Autor Wątek: Agresja i satanizm  (Przeczytany 18538 razy)

Darek

  • Wiadomości: 615
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nie ściemniać w tematach duchowych
  • Status: Obserwator
[#]   « 2016-02-16, 20:39:34 »
within. red hot, night fajne niektóre kawałki.
Myślę, że z dystansu, bez emocji tez można sobie po latach posłuchać, przy okazji fajnie widać co tam w głowie było wówczas. A dźwięki są takie same. tylko inaczej reagujemy hehe

Laka

  • Wiadomości: 2 310
  • Płeć: Kobieta
    • BlueFaerie
  • Andżelika Sobczak, sesje regresingu, wypalanie węzłów karmicznych, masaże Lomi Lomi
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2016-02-16, 20:31:47 »
Dzięki Darek ;)


Arwena

To jest lepiej niż myślałam:P Hihi Nightwish to klasyka, jeszcze mam sentyment do niekótych utworów, z Polskich lubiłam Delighta i Artrosis, a poza tym Dead can Dance:P
No ale to już nie taki mrok ^^
Teatr też gdzieś był mi bliski, ale bardziej karmicznie niż na to wcielenie.
Jak byłam przez chwile w bractwie rycerskim o koniecznie chciałam walczyć, a nie gotować :D No i nadal kocham strzelać sobie z łuku, ogólnie lubię trafiać do celu. Pół roku temu postrzelałam sobie pierwszy raz w życiu z wiatrówki to syn z tatą się dziwili, ze tak dobrze mi idzie :P No cóż wcielenia wojskowe i wojownicze dają o sobie czasem znać ;)
U mnie bardzo szybko odgrywanie ról sie zaczęło najpier od zabawy lalkami jak byłam dziewczyną, a potem szybko wciągnięta zostałam w fabularne RPGi. Z czasem zupełnie to odpadło, bo odreagowałam wszystkie role karmiczne i nie było już co odgrywać ;D
Obecnie kręci mnie teatr ale tańca:) I tu już dla mnie nie ma odgrywania ról, a bardziej chodzi o przejawianie piękna w ruchu. Podobnie zaczęłam ostatnio postrzegać sztukę, ZDROWO. Po wielu latach zaczynam rozumieć czym jest sztuka, twórczość artystyczna. Wcześniej karma mi to jakoś wykrzywiała.
Myślę, że w aktorstwie też mozna by znaleść zdrowe podejście. Jesli chodzi o lalki, to u nas jest teatr lalkarski w Toruniu Baj Pomorski, znam jednego z aktorów, mogę Ci podać namiar na priv, to sobie pogadacie, może Ci coś podpowie:)

Na Castel Party jakoś nigdy nie udało mi się trafić i chyba już nie trafię ;D Ale zdjęcia kiedyś lubiłam oglądać. Wiktoriańska suknia... faaaajnie ^^

Zdradzę Ci sekret, ze podsłuchałam od dyrektora Biskupina na jakimś festiwalu, że w tym roku ma być ArcheoFashion, w zeszłym było Jedzenie :P Planuję się koniecznie wybrać w tym roku.

Arwena

  • Wiadomości: 203
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2016-02-16, 18:46:22 »
Laka,

No przebieranki oczywiście też, szczególnie ciągnęło mnie w stronę wczesnośredniowiecznych klimatów. Miałam okazję pojechać na Wolin rok temu, ale nie skorzystałam, bo właśnie mnie ten alkoholowy klimat odrzucał. Tam jak się z nimi dobrego piwa, czy miodu pitnego nie napijesz to jesteś na swój sposób wykluczona z grupy:P Bo jedno piwko przecież nie zaszkooodzi;D A mi alkohol nigdy nie smakował i do niczego nie jest mi już potrzebny. No i dlatego też mnie w te klimaty już nie ciągnie, z resztą większość moich ówczesnych znajomych z metalowych klimatów była też rekonstruktorami, sama studiowałam historię i miałam swoją drużynę wojowników, na treningach uczyłam się władać mieczem, strzelać z łuku, z bardziej babskich rzeczy szyłam stroje itp. Ale myślę, że temat już się u mnie w dużym stopniu wyczerpał i wolę się zajmować innymi rzeczami. I jeszcze co do przebieranek, bawiłam się też trochę w teatr, więc tam też lubiłam wcielać się w różne postaci, przebierać się, odtwarzać coś itp. Jednak akurat kiedy zaczęłam się zajmować rozwojem, silne ciągoty do tego też mi szybko odpadły. To był dla mnie czas na wyłonienie z różnych, sztucznych ról jakie odgrywałam a miały one związek właśnie z tymi wszystkimi zainteresowaniami.

