Autor Wątek: Technika Uwalniania Lestera Levensona  (Przeczytany 54359 razy)

Mateusz

  • Wiadomości: 1 234
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-06-27, 16:16:44 »
Inga
Cytuj
w tej technice chodzi o coś innego. Nie o akceptowanie siebie ze swoimi wadami, tylko o pozwalanie sobie na odczucie tej nieakceptacji, tych wszystkich negatywnych uczuć jakie mamy wobec siebie, gdy siebie nie akceptujemy.

W tej technice może i o to chodzi jak piszesz, ale tak w ogóle chodzi o akceptację siebie ze swoimi wadami, brakami, ograniczeniami czy słabosciami.
Czyli akceptuję swoje wady itd.

Quorthon

  • Wiadomości: 2
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2012-06-27, 15:54:13 »
Dzięki za odpowiedzi, wreszcie czuję że rozumiem a nie tylko rozumiem:> Rzecz w tym, że do tej pory tak naprawdę nie zagłębiałem się w swoje uczucia, podchodziłem do tego intelektualnie, chciałem całą technikę ogarnąć rozumem, co za tym idzie przerabiałem to w najlepszym wypadku na pół gwizdka no i hmm efekty były jakie były;p Fajnie że ktoś wreszcie zrobił wyłom w moim postrzeganiu. Pozdrawiam:>

Felicite

  • Gość
[#]   « 2012-06-27, 12:13:45 »
Cierpienia małego dziecka są straszne, niewyobrażalne, o wiele gorsze niż ludzi dorosłych. Bo dziecko nie wie niczego. Ja jako dziecko  myślałam że mama już nigdy się do mnie nie odezwie, że straciłam ją na zawsze i stąd takie straszne cierpienie. Myślałam że mama mnie porzuciła i zostawiła samą, a mając 2 lata, nie poradziłabym sobie i czekała mnie śmierć. Taką dziecko ma perspektywę  i dlatego tak bardzo musi zabiegać o rodziców.
Jestem zadowolona że chociaż przez moment udało mi się skontaktować ze sobą z dzieciństwa.

To bardzo cenne doświadczenie. Mało kto zdaje sobie sprawę z tego, jak bardzo cierpi dziecko (jak bardzo ona/on cierpiał jako dziecko).
A to rzutuje na całe dorosłe życie (jeśli się tego nie uzdrowi, oczywiście).
Gratuluję, Inga :)



Felicite

  • Gość
[#]   « 2012-06-27, 12:09:09 »
Semira,
nie bardzo wiem, w czym problem. Przecież w TU chodzi właśnie o to, żeby powiązać emocje z uczuciami braku, czyli pragnieniami, i te pragnienia uwolnić. Skoro więc czujesz, że tak chcesz zrobić, to tak zrób :)

Też dołączyłbym się z pytaniem odnośnie akceptacji. To jest coś co powinienem poczuć stosując technikę uwalniania czy może coś co powinienem stosować jak w/w technikę?:> 

Po pierwsze - nic nie powinieneś :) TU jest prosta (tylko umysł za bardzo komplikuje): to, co czujesz jest ok, pozwól sobie na to, podejmij decyzję, że chcesz to uwolnić, a wtedy to, co nie jest Tobą odejdzie. Na tym właśnie polega akceptacja. Ale jeśli nie czujesz słowa "akceptacja" to go nie używaj i po sprawie :P

Coś na styku czy mogę pozwolić sobie zaakceptować siebie takim jakim jestem tu i teraz? I hmm czy taka generalizacja jest ok, czy może to się rozbija na mniejsze fragmenty w sensie akceptujemy po kolei jakieś części siebie, wady, nawyki itd Przyznam, że czuję jakiś wewnętrzny opór kiedy próbuje zaakceptować coś co mi się nie podoba w sobie, chyba że to wynika z tego iż podchodzę do tego na opak:> W kazdym razie trochę się zapętliłem w tym. Będę wdzięczny na skierowanie mnie na właściwy tor.

