tu zazwyczaj wlącza się tzw. syndrom sztokholmski czyli większe zrozumienie i wspolodczuwanie z katem niż ze sobą. Pomijam, że to historyczna metoda śledcza, wystarczy zaburzenie rytmu dnia, zaprzeczenie oczywistym oczywistościom przez czasem nawet tydzień i...ludzie wymiękają nie są w stanie określić jakie są ich potrzeby a już pytanie co czują powoduje u nich ataki paniki bo nie wiedzą jaka odpowiedź jest prawidlowa. Psychiatria zdiagnozowala, gdzie jest problem-otoż mikrouszkodzenia mozgu w przednim placie czołowym. To najbardziej zaskakujące miejsce w calym mozgu-tu jest zlokalizowane BPD, autyzm, tu sa zaburzenia psychopatyczne, te rejony mają uszkodzone seryjni zabojcy jak i te rejony wyglądają inaczej u geniuszy. Ważne jest, że przerażenie takich ludiz nie opuszcza. I paradoxalnie-trzeba bardzo kochać siebie, żeby po tym wszystkim nie żyć w zamknięciu i izolacji tylko jednak uczyć się z powrotem zaufania. Dlatego tak częstym motywem w wywiadach psychologicznych jest motyw ataku. Atakiem jest cokolwiek-atakiem jest usmiech od nieznajomego, bo kiedyś pan kat też był uśmiechnięty, atakiem jest diagnoza, bo przecież normalny czlowiek by tego nie wytrzymal, a tu pacjent żyje i oddycha etc
Iustitia
Dzięki że opisałaś to co czuję i jaka jestem
Mam ten syndrom sztokholmski i którym piszesz.
Byłam wychowywana przez psychopatę, sadystę który mnie torturował, czerpał przyjemność z moich cierpień i marzył a tym aby mnie zabić.
Cały czas żyłam w zagrożeniu zycia.
Teraz żyję w przerażeniu, a atakiem jest dla mnie wszystko np uśmiech nieznajomego.
Sebastian
Zanim ocenisz czy ktoś chce siebie akceptować czy nie, czy chce sie zmieniać czy nie, najpierw troche sie o nim dowiedz, bo mozna łatwo skrzywdzić drugiego człwieka.
Nie wszyscy mają tak łatwo jak ty.
Gdyby nie moje desperackie chcenie to moje lęki by już mnie zabiły.
Przez rok terapii, gdy prawie nie wychodziłam z łózka, byłam na granicy i tylko się wahałam- skoczyć w przepaść czy nie.
W koncu szala się przechyliła na korzyść życia.