Całkowicie się tego nie spodziewałem, ale dzisiaj zostałem wyrzucony z pracy. Nie chce wdawać się w szczegóły, bo to nie ma sensu, ale generalnie ostatnio byłem już mocno sfrustrowany tą pracą i robiłem nawet modlitwy o uzdrowienie i tak się właśnie bałem, że tak się skończy. Jakaś część mnie czuje, że to dla mnie korzystne i potrzebny krok żeby pójść dalej, ale jednocześnie strasznie się boję. Na szczęście mamy z dziewczyną jakieś oszczędności i przeprowadzając się z powrotem na pokój za 2 miesiące jak skończy się umowa - moglibyśmy przeżyć bez mojej pracy pewnie nawet z 4 miesiące zaciskając pasa, ale sama świadomość że jeśli niczego nie ogarnę to będzie krucho i upływający czas sprawiają, że chce mi się wymiotować ze stresu. Nie wiem za bardzo co mógłbym robić, mam pomysł żeby wystartować ze swoimi duchowymi usługami plus jeszcze coś tam, ale to raczej tak żeby sobie dorobić, bo nie wiem czy byłbym w stanie się tego utrzymać.
Boję się, że to co miałem to było już świetną okazją i że teraz znowu zostaje mi to czego się bałem rok temu - najgorsze harówy za psie pieniądze. A najgorsze jest to, że ja i moja partnerka mamy tylko siebie, bo ani rodzice ani nikt inny w razie czego nas nie wspomoże, nawet nie mielibyśmy gdzie pójść...
Prosiłbym o dużo wsparcia, bo strasznie mnie ściska ze stresu i strachu, chciałbym uwolnić się od tych emocji i móc spokojnie działać i otwierać się na to, co Bóg ma dla mnie lepszego.