Autor Wątek: Terapia wewnętrznego dziecka  (Przeczytany 189675 razy)

Amelka

  • Gość
[#]   « 2012-06-13, 23:59:28 »
Felicite,

dziekuje Ci ze tak duzo napisalas... co mi sie najbardziej podoba w Twoim podejsciu do wielu tematow to to, zeby stawac po swojej stronie, zeby SIEBIE AKCEPTOWAC, zeby siebie bronic, byc dla siebie wyrozumialym, zeby SIEBIE KOCHAC. Niby to zadna nowosc dla mnie :-))) ale dopiero teraz widze ze ja nie mialam pojecia, co tak naprawde znacza te slowa. Bardzo plytko to rozumialam wczesniej. NIE CZULAM tego w sercu. Nigdy. Dopiero teraz widze jak bardzo cierpialam i jak w dalszym ciagu mnie boli. Kiedy bylam nastolatka i slyszalam fajna muzyke, taka romantyczna albo , no.... piekna - to ta muzyka nie porywala mojego serca, nie unosila go. Ona mnie ranila, dobijala. Czulam sie taka niegodna tej radosci ktora z niej plynela. Czulam potworny smutek i wrecz fizyczny bol w ciele. Dlatego wlasciwie nie sluchalam muzyki, wolalam cisze :-(
 Albo kiedy w ogladanym filmie wystepowaly zalozmy dwie bohaterki: jedna kochana, adorowana i piekna a druga odrzucana i malo atrakcyjna, to ZAWSZE utozsamialam sie z ta druga i to bylo dla mnie OCZYWISTE . Nigdy nie umialam poczuc sie jak ta piekna, adorowana i kochana. Uczucie spelnienia bylo mi obce. Cala mlodosc czulam ze mam w sobie ogromnie duzo placzu - na zewnatrz bylam oczywiscie wesola, rozgadana. Kiedys na sesji regresingu wyszly mi jakies zatargi z mezczyznami w poprzednim wcieleniu. Duzo mezczyzn na mnie krzyczalo i mnie wyzywali, mieli pretensje, widzialam ich rozkrzyczane twarze. Jako dziewczynka a potem mloda dziewczyna balam sie mezczyzn, wrecz sztywnialam przy nich. Na rodzica plci meskiej wybralam mezczyzne ktory mnie odrzucal i nie akceptowal. Teraz, jako dorosla kobieta nie mam problemow zeby sie porozumiewac z mezczyznami, jednak dziwnym trafem czesto mnie albo nie traktuja powaznie - w sensie ze robia sobie ze mnie jaja,albo mnie ignoruja, nie doceniaja, albo narzucaja swoja wole, i zawsze mnie przegadaja. Bo zaczelam to dokladnie obserwowac, tzn. reakcje mezczyzn na mnie. I jak ja mam sie poczuc atrakcyjna albo madra. Natomiast z kobietami zawsze mialam i mam super relacje. W relacjach z kobietami, przyjazniach - totalne spelnienie, zaspokojenie emocjonalne. Zadnych nieporozumien, pelna harmonia, calkowite zaufanie, wiele "zdanych egzaminow" w tych relacjach, po prostu cud-miod.  . Wyjatkiem jest moja siostra jak na ironie. Ale majac takie fajne i szczere przyaznie siostre zwyczajnie olewam - jej sprawa.
Felicite,
dzieki Tobie, rozmawiam ze swoim wewnetrznym dzieckiem i jestem dla siebie bardzo czula :-) pomaga :-)

Amelka

  • Gość
[#]   « 2012-06-13, 23:12:49 »

Bardzo fajna ksiazka. Zawiera tez duzo trafnych afirmacji. Mnie, moza by powiedziec - olsnily afirmacje do uzdrawiania relacji z rodzicem tej samej plci i rodzicem plci przeciwnej. Wedlug mnie warto siegnac po ta ksiazke, to na pewno.

Indra

  • Wiadomości: 2 440
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-06-13, 22:55:55 »
A co myślicie o książce "Dzieci regresji" Krakowiaka?

