Sylvia
porównanie miało na celu pokazanie związku zapłaty ze skutkiem, a nie z poświęconym czasem (bo tyle samo czasu poświęca uzdrowiciel i uzdrawiany) no chyba, że ktoś szuka osoby do towarzystwa i płaci za to, że ktoś się nim zajmuje (taki jest tego cel)
gdzieś tu ktoś kiedyś opisywał swoje podejście:
gdy się uczył to robił to za darmo a gdy już się nauczył to robił odpłatnie, więc jak zmierzyć skutki tego czego się nauczył i jak to stwierdzić jeśli nie przez
konkretne efekty w każdym
konkretnym przypadku?
gdy w danym przypadku nie ma oczekiwanych efektów oznacza to że uzdrowiciel nie jest kompetentny w tym konkretnym przypadku niezależnie jaki ma ogólny poziom i poczucie własne (albo zweryfikowane przez innych uzdrowicieli) kompetencji, zwyczajnie mu się "nie udało" mimo starań i zabiegów
- przy czym mówimy tu o uzdrowicielach którzy są często rzemieślnikami (stowarzyszeni w cechach) i reklamują się jako skuteczniejsi od lekarzy medycyny tradycyjnej - deklarują że pomagają tam gdzie zawodzi medycyna tradycyjna, na pewno są a przynajmniej powinni być bardziej świadomi i kompetentni od klienta który nie musi się znać na zawiłościach ich warsztatu, doboru metody czy czegokolwiek innego i nie on jest odpowiedzialny za uzyskanie efektów (raj dla uzdrowicieli to zwalić odpowiedzialność za to wszystko na klienta i jak najmniej uzależniać zyski od konkretnych efektów)
- skoro bierzesz pieniądze za wykonanie pracy to znaczy, że oceniasz że możesz ją wykonać w taki sposób że uzyskasz zadowalający klienta efekt, czyli tutaj komuś pomóc tak jak tego oczekuje zgodnie z twoimi zapowiedziami, albo informujesz w jakim zakresie pomożesz i odsyłasz do kogoś innego tam gdzie stwierdzasz, że jest to ponad twoimi kompetencjami - ale to wypadałoby wiedzieć, a jeśli tego nie wiesz to nie bierzesz pieniędzy dopóki nie pojawią się efekty, albo zwracasz pieniądze gdy dobierzesz nieadekwatną i nieskuteczną metodę , czyli
zmarnujesz czas swój i klienta
- ludzie przychodzą do uzdrowicieli po uzdrowienie, poprawę samopoczucia etc. a nie opłacenie czasu jaki im ktoś poświęca - uzdrowiciel może to zrobić w mgnieniu oka albo w przeciągu miesięcy, kwestia kompetencji, czyli całościowej oceny
i tutaj był już wcześniej przykład takiego (przynajmniej deklarowanego) ściślejszego strukturalnego powiązania ze sobą efektów pracy i płacy , a tu konkretny przykład w temacie wątku, gdzie ktoś kto uzdrawia bierze odpowiedzialność za efekty, a przynajmniej to deklaruje, bo nie znam osoby (i pomijając dalsze etapy związane z opłatami):
Bezpłatna konsultacja
Zanim podejmiesz decyzję o pracy metodami Emo-DNA, WHH, EFT czy Recall Healing, skorzystaj z opcji: bezpłatna konsultacja wstępna.
Konsultacja nie jest sesją terapeutyczną.
Jej celem jest ocena, czy jestem w stanie Ci pomóc, a także wstępne wyjaśnienie, na czym polegają techniki, którymi pracuję.