W odpowiedzi na to pytanie posłużę się przykładem: A czy życie można przeżyć w całości bez rozbijania go na każdą chwilę? :P
Tak samo jest z akceptacją siebie. Chcąc to zrobić, trzeba zacząć od tych mniejszych fragmentów. Możesz to zrobić tak, że wypisujesz na kartce to, co Ci się w sobie nie podoba i obserwujesz uczucia na ten temat (tak, jak napisała Inga). Bez uciekania, bez oceniania, całkiem świadomie pozwalasz im być (czując to w ciele).
Ale nie musisz zaczynać od akceptacji siebie. Możesz uwalniać (czyli akceptować) emocje lub inne uczucia, które aktualnie odczuwasz. Choć to jeden gips (na to samo wychodzi - bo tutaj też akceptujesz siebie, czyli to, co masz w środku), ale jeśli to podejście bardziej Ci się podoba, to tak rób :)

I jeszcze jedno odnośnie akceptacji siebie: Jeśli nie jesteś w stanie zaakceptować tego, co Ci się w sobie nie podoba, możesz wybrać wariant akceptacji siebie pomimo tego. Czyli stosujesz wtedy formułkę z ustawienia EFT: "Pomimo że np. palę papierosy (piję wódę, itp ;), to i tak akceptuję siebie całkowicie i do końca", masując przy tym punkt wrażliwy.
Ja stosowałam to wtedy, gdy nieakceptacja siebie była tak wielka, że aż bolała. I pomagało :) Grunt to wybrać coś, co na Ciebie dobrze działa i być elastycznym. A możliwości jest całkiem sporo.

Inga

  • Gość
[#]   « 2012-06-27, 10:13:19 »
Mnie się wczoraj udało przez moment wejść w swoje najbardziej bolesne uczucia.
Miałam scysję z córką, która też jest zaburzona. Córka zareagowała tak, że mi nie odpowiedziała na pytanie tylko sobie poszła. Ja miałam cały czas te same nieprzyjemne uczucia co zwykle gdy jest między nami konflikt. Zawsze w takich sytuacjach jestem na nią zła i ją obwiniam za to jak okropnie się czuję. Teraz chciałam poczuć swoje rzeczywiste uczucia. To było nieskończenie trudne, bo ja ich za wszelką cenę nie chciałam czuć. Mimo to próbowałam i czułam że to coś okropnego. Udało się przez chwilę być w tym czyms tak strasznym. To były uczucia 2-3 letniego dziecka, którego mama nie słucha, nie odpowiada na pytania, lekceważy i odchodzi. Cierpienia małego dziecka są straszne, niewyobrażalne, o wiele gorsze niż ludzi dorosłych. Bo dziecko nie wie niczego. Ja jako dziecko  myślałam że mama już nigdy się do mnie nie odezwie, że straciłam ją na zawsze i stąd takie straszne cierpienie. Myślałam że mama mnie porzuciła i zostawiła samą, a mając 2 lata, nie poradziłabym sobie i czekała mnie śmierć. Taką dziecko ma perspektywę  i dlatego tak bardzo musi zabiegać o rodziców.
Jestem zadowolona że chociaż przez moment udało mi się skontaktować ze sobą z dzieciństwa.

Inga

  • Gość
[#]   « 2012-06-27, 10:07:17 »
Coś na styku czy mogę pozwolić sobie zaakceptować siebie takim jakim jestem tu i teraz? I hmm czy taka generalizacja jest ok, czy może to się rozbija na mniejsze fragmenty w sensie akceptujemy po kolei jakieś części siebie, wady, nawyki itd Przyznam, że czuję jakiś wewnętrzny opór kiedy próbuje zaakceptować coś co mi się nie podoba w sobie, chyba że to wynika z tego iż podchodzę do tego na opak:> W kazdym razie trochę się zapętliłem w tym. Będę wdzięczny na skierowanie mnie na właściwy tor.

w tej technice chodzi o coś innego. Nie o akceptowanie siebie ze swoimi wadami, tylko o pozwalanie sobie na odczucie tej nieakceptacji, tych wszystkich negatywnych uczuć jakie mamy wobec siebie, gdy siebie nie akceptujemy.
To jest zupełnie inne podejście. Bo tu akceptujemy to co czujemy do siebie, czyli np to że siebie odrzucamy.