Laka

  • Wiadomości: 2 310
  • Płeć: Kobieta
    • BlueFaerie
  • Andżelika Sobczak, sesje regresingu, wypalanie węzłów karmicznych, masaże Lomi Lomi
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-06-13, 22:44:29 »
Amelka

Moja mama manipuluje byciem biedną ofiarą. Ale nie tylko tym.
Wmawiano mi te straszne głupoty na mój temat, a ja to łykałam wszystko jak młody pelikan, jako prawdę o sobie. Ich zaślepienia, interpretacje i wyobrażenia na mój temat. Teraz to zobaczyłam. Cieszę się, bo gdy widzę jak wykrzywione to było i jak uczyłam się tych "prawd"  to łatwiej mi tą samoocenę uzdrowić i przestać wreszcie w te głupoty wierzyć.

Indra

  • Wiadomości: 2 440
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-06-13, 21:27:00 »
 Feli
 Kocham Cię, serio, naprawdę! nawet nie wiesz, jak bardzo mi pomagasz swoją mądrością tutaj- dziękuję Ci z całego serca. Piszesz dokładnie o tym, co aktualnie mam na tapecie i dzięki temu łatwiej mi pewne rzeczy zrozumieć. Zwłaszcza ważny dla mnie był ten fragment o tym, że czułam i czuję nadal, że byłabym kochana, gdybym była inna, lepsza... i że nie dostaję tej miłości, ponieważ jestem nie dość dobra. To dokładnie te odczucia, które miałam będąc dzieckiem.

Felicite

  • Gość
[#]   « 2012-06-13, 19:11:39 »
Moja mama miala podobny zwyczaj; lapala sie za serce i gleboko wzdychala jak probowalam miec swoje zdanie....bardzo ja kochalam i ona byla dla mnie naprawde dobra, a jednak "wyrobila" we mnie wielkie poczucie winy- niechcacy.Ale ona dzialala ze tak powiem "mechanicznie" i nie zdawala sobie sprawy z tego jakie to toksyczne dla mnie bylo. Mysle Laka ze Twoja mama ma problem ze soba, tak jak moja miala a my jestesmy ofiarami ich duchowych ran.

