U mnie to samo, więc podłączam się do prośby o wsparcie.
Czuję lęki i napięcia, które mnie strasznie wkurzają, bo jednocześnie widzę jak bardzo nielogiczne, niepotrzebne i nieuzasadnione są. Te uczucia są jak wielki chwast, który we mnie wrósł, a którego nie potrafię wyrwać. Jak ja mam funkcjonować, skoro jeśli tylko porywam się na cokolwiek nowego, to zaraz jestem maltretowany psychicznie? Nie mogę wytrzymać tego ciągłego ścisku w brzuchu, który się pojawia z byle powodu, wystarczy cokolwiek nowego, niepewnego, gdzie istnieją same możliwości niemiłych doświadczeń.
Widzę wyraźnie jako powód mojego ojca. Widzę jak stoi nade mną i drze ryja, ciągle i przy każdej okazji, za wszystko i za nic. Boję się być sobą, czuć swoje uczucia, robić swoje, mieć swoje wady i zalety. Z tego powodu stłumiłem swoją spontaniczność, która się teraz wyrywa na wolność. Tak bardzo bym chciał po prostu robić mnóstwo rzeczy i nie myśleć o tym, co może pójść nie tak, ale nawet jak się porwę na cokolwiek większego, to zaraz mnie ściska tak że mam ochotę zwymiotować - to pamięć kary za bycie sobą.
Rozsadza mnie to wszystko od środka, mam wrażenie że zaraz wybuchnie, a ja nie wiem jak się pozbyć tego oporu. Nie wiem jak mam utrzymać w sobie motywację do przekraczania lęków i barier psychicznych poprzez działanie, jeśli za każdym razem doprowadza mnie to do odczuwania tak silnie nieprzyjemnych emocji.
Z drugiej strony to co się we mnie teraz zmienia, sprawia że nie potrafię już też siedzieć na tyłku jak wcześniej i unikać wszystkiego jak leci. Po prostu nie potrafię już nie działać i nie robić nic, bo od tego teraz mi też niedobrze. Tak baaaardzo chce zacząć żyć pełną piersią, tak bardzo się tego boję i tak bardzo żałuje, że poszedłem dzisiaj do fryzjera, bo mi kobieta zrąbała fryzurę.