Dziewczyny, ok, napiszę do Was na priv w najbliższym czasie

Jasne, że przeczytałam cały wątek ze dwa albo i trzy razy
Przeczytam i czwarty raz...
Jeśli cos jest dla nas zupełnie nowe, to warto rzeczywiście czytać kilka razy [oczywiście, jesli uznamy, że coś jest tego warte

], bo umysł ma tendencje do nie zauważania tego, co dla niego niewygodne.
A uwalnianie to coś naprawdę nowego dla większości umysłów

Po pierwsze dlatego, że uwalnianie to zupełnie nowy sposób (dla większości osób dorosłych, bo dla dzieci nieskażonych przystosowaniem jest on naturalny) postępowania z emocjami i innymi odczuciami (akceptuje się je, a one odchodzą, a nie jak do tej pory - tłumi bądź wyraża).
A w ogóle w uwalnianiu chodzi o zupełnie nowe, niezrozumiałe dla umysłu, podejście do problemów, niechcianych emocji, dolegliwości fizycznych, itd. Do tej pory postepowaliśmy z nimi w ten sposób: uciekaliśmy, walczyliśmy, omijaliśmy, chcieliśmy jak najszybciej się tego pozbyć, itd., a teraz mamy to przyjmować więcej i więcej, wchodzić i jeszcze się w tym relaksować. No coś takiego!

To dla umysłu nie do przyjęcia, dlatego się przed tym broni

Znam osobę, która jest po warsztatach TU, chodziła na środowe spotkania z Adamem, po seminariach u niego i na pewno po choć jednych warsztatach dla zaawansowanych (tyle wiem, bo tam go spotkałam, ale może i był więcej razy

i nadal, po tylu zajęciach nie czaił na czym tak naprawdę to polega. A takich osób możę być dużo więcej, przyjmując że on ujawnił się nie dlatego, że jest niejarzący, ale dlatego że po prostu jest odważny i zadaje pytania, gdy mu coś nie pasuje (a gość ma faktycznie wysoką samoocenę).
To tylko pokazuje, jak umysł się przed tym broni i że naprawdę trzeba uważać na to, by czegoś źle nie zrozumieć, zwłaszcza, gdy samemu się uczy

Heh, taki przykład przyszedł mi do głowy:
Gdy mówimy: Uwolnij radość, to co myślimy? Że zaraz ten ktoś poczuje radość i będzie się cieszył (dlatego Coca Cola wykorzystuje ten slogan jako reklamę).
A gdy mówimy: Uwolnij smutek, to myślimy odwrotnie: że ten smutek sobie zaraz pójdzie.
A tymczasem nie ma tu różnicy. Jak coś uwalniasz, to musisz to poczuć, nie ma siły

Trzeba pozwolić się temu opanować i nie-działać. A wtedy to odejdzie. Jeśli tylko nie będziemy tego podtrzymywać. A podtrzymywać można bądż to przywiązaniem (np. do radości jesteśmy przywiązani, dlatego nie odchodzi, bo jej nie pozwalamy zazwyczaj), bądź awersją (np. do smutku - tutaj działa to tak, że nie chcemy go czuć, więc zaciskamy mięśnie, blokujemy się na jego odczuwanie. I to go zatrzymuje w nas).
***
Jeszcze kilka słów a propos pytania Ingi, dlaczego DDA/DDTR może być ciężko stosować tę metodę, bez równoczesnej pracy nad tym syndromem.
Oprócz kwestii wyparcia chodzi jeszcze o to, że uwalnianie to pozwalanie, poddanie się, czyli całkowite puszczenie kontroli. A żeby puścić kontrolę (poddać się, w domyśle - Bogu) trzeba mieć zaufanie, że cokolwiek się stanie, będzie ok, że będzie dobrze. Gdy nie ma zaufania do Siły Wyższej (gdy ma się spaczony jej oraz) to trudno coś takiego zrobić. Lęk jest wtedy zbyt duży.
A DDA/DDTR brak jest zaufania. Podświadomie utożsamia Boga z rodzicem (rodzicami), więc trudno się dziwić, że jest całe napięte od kontroli siebie i otoczenia i że nie chce jej puścić.