Czasem sobie tylko tak myślę, że może i bym mogła się jeszcze w przyszłości zająć teatrem, kiedyś chciałam zdawać na wydział lalkarski, jest chyba w Białymstoku o ile się nie mylę. Ale plany mi się zmieniły, za bardzo uparłam się wtedy na ratowanie zwierząt:P Coraz częściej nachodzą mnie myśli, że może jeszcze pobawiłabym się w coś takiego, ale właśnie już z takim zdrowym podejściem, a nie po to by wchodzić w jakieś role i udawać kogoś kim nie jestem.

Co do muzyki preferowałam najbardziej ten mroczny gotyk z lat 90, typu Theatre of Tragedy, The Sins od Thy Beloved, początki Within Temptation i symfoniczny metal typu Nightwisha i Epiki. Ale dziś to zdecydowanie za ciężkie klimaty dla mnie, choć z sentymentu potrafię jeszcze wrócić. Rok temu też właśnie znajoma próbowała mnie wyciągnąć na Castle Party i przez moment myślałam o tym, żeby pojechać, ale tylko po to żeby się przebrać i pochodzić w wypasionej wiktoriańskiej sukni:P Jednak sam klimat i alkohol mnie za bardzo zniechęcał, a kiedyś to bym dała sobie rękę uciąć za teorię, że tamtejszy klimat jest wspaniały, bo tworzą go wspaniali ludzie. Dziś widzę to zupełnie inaczej, często od razu dostrzegam ich cierpienie i problemy jakie skrywają za tatuażami, kolczykami i krzykliwymi ubraniami.

Darek

  • Wiadomości: 615
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nie ściemniać w tematach duchowych
  • Status: Obserwator
[#]   « 2016-02-16, 16:25:41 »
Laka
Faktycznie, jak czytałem co pisałaś o archeo w Biskupinie, to pasujesz jak ulał :-)
świtezianka ;-)
« Ostatnia zmiana: 2016-02-16, 16:27:42 wysłana przez Darek »

Laka

  • Wiadomości: 2 310
  • Płeć: Kobieta
    • BlueFaerie
  • Andżelika Sobczak, sesje regresingu, wypalanie węzłów karmicznych, masaże Lomi Lomi
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2016-02-16, 16:13:04 »
Arwena

To chyba mamy/ miałyśmy podobne upodobania :D
Też słuchałam RedHotów i byłam zafascynowana Kornem :P NO i może mniej mrocznie Offspring :P
I wiele innych, kochałam też Apocaliptycę i...a długo by wymieniać. Choć wiesz co, zostało mi gdzieś upodobanie do przebieranek, przybiera różne formy. Zawsze chciałam
bawić się na archeo rekonstrukcjach, bardzo to czułam, ale gdy mogłam to nie bylo tego w okolicy, a póżniej już nie miałam przestrzeni na to.
CHoć nadal kocham festiwal w Biskupinie i w tym roku nawet udało mi się tam wpaść i przebrać prowizorycznie, ale ludzie i tak robili sobie z nami zdjęcia.
Wpadliśmy z kolegą na ten festiwal przebrani przez krzaki, żeby ominąć kasy. Nie chciało nam się stać w dłuuugiej kolejce. Świetnie się bawiłam.
Jedyne co mnie powstrzymuje skutecznie przez klimatami rekonstrukcji to ogromne ilości alkoholu jakie te grupy żłopią na spotkaniach. Więc klimat mnie odrzuca.

