może zamiast uogólnień i tworzenia biało czarnych podziałów na naszych i obcych , dobrych i złych, polskich i antypolskich gotowych
schematów, pod dyktando których się odczuwa i szufladkuje wszystko, przypisując wszystkich do tych dwóch obozów i wg tego klucza oceniając , odniósłbyś się do tego co różni ludzie konkretnie robią i mówią w różnym czasie i miejscu - tutaj do fragmentu z idei szerzonych przez Tokarczuk?
bo to że jest to zbieżne w jakimś zakresie z ideami Michnika to oczywiste i przekłada się na nagrodę, ale niewiele mówi ten związek o wartości tej konkretnej idei, jeżeli ktoś dyskwalifikuje wszystko ze względu na to że ktoś kogo nie za bardzo lubi to popiera, to o jakim wyczuciu tutaj mówimy?
czym jest dla Ciebie naród? na jakim fundamencie jest to zbudowane i podtrzymywane? skąd to jednostronne zaangażowanie w obronę tego co związane z wyobrażeniem "my i nasze" i jaki ma to związek z rozwojem duchowym? czy taki lęk i nienawiść do obcych jako silne spoiwo narodowe jest dla Ciebie wartością duchową właśnie dlatego że łączy się z pojęciem narodu? czy zakłamywanie historii w imię dobra narodowego i umacniania wspólnoty jest dobre? chętnie się dowiem
- tutaj znowu ona i sporo interesujących idei, widzisz w tych ideach antypolskość? czy może nałożysz na to znowu obraz złego obozu Michnika i tak to sobie zaszufladkujesz i ocenisz? :
Czysty etnicznie naród wyznający jedną religię daje poczucie bezpieczeństwa. "Polak katolik" to jednak jakaś gwarancja tożsamości.
- To prawda, ale "czysty etnicznie naród" to fantazmat, urojenie. Co by to miało znaczyć? Naród to kategoria psychologiczna, to pewien rodzaj wspólnej mentalności, wytworzony przez wieki z lęków, obsesji, nadziei i oczekiwań. To także poczucie wspólnoty, rozumienia się, ale też automatyczne, zbiorowe, bezrefleksyjne reakcje na określone sytuacje, to przymus powtarzania i obsesja, która
wydaje się czymś absolutnie naturalnym i oczywistym. Naród to nie jest nawet wspólnota interesów. Może zadziwiać ten brak racjonalności Polaków, brak zwyczajnego pragmatyzmu, myślenia o przyszłości - w ksenofobicznej furii nie myślimy o tym, że potrzebujemy tych przybyszów, ich energii, młodości, wykształcenia, pracy. Wygląda na to, że na złość mamie odmrozimy sobie uszy.
http://wyborcza.pl/1,75475,18999849,olga-tokarczuk-laureatka-nike-2015-ludzie-nie-bojcie-sie.html(...)
"A za te pełne nienawiści marsze mi wstyd. Mam pretensje do władz, że nie reagują na brunatne pochody, mowę nienawiści i rasistowskie hasła. Zwłaszcza we Wrocławiu. Brakuje mi na ratuszu wielkiego banera: "Wrocławianie, wszyscy jesteście dziećmi i wnukami uchodźców".
Jak to możliwe, że w kraju, w którym miał miejsce Holocaust, mamy tak okrutne narracje?
- Nie odrobiliśmy lekcji, teraz to widać wyraźnie. Zamietliśmy pod dywan pogromy w czasie wojny i po jej zakończeniu, wyparliśmy się własnej winy, zaczęliśmy sobie snuć uspokajające opowieści o tolerancyjnej Polsce, o pięknej wielokulturowej zgodzie na polskich Kresach. Śpiewamy sobie tę kołysankę od kilkudziesięciu lat, a tu - koszmarne przebudzenie, okazuje się, że to wszystko prawda: jesteśmy rasistowskimi ksenofobami. Jestem w stanie wyobrazić sobie, widząc tych hajlujących młodzieńców we Wrocławiu, że łatwo tę przemoc słowną przekuć w przemoc konkretną. Choć wolałabym, żeby to była moja przerośnięta pisarska wyobraźnia."
(...)
Powiedziała pani, że "trzeba będzie stanąć z własną historią twarzą w twarz i spróbować napisać ją trochę od nowa, nie ukrywając tych wszystkich strasznych rzeczy, które robiliśmy jako kolonizatorzy, jako właściciele niewolników czy mordercy Żydów".
-
Nasuwa mi się porównanie z psychoterapią, ta polega bowiem na uświadomieniu sobie i przepracowaniu tego, co wyparte, niechciane i wstydliwe. Jej uzdrawiającym rezultatem jest uwolnienie energii, która do tej pory szła na utrzymywanie tajemnicy, zakłamywanie. Nie ma ludzi ani narodów idealnych, tylko dobrych i tylko pokojowych. Stanąć twarzą w twarz z tym, co straszne i wstydliwe - to najpierw rodzi bunt, niedowierzanie, złość. Lecz potem zaczynamy się z tym godzić i powoli rozumieć. Uświadamianie sobie własnej niejednoznaczności, skomplikowania, to proces dojrzewania."