Autor Wątek: Relacje z ludźmi  (Przeczytany 54345 razy)

Edyta

  • Gość
[#]   « 2014-03-13, 18:47:42 »
Inga
dokładnie tak czułam , od początku wydawali mi się tacy niedoskonali, matka mi mowiła że moje pierwsze słowo to było całe zdanie i że mało nie dostała zawału kiedy jako dzidziś nagle usiadłam i powiedziałam do niej pełnym zdaniem "podaj mi to" chodzilo o zabawkę. Pamiętam jaka byłam rozczarowana nimi , nawet próbowałam skoczyć z balkonu w wieku 2 lat bo nie mogłam ich pokochać i zaakceptować.

ja tak czuję że to udoskonalanie ludzi, niesienie im światła to moje główne obciążenie karmiczne

Doktor-X
od urodzenia taka byłam ale też potem dużo pracowałam bo w dzieciństwie próbowali mi to wybić z głowy 

Doktor-X

  • Wiadomości: 2 140
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-03-13, 18:34:25 »
powiem ci że bardzo się cieszę że to napisalaś , uświadomiłaś mi coś bardzo istotnego :) ja sobie zdałam sprawę że lubię rzadzić , nie w sensie konkurowania o to kto jest lepszy -  bo nikt nie jest lepszy ode mnie ;)

Imponujące Edyta. Gratuluje i zazdroszczę bo sam chciałbym czuć się tak samo wartościowy jak inni
P.S Zawsze taka byłaś :) ? czy doszłaś do tego pracą nad sobą ?

Inga

  • Gość
[#]   « 2014-03-13, 18:30:36 »
Edyta
A wiesz skąd ten wzorzec? Z wczesnego dzieciństwa kiedy to chcielismy kochać rodziców ale oni nie spełniali naszych wymagań tak bardzo że nie dało się ich kochać. To dlatego najpierw chcemy udoskonalic ludzi a dopiero potem ich kochać i tak trudno nam kochać takich jacy są.

Edyta

  • Gość
[#]   « 2014-03-13, 17:52:10 »
Edyta, troszkę nie rozumiem, tyle jest sprzeczności w Twojej wypowiedzi. Piszesz, że wszyscy są dla Ciebie mili i że nie masz problemu z czuciem się dobrze wśród ludzi, bo jesteś pewna siebie i nie czujesz się od nikogo gorsza, jednak czytając Ciebie czuję że nie czujesz się do końca fair z tym, że właśnie taka jesteś, bo  prowokujesz tych ludzi do tego żeby źle Cię odbierali. Może to, że trafiasz na takie osoby to „pokuta” za to, że jesteś pewna siebie, bo nie do końca czujesz się z tym fair wobec innych ludzi.

Wiadomo, że łatwo Ci sprowokować osobę, która lubi ustawiać ludzi, bo Ty wiesz że nie dasz się im ustawić. Ale może jakoś na siłę ciągle próbujesz komuś albo sobie (?) udowodnić, pokazać jaka to Ty jesteś niezależna i pewna siebie. Pisałaś niedawno w jakimś poście, że kiedyś ludzie czepiali się Ciebie, bo drażnił ich Twój swobodny styl życia. Może Ty tak do końca nie czujesz się jeszcze w porządku, albo w jakiś sposób konkurujesz z podobnymi do Ciebie osobami, bo tak bardzo musisz pokazać jak bardzo nie da się Ciebie podporządkować.

Coś właśnie łączy mi się to z tym, że wkurzaja Cię rzeczy, które nie wkurzają innych, jakbyś wylewała jakąś frustrację pewnie nieświadomie na tych ludzi próbując sobie udowodnić, że musi być tak jak Ty chcesz z przekonaniem że inaczej się nie da, bo przecież ci ludzie są tak głupi i uparci że nigdy się nie zmienią nawet jeśli zaakceptujesz, że są tacy jacy są… Bo ludzi przecież nie da się zmienić...

