Autor Wątek: Terapie, psychoterapie, socjoterapie, a rozwój duchowy  (Przeczytany 11405 razy)

Mariomar

  • Gość
[#]   « 2016-12-11, 21:53:28 »
Doktor, dziękuję za wsparcie i trzymam za Ciebie kciuki. Ale gdy ja zaczynałem się relaksowac i medytowac,  to pojawiała się taką skrajną panika w życiu codziennym, i z każdą medytacją się poglebiala, ze... zacząłem uciekać od życia życia medytację.  A relaks sprawiał, ze nic mi się nie chciało robić w domu, nic sprzątać, a tym bardziej iść do pracy. Po prostu zaczynałem sie przygotowywać do opuszczenia,  jako dusza, tego świata. Czyli do swojej śmierci.

Eh, w moim przypadku jakieś błędne koło. Wiem, ze sam musze stawić czoła własnemu strachowi, ale w tym wcieleniu brakuje mi już na to sił. Depresja i nerwica osiągają już monstrualne rozmiary,  a strach pcha mnie wprost do obłędu.

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2016-12-11, 20:42:17 »
Cytuj
Już chyba nie chcę zmieniać siebie.
Chcę siebie pokochać i zrozumieć. Chcę przyjąć siebie jako tą osobę którą jestem. Chcę być ze sobą zarówno w chwili smutku, jak i w chwili radości.
Super :) I to właśnie jest fundament dla zdrowego rozwoju :)

Czemu wcześniej chciałeś zmieniać siebie? Ponieważ siebie nie akceptowałeś, nie pasowało Ci to jaki jesteś. Przewodnią intencją Twojej pracy nad sobą była nieakceptacja, niechęć do siebie. Z tego nie mogło wyjść nic dobrego.

Jeśli człowiek pracuje nad akceptacją siebie, polubieniem i pokochaniem siebie w całości to zmiany osobowości, sposobu bycia czy myślenia przychodzą same. Ich się nigdy nie wymusza, to ma być naturalny, niewymuszony efekt zdrowej pracy nad sobą :)

Stań się swoim najlepszym przyjacielem, kochaj siebie całym sercem i nie odrzucaj niczego co w Tobie jest, a nigdy nie zbłądzisz w pracy nad sobą :)

Miłość do siebie jest najlepszym i najskuteczniejszym przewodnikiem na duchowej drodze :)

Doktor-X

  • Wiadomości: 2 140
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2016-12-11, 19:56:50 »
Osoba z zaburzeniami emocjonalnymi, która doświadczała w przeszłości dużo urazów, która nie doświadczała ciepła ze strony rodziców, taka osoba nie poradzi sobie sama. Może afirmować latami, ale na niewiele się to zda moim zdaniem. Potrzebna jest pomoc specjalisty. Lub specjalistów, kilku różnych, którzy pracują w różnych nurtach. Jestem za łączeniem różnych metod pracy nad sobą.


Ja sobie poradziłem. Myśle że każdy musi poradzić sobie sam, główną robotę trzeba zrobić samemu, samemu przejść przez własną drogę korzystając chętnie z pomocy z zewnątrz.

Chłopaki piszecie na forum o rozwoju duchowym ale wasze medoty pracy jakoś nijak mają się do rozwoju duchowego.
Mariomar, ja miałem takie lęki że bałem się wychodzić z domu, pikawa mi waliła jak miałem wyjść do sklepu, w dzieciństwie czułem wszechobecne poczucie zagrożenia i zaszczucia, również w domu ojciec wróg karmiczny i zastraszona matka.
Jest ze mną o wiele wiele lepiej a od niedawna zacząłem medytować.
Kiedyś afirmowałem miesiącami, rok temu spaliłem 5 grubych zeszytów A4 całych zapisanych. Rzuciłem afirmacje bo nie przytomniałem jak piszesz, pierwze 2 tygodnie były okej, potem nie czułem tego co pisze. Najważniejsza jest zmiana świadomości, afirmacje jej nie zmieniają dlatego pisaniem afirmacji nie wyjdzie się z większych lęków.
Pamiętam jak jeszcze rok temu zawizięcie afirmowałem, nie szedłem spać jak nie poafirmowałem, robiłem to z wielką determinacją, wstawałem z łóżka i brałem do ręki długopis, często płakałem z całego tego zawzięcia i przysięgałem że sie nie poddam, szkoda mi siebie z tamtego kresu jak sobie pomyśle. Było kiepsko.
Od niedawna zacząłem medytowanie, relaksowanie się przy oglądaniu różnych filmików przedstawiających odgłosy natury i krajobrazy.
W takim stanie można nareszcie realnie rozwijać poczucie bezpieczeństwa i inne cechy, KONTEMPLOWAĆ to co chce sie w sobie rozwijać. To wspaniała technika, całe życie sie przed nią broniłem, dopiero teraz wziołem na poważnie swoje marzenia, nie chce by pozostały tylko marzeniami, chce by się stały faktem. Dlatego polecam ci relaksacje, medytacje bez względu na to co mówi Leszek czy inni, jeśli intuicja ci podpowiada ciepło że to jest dobre i powinieneś w to iść to zrób to. Głos intuicji zawsze będzie na pierwszym miejscu, jest przeznaczony dokładnie dla nas, dopasowany do naszej sytuacji i zmagań. A no i medytacja, relaksowanie się jest o tyle super że zbliża do Boga, dobrze też jednocześnie czytać coś wartościowego.