PS z tych klimatów czerni skutecznie wyciągnęły mnie studia artystyczne. Tak wszystko było dozwolone i chyba nic nie było dość dziwne, by zostać za takie uznane ;)
Pełna akceptacja wszelkich dziwactw. One były wręcz aprobowane. Wtedy stałam się baaardzo wyluzowana, kolorowa. I tak mi już zostało w większości.
« Ostatnia zmiana: 2016-02-16, 16:15:23 wysłana przez Laka »

Darek

  • Wiadomości: 615
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nie ściemniać w tematach duchowych
  • Status: Obserwator
[#]   « 2016-02-15, 22:30:32 »
Mario
Ja nie czułem jedności jakiejś z metalami, mnie muzyka, dźwięki bardziej interesowały, techniczne sprawy. I ten kop też był, siła na przetrwanie :)
A strach o którym piszesz, możesz wejść w to, przyjrzeć się, parę chwil, skoro tyle czasu on jest, chwila dłużej. I zapytać się skąd się wziął, czym jest naprawdę itp. drążyć

furyah

  • Wiadomości: 571
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2016-02-15, 21:35:05 »
Mi metal dawał siłę do przetrwania, to było sporo lat temu. Teraz mnie męczy, ale wtedy dawał mi energię do utrzymania się może nawet przy życiu.

Arwena

  • Wiadomości: 203
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2016-02-15, 21:32:29 »
Dokładanie. Mało tego, ja w przeciwieństwie do moich znajomych (chyba jako jedyna) nie paliłam, nie piłam za bardzo, z ćpaniem to nawet wśród znajomych nie miałam do czynienia. To było ciekawe, bo chodziłam na te metalowe koncerty i byłam tam z nimi, czułam właśnie tą przynależność, bezpieczeństwo, fajną zabawę,a jednocześnie tak bardzo się wyróżniałam, byłam raczej spokojna, nieśmiała, często odmawiałam alkoholu i czułam że jednak nie do końca jestem sobą. Dla mnie "ukojeniem" była ta głośna muzyka, szczególnie na żywo, dźwięk bębnów i gitar, możliwość poskakania i zrobienia czegoś szalonego. W domu kiedy ojciec darł mordę zakładałam słuchawki, albo lepiej - włączałam muzykę na pełen regulator i zagłuszałam go. Nie potrafiłam nigdy tych emocji skierować bezpośrednio na niego, a bardzo chciałam. Byłam bardzo zblokowana, więc potrzebowałam czegoś mocnego co wydrze ze mnie te emocje i do tego właśnie był mi potrzebny metal. Słuchałam też innych gatunków muzyki, zawsze to co aktualnie czułam, co się dogrywało z moimi emocjami.

Ale cieszę się, bo widzę teraz jak wiele się we mnie zmieniło w tych kwestiach. Jeszcze z dwa lata temu czytałabym tego typu post (jak ten mój:D) z zaciśniętymi zębami, broniąc tej wspaniałej muzyki. Ale nie ma się co oszukiwać, tak to prawda - metalu słuchają ludzie z pewnymi obciążeniami, to jatka i pożywka dla negatywnych emocji, i tak jak Laka pisała wcześniej - ludzie w tych klimatach to często ludzie bardzo nieprzytomni, szczególnie zagubieni w tej swojej nienawiści i poczuciu niesprawiedliwości.

Mariomar

  • Gość
[#]   « 2016-02-15, 21:09:06 »
Ja też w metalu byłem agresywny na ojca, ale zawsze bardzo wrażliwy.

Nigdy nie potrafiłem, jak moi koledzy, niszczyć mienia publicznego czy katować zwierzęta. Czulem głęboko, ze tak nie można. Że to nie tędy droga.

Arwena

  • Wiadomości: 203
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2016-02-15, 21:03:56 »
Ogólnie to kiedy człowiek rozwija się duchowo i żyje coraz bardziej świadomie to naturalne, że odpadają negatywne ciągoty. Kiedy dostrajasz się do wyższych wibracji automatycznie tracisz zainteresowanie ciężkimi klimatami. Tak jest ze wszystkim, nie tylko z muzyką. Nie sądzę żeby teraz ci muzycy byli dla mnie jakimiś lustrami, to po prostu pozostałości zainteresowań jakie miałam przez długi czas, ale fakt - oczywiście warto zastanowić się dlaczego mnie do tego ciągnie i czemu moja podświadomość jest tym nadal zainteresowana.