No chyba że cię źle zrozumiałam bo o co innego pytałeś.

Mateusz

  • Wiadomości: 1 234
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-06-26, 22:26:49 »
Felicite
:)

lukaszlm
Mam odwrotne odczucia, jeśli chodzi o lekkość. Osho o wiele lepiej się prezenuje, choć ma też swoje obciążenia.

lukaszlm

  • Wiadomości: 734
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2012-06-26, 20:21:04 »
osho fajnie mówi, ale nie czuje w tym lekkości czy miłości. Np odbieram dużo lepiej moojina, który zresztą wg mnie jest jedynym sensowym nauczycielem duchowym, który nie wtyka różnych bzdur w to co mówi. Chociaż już i jego nie chce mi się czytać, jakoś wolę te uczucie gdy na świeżo uświadomię sobie coś - jest to wtedy bezcenne i prawdziwe.

Quorthon

  • Wiadomości: 2
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2012-06-26, 18:41:18 »
Też dołączyłbym się z pytaniem odnośnie akceptacji. To jest coś co powinienem poczuć stosując technikę uwalniania czy może coś co powinienem stosować jak w/w technikę?:> Coś na styku czy mogę pozwolić sobie zaakceptować siebie takim jakim jestem tu i teraz? I hmm czy taka generalizacja jest ok, czy może to się rozbija na mniejsze fragmenty w sensie akceptujemy po kolei jakieś części siebie, wady, nawyki itd Przyznam, że czuję jakiś wewnętrzny opór kiedy próbuje zaakceptować coś co mi się nie podoba w sobie, chyba że to wynika z tego iż podchodzę do tego na opak:> W kazdym razie trochę się zapętliłem w tym. Będę wdzięczny na skierowanie mnie na właściwy tor.

Semira

  • Gość
[#]   « 2012-06-26, 17:48:47 »
Felicite

Mam do Ciebie pytanie,ktore nasunelo mi sie po paru zastosowaniach metody tutaj opisanej przez Ciebie.W momencie ,gdy chce uwolnic jakas emocje ,wchodze w nia cala soba ,czuje ja ,nie musze dlugo zazwyczaj czekac az ona sobie odejdzie i tutaj moje pytanie:czuje sie zupelnie wolna,obojetna na dana sytuacje przez ktora pojawila sie ta emocja to uczucie oczywiscie zazwyczaj negatywne,ale po jakies chwili wraca pytanie gdzie to poszlo??Ego mowi mi ze na pewni zrobilam,zle cwiczenie bo nie doszlam do pierwotnej przyczyny tego uczucia czyli nie odkrylam co sie pod tym  krylo czy to byl brak poczucia bezpieczensta,czy kontroli czy czegos innego wiec mowi ,ze oszukuje sama siebie  i wypieram tak naprawde zle emocje i udaje,ze ich nie ma a one i tak wroca do mnie pomnozone milion razy w najmniej oczekiwanym momencie.
o co chodzi bo troche tego nie kumam

Felicite

  • Gość
[#]   « 2012-06-26, 17:37:10 »
Choć może on być bardzo różnie rozumiany (...). Ale jeśli się ma świadomość rozróżniającą i intuicyjne rozumienie, to też się go rozumie tak ja potrzeba. Czasem coś można odrzucić, coś zrozumieć własciwie, nawet chyba inaczej niż miał  na myśli autor, a w większości sa one wspaniałe, inspirujące, mądre, toteż jego słowo czasem bawią, czasem szokują, poszerzają rozumienie, i docierają z wielką siłą.

Dobrze to ująłeś, Mateo :) Ja myślę tak samo :)

Mateusz

  • Wiadomości: 1 234
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-06-26, 16:22:57 »
Ja bardzo lubiłem czytać Osho, teraz też sięgam do niego. Choć może on być bardzo różnie rozumiany, a świadczy zachowanie niektórych jego sanjasinów. Ale jeśli się ma świadomość rozróżniającą i intuicyjne rozumienie, to też się go rozumie tak ja potrzeba. Czasem coś można odrzucić, coś zrozumieć własciwie, nawet chyba inaczej niż miał  na myśli autor, a w większości sa one wspaniałe, inspirujące, mądre, toteż jego słowo czasem bawią, czasem szokują, poszerzają rozumienie, i docierają z wielką siłą.