Co kolwiek byś wybrał, nie łam się, nic nie trwa wiecznie, wieczna jedynie jest miłość, także w przypadku nas wszystkich to tylko kwestia czasu zanim osiągniemy pełny spokój i zrealizujemy siebie. Nie wiem jak u was ale ta myśl zawsze mnie uspokaja gdy mam kryzys, więc się dziele.

« Ostatnia zmiana: 2016-12-11, 19:59:21 wysłana przez Doktor-X »

Mariomar

  • Gość
[#]   « 2016-12-11, 17:37:12 »
Tod,  jakbyś pisał o mnie. Zgadzam się z Tobą. Bez wybaczenia sobie i pokochania siebie, uciekam od siebie w iluzję i szukam - jak to ładnie powiedziałeś  - lepzej wersji siebie, oraz lepszej wersji żony, lepszej wersji świata, lepszej wersji ludzi, lepszej wersji pracy, itd.

To fakt, nie lubię siebie, nie akceptuję siebie i uciekam od siebie. I nie mogę  sie pogodzic z tą wersją siebie, która jestem na codzień - zwykłym człowiekiem na zwykłym osiedlu w zwykłej szarej rzeczywistości. Gdzieś w głębi duszy pamiętam piękne, bardzo dawne czasy, i może.dlatego nie mogę się pogodzic z tym, kim jestem teraz, i z tym, co mam teraz.

P.S. każda praca mnie stresuje. Czy w dużej korporacji, czy w małej firmie. Wszędzie się boję odrzucenia, podłości ludzkiej i wygryzania mnie przez cwansze ode mnie osoby. Bo wg mnie dobre nie może trwać trwać nieskończoność i musi się prędzej, czy później skończyć.

tod

  • Wiadomości: 261
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2016-12-11, 15:57:22 »
A zmiana pracy na mniej stresującą?



Żyłem przez lata w iluzji, że można pozbyć się całkowicie różnych negatywnych emocji z siebie. Myślałem sobie, że wystarczy regularnie stosować daną metodę, a w końcu życie się odmieni całkowicie i już się będzie wolnym w pełni od tych wszystkich problemów które doświadczało się kiedyś. To co czytałem w internecie w środowisku rozwojowym utwierdzało mnie w tej iluzji. Próbowałem cały czas uwalniać się od różnych negatywnych emocji, używałem różnych metod. Metody działały ale na krótko. Później wraz z zaprzestaniem stosowania tych metod, problemy powracały.
Cały czas pragnąłem zmienić siebie, stać się lepszą wersją siebie samego. Zazdrościłem ludziom z tego forum (wcześniej C.P.) czytając ich posty, że są tacy świadomi, że tak dużo o sobie wiedzą i że są tacy wrażliwi i tacy dobrzy. Utwierdzałem się cały czas w swoim poczuciu niższości.

Uciekałem od tego kim jestem teraz, cały czas skupiając się na tym kim będę w przyszłości, kiedy tylko będę sumiennie korzystać z danej techniki pracy nad sobą. Uciekałem od tego co czuję, nie chciałem tego, nie akceptowałem tego. Chciałem być kimś innym. I to właśnie różne metody miały mi pomóc stać się kimś innym...

Dziś przyszła mi taka myśl, że praca nad sobą polega nie na tym by siebie zmieniać, a na tym, by zwiększać swoją akceptację wobec tego kim się jest.

Ze wszystkimi niedoskonałościami, ograniczeniami i ułomnościami, które chciałoby się ukryć przed innymi ludźmi. Albo od których chciałoby się uciec wyrzucając je w jakiś sposób z siebie.