Co do muzyków życie rock'and'rollowców zawsze wiązało się z obciążeniami, pogubieniem, ciężkimi problemami, zawodami miłosnymi, rodzinnymi, konflikcie z Bogiem, wyładowywaniem swoich emocji w muzyce. To dlatego większość kapel metalowych czy rockowych nie ma utworów o pozytywnym przekazie:P Uderzają do równie zagubionych nastolatków, którzy nienawidzą swojego życia i chcą odreagować, a ostra muza jest dla nich do tego świetnym narzędziem. Kiedy zajmujesz się rozwojem nie potrzebujesz takiej formy rozładowywania. Dla mnie ukojeniem jest teraz medytacja, modlitwa, wczuwanie się w swoje prawdziwe uczucia, nawet gdy czuję silne emocje. A to że ich dosłownie nie "wywalam na wierzch", krzycząc i skacząc po całym pokoju ostatkami sił w rytm metalowej piosenki, nie oznacza że je w sobie tłumię - wręcz przeciwnie. Więcej we mnie samorefleksji i kontaktu z własnymi emocjami. Przy takiej muzyce to mogłam tylko nienawidzić albo płakać i co gorsza - dostrajać się do tych złych emocji.

Ha, jakbym przeczytała ten tekst kilka lat wczesniej puknęłabym się w głowę i zaczęła głośno śmiać:P Ja tak bardzo broniłam tego mojego mrocznego stylu i zainteresowań, a tak naprawdę zawsze czułam że to nie jest do końca moje, że do tego nie pasuję. Zdarzało mi się słuchać naprawdę ciężkiego metalu, ale przyłapywałam się często na tym, że w gruncie rzeczy to mi się to nawet nie podoba. Z resztą zawsze byłam wrażliwa i uczuciowa, tylko bardzo potłumiona i pogubiona. W agresywnej muzyce wyładowywałam swoją nienawiść i emocje jakie miałam, w szególności do ojca.

Mariomar

  • Gość
[#]   « 2016-02-15, 21:02:44 »
Darku

Masz rację. Energie muzyków to jedno, ale ważniejsze jest chyba to, co się dzieje w nas podczas słuchania muzy.

U mnie kiedyś muza dawała mi:
- moc i agresję
- bunt przeciw światu
- wywyzszenie się nad zwyklymi ludźmi - schowanie swojej niskiej samooceny
- jedność z podobnymi do mnie metalami i hardcoreowcami

Wczoraj słuchałem Slayera i Kreatora, i robiłem wahadlem OM. Ciagnue mniedo tej muzyki z sentymentu i z chęci powrotu do beztroskich czasów młodzieńczych - bez potrzeby pracowania w kieracie, ale ledwo wytrzymałem przy tej muzie.

Ale poczułem silną blokadę na koronie - odcięcie całkowite, oraz silne powiązania i podpiecia z tyłu pod szyszynke. Próbowałem to czyścić wahadlem.

Ale o dziwo wracam do tej muzy ze strachu. Moze chodzi o to, ze ten strach jest już tak silny i już z nim nie wytrzymuje, więc wolę znowu wrócić do "bezpiecznej" ciemnej mocy.

Ale jestem uwikłany w ta ciemna moc - oni mieli mi dac bezpieczeństwo oraz moc, a ja miałem im służyć. I tym "bezpieczenstwem" trzymają mnie przy sobie.

Darek

  • Wiadomości: 615
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nie ściemniać w tematach duchowych
  • Status: Obserwator
[#]   « 2016-02-15, 19:47:33 »
Jak posłucham coś starego, teraz zwracam uwagę,  co u mnie się pojawia. Ważne co i dlaczego, bo to u mnie się coś pojawia. Czy czasem nie powinno się tego właśnie uzdrowić. Pojawia się coś u nas, a nie u jakiegoś gitarzysty, nasza reakcja. To tez ważne wg mnie i warte zauważenia.
« Ostatnia zmiana: 2016-02-15, 19:54:12 wysłana przez Darek »

Arwena

  • Wiadomości: 203
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2016-02-15, 19:12:22 »
Laka,

O, to jeden z moich aktualnych tematów na wierzchu :D

Przechodzę przez coś podobnego, całe życie zatwardziała metalówa, true gotka, wiecznie ubrana na czarno, ludzie z tego grona oczywiście życzliwi, wyrozumiali, najlepsi przyjaciele. Odkąd zmieniłam moje życie i poznałam mojego partnera, nagle ci wszyscy znajomi poodpadali, zauważyłam też jak toksyczni byli i jak bardzo się staczali, niszcząc swoje życia i trwając przy tym przy swoich niepodważalnych racjach. A ja stałam się wrażliwsza, zaczęłam więcej czuć i rzeczy do których mnie mocno ciągnęło zaczęły naturalnie kolejno odpadać. Świadomym rozwojem zajmuję się dużo krócej, więc jeszcze do końca temat mi się nie uzdrowił i proces trwa nadal.

