Tez mialem odpalenie kundalini, 9 lat temu, takie nagle.
Przez moze 2 lata przed tym mialem troche kontaktu z duchowoscia i ludzmi sie nia zajmujacymi i nawet sie troche z tym obylem, ale potem postanowilem wrocic do starych przyzwyczajen, wyjechalem do jednego zielonego kraju, no i mowiac krotko poczalem sie narkotyzowac, no i te de.
Raz, powiedzmy po mieszance roznych srodkow lazilem gdzies sobie mocno nabuzowany i rzucilem z wielkim przekonaniem, tak jakby modlitwe typu akt strzelisty, haslo ze chce pozostac w tym stanie na zawsze. I wtedy sie zaczelo...
Nie wiem czy to na pewno koleruje, ale zbiega sie w czasie. I to bylo jakby szedl prad w gore na cos trafial i sie rozchodzil, chyba nawet bolem. Co chwile to sie powtarzalo.
Najpierw jak sie nie moglo do konca przebic, to tak sie czulem jakos, emocjonalnie - za dokladnie nawet nie jestem w stanie powiedziec co mi wywalalo, ze takiej pokory nigdy w zyciu nie czulem jak wobec tego i moze to "ukorzenie" pomoglo mu sie przepchnac, no nie wiem;) A potem razu pewnego przeplynelo mi do samej glowy i rozlalo mi sie w niej cieplem, swobodnie.
Co do spraw technicznych, co umozliwilo to w ogole, wczesniej wykonywalem jedno cwiczenie z ksiazki "Duchowosc ciala" Lowena zwane uziemienie, ze staje sie w lekkim rozkroku, robi sklon, dotyka palcami ziemi miedzy nogami i prostuje nogi do tylu, one sie naciagaja i maja tak zaczac latac. Ale wczesniej tez cos krecilem tymi nogami, stawami, ze chyba mialem dobrze przetkane meridiany. No i oczywiscie sobie oddychaniem sie bawilem i potrafilem sie tak naoddychac, ze jakbym sobie czegos wciagnal. A potem juz tylko uziemienie, to az do samego konca. Teraz to gdzie mi tam do takiego udroznienia w nogach, itd.
A czy to mozna zauwazyc, czy trzeba byc jasnowidzem, to na poczatku jak mi to wystrzelilo to nie trzeba bylo byc. Wyraznie czulem co jakis czas jakby kule energii przemieszczajaca sie z dolu do gory i jakby sie rozplywajaca w glowie. Ale potem coraz mniej juz, a po jakis 3 miesiacach powrocily blokady, ktore sie rozplynely jak wystrzelilo.
Lipa byla straszna. Tak ze myslalem, ze mi sie to cofnelo, ale osoby jasnowidzace mowily mi, ze jest dalej. Do czubka glowy, jak u kogos oswieconego hehe. Tylko ze to cos niby ze "sciezek lewej reki" mi sie odnowilo w ogole z tym kundalini, bo to kundalini nie idzie tym kanalem co trzeba, tylko jakis z boku sobie zrobilo dla siebie. Tak slyszalem, mowiono mi... No i tez ogolnie ze to nie tylko takie znowu wysokie wibracje, ale to wiadomo ze wszystko wmacnia. To akurat nie sadze, ze ono cos zlego robi, tylko trzeba nad takimi rzeczami pracowac. Niech se juz jest to kundalini, juz wiecej z tego powodu na pewno nie odcierpie. Teraz duzo czystszy jestem, wiec wszystko jest w porzadku, do gory idziemy. Jesli chodzi o moj stan energetyczny, to raczej zle nie jest, nie jestem nisko, choc mysle ze i tak na troche zanizonym poziomie jeszcze funkcjonuje, ale to jest niebo a ziemia tak na prawde.
Ja od dawna tego nie czuje, tego kundalini, wiec jak mowie nawet myslalem ze juz nie mam tego, ale chyba po prostu plynie sobie slabiej, a na poczatku to byl wielki power.
