a to jeszcze fakty, czyli dla jednych wyraz bezsilności : ) a dla innych jako lekarstwo na manię narodowej pychy, wielkości, idealizację przeszłości:
"128 pogromów takich jak ten w Jedwabnem. Nieznane historie
http://historia.newsweek.pl/pogromy-zydow-w-polsce-miasta-smierci-,artykuly,371176,1.htmlpogromy były starannie przygotowane – twierdzi Tryczyk.
I jak dodaje, może potwierdzić 128 miejscowości na terenie dzisiejszego Podlasia zarówno po polskiej jak i obecnie białoruskiej stronie granicy, w których Polacy, sami lub we współudziale z Niemcami, dokonali pogromów na Żydach w latach 1941-42. – Zbrodnie w miasteczkach były rozciągnięte w czasie. Zaczynały się tuż po ucieczce Rosjan i przejściu frontu, w czerwcu 1941 roku, od powołania polskiej administracji i milicji o antykomunistycznym i antysemickim charakterze. Potem następował etap pojedynczych mordów na majętnych rodzinach żydowskich połączonych z grabieżą żydowskiego majątku, gwałtami na żydowskich kobietach, upokarzaniem. Zabijano też polskich komunistów. Następnie spirala przemocy dochodziła do punktu kulminacyjnego, wtedy zwykle zjawiali się Niemcy którzy we współdziałaniu z Polakami dokonywali aktu zbrodni ostatecznej. Niemcy wydawali zgodę na pogrom lub sankcjonowali zastaną sytuację poprzez ogłoszenie że życie Żydów wyjęte jest spod prawa i wolno ich zabijać"
i dla narodowych potomków morderców Żydów instruktaż:
"Czym zabijano? Tym, co jest pod ręką na wsi, miasteczku: piłami, pałkami, bagnetami, siekierami. Ktoś zabijał rzeźnickim toporem, inny zeznawał, że Polacy „kazali układać się ludziom na wznak, przykładali im łopaty do gardeł i wbijali nogami. I już człowieka nie było”. Na dzieci szkoda było kul, rozbijano o bruk, ściany. W Radziłowie milicjant próbował dla oszczędności zabić jednym pociskiem 10 dzieci, które ustawił jedno obok drugiego. Nie wszystkie zginęły, resztę chowano żywcem – mówi Tryczyk.
Motyw „ruszającej się ziemi”, w której leżą jeszcze żywi ludzie jest bardzo częsty w relacjach tych, którzy byli świadkami zbrodni. – Polacy niewprawieni w zabijaniu uczą się zabijać na masową skalę. Pierwsze relacje mówią o próbach topienia w studniach, stawie, rowach melioracyjnych – mówi autor „Miast śmierci”. – Potem orientują się, że nie warto zabijać na ulicach i wywozić ciał za miasteczka. Kopią doły w okolicznych lasach, polach, zabierają ich tam. „B. Feliks wziął bagnet i każdego Żyda po kolei przebijał bagnetem pod lewą łopatkę, a ci, którzy z nim byli szpadlami rozcinali Żydom głowy (…) potem zasypywali ich ziemią” – to o Rajgrodzie. Okazało się, że najbardziej efektywnie, tanio i skutecznie jest spalić w stodole."