Furyah,
Nie wiem, bo podałem tylko możliwe przyczyny.
Podejrzewam że jeśli masz tam węzeł karmiczny, to taki zabieg może pomóc Ci w przejrzeniu na oczy. Ale koniec końców dopiero owo przejrzenie na oczy przełamie rzekome fatum:)
Lillole,
Dużo ciekawych tematów, mało czasu

Co do karmy, to uważam że dobry astrolog jest w stanie ją odczytać, ale też nie odróżnia się ona tak bardzo od naszego "portretu psychologicznego". W tym znaczeniu nie da się jej zmienić, podobnie jak naszych podstawowych cech osobowości -- artysta nie będzie miał ochoty zostać księgowym, a kierowca rajdowy raczej nie spełni się jako programista.
Pozytywna realizacja swojej karmy to po prostu twórcze realizowanie możliwości, które ona nam dała -- bo każdy kij ma dwa końce i z wszystkiego można wyciągnąc coś dobrego.
Weźmy na przykład człowieka, który był żołnierzem przez kilka lat, parokrotnie był wysyłany na misje i teraz skończył z wojskiem. To jego karma.
Może pójść w znieczulenie i przemoc, i np chodzić na ustawki jako kibol albo jako bramkarz prać gęby podpitym imprezowiczom. Wtedy zostanie na poziomie walki.
Ale może też np. wykorzystać swoją siłę fizyczną, nerwy ze stali i zostać strażakiem. Albo błyskawiczne reakcje, spokojny osąd i umiejętność precyzyjnego wydawania rozkazów i zostać instruktorem lotniczym.
Jakkolwiek by na to nie patrzeć, próba całkowitego uwolnienia się od "karmy żołnierza" byłaby zaprzepaszczeniem tych kilku lat jego życia. Jak to ktoś powiedział, "terapia to nie wymazywanie czarnego, tylko oddziaływanie białym na czarne". Każda karma ma właśnie takie "białe i czarne".
A co do tej dwójki, to straszny ogólnik który tak naprawdę nic nie znaczy -- bo chyba każdy ma w jakiś sposób problemy w relacjach z innymi:) Więc trzeba byłoby rozsądzić czy to, odnośnie związków, jest to np:
- potrzeba dominacji nad partnerem,
- idealizacja,
- nieumiejędność dogadywania się,
- przesadne przywiązywanie się do osób.
Załóżmy że to ostatnie, znów może być wiele przyczyn:
- lęk przed samotnością,
- przekonanie że nikt inny mnie nie zechce,
- przekonanie że prawdziwa miłość to identyczność,
itp itd
I teraz zależnie od genezy problemu, rozwiązanie może być banalne, albo być pracą na lata. Są ludzie którzy twierdzili że mieli wielką karmę ascety, i byli strasznie samotni lub biedni, podczas gdy w kosmogramie widać pewne bloki, jasne, ale też super potencjał związkowy czy zarobkowy. I rzeczywiście, dość szybko im te kwestie poszły, ale to dzięki pozywynemu karmicznemu fundamentowi. W tej kwestii, rozwój duchowy jest raczej pełniejszym przejawianiem siebie niż przeskakiwaniem jakichś etapów.
Bo, tak naprawdę, żadnych etapów nie trzeba przeskakiwać

Wszystko jest ładnie i cacy, tylko nasze śpiące umysły widza koszmary.
Pkrl,
Cytat z de Mello:
Przypomina mi się tu jeszcze inna historia o biznesmenie, który wszedł do baru, usiadł i zobaczył faceta z bananem w uchu. Wyobraź sobie, z bananem w uchu! I myśli sobie: “Czy ja czasem nie powinienem mu jakoś o tym powiedzieć? Nie, przecież to nie moja sprawa”. Ale myśl ta nie daje mu spokoju. Po jednym czy dwóch drinkach zwraca się do faceta:
- Przepraszam, hmm, ma pan banana w uchu.
Facet na to:
- Przykro mi, ale nie wiem, o co panu chodzi.
Biznesmen powtarza:
- Ma pan banana w uchu!
Na co indagowany:
- Głośniej, proszę, bo mam banana w uchu!
I jeszcze odnośnie jednej rzeczy:
O, a to ciekawe, ze mam karme tyrana... Pewnie dlatego tak uwazasz, ze mam prawo do mowienia tego, co mysle glosno i bez cienia strachu. No coz...
Nie o odważne mówienie chodzi, a o brak umiejętności słuchania ludzi którzy myślą co innego. No i skupienie na sobie, swoich tematach i opiniach, chęć narzucenia innym swojej woli i zdania bez uzasadnienia, itp
Tyle że uważasz to wszystko nie za swoje wady, a za swoje przymioty. Wot i karma w pigułce
