Indra, Edyta
Dziękuję Wam:)
Moją mamę widziałam zawsze jako kochaną osobę, która nigdy niczego ode mnie nie wymagała. Czułam cały czas, ze coś jest nie tak, jednak nie chciałam w te odczucia wchodzić. Po wyprowadzce, kiedy wyrwałam się z toksycznego domu zaczęło mi naprawdę przeszkadzać jej ciągłe narzekanie, zmęczenie życiem i ta jej bezradność. Często próbowała zwrócić na siebie uwagę, przy jednoczesnym zapewnianiu, że niczego ode mnie nie wymaga i podkreślając żebym robiła to co uważam za słuszne. Podświadomie jednak cały czas wołała o pomoc i wychowywała sobie przyszłego wybawcę.
Wczoraj miałam dość konkretną sesję w trakcie której wyszły dość mocne manipulacje z jej strony, ciężko było je zauważyć pod płaszczem tej wyrozumiałej kochanej mamy. Chciałabym uzdrowić tę relację w taki sposób aby nie ucierpiała, ale boję się że kiedy nie będę chciała jej już pomagać to będzie ją to bolało.
Mam z nią taki karmiczny układ, że jestem zobowiązana jej pomagać i wyciągnąć z tego typu bagien. Ja sporo z nią rozmawiałam aby jej pomóc, ale za każdym razem kończyło się na tym, że ona nie potrafiła z tego wyjść, jednocześnie wciąż pokładając nadzieję w to, że prędzej czy później ją z tego wyciągnę i zabiorę ze sobą.
Ona nie jest złą osobą i wiem że nie robi tego perfidnie. Wiem, że to tylko podświadome mechanizmy z jej strony, tyle że ona z punktu widzenia ofiary nie jest świadoma tego, że robi cokolwiek źle, bo przecież była dla mnie taką kochaną matką… Nie wiem w jaki sposób miałabym jej to wytłumaczyć.
No i tutaj jest moja bezsilność. Nie chcę grać już tej roli zbawiciela rodziny ale z drugiej strony moja mama jako ofiara, której nie chcę krzywdzić , podświadomie wpływa na mnie w bardzo silny i nieprzyjemny sposób.