Felicite

  • Gość
[#]   « 2012-06-24, 23:34:42 »
Też mi już wcześniej przyszło na myśl, że mogłabyś pisać ciekawe książki :)
Fajnie się je czyta :)
To talent odblokowany czy miałaś go cały czas?

Mateusz, dziękuję za miłe słowa :)
Miałam go od dziecka, ale przez jakiś czas był zablokowany. W ogóle to jako dziecko miałam bardzo dużo różnych talentów (tylko że ich nie chciałam rozwijać), m.in. lekkość wyrażania się poprzez słowo pisane i mówione. A nawet mówić potrafiłam ładniej (wróżono mi karierę dziennikarską, bo byłam też bardzo aktywna i ciekawa świata). Tak było do początków liceum. Potem powstała jakaś blokada objawiająca się ogromną nieprzytomnością, gdy tylko chciałam się wyrazić. To zjawisko narastało i w czasie studiów sięgnęło zenitu. W tym czasie np. gdy chciałam gdzieś zadzwonić, to musiałam pisać na kartce „Dzień dobry, nazywam się…” ;)))) Serioza. To był koszmar! Na studiach wybierałam egzaminy pisemne, bo wtedy nieprzytomność była mniejsza (nie było bezpośredniego kontaktu z ludźmi, nie byłam też w centrum uwagi). [Na szczęście miałam tak świetną kreację (i to nie tylko odnośnie egzamów), że zdawałam bez trudu i na dobre oceny, nawet te ustne :)]
Teraz widzę, że łączyło się to z zakazem działania dla siebie (mogłam działać tylko dla innych), ale nie wiem jeszcze, dlaczego uaktywniło się to akurat wtedy.
Do tej pory włącza mi się nieprzytomność, gdy mam powiedzieć coś ważnego dla mnie, choć jest już dużo lepiej niż kiedyś. Jednak talent krasomówczy nie wraca :( A na nim najbardziej mi zależy.
Ale może kiedyś go odzyskam :))

Tylko że u osho, ta akceptacja też wynikała z jego filozofii życia. Jeśli źródłem akceptacji jest bóg, to akceptacja wtedy rozszerza świadomość tak mocno, że karma która wywala w zderzeniu z akceptacją i świadomością, rozbryzguje się jak woda o wybrzeże. Jeśli źródłem akceptacji jest światopogląd, filozofia, wymuszanie to wtedy faktycznie karma wywala i  'pozorna akceptacja' rozsypuje się jak domek z kart.

Co do nauk Osho, to się nie wypowiadam, bo nie znam ich w całości (choć to, co znam, póki co, bardzo mi odpowiada. A to dlatego, że do większości tego, co przeczytałam u niego, sama doszłam, a reszta też bardzo mi pasuje), ale  dopiszę jeszcze coś w temacie sugerowania się faktami z życiorysów autorytetów.
Uważam, że żadna nauka, nawet najczystsza nie zagwarantuje nikomu oświecenia. A to dlatego, że do samego oświecenia w umyśle będą funkcjonować jakieś zaślepienia, które mogą sprowadzić na manowce. Dlatego na ścieżce RD tak ważna jest uważność i umiejętność przyznania się do błędu, szczerość i uczciwość, oraz nie uciekanie od niczego W SOBIE, co boli, czy wywołuje nieprzyjemne emocje.
Zauważyłam, że niebezpieczeństwo wyparcia tego, co niemiłe wzrasta w miarę podnoszenia wibracji. Wzrasta też świadomość, widzi się dużo więcej, ale jednak pokusa nie widzenia tego, co nie pasuje do reszty jest bardzo duża. Chodzi o to, że człowiekowi jest już tak dobrze, że nie chce wracać do niższych stanów emocjonalnych.
Dużo poważniejsze są też wtedy skutki każdego wyparcia.
Dlaczego? Bo z wypieraniem negatywów jest tak, jak z rozciągającą się gumką. Możesz przed nimi uciec, ale tylko do pewnej granicy. Im dalej uciekniesz, tym napięcie jest większe i w końcu gumka ściąga Cię z powrotem i siłą rozpędu spadasz bardzo nisko. Być może dlatego z bardzo wysokich poziomów tak łatwo jest „upaść” bardzo nisko.


