Nie spieram się o nic. Wiem za to że będąc ciepliwym do siebie, z czasem można uzyskać efekty w nawet najbardziej beznadziejnym przypadku. Już nie pamiętam tego stanu jaki czułem 5-6 lat temu, ale wtedy byłem tak zakręcony że tylko się modliłem o to żeby ktoś w górze "to wszystko" ponaprawiał bo nie potrafiłem nawet powiedzieć co mi jest. Z każdym rokiem robię się coraz bardziej "normalny", a problemów było sporo w samym tym życiu : patologiczna rodzina , robienie mi w domu papki z mózgu, 5 lat ostrego ćpania , 2-letnia relacja z psychopatką od której nie umiałem się uwolnić , bycie wyśmiewanym przez otoczenie w dzieciństwie, gdzie ja zostawałem w opozycji do reszty świata, ogólne poczucie niesprawiedliwości i niemocy czegokolwiek, przemoc psychiczna, manipulowano mnie i ja ostro manipulowałem innymi. Już mi to wszystko przeszło. Najgorzej z nieprzytomnością po ćpaniu, bo mi się wciąż utrzymuje i na tym polu czeka mnie jeszcze ogrom pracy bo często z tego powodu trudniej odnaleźć mi się w codziennych sprawach (czyt. zakręcenie), ale już nie mam wątpliwości że to wszystko mi minie. I trafiam na życzliwych ludzi, zaczynam prawidłowo definiować takie pojęcia jak spokój, miłość, życzliwość, harmonia - to istny cud!
Trzeba metodą prób i błędów "macać" różne metody, wnikliwie obserwować co realnie z nich mamy, i na początku to może być walenie głową w mur gdzie by nie pójść, bo przekonania w głowie są tak zawiłe że uniemożliwiają jakikolwiek rozwój, ale z czasem pojawia się realna możliwość rozwoju i optymizm. Trzeba tylko chcieć.