SOrry za pomieszanie . Wychodziło coś po drodze na spontanie
Spoko

Tak ma być.
Dobra naczytałam się ,że musiałam przyciągnac takich rodziców, więc dlaczego wybrałam takich? To znaczy,że coś we mnie nie było tak? w moich intencjach wobec siebie ? dobrze to rozumiem?
To nie jest podejście do siebie oparte na miłości, wręcz przeciwnie. Takie intelektualne rozumienie przyciągania na zasadzie intencji tylko pogarsza sprawę.
Tylko miłość może Cię uleczyć. Wiem (bo też przez to przechodziłam), że w takim pomieszaniu trudno przyjąć bez emocji takie wydawałoby się banały, ale tak jest

Chodzi o miłość do siebie. O spojrzenie na siebie jak na człowieka, który zasługuje na uwagę, na współczucie, na wsparcie. Małymi kroczkami zacznij wzbudzać w sobie empatię do siebie, a konkretniej do małej dziewczynki, którą kiedyś byłaś.
Bo teraz patrzysz na nią oczami rodziców (dlatego siebie obwiniasz, a ich tłumaczysz), albo też buntujesz się przeciwko temu i robisz na odwrót (siebie wybielasz, a ich obwiniasz), ale to tylko druga strona tej samej monety (braku miłości). Trudno jest spojrzeć na siebie inaczej niż do tej pory, ale da się. Pożałuj siebie, swojego losu. Nie zajmuj się odczuciami innych osób, tylko swoimi. Obdarz siebie pełną uwagą.
Czy ma to znaczenie dlaczego stało się tak, jak się stało? Nie ma. Nie radzę w takim stanie szukać przyczyn, bo to może tylko wzmocnić niechęć do siebie. Ważne jest to, że cierpiałaś, ważne jest to, że zasługujesz na miłość, a tej miłości nie dostałaś. I nieważne w sumie, kto był winny, bo tak naprawdę nikt nie był temu winny(choć czasem trzeba wyjść z pozycji postawienia odpowiedzialności tam, gdzie jej miejsce, czyli obarczyć nią rodziców, bo inaczej się nie ruszy)). Teraz potrzeba Ci wyrozumiałości dla siebie. Tego przede wszystkim. A kiedy dasz sobie zrozumienia, choć w małej ilości, to wtedy to wszystko będzie już inaczej wyglądało

Może pomoże Ci coś takiego: wracaj do dzieciństwa i postaraj się nie patrzeć na te wydarzenia oczami rodziców, ale spróbuj poczuć, co mogło czuć to bezbronne dziecko, którym wtedy byłaś.
Wzbudź w sobie współczucie do tego dziecka. Choć najpierw możesz się na nie wyzłościć (np. na to, że znalazłaś się w takiej sytuacji) jeśli chcesz, ale nie przerywaj na tym, zawsze dąż do wczucia się w siebie, w tamtą siebie. Poczuj, jakie to malutkie dziecko było niewinne i jak pragnęło miłości. I jak się bało. I co dostało. Czy kogoś takiego można o cokolwiek obwinić?
Jeśli to poczujesz, to zobaczysz, że nie można. Tego Ci życzę z całego serca

Poprzednich wcieleń nie musisz pamiętać, by się uzdrowić. A to, że obwiniałaś wszystkich wokół siebie (i miałaś różne złe odczucia wobec dziecka) wynikało z tego, że byłaś bardzo zraniona. Miłość do siebie zagoi tę ranę i skorzystają na tym wszyscy: Ty i Twoi bliscy (przede wszystkim dziecko).
Ale też musisz się przygotować na niemiłe przeżycia, bo miłość wyciąga na wierzch wszystko, co nią nie jest, a wtedy boli. Ale boli coraz mniej i widać światełko w tunelu. Bo miłość (ta zdrowa) zawsze uzdrawia, nie ma dla niej rzeczy niemożliwych