Podczas konsultacji wstępnej określamy problem, nad którym chcesz pracować oraz rezultat, który chcesz osiągnąć pracując ze mną. Ważne jest, żeby zarówno cel, jak i rezultat były bardzo konkretne, ponieważ dzięki temu praktycznie po każdej sesji będziesz widział zmiany w życiu. Cele zbyt ogólne (np. chcę być szczęśliwy, nie chcę się bać) nie dają takiej możliwości.
http://www.biopsychologika.pl/bezplatna-konsultacja/często też się czyta nawet tutaj posty ludzi którzy z zapałem diagnozują u ludzi różne rzeczy, np. opętania i potem oferują swoje odpłatne usługi - jednocześnie tacy ludzie mierzą odpłatnie z przekonaniem o własnej wysokiej kompetencji - pozwalającej im pobierać za to opłaty - różne cechy urzeczywistnienia i nie tylko, np. czystość intencji , więc nie wiem czemu ktoś taki uznający się za kompetentnego diagnostę- wahadlarza miałby mieć problem z określeniem czy i w jakim zakresie jest w stanie pomóc danej osobie - zbadać czystość intencji takiej osoby do uzdrowienia etc., okazuje się że ta pewność diagnozowania drastycznie spada wtedy gdy miałaby wpływać na zyski związane
z błędami uzdrowiciela w diagnozie sytuacji czyli stanu pacjenta, podatności/otwartości na metodę , oporu jego podświadomości etc. i poziomu własnych umiejętności - nie mówimy tu o diagnozie lekarskiej ale diagnozie czy ten przypadek jestem w stanie uzdrowić, przecież jeśli nie wiem, to co wtedy oferuję? ewentualną ewentualność uzdrowienia i to za opłatą? gdzie się nagle podziała ta pewność i kompetencja (powtarzalność) upoważniająca do zarabiania pieniędzy na takim diagnozowaniu???
jeżeli ktoś mi mówi "spróbujmy
może się uda" to naturalna odpowiedź jest lustrzana:
"spróbujmy, może ci zapłacę -
zapłacę jak ci się uda"
pytanie jest czemu klient ma płacić za błędy w ocenie sytuacji przez szewca czy uzdrowiciela? usługodawca jest kompetentny, jest "mistrzem uzdrawiania", czy raczej nie jest i to klient ma być "otwarty" na uzdrowienie a jak nie jest to jego strata, gdzie był uzdrowiciel i jego kompetencje gdy zachęcał do tego rodzaju usług klienta uznając, że warunkiem wystarczającym jest sama chęć klienta do terapii i ... wpłata pieniędzy : D
przy zalewie różnych uzdrowicieli ( ich jest zarejestrowanych bodajże ze 100 tysięcy w Polsce) takie uzależnianie opłaty od oczekiwanych efektów sprawiło by że wyłonili by się ci którzy faktycznie mają efekty zgodne z deklarowanymi - nawet gdyby nie brali pieniędzy od tych na których eksperymentowali i uczyli się na nich choćby pokory, czyli od tych u których nie udało im uzyskać deklarowanych i oczekiwanych efektów mimo że
wydawało im się że są w stanie pomóc
przeceniając swoje zdolności i kompetencje w konkretnym przypadku
oczywiście jak ktoś oferuje jakieś metody których skutkiem może być uzdrowienie to bierze pieniądze za naukę metody i efektem jest tu znajomość metody uzdrawiania : )
ogólna oferta w której przedstawia się ktoś jako kompetentny uzdrowiciel nie oznacza, że w danym przypadku ktoś taki okazuje się być kompetentnym, a bo się starał najlepiej jak mógł czy jak to było możliwe - z założenia nie ma rzeczy niemożliwych więc to uzdrowiciel zawiódł czyż nie? ; ) co trudno zaakceptować komuś kto do kompetencji podchodzi w sposób oderwany od efektów i konkretnych przypadków, na takim poziomie pewnego warsztatu, i traktuje to jako taki stan trwały, który osiągnął, przeszedł pozytywną weryfikację i tak już ma, więc bierze pieniądze niezależnie czy komuś pomógł czy nie ; )
więc hasło "nie ma nieuleczalnych chorób są tylko nieuleczalni pacjenci" które często używają różni uzdrowiciele w ramach obronnej reakcji chroniąc swoje własne poczucie kompetencji i interesy wtedy, gdy indywidualnie czy grupowo zawodzą w tych czy innych przypadkach, zamieniłbym na hasło
"nie ma nieuleczalnych chorób są tylko niekompetentni uzdrowiciele" ; )