Terapia może poprzedzać rozwój duchowy, albo może być równoległa. Ważne, żeby nie mylić tego, że jak stosuje się jakieś techniki duchowe, to jest się w terapii lub po terapii, bo ma się świadomość duchową. Można wpaść w iluzję ego-samooceny duchowej jeśli nie ma odpowiedniej weryfikacji. Bez zdrowej osobowości, trudno mówić o postępach w rozwoju duchowym od pewnego momentu, bo te dwie sfery są nierozłączne. Jeśli ktoś je przeciwstawia, tzn., że jest do przepracowania jeszcze jakiś wewnętrzny konflikt, rozdzielenie.
Akceptacja siebie takim jakim się jest, jest konieczna, żeby móc siebie zmieniać pozytywnie. Często dzięki kontaktowi ze swoimi uczuciami z teraz, ze słabymi i silnymi stronami, okazuje się, że jest mniej do zmiany, a więcej odkrywa się siebie prawdziwego. Następuje integracja siebie.
Umysł lubi tworzyć iluzje życia przeszłością, projekcji na otoczenie, wyparcia się, obrony ego, dlatego terapia tak naprawdę przyśpiesza rozwój duchowy, daje zdrowsze podstawy i intencje, gdy on jest głównym celem, czy intencją na to życie. Jednak wszystko w swoim czasie.