Rzeczywiscie w przypadku wiekszosci duchowych terapii, udowodnienie czegokolwiek w sadzie jest praktycznie niemozliwe. Wszelkie rezultaty analiz duchowych, wahadelkowania, oczyszczania aury i czy innej pracy z energiami nie stanowia zadnych dowodow w procesach sadowych ani gdziekolwiek indziej.
Tymczasem, zupelnie inaczej wyglada sprawa, jesli ktos opiera swoje teorie i prace o DNA. Strukture DNA mozna badac bez problemu - w zaleznosci od tematu, koszt zaczyna sie od kilkuset zlotych - i wyniki takich badan sa bez klopotu uznawalne rowniez przez polskie sadownictwo. W takich warunkach wykazanie, ze usluga zostala wykonania nienalezycie i nie przyniosla zadnych zmian na poziomie kodu DNA to drobnostka. Zreszta, to chyba bylby nadmiar zbytku, bo chyba wystarczyloby wykazac brak kompetencji poprzez zadanie paru prostych pytan, np. opisanie roznic miedzy cDNA a mtDNA, albo ciekawiej, opisanie polimerazy DNA.
Oczywiscie, pisze o skrajnym przypadku. Fundamentalna wiedza na temat genetyki to wystarczajaca rzecz aby trzymac sie od tego ustrojstwa z daleka. No, chyba ze ktos koniecznie wierzy, ze na poziome wiazan wodorowych kwasu deoksyrybonukleinowego mamy, cytujac ebook, biegajace po "paleczkach" "robaczki". No mi tez tutaj wlosy deba staja...