Dla mnie przebaczenie to jedna wielka bzdura.
I z racji takich tekstów rządzisz

Pozwolę sobie napisać jak u mnie wyglądała kwestia przebaczenia: wałkowałem, czytałem książki o nim, pisałem afki aż w końcu coś we mnie zaskoczyło. I gdy teraz piszę dietę przebaczającą sobie lub komuś (7 dni 1x dziennie 70 afek przebaczających), to pierwsze 1-2 dni zwykle nie ma poprawy, tylko mnóstwo wyrzucania w kolumnie reakcji (włącznie z tekstem co drugą linię że nie przebaczę dziadowi

. Ale gdzieś 2-3 dnia pod koniec następuje fajny przełom, który z każdym kolejnym dniem przychodzi po mniejszej ilości powtórzeń. Wtedy to każde powtórzenie słoba "przebaczam" jest jak balsam, idzie za nim taka łagodnie akceptująca energia, ale zarazem z pełnym bezpieczeństwem, że cokolwiek nie napiszę w kolumnie reakcji to "spływa jak po kaczce." Jest poczucie bezpieczeństwa odnośnie tych emocji i przyjęcie ich, ale już nie w destruktywnej formie -- nie muszę się drzeć (czy kartki

, bo nie ma zagrożenia. Może dlatego że nie ma zagrożenia nie ma też wypierania tych emocji? Tylko po każdym wybaczeniu jest:
- Proszę emocjo, weź sobie trochę fajnego przebaczenia.
- O dzięki, jakie to miłe :3 A wiesz co, bo on mi jeszcze zrobił to-a-to...
Wydaje mi się że całe zamieszanie w związku z przebaczeniem wynika z niefortunnej gramatyki. "Przebaczam ci," zupełnie jakbym miał ci coś zrobić. Ba, może nawet wyrządzić przysługę! Podczas gdy tak naprawdę przebaczenie nie sięga poza nas. Nawet nie dotyczy drugiej osoby.
Nieprzebaczenie można porównać do gryzienia się w rękę za każdym razem gdy się tę osobę zobaczy.
"Hm, Zośka..."
*ARRRhmmmm!* w przedramię.
"Oż choleraaa, ale mnie to boli co mi zrobiła, gdnida. nigdy jej nie wybaczę!"
*GRMOMAMRMGHHMMMGRRWRROMMHH*
"Ała, ałaaaa! Dobrze jej tak, niech cierpi suka! *MORGHRGHAMHH* Auuuaa ja pier--"
Przebaczenie to zaprzestanie gryzienia się w rękę aby ją ukarać. Cała filozofia

Oczywiście chrześcijanom i innym wysoce umoralnionym to za mało, więc tworzą całą otoczkę gdzie to się przebacza "komuś". Kiedy wręcz wyrządza mu się
tak wielką łaskę że przestanie się gryźć w rękę na jego widok.
Podczas gdy on zapewne ma cię dokładnie w tym samym odcinku dupy, w jakim miał wcześniej. Żyje sobie swoim życiem i nic mu do tego że jakiś masochista najwyraźniej próbuje sobie nadrobić deficyty białkowe w mało przemyślany sposób

I właśnie w procesie przebaczania samoistnie powinno nadejść uświadomienie, że już jest OK. Że już nie trzeba się przed tą osobą bronić, że już nie trzeba się wywyższać, że już może nam naskoczyć

Że właśnie ta cała kompensacja tylko nas krzywdziła, a przebaczanie to nic innego jak pozwolenie aby sobie życie spokojnie płynęło przez ten fragment nas, który odcięliśmy. Żadna filozofia, żadna przysługa, żadne dzieło.