Autor Wątek: Terapie, psychoterapie, socjoterapie, a rozwój duchowy  (Przeczytany 11401 razy)

Gość583

  • Gość
[#]   « 2016-12-30, 20:30:39 »
Jenka

Dziękuję za Twój wpis, bo w wielu kwestiach mówisz jak moja terapeutka.  Zabronila mi seksu, bo.mój seks pewnie był kompulsywny.

Ale z drugiej strony, moja żona nigdy,  od początku naszego Poznania, nie chciała uprawiać.seksu.

No i się "dobralismy".

Gdzies, kiedyś, w poprzednich zywotach, zgwalcilem moja obecna żonę, ale ilez można można tego powodu cierpieć?

Obecnie nie uprawiany już żadnego seksu, przestrzegam zakazu, za wcześniejszą podpowiedzia mojej psycholog, wyprowadzilem sie na stałe z sypialni małżeńskiej i śpię w osobnym pokoju. Trochę tez po złości, na zasadzie "to ja Ci teraz pokażę ".

Ale widzę, ze przez tą wyprowadzke oddalamy się z żoną od siebie coraz bardziej. Ja wycofalem się z czułości i przytulna, żona mnie nigdy sama nie przytulila i nie pocalowała, tak jest zamknięta, ze suma summarum, nastała zupelna zima między nami. Rozmawiamy ze soba grzecznie, ale żona mi zupełnie obojetnieje i przez ten brak seksu, już zupełnie przestaje mi na niej zależeć. Jest jakiś.wielki impas,  co w połączeniu z moją depesja i moim dda, sprawia że żyje w takiej toksycznosci, jako w czymś naturalnym.

I widzę, co najgorsze, ze lepiej mi sie śpi samemu, bo już nie muszę patrzeć z obrzydzeniem, jak moja żona "cierpi " podczas seksu.

Widzę,  ze lepiej mi sie żyje zdala od ludzi , a nie wśród ludzi. Moje małżeństwo się rozpada, kiedyś mi zależało na tym, aby je ratować, a teraz żona zupełnie mi zobojetniala. Żonie nigdy nie zależało.na szczerej rozmowiemze mną, na tym, by ratować nasz związek - ona ze wszystkim sie godzi w pokorze,  jak ultra katolik, więc jesteśmy jak 2 tonace statki.

Ale widzę,  ze przez to uwalniam się od toksycznego przebywania przy zonie przez 24 godziny na dobę. Ze daje sobie czas dla siebie - bo już mi tak na zonie nie zależy.
« Ostatnia zmiana: 2017-09-21, 22:52:47 wysłana przez almighty »

JenKa

  • Wiadomości: 287
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2016-12-29, 21:13:48 »
Dawno mnie tu nie było, uczęszczałam na terapię, leczyłam zmęczone permanentnym napięciem ciało, wszelkimi dostępnymi sposobami starałam się pożegnać ze złymi wspomnieniami związanymi z moim pożyciem małżeńskim. Widzę, że ND skierowało mnie tu ponownie, jak zwykle, we właściwym momencie:)

Mariomar, przeczytałam to, co napisałeś o swoich odczuciach w małżeństwie, o niezaspokojonej potrzebie sexu, o oziębłej żonie. I o tym, jak bardzo zabolało cię to, co powiedziała twoja terapeutka. Tylko...czy rzeczywiście tak to sformułowała, czy też zadziałała tu twoja interpretacja? Bo może raczej próbowała, wierzę, prawdopodobnie w niewłaściwy sposób, uświadomić ci, jak sytuacja wygląda ze strony twojej żony? A to zupełnie co innego...
Prawdziwa seksualna oziębłość jest cechą niezwykle rzadką - zazwyczaj wynika z niedopasowania oczekiwań partnerów względem sexu, sposobu wyrażania uczuć, albo powstałych na skutek złych doświadczeń, blokad. Ultrakatolickie wychowanie jest jedną z form tworzenia takich blokad. Być może również chłód panujący w domu rodzinnym żony powiększa trudność w otwarciu się na satysfakcjonujący seks, a twoja presja, nawet nie okazywana bezpośrednio, prawdopodobnie jeszcze bardziej ją na to doświadczenie zamyka.
Być może oboje jesteście DDD, tylko jedno z domu naznaczonego agresją aktywną, a drugie - pasywną i , nieświadomie, uczestniczycie w tworzeniu błędnego koła, które pozostawione same sobie doprowadzić może jedynie do...rozpadu związku. Uświadomienie sobie wzajemnych - nierealnych - oczekiwań, jest szansą na powstrzymanie i odwrócenie jego biegu.