Odnośnie Boga, to coś jest na rzeczy, bo od kiedy zrozumiałam, że Bóg to po prostu moja prawdziwa natura, wszystko się zmieniło, ulżyło mi niesamowicie, a akceptacja zyskała zupełnie inny wymiar.
Do tamtej pory buntowałam się przeciwko Bogu, bo postrzegałam go, jako coś „obcego”, jako coś co nie jest mną. Niby wiedziałam, że Bóg jest we mnie, bla bla bla…, ale nie czułam tego.
A potem zrozumiałam, że Bóg to ja-prawdziwa, a to, co się we mnie buntuje przeciwko temu, nie jest mną, że to jest element „obcy”. I zmieniła się moja percepcja rzeczywistości.
Poczułam, że Bóg (moja prawdziwa natura) to nie tylko JA, ale coś więcej. Bóg to doskonała natura we mnie i innych ludziach. Bóg to jedność nas wszystkich.
To dlatego, gdy szczerze życzymy szczęścia innym, to tak jakbyśmy sobie życzyli (i wtedy to szczęście przychodzi). I odwrotnie: gdy życzymy szczęścia sobie, to innym też, gdy kochamy siebie, to innych też kochamy, nie ma innej możliwości :)
To dlatego mówimy, że „Bóg działa przez innych ludzi”. A czemu nie miałby działać, skoro jest tak samo w nas, jak i w nich? :)

I co jest jeszcze ważne: poddanie się Bogu nie oznacza, że „coś” będzie działało za nas, a my będziemy leżeć i się nudzić. Nie, bo poddajemy się boskiej cząstce w NAS. Tzn. że to my (my-Bóg) będziemy wiedzieć, czego chcemy i będziemy to realizować (działać).

Wrócę jeszcze do podziału, którego dokonałam na początku, na to, co we mnie boskie i na element „obcy” czyli Ego. Taki podział nie powinien prowadzić do podziału siebie na części i różnego traktowania tych części.
Całą siebie - taką, jaką jestem, powinnam traktować z miłością i akceptacją. Czyli akceptować w sobie wszystko, niezależnie czy jest boskie, czy pochodzi od Ego. Dlaczego? Bo to właśnie akceptacja  powoduje rozpuszczenie tego, co nie jest mną (czyli Ego) i pozwala wypłynąć na wierzch temu, co prawdziwie moje (czyli boskie) :)

lukaszlm

  • Wiadomości: 734
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2012-06-23, 13:39:31 »
Dla mnie Osho jest świetnym przykładem, że sama akceptacja nie wystarczy, bo wywali mocniejsza karma i już jest po ptakach. Taka droga to droga, na wiele, wiele wcieleń ponieważ bez świadomego, regularnego koncentrowania się na pozytywach siła przebicia tego wszystkiego będzie za mała i cały proces będzie się ciągnął strasznie w czasie.

Tylko że u osho, ta akceptacja też wynikała z jego filozofii życia. Jeśli źródłem akceptacji jest bóg, to akceptacja wtedy rozszerza świadomość tak mocno, że karma która wywala w zderzeniu z akceptacją i świadomością, rozbryzguje się jak woda o wybrzeże. Jeśli źródłem akceptacji jest światopogląd, filozofia, wymuszanie to wtedy faktycznie karma wywala i  'pozorna akceptacja' rozsypuje się jak domek z kart.

Mateusz

  • Wiadomości: 1 234
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-06-22, 21:32:43 »
Muszę siebie zacytować
Cytuj
Też mi już wcześniej przyszło na myśl, że mogłabyś pisać ciekawe książki :)
Fajnie się je czyta :)
Oczywiście miałem na myśli Twoje posty, bo książki to pieśń przyszłości.