powiem ci że bardzo się cieszę że to napisalaś , uświadomiłaś mi coś bardzo istotnego :) ja sobie zdałam sprawę że lubię rzadzić , nie w sensie konkurowania o to kto jest lepszy -  bo nikt nie jest lepszy ode mnie ;) tylko bardziej despotycznie  że ma tak być jak ja chcę i koniec  i to może być klucz do mojego napinania się i prowokowania ludzi.
To jest karmiczne , miałam wiele wcieleń gdzie rządziłam innymi ludźmi, musieli zachowywać się tak jak im kazałam i teraz mi wywala że ktoś śmie robić to czego ja nie akceptuję co uważam za głupie bądź niegodne.
Te sprzeczności mogą się z tego brać że chcę kochać ludzi ale pod warunkiem że będa spełniać moje oczekiwania i to mnie wywalało ze stanu miłości.   
... no tak tylko teraz z tego wyjść , muszę to przertawić aż mi ciśnienie skoczyło hmmm

Arwena

  • Wiadomości: 203
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-03-13, 15:42:53 »
Edyta, troszkę nie rozumiem, tyle jest sprzeczności w Twojej wypowiedzi. Piszesz, że wszyscy są dla Ciebie mili i że nie masz problemu z czuciem się dobrze wśród ludzi, bo jesteś pewna siebie i nie czujesz się od nikogo gorsza, jednak czytając Ciebie czuję że nie czujesz się do końca fair z tym, że właśnie taka jesteś, bo  prowokujesz tych ludzi do tego żeby źle Cię odbierali. Może to, że trafiasz na takie osoby to „pokuta” za to, że jesteś pewna siebie, bo nie do końca czujesz się z tym fair wobec innych ludzi.

Wiadomo, że łatwo Ci sprowokować osobę, która lubi ustawiać ludzi, bo Ty wiesz że nie dasz się im ustawić. Ale może jakoś na siłę ciągle próbujesz komuś albo sobie (?) udowodnić, pokazać jaka to Ty jesteś niezależna i pewna siebie. Pisałaś niedawno w jakimś poście, że kiedyś ludzie czepiali się Ciebie, bo drażnił ich Twój swobodny styl życia. Może Ty tak do końca nie czujesz się jeszcze w porządku, albo w jakiś sposób konkurujesz z podobnymi do Ciebie osobami, bo tak bardzo musisz pokazać jak bardzo nie da się Ciebie podporządkować.

Coś właśnie łączy mi się to z tym, że wkurzaja Cię rzeczy, które nie wkurzają innych, jakbyś wylewała jakąś frustrację pewnie nieświadomie na tych ludzi próbując sobie udowodnić, że musi być tak jak Ty chcesz z przekonaniem że inaczej się nie da, bo przecież ci ludzie są tak głupi i uparci że nigdy się nie zmienią nawet jeśli zaakceptujesz, że są tacy jacy są… Bo ludzi przecież nie da się zmienić...

Atlanta

  • Wiadomości: 1 407
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2014-03-13, 15:00:38 »
aha,
albo grile, wrzaski nocne, rozumiem

Edyta

  • Gość
[#]   « 2014-03-13, 14:44:59 »
a w jakim sensie te balkony?
np. gość zamyka psa na balkonie bo jest ciepło i ten pies co chwile szczeka kto przejdzie to pies ujada. Oczywiście nikomu oprócz mnie to nie przeszkadza i tak jest już od wielu lat.

Atlanta

  • Wiadomości: 1 407
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2014-03-13, 14:24:19 »
a w jakim sensie te balkony?

Edyta

  • Gość
[#]   « 2014-03-13, 13:57:52 »
Arwena
ja w pracy i generalnie z ludźmi nie mam żadnego problemu, wszyscy są do mnie mili,  nie czuję gorsza nawet od prezydenta , uważam że jestem równa wszystkim co czasami  innych prowokuje zwłaszcza tych którzy lubią ustawiać w szeregu ale czasami zdarza się ktoś kto mnie wkurza bo np. zakłóca spokój, albo smrodzi i o dziwo nikomu oprócz mnie to nie przeszkadza wręcz przeciwnie wszystkim to