Żaden rodzic nie krzywdzi swoich dzieci świadomie. Nawet taki, który celowo katuje swoje dziecko nie robi tego świadomie, ale dlatego, że coś mu zaciemnia świadomość.
A konkretniej to tym, co zaciemnia mu tę świadomość jest mechanizm wyparcia emocji z dzieciństwa. Skrzywdzone dziecko staje się katem dla swojego potomka. Odgrywa się też na partnerze i innych ludziach. Nie może inaczej dopóki nie rozpozna tych mechanizmów i ich nie zlikwiduje, będzie działać właśnie jakby mechanicznie, bo nieświadomie. Nie ma innej możliwości, żeby postępować inaczej w dziedzinach, w których jest coś nieuzdrowione, bo tego się po prostu nie widzi (tyle, że to od nas zależy, czy damy sobie szansę coś zobaczyć czy nie, dlatego jesteśmy za to odpowiedzialni).
[[Tak na marginesie - to dlatego ludzie, którzy mają dzieci, mają trudniej z przyznaniem się do tego, że w dzieciństwie byli krzywdzeni.  Bo podświadomie czują, że tym samym musieliby przyznać się do tego, że sami krzywdzą swoje dzieci. Czyli w tym przypadku do bólu przyznania się do tego, że byli niekochani w dzieciństwie, dochodzi ból przyznania się do swoich własnych błędów, do tego, że nie jest się tak wspaniałym, jak się myśli (duma własna bardzo na tym cierpi).]]
Dlatego każdy rodzic jest tak samo niewinny. Ale to nie znaczy, że nie jest odpowiedzialny. To dwie różne kwestie.
Są odpowiedzialni. To oni krzywdzą, nieważne, że nieświadomie. Dla dziecka nie ma to najmniejszego znaczenia. Ból dziecka jest zawsze taki sam.
To tak jakby ktoś przejechał Ci samochodem nogę. Zawsze boli tak samo, nieważne, czy zrobił to świadomie, czy nie.
Ale dzieci tłumaczą rodziców i wmawiają sobie, że nie bolało (dlaczego tak robią, napiszę poniżej). Gdy rodzic nie był jednoznacznie „zły” dla dziecko, tym trudniej przyznać się do bólu, tym łatwiej go tłumaczyć i „zrozumieć” (ale to nie jest prawdziwe zrozumienie, tylko tłumaczenie z intelektu).
Tylko żeby naprawdę zrozumieć, że tak naprawdę nikt nie jest winny, żeby to sobie uświadomić i prawdziwie przebaczyć, trzeba pozbyć się zaciemniających tę kwestie emocji (przede wszystkim gniewu), które kiedyś powstały i zostały zepchnięte w nieświadomość. Nie ma innego wyjścia niż dostrzeżenie ich, wyciągnięcie na wierzch i przeżycie ich.
A żeby to zrobić, nie można starać się rozumieć rodziców (nie może jednocześnie tłumaczyć rodziców i gniewać się na nich autentycznie, całą sobą. To nie możliwe). Trzeba to całe zrozumienie odsunąć na bok i stanąć całkowicie po swojej stronie. Czyli po stronie dziecka, które było krzywdzone. I obarczyć odpowiedzialnością rodziców. Tylko rodziców.
Dać sobie poczuć cały gniew oraz złość na nich i wzbudzić współczucie do siebie, jako do ofiary. Dać sobie prawo zapłakać nad swoim własnym losem i posmucić się tyle, ile trzeba. Bo to, co przeżyliśmy było naprawdę smutne.
I kiedy te wszystkie emocje wyjdą, pozostaje świadomość, że nikt nie był winny, że nie było katów i ofiar, że wszyscy – bez wyjątku – byliśmy ofiarami swoich własnych zaślepień. I to jest prawdziwe przebaczenie, kiedy widzi się, że nie było czego przebaczać. A potem człowiek dostrzega, że wszystko, co nam się przytrafiło, było właściwe i już nawet nie postrzega siebie jako ofiary.
Ale ta świadomość to naturalna konsekwencja pewnych działań. Nie można sobie tego uświadomić na siłę.


To standard, że rodzice wzbudzają w dzieciach poczucie winy. A dlaczego dzieci tak łatwo to łykają? Bo poczucie winy chroni za dużo większym bólem. Bólem przyznania, że było się niekochanym (tak, jak na to zasługiwaliśmy), odrzuconym. Na pierwszy rzut oka może się to wydawać dziwne, bo przecież każdy z nas kiedyś przeżył odrzucenie i może nie było przyjemne, trochę bolało, ale dało się przeżyć. Z pozycji dziecka wygląda to całkowicie inaczej. Ból jest nie do zniesienia, bo wiąże się z lękiem o to, co ma najcenniejszego, o swoje życie. Czyli z lekiem przed śmiercią (to w tym sensie poczucie winy wynika z pragnienia aprobaty, a to z kolei z pragnienia bezpieczeństwa. Bo gdyby rodzice nas nie zaaprobowali, to byśmy nie przeżyli).
Dziecko jest całkowicie zależne od swoich opiekunów. To od ich aprobaty zależy, czy przeżyje, czy nie (wystarczy przypomnieć sobie, jaki los spotykał nie-takie-jak-trzeba niemowlęta w Sparcie). Gdy dziecko czuje, że w jakiś sposób nie jest aprobowane przez rodziców, wtedy powstaje w nim lęk o swoje życie. Gdyby uznało, zgodnie z prawdą, że „wina” leży po stronie matki (rodziców), to musiałoby przyznać, że może tylko czekać na niechybną śmierć, że jest zdane na kapryśny los, że samo nic nie może zrobić. Nie mogłoby się poczuć bezpiecznie.
Dlatego woli uznać, że to z nim jest coś nie-tak. W takiej sytuacji samo może wpływać na swój los. Może się zmienić, może się postarać, może się przystosować, może stać się potrzebne (to dlatego np. wczuwa się w potrzeby matki, wypierając swoje).
A ponieważ sytuacja się nie zmienia, matka nie aprobuje go bardziej niż może (bo inaczej nie może), to powstaje w nim poczucie winy. I to poczucie winy przywiązuje dziecko do rodzica. Widać z tego, że ma funkcję ochronną – chroni przed bólem przyznania się, że nic nie zależało od nas, że to rodzice są wyłącznie odpowiedzialni za to, co się nam przytrafiło na początku naszego życia. A to jak już napisałam – boli najbardziej.

