Najwięcej szatana jest w ludziach którzy widzą wszędzie czyhające szatany

I takich też ludzi te ich szatany w głowach najłatwiej opętają.
I tak, ludzie którzy widzą wszędzie szatany obrócą sobie ten krzyż o 45 stopni i dopasują sobie iluśtysiącletni symbol do względnie nowoczesnego X. I tak będą mogli zobaczyć, że szatany i źli ludzie są wszędzie, nie licząc tylko tego małego fragmentu wokół nich samych. I poczują się bezpiecznie w tym strasznym, podzielonym świecie.
Ich subiektywne rozumienie będzie odpowiadało ich poczuciu zagrożenia, nieumiejętności radzenia sobie w świecie, a może i potrzeby aby poczuć się tym lepszym, który dostrzega więcej.
A ludzie którzy widzą Boga? Zobaczą np że krzyżowi bardziej bliżej do plusa, czyli krzyża greckiego, czyli np do symbolu ziemi. I np wywnioskują sobie, że Jezus pokazuje jak połączyć Niebo i Ziemię, Człowieka i Boga. I będzie im fajnie, poczują się zainspirowani, wyciągną pozytywne rzeczy.
Ich subiektywne zrozumienie będzie odpowiadało ich mądremu postrzeganiu jedności świata, że "wszyscy mówią o tym samym" a wystarczy słuchać.
Niby oba sposoby postrzegania są subiektywne, ale... Czy jednak patrzenie syntetyczne nie jest bliższe rzeczywistości, bo przecież czy Duch powinien przesiąkać wszystko i inspirować wszystkich?
Jak by na to nie patrzeć, każdy z tych sposobów patrzenia jest odpowiedni na dany poziom. Tyle że przejście na wyższy poziom nie polega na zamknięciu szatanów w klatce ze światła, tylko na wyciągnięciu ich ze swojego oka

BTW, takie postrzeganie szatanów wszędzie to przypadłość typowo zachodnia i typowo chrześcijańsko-gnostyczna. (Nie umiem się wypowiedzieć czy abrahamowa.) Więc, kłuje nas najbardziej to, z czym mamy problem

A taka krytyka chrześcijaństwa pokazuje tylko, jak bardzo mocno ono w nas tkwi, że nie potrafimy go pokonać, tylko nadal korzystając z jego metod szukamy w nim szatanów.