Swojego czasu rysowałam same mroczne obrazki, głównie czarownice, kochałam klimat i styl Victorii Francés, była moją ulubioną artystką. Dzisiaj choćbym chciała nie potrafię narysować nic mrocznego:P Twórczość Victorii też przestała mi się podobać. Powróciłam do uczuć z dzieciństwa i rysuję to co czuję i sprawia mi to przyjemność. Kiedy byłam dzieckiem kochałam rysować zwierzątka i cudownie mi jest do tego wrócić. Lubię też kiedy jest kolorowo i jasno.

I choć nadal trzymam w szafie moje koronkowe czarne sukienki to od prawie trzech lat nie jestem w stanie żadnej ubrać i czuć się sobą.

Właśnie wczoraj tak z ciekawości odpaliłam sobie bo dłuugiej przerwie Closterkeller. Jak ja szalałam za tym zespołem, a Anja Orthodox… Miałam kiedyś okazję z nią więcej porozmawiać. Ona przecież gadała o totalnych głupotach, pieprzyła farmazony o ateizmie, bogach, szatanie a ja byłam nią zachwycona. Teksty piosenek - tyle w nich cierpienia, buntu, niemocy,  nienawiści… No i słysząc fragment piosenki "Nero" : "...Ona musi zginąć,tylko to już umiem chcieć, Gdy pośród ruin co dzień modlę się o jej śmierć”, nie wiedziałam czy się śmiać czy płakać - wtf? ja kiedyś tego słuchałam?:D

Teraz słucham też rocka i ciągnie mnie do pewnych zespołów głównie z sentymentu, np. zawsze bardzo lubiłam Red Hotów, ostatnimi czasy sporo wałkowałam ich płyty, ale znowu coś mi odpadło, bo kiedy przypadkiem natrafiłam na biografię Anthonego Kiedisa, którą lata temu czytałam, przypomniałam sobie o jego porąbanych seksualnych podbojach, ćpaniu, chlaniu i staczaniu się co chwila, to mi się odechciało ich słuchać:P Teraz mam sentymentalną podróż z Kornem, to już cięższe klimaty i mimo sentymentu muszę przyznać, że kiedy słucham ich utworów czuję coś niepokojącego. Haha, teraz będę po kolei każdy zespół przerabiała:D



« Ostatnia zmiana: 2016-02-15, 19:17:45 wysłana przez Arwena »

Laka

  • Wiadomości: 2 310
  • Płeć: Kobieta
    • BlueFaerie
  • Andżelika Sobczak, sesje regresingu, wypalanie węzłów karmicznych, masaże Lomi Lomi
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2016-02-15, 16:30:51 »
Pare dni temu poczułam chęć przejrzenia sobie muzyki, której słuchałam kiedyś, metal własnie, gotyk nawet bardziej mi odpowiadał ;)
I bardzo mnie odrzuciło, też od tych muzyków, bo oglądałam nagrania koncertowe. Kiedyś wiele lat temu uważam te energie i osoby za fajne, dobre i miłe, w przeciwieństwie
do tzw "normalnych" ludzi i wcale nie czułam strachu czy odrzucenia. Czułam się na właściwym miejscu i "swoja" ;)
Teraz wydają mi się obrzydliwe i odpychające. No i ta ogromna nieprzytomność. Patrze na tych ludzi i widzę wszystko: demonizm, satanizm, magia i co tylko jeszcze.
 Nie wyobrażam sobie wylądować na takiej imprezie.

Mariomar

  • Gość
[#]   « 2016-02-14, 20:53:29 »
Darku,

Ty wiesz, ze to dobry pomysł? :)

Spróbuję.