Co zrobić, żeby pozbyć się poczucia winy? (i nie tylko poczucia winy, oczywiście :)))
Zobaczyć tę sytuację ze swojego dzieciństwa taką, jaką była. Pozbyć się złudzenia, że mogliśmy coś zrobić, żeby nas kochano, że to nasz wina, że nas odrzucono, bo byliśmy nie tacy, jak trzeba. Nic nie mogliśmy zrobić. Za zachowanie naszych rodziców w stosunku do nas odpowiedzialność ponoszą nasi dziadkowie, czyli ich rodzice, a nie my.
Czyli trzeba położyć odpowiedzialność tam, gdzie jej miejsce. W tym celu trzeba pozbyć się złudzenia, że rodzice nas pokochają, JEŚLI TYLKO… (jeśli tylko będziemy bardziej się starać, itp.). Nigdy nie pokochają nas tak, jakbyśmy tego oczekiwali. Bo nie mogą. Skoro nie kochali nas, gdy byliśmy małymi, bezbronnymi dziećmi, to tym bardziej nie zrobią tego teraz.
Po drugie, uświadomić sobie, że nasz lęk przed zobaczeniem prawdy o nas jest lękiem małego dziecka. A małego dziecka już nie ma. Jest dorosły człowiek, który sam o siebie może się zatroszczyć i na pewno nie zginie, gdy zostanie odrzucony. Wręcz przeciwnie, poczuje się uwolniony od ludzi, którzy nie pasują do niego. I będzie mógł wreszcie pozwolić sobie spotykać takich, którzy dadzą mu to, na co zasługuje!
Żeby to wszystko sobie uświadomić, trzeba wypuścić na wolność emocje stłumione w dzieciństwie. Czyli tak jak już pisałam – nie tłumaczyć rodziców. Stanąć całkowicie po swojej stronie. I pozwolić sobie poczuć to wszystko, czego czuć nie można było, gdy byliśmy dziećmi. To jest pierwszy, najważniejszy krok do uwolnienia.
« Ostatnia zmiana: 2012-06-13, 19:18:57 wysłana przez Felicite »

Amelka

  • Gość
[#]   « 2012-06-13, 16:06:09 »
Laka,

bardzo dobrze Cie rozumiem. Moja mama miala podobny zwyczaj; lapala sie za serce i gleboko wzdychala jak probowalam miec swoje zdanie....bardzo ja kochalam i ona byla dla mnie naprawde dobra, a jednak "wyrobila" we mnie wielkie poczucie winy- niechcacy.Ale ona dzialala ze tak powiem "mechanicznie" i nie zdawala sobie sprawy z tego jakie to toksyczne dla mnie bylo. Mysle Laka ze Twoja mama ma problem ze soba, tak jak moja miala a my jestesmy ofiarami ich duchowych ran.
Moja mama jeszcze dodatkowo "mielila" na glos swoje niezadowolenie glownie z powodu ojca i ja tego wszystkiego sluchalam, no i teraz sama taka jestem, ale u mnie to sie odbywa w ten sposob ze robie to "niemo", dusze w sobie, a zeby bylo ciekawie, to wynajduje, wyciagam z przeszlosci jakies brudy i wywalaja mi emocje, ohydne to jest i nienawidze tego, i to sie dzieje jakby wbrew mnie...Meza mam normalnego, w sensie ze jest ok, a ja takimi wywalankami kreuje po prostu jakies napiecie w naszym zwiazku. I ja jestem tego swiadoma i nie wiem jak mam sobie z tym poradzic...

