Bardzo dziękuję wszystkim za wsparcie, jest to dla mnie naprawdę ważne, bo poza moim partnerem i mamą, nie mam w swoim życiu zbyt wiele osób które chciałyby mnie szczerze wesprzeć.
Dzisiaj zaczęłam dochodzić do siebie, udało mi się nawet trochę zrelaksować, zająć sobą, jakimiś przyjemnościami. Wczoraj przed spaniem dużo się modliłam i to pomogło mi zasnąć. Mam rozstojony żołądek i cały czas nie mam apetytu, ale wiem że potrzeba mi czasu żeby wrócić do normalnego funkcjonowania.
Czuję się nieco lepiej, ale cały czas mam w sobie niepokój. To pewnie stres przed poniedziałkowym pogrzebem, zobaczeniem się z rodziną, ludźmi którzy będą tam opłakiwać mojego brata. Na samą myśl robi mi się słabo, ale bardzo chcę być wtedy przy mojej mamie.
Poukładałam sobie cały ten haos w głowie podczas pisania pewnej wiadomości, dotarło do mnie jak bardzo silnie tkwię w tej rozpaczy i przywiązaniu. Wyszło ze mnie że najbardziej męczy mnie ból po stracie, uczucie utraty, rozrywajca rozpacz i niepogodzenie się z całą tą tragedią. Choć racjonalnie wiem, z jakich przyczyn to wszystko się wydarzyło i że każda osoba z rodziny miała intencje ku temu, to ja ciągle czuję tłamszący ścisk w brzuchu który nie pozwala mi zaakceptować że to wszystko się stało. Nie moge pogodzić się z utratą brata.
Wracają cały czas jakieś chore obrazy w mojej głowie które pojawiają się jakby wbrew mojej woli, jakbym nie była tu i teraz ale taka nieobecna, jabym teraz była na miejscu tych zdarzeń. Widzę ciągle mojego brata jak się budzi, ciągnie swoją dziewczynę za sobą do tego warsztatu jak krzyczą i są przerażeni, moją mamę która kaszle pod oknem i psa który piszczy i próbuje się wydostać... Ciężko mi się pozbyć tych wizji, mam nadzieję że to kwestia czasu.
KorneliaX
Ja czuję teraz silne poczucie winy za to że zginął mój pies. Zawsze ciężko znosiłam utratę moich zwierząt, szczególnie jeśli były to zwierzęta które spędzały ze mną długie lata. Mój Koreczek skończył dopiero 2 lata, byłam z nim bardzo zżyta. Miałam z nim przejść kurs na trenera i behawiorystę, psy i zwierzęta są moją pasją, a Korek był bardzo mądry i oddany.
Nie rozumiem dlaczego zwierzęta musiały tutaj ucierpieć, rozumiem jakie intencje kierowały członkami mojej rodziny, ale nie moge się pogodzić z tym, że zwierzaki oberwały rykoszetem. Kiedy jechałam do rodzinnego domu, próbując się pogodzić ze smiercią brata miałam jeszcze nadzieję, ze Korek jakimś cudem stamtąd wybiegł, bo nikt nic o zwierzakach nie wiedział. Kiedy tam dotarłam, przy wynoszeniu ocalałych rzeczy mama zauważyła, że leży martwy pod oknem.
Moje życie tak się potoczyło że przy przeprowadzce do innego miasta nie mogłam Korka od razu ze sobą zabrać ze względu na sytuację finansową i warunki, bo teraz wynajmuję pokój z chłopakiem. Zostwiłam go w domu rodzinnym, moja mama się nim dobrze zajmowała, czekałam ciągle na odpowiedni moment finansowy żeby go stamtąd zabrać, teraz mam z tego powodu wyrzuty sumienia. Marzyłam, żeby założyć szkołę trenerską, ale żeby zacząć muszę mieć swojego psa. Po tej całej tragedii póki co nie wyobrażam sobie, żebym miała mieć nowego psiaka.
Joasiu,
Dziękuję, jesteś kochana.
Mam nadzieję, że nie denerwuję Was tymi wpisami ale tylko tutaj moge się tak do końca wyżyć, poukładać sobie, ale chyba po to między innymi jest to forum.