Piszesz również, że to małżeństwo jest dla ciebie wyrazem karmicznej kary. Oj, co za błąd w rozumowaniu! Czy nie byłoby mądrzej - dojrzalej - widzieć je jako lekcję do odrobienia? I szansę by nauczyć się innego sposobu okazywania miłości i odczuwania bliskości niż sex? Bliskość to również przytulanie, głaskanie po włosach, całus na dzień dobry i dobranoc, a przede wszystkim całkowita i bezwarunkowa AKCEPTACJA.

Dlaczego o tym wszystkim piszę? Ponieważ wiem, co czuje kobieta, której mąż wciąż i wciąż i wciąż wywiera na nią presję uprawiania sexu. Już-nie-mój mąż zniechęcił mnie w ten sposób tak skutecznie, że z osoby, która uwielbiała tą formę bycia blisko ukochanego, zmienił mnie w uciekającą przed jakimkolwiek dotykiem ofiarę PTSD.

Mariomar, wierzę, że jeśli istnieje w tobie gotowość, by przepracować blokady na porozumienie i bliskość w związku, to możesz dokonać tego już w tym małżeństwie. Jestem pewna, że twoje starania będą również w stanie sprawić, że i twoja żona zacznie sex postrzegać jako przyjemność, a nie przykry obowiązek ;)
I tego, wam obojgu, z całego serca życzę :)
« Ostatnia zmiana: 2016-12-29, 21:16:26 wysłana przez JenKa »

Gość583

  • Gość
[#]   « 2016-12-28, 17:50:06 »
Tod, myślę że masz rację, ze to temat tabu, oraz ze potrzebuje terapii wielu Polaków na skutek wychowania M.in w rodzinach alkoholowych.
« Ostatnia zmiana: 2017-09-21, 22:52:57 wysłana przez almighty »

tod

  • Wiadomości: 261
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2016-12-28, 16:27:55 »
Dużo osób potrzebuje terapii, ale nie zdają sobie z tego sprawy.
A na terapię idą ci co już im ciężko ze sobą wytrzymać (ale i tak nie wszyscy).

Polska patrząc na to co działo się w ubiegłym stuleciu, potrzebuje terapii jako kraj. Patologia się działa.
Nasz kraj jest w dużym stopniu naznaczony alkoholizmem. Jak jest alkoholik w domu to cała rodzina jest tym w jakiś sposób dotknięta.

Wydaje mi się, że w Polsce terapia to temat tabu. Wielu ludzi wstydzi się korzystać z terapii, bo jest wiele stereotypów. Trochę jest taka obawa że zostanie się uznanym za wariata, albo że ludzie zaczną krzywo patrzeć.






jaskier

  • Wiadomości: 908
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2016-12-27, 22:09:23 »
"Ostatnio wyczytałem na plakacie przed gabinetem mojego psychologa,ze obecnie co 4(!) Polak chodzi lub wkrótce będzie chodził do psychologa."

O taaak, na pewno, czekałem chyba 5 miesięcy na jedno spotkanie z psychologiem na nfz. ( a jestem pewien że prywatnie również Polacy nie chodza bo ich najzwyczajniej nie stać.)

Mariusz

  • Wiadomości: 4 015
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2016-12-26, 12:17:47 »
"nastolatkowie, zgłaszają sie na terapię, gdyż sobie nie radzą radzą świecie, a tym bardziej przeraża ich myśl o rozpoczęciu pracy zawodowej."

Takie są skutki ciągłego zwiększania niepewności w gospodarce. Dla niepoznaki ekonomiści nazywają to konkurencyjnością

Gość583

  • Gość
[#]   « 2016-12-26, 09:40:22 »
Tod

Ostatnio wyczytałem na plakacie przed gabinetem mojego psychologa,ze obecnie co 4(!) Polak chodzi lub wkrótce będzie chodził do psychologa.

Więc.nie jest z nami tak źle :) - problem jest olbrzymi w skali całego kraju. Zresztą polscy psycholodzy biją na alarm, ze coraz młodsi ludzie - już nastolatkowie, zgłaszają sie na terapię, gdyż sobie nie radzą radzą świecie, a tym bardziej przeraża ich myśl o rozpoczęciu pracy zawodowej.