"Bardzo dużo negatywnych wyobrażeń rodzice mają na mój temat. A ja tym przesiąkałam całe dzieciństwo. No to negatywne ocenianie, doszukiwanie się moich nieczystych intencji, interpretowanie, takze tam gdzie ich nie ma. Bardzo mnie nie akceptowali."
U mnie to samo, ale ze strony taty. Nigdy mnie nie akceptowal, zawsze ja bylam winna i w ogole najgorsza. Jak umarl, siostra przejela paleczke i mnie "nienawidzi" a ja nie wiem o co chodzi.

 

Laka

  • Wiadomości: 2 310
  • Płeć: Kobieta
    • BlueFaerie
  • Andżelika Sobczak, sesje regresingu, wypalanie węzłów karmicznych, masaże Lomi Lomi
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-06-13, 15:30:12 »
Wczoraj miałam spięcie z rodzicami, pierwsze od bardzo dawna. Nie bylo jakoś ostro szczególnie, ale uświadomiło mi to, ile poczucia winy, niskiej samooceny oboje moi rodzice we mnie wtłaczali. A mama także poczucia odpowiedzialności za jej złe samopoczucie, czy problemy ze zdrowiem, które to niby były wywołane...tym że sie nie zgadzam z jej wizją i prawdą o świecie, mam swoje zdanie, albo nie zamierzam robić tego co ona by chciała bym robiła.
Zobaczyłam też jak manipulowała mną wpajając jak największą ilość lęków na temat świata, tego jak ten świat funkcjonuje.
To trochę jakby chciała na wszelkie możliwe sposoby te wszystkie lęki, czy negatywne wizje, nastawienie we mnie wepchnąć, żebym je przejmowała.
Nie mam pojęcia po co to robi, ale niby w imię "dobra", wsparcia w życiu i pomocy;)
Bardzo dużo negatywnych wyobrażeń rodzice mają na mój temat. A ja tym przesiąkałam całe dzieciństwo. No to negatywne ocenianie, doszukiwanie się moich nieczystych intencji, interpretowanie, takze tam gdzie ich nie ma. Bardzo mnie nie akceptowali.


Kinga
:) Dzięki za posta. Faktycznie jest pewnie tak jak piszesz.
Ja już doświadczałam takich stanów świadomości, choć nie jest to ugruntowane i okazuje się że moja pś ma jeszcze troche sprzecznych wobec tego chęci.



« Ostatnia zmiana: 2012-06-13, 15:31:53 wysłana przez Laka »

bziuuummm

  • Gość
[#]   « 2012-06-13, 12:51:01 »
Grazka :D
no tak to jest jak się najczęściej w locie wpada, nie zauważyłam , takie małe zaślepienie :)
dzięki za uświadomienie istnienia takiej opcji :))

Grażyna Anna

  • Gość
[#]   « 2012-06-13, 12:40:47 »
ja też :) albo zasubskrybowałabym całą stronę :D
(jak to dobrze mieć czasem czas żeby tu zaglądać)

Bziuuummm :D Obok przycisku Odpowiedz jest przycisk Powiadamiaj :D

bziuuummm

  • Gość
[#]   « 2012-06-13, 12:10:32 »
ja też :) albo zasubskrybowałabym całą stronę :D
(jak to dobrze mieć czasem czas żeby tu zaglądać)

Indra

  • Wiadomości: 2 440
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-06-13, 11:47:26 »
Kinga
Gdyby to był Facebook kliknęłabym "lubię to" pod Twoim postem:) dzięki!

kinga roszczyniała

  • Wiadomości: 903
    • www.czysteswiatlo.com
  • Kinga Roszczyniała, www.czysteswiatlo.com (konsultacje,analizy,wypalanie węzłów,sesje regresingu)
  • Status: Terapeuta
[#]   « 2012-06-13, 11:09:21 »
Laka,

Gdyby nie to,  że pragnienie jest dokuczliwe, frustrujące czy męczące to chyba bym je wolała. Ale tych negatywnych odczuć nie lubię, więc wybieram spełnienie. Tylko, że zawsze wtedy jest coś nowego co można by pragnąć. Znów się za czymś goni.
Trochę mi chyba na harmonię wywałki wyłażą. Bo co ja będę robić, gdy będę już wszystko miała. Nuda i pustka.

Pragnienie jest atrakcyjne,  bo prócz skrajnie negatywnych emocji towarzyszą mu inne np. ekscytacja i „pozytywne” nakręcenie (czasami mylone z radością).  Jak przestaniesz swoje marzenia i plany realizować z poczucia braku, a zaczniesz  z harmonii i spełnienia, wtedy nauczysz się realnie korzystać z tego co będziesz osiągać (np. bogactwo).
Niestety, my nauczyliśmy się, by poprzez zaspokajanie swoich celów, zaspokajać głównie swoje braki (np. jak będę miała związek będę czuła większą miłość w swoim życiu - brak miłości, jak będę miała więcej pieniędzy, będę się czuła lepiej i bezpieczniej – brak bezpieczeństwa), dlatego nie wiemy co mamy robić dalej, jeśli już dane pragnienie zostanie zaspokojone : ).  W medytacji można poczuć, że Bóg ma mnóstwo wspaniałych inspiracji  na nasze życie i one nie wywodzą się z poczucia braku ale ze ŚWIADOMOŚCI bogactwa, miłości, harmonii, spełnienia. Jak uda się tą świadomość przełożyć na życie tu i teraz, wtedy zamiast "wiecznego niedosytu" będziemy czuli wyższe uczucia, które sprawią, że życie zacznie obfitować w to na czym nam zależy, a my będziemy potrafili realnie z tego korzystać.

Jolanta 16

  • Wiadomości: 710
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2012-06-13, 09:35:00 »
Moja mama opowiadala, ze kiedys Pani z przedszkola spytala z ironia moja mame " Czy to dziecko ktos przytula w ogole" ????  Panie w przedszkolu uwazaly to za brak kompetencji w dawaniu czulosci dziecku i byly zbulwersowane , a moja mama zmieszana odebrala to jak prawie przestepstwo!....Napewno czula sie winna tej sytuacji...
Balam taka przylepa, ktora nie chciala sie odkleic, przechodzilam z kolan na kolana na rodzinnej imprezie...chyba wszyscy znajdowali to jako pozytywne mile zachowanie " taka pieszczoszka". Wiem, ze spalam razem w moja starsza siostra w lozku , ale zawsze musialam miec przytulanke i to bylo dziwne dla mojej siostry i wyrzucala ja z lozka, bo jej przeszkadzala.....
Uwazam, ze na tamte warunki, ciezkie czasy rodzice dali mi duzo milosci....ale i tak mam pare rzeczy do przerobienia- niedawno to dopiero odkrylam...bo mialam nieraz pretensje o cos tam, ale nie zdawalam sobie sprawy z innych spraw...emocji, ktore teraz widze....dzieki za ten watek

Laka

  • Wiadomości: 2 310
  • Płeć: Kobieta
    • BlueFaerie
  • Andżelika Sobczak, sesje regresingu, wypalanie węzłów karmicznych, masaże Lomi Lomi
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-06-13, 08:46:59 »
Witek

ja zdałam sobie ostatnio sprawę, że moja pś lubi pragnąć:) Czasem bardziej niż być spełnioną. Tak jest np z chęcią posiadania czegoś, materialnie: jak tego nie mam to tyle rzeczy mi sie podoba, fascynuje, a gdy mam kase i moge to mieć w każdej chwili to już jakby mniej, albo pragnienie znika, po zaspokojeniu i...jest tak zwyczajnie. Jakby nigdy nic. Pustka. Dziwnie mi.

Gdyby nie to,  że pragnienie jest dokuczliwe, frustrujące czy męczące to chyba bym je wolała. Ale tych negatywnych odczuć nie lubię, więc wybieram spełnienie. Tylko, że zawsze wtedy jest coś nowego co można by pragnąć. Znów się za czymś goni.
Trochę mi chyba na harmonię wywałki wyłażą. Bo co ja będę robić, gdy będę już wszystko miała. Nuda i pustka.