w rozwoju należy szukać jeszcze innych dróg dla siebie, ale był czas, że RW było dla mnie prawdziwym zbawieniem. Zresztą nadal myślę, że gdy wejdzie się w ten proces wybaczania wg RW prawdziwie i naprawdę się go poczuje, to już samo to ogromnie oczyszcza problem i dalsze oczyszczanie innymi metodami bywa zbędne lub o niebo łatwiejsze. Jak pisała Felicite Prawda jest jedna, a dochodzić do niej można na wiele sposobów.
Co się tyczy samego wybaczania, zwłaszcza w mocno trudnych dla nas sytuacjach, kiedy zostaliśmy mocno skrzywdzeni, kilka etapów jest nieodzownych, żeby osiągnąć uzdrowienie. Pierwszą i podstawową sprawą jest opowiedzenie/poczucie swojej hsitorii z pozycji ofiary, bez żadnych prób usprawiedliwiania Sprawcy/Kata, bez żadnych prób obwiniania Siebie. Podczas tego etapu dajemy sobie pełne prawo do odczuwania, że jesteśmy prawdziwą ofiarą i że spotkała nas wielka, niesprawiedliwia krzywda. Dajemy sobie pełne prawo do obwiniania tego kogoś, kto nas tak zranił, nawet do tego, żeby zle mu życzyć i chcieć się zemścic. Dajemy sobie pełne prawo do odczucia tego skrzywdzenia i absolutnie WSZYSTKICH emocji, które się z tym wiążą. Należy otwarcie przyznać się przed sobą do tego, co czujemy w związku z sytuacją i pozwolić sobie na to, nie potępiać siebie za cały gniew, nienawiść, czy ból i akceptować siebie z całym tym emocjonalnym kramem. Dajemy sobie pełne przyzwolenie i czas, żeby to poczuć, bez oceniania i bez osądzania naszych uczuć, gdyż one są dla nas ważną wskazówką na temat tego, jakich części siebie się wypieramy.
Dopiero kiedy to w pełni przejdziemy, można dojść do kolejnych etapów, czyli np. do zrozumienia, że tak naprawdę nic złego się nie stało i nie ma czego wybaczać.
Wielu ludzi chce te niewygodne etapy ominąć, nie chce wywlekać swoich emocji ani ich czuć- wtedy jednak tak naprawdę nie ma wybaczenia. To takie maskowanie problemu, ale pudrem gówna nie przykryjesz. Dlatego pewnie niektórym osobom tutaj wybaczanie zle się kojarzy, gdyż przywołuje konotacje z pseudowybaczaniem, tłumieniem i wypieraniem emocji.
Nic odkrywczego nie napisałam, o tym wszystkim już Felicite pisała również w innych wątkach, ale chciałam się podzielić swoimi refleksjami