Już chyba nie chcę zmieniać siebie.
Chcę siebie pokochać i zrozumieć. Chcę przyjąć siebie jako tą osobę którą jestem. Chcę być ze sobą zarówno w chwili smutku, jak i w chwili radości.

Mariomar

  • Gość
[#]   « 2016-12-11, 14:26:27 »
Tod, rozumiem Ciebie. Ja też od ponad roku chodzę co tydzień na terapię psychologiczną. I jest to temat na długie lata. Mam wrażenie, ze przez ten rok ruszyliśmy zaledwie czubek góry lodowej moich problemów.

Tylko ze trzeba żyć na codzień z tym strachem, który jest, a on nie znika i najbardziej wykańcza mnie w pracy. I jak nie zwariować ze strachu tu i teraz, skoro ten strach na terapii przepracuje do końca może za kilka lat? Bo przez rok terapii mój poziom strachu przed pracą, ludźmi i światem chyba się nie zmienił.

tod

  • Wiadomości: 261
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2016-12-11, 12:37:32 »
Osoba z zaburzeniami emocjonalnymi, która doświadczała w przeszłości dużo urazów, która nie doświadczała ciepła ze strony rodziców, taka osoba nie poradzi sobie sama. Może afirmować latami, ale na niewiele się to zda moim zdaniem. Potrzebna jest pomoc specjalisty. Lub specjalistów, kilku różnych, którzy pracują w różnych nurtach. Jestem za łączeniem różnych metod pracy nad sobą.

Mi też niewiele pomaga, takie mam wrażenie. Lęki znikają na jakiś czas, a za jakiś czas wracają. Mówi się, że ze swoimi wewnętrznymi demonami trzeba się zmierzyć. Stawić im czoło. Wydaje mi się, że tak zwane wewnętrzne demony, mogą powracać przez całe życie. Natomiast kiedy człowiek nauczy się sobie z nimi radzić, nauczy się z nimi rozmawiać, to nie będą one już przytłaczały aż tak bardzo.





Afirmacje są trochę jak autohipnoza, szczególnie jeśli stosuje się je regularnie w niezmiennej formie. Jak cały czas powtarza się to samo, to umysł w końcu może zacząć w to wierzyć, nawet jeśli nie jest to zgodne z rzeczywistością. Wtedy może powstać filtr przysłaniający rzeczywistość.

Tak nieco ironicznie o afirmacjach (trochę o sobie) : No bo przecież jestem bogaty! Nie mam problemów! Nie mam pracy bo Bóg mi jej jeszcze nie dał! Jestem bogaty (mimo tego że pustki w portfelu)! W odpowiednim momencie znajdę pracę swego życia, dobrze płatną. Pewnie za mało afirmacji. Zostało mi 3zł w kieszeni. Idę kupić nowy zeszyt do afirmacji, bo w gazecie z ogłoszeniami którą mógłbym kupić i tak pewnie nic ciekawego by się nie znalazło.

tod

  • Wiadomości: 261
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2016-12-11, 12:19:02 »
Chodzę na terapię grupową, dużo zaczynam rozumieć na poziomie psychologicznym, zaczynam widzieć, że jak bardzo ludzie są do siebie podobni. I wychodzę z poczucia wyjątkowości, że jestem kimś innym, bo rozwijam się duchowo i że jestem trochę ponad ludźmi którzy nie zajmują się rozwojem. Taki większy kontakt z rzeczywistością się pojawia. Powoli.


Myślę, że mógłby powstać wątek o psychoterapii. Jaki dział byłby najbardziej odpowiedni do takiego wątku?

Mariomar

  • Gość
[#]   « 2016-12-10, 23:02:05 »
Widzę,  że te 2-3 afirmacje, które mówię na głos, oraz dekret, który również mówię na głos, przestały we mnie wchodzić. Mimo całej przytomności i skupienia,jakie wkładam w ich mówienie, czucie i rozumienie, zaczynam tępieć i chyba się hipnotyzowac. Widzę, ze jak dłużej czymś się zajmuje duchowym - tą samą metodą,  tu: afirmacją, to ona przestaje działać.
I teraz po 2 miesiącach mówienia, tepieje. Staram się być jak najbardziej najbardziej w świecie realnym, ale mówienie afirmacji sprawia, ze chyba się hipnotyzuje. Albo to jest taki silny opór, ze ps nic już nie przyjmuje. Sam już nie wiem.
« Ostatnia zmiana: 2016-12-14, 21:55:18 wysłana przez almighty »