I nie są to moje pesymistyczne obserwacje, jak napisał jeden z Forumowiczów, lecz suche wyniki badań terapeutów w Polsce.

P.S. Co 4. Polak = 9,5 mln ludzi.

« Ostatnia zmiana: 2017-09-21, 22:53:07 wysłana przez almighty »

Gość583

  • Gość
[#]   « 2016-12-26, 08:04:10 »
Tod,

Ja zaś miałem terror.w domu rodzinnym - ojciec bil mnie i moja mamę, darl się na nas, robił awantury - najgorsze były te nocne, gdy godzinami pastwil się nad moją mamą, głównie seksualnie, a moja mama płakała, a rano np miała podbite oko. Wówczas ja się całe noce trzeslem ze strachu, a że byłem wychowany w rodzinie ateistycznej, nawet nie wiedziałem, ze mogę się chociaż pomodlić.do Boga o pomoc.

I jak to bywa wśród.sąsiadów - wszyscy wiedzieli o rzezi wnnaszym domu, ale nikt nie interweniował, nikt nie zgłaszał na - wówczas - Milicję. Ja w przedszkolu i w szkole też głęboko głęboko sobie ukrywalem ten terror domowy, bo dzieci i tak się by ze mnie śmiali.

Do domu bałem się wracać po szkole. Nigdzie więc.nie czułem się bezpiecznie.

Bałem się najbliższych mi ludzi, więc jak straszni musieli być inni ludzie -.tacy z życia całodziennego.

Dlatego te wszystkie emocje z dzieciństwa stlumilem w sobie. Głęboko.

A teraz rozwala mnie głęboka depresja i nerwica.

Każdy mi tu coś doradza, jakieś techniki - dziękuję im za to, ale one na mnie nie działają. Przez 25 lat je testuję i chyba nic.
« Ostatnia zmiana: 2017-09-21, 22:53:18 wysłana przez almighty »

tod

  • Wiadomości: 261
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2016-12-26, 02:20:00 »
Mariomar, trochę jakbyś o mnie pisał.

Jestem samotnikiem, a przebywanie wśród ludzi często bywa dla mnie męczące. Choć niekiedy czuję też przyjemność jak jestem wśród niektórych osób, ale są to pojedyncze osoby.

Taka niechęć do ludzi może być związana z jakimś rodzajem stanu depresyjnego. Takie zniechęcenie do świata.
W sumie to mam tak od dzieciństwa. W okresie szkolnym przez jakiś czas czułem się dobrze wśród innych, było to głównie w klasach 1-3 podstawówki. A później to już coś się zmieniało.
Wydaje mi się, że moje zamykanie się w sobie mogło być związane z pewną trudną sytuacją jakiej doświadczyłem jak miałem 10 lat, nie mogłem z nikim podzielić się tym co wtedy czułem i trzymałem to w sobie, a napięcie we mnie rosło.

W ogóle moje dzieciństwo było nieco dziwne, tak mi się wydaje. Z rodzicami raczej niewiele rozmawiałem. Oni sami  chyba są samotnikami, to i ja na takiego wyrosłem. Jak oni są na jakichś spotkaniach rodzinnych to wtedy gadają, ale mam wrażenie że nie są sobą i udają i na siłę chcą być towarzyscy. No i nie mają żadnych znajomych, z nikim się nie spotykają, tylko w pracy widzą się ze znajomymi. A kontakt utrzymują jedynie ze swoim rodzeństwem.



Gość583

  • Gość
[#]   « 2016-12-25, 20:46:17 »
Na tą chwilę, prawie każdego człowieka odbieram jako mojego wroga, jako osobę mi zagrazajacą.

A jednocześnie, prawie w ogóle nie zależy mi na jakichkolwiek relacjach z ludźmi. Jestem odludkiem, lubię być sam i żyć w samotności. Lubię, jak ludzie dają mi tzw. święty spokój. Nie lubię ludzi. Muszę tu za karę żyć na tej Ziemi, żyć wśród ludzi, których kompletnie nie akceptuję.

Zupełnie nie rozumiem, po co są relacje z ludźmi.
« Ostatnia zmiana: 2017-09-21, 22:53:27 wysłana przez almighty »

Gość583

  • Gość
[#]   « 2016-12-25, 20:42:30 »
Przyznaje, ze już całkowicie gubię się w relacjach z ludźmi - chyba kompletnie nie umiem odczytywać ich intencji, zwłaszcza intencji wobec mnie.
« Ostatnia zmiana: 2017-09-21, 22:53:38 wysłana przez almighty »

jaskier

  • Wiadomości: 908
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2016-12-24, 10:12:19 »
Jak czytam o jego oziębłej żonie to budzi się we mnie mój mały nastoletni moralny relatywista ;-).

To tak a propo skoków w bok ;-).

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2016-12-24, 09:14:49 »
Cytuj
Tu potrzeba zbudowania relacji ze zdrową umysłowo i duchowo kobietą, problemem jednak jest dobro dziecka.
Akurat dobro dziecko nie jest tutaj problemem, ponieważ dla dziecka będzie największą trauma to, że mamusia z tatusiem trzymają się siebie i nienawidzą tylko z jego powodu. Dla dziecka to duże poczucie winy i ciężaru, a dzieci takie rzeczy czują podskórnie.

Z tym, że Mariomar takiej relacji potrzebuje to się zgadzam. Problem w tym, że póki nie przepracuje pewnych rzeczy to może mu być trudno stworzyć taką dobrą relację (chociaż niczego nie wykluczam, bo wszystko jest możliwe). A dopóki nie stworzy dobrej relacji to albo ma do wyboru byle jaki seks z byle kim (co problemu nie rozwiąże) albo poradzenie sobie jakoś ze swoimi potrzebami póki nie poukłada sobie w życiu.

jaskier - z Tobą jest ta różnica, że Ty się zablokowałeś z powodu choroby i potrzebowałeś poczuć że mimo niej możesz ten seks mieć. Wcześniej byłeś otwarty seks i jak sam piszesz - miałeś go sporo. Mariomar zaś potrzebuje od podstaw zbudować swoje poczucie własnej wartości jako partner i kochanek. Potrzebuje poczuć że on w ogóle zasługuje na dobry seks, na dobry związek i bycie kochanym.

On nie widzi w swoim życiu na ten moment sensownych możliwości tego, aby ten seks mieć więc rady, żeby sobie pokorzystał nic nie dadzą w tym przypadku. Szczególnie, że dopóki jest w związku to zwykła uczciwość wyklucza wszelkie skoki bok :P

jaskier

  • Wiadomości: 908
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2016-12-24, 08:36:51 »
Póki nie miałem ostrego rzutu bielactwa zaznałem sporo seksu w trzech różnych związkach.
Frustracja i obsesja narastała kiedy z powodu choroby nie mogłem uprawiać seksu.

Myślę że podobnie może być z Mariomarem, zaznał trochę tego seksu, spodobało mu się ale obecnie ma zablokowaną możliwość realizacji w tej sferze przez związek z oziębłą kobietą. A to potrafi doprowadzić do szaleństwa i nie jest to jego wina! W tym wypadku chodzenie na grupy wsparcia dla seksoholików mija się z celem.

Tu potrzeba zbudowania relacji ze zdrową umysłowo i duchowo kobietą, problemem jednak jest dobro dziecka.

A i pisząc "obstaję przy swoim" nie miałem na myśli polecanie Mariomarowi korzystanie z usług prosytutek, tylko moją wersję diagnozy mówiącą że brak seksu spowodował obsesje a nie na odwrót.


Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2016-12-24, 08:15:39 »
jaskier
Jest ogromna różnica między młodym człowiekiem, którego seksu nie miał w ogóle albo bardzo mało i potrzebował się otworzyć na niego, a osobą która tego seksu już trochę doświadczyła przez lata. Ten pierwszy może i puści jakąś frustracje jak w końcu zazna tego seksu i otworzy się na to, że może więcej, itp. Ten drugi nie potrzebuje jednorazowego numerku, bo to mu nic nie da. Mariomar praktycznie wprost napisał, że chce ciepłej, kochającej kobiety z którą będzie mógł sobie żyć, która będzie obdarzać go bliskością, uczuciami i chętnie będzie się z nim kochać. Tej potrzeby nie zaspokoi żadna wizyta u prostytutki, a wręcz odwrotnie - może tylko wpędzić w poczucie winy i zaszkodzić budowanego poczuciu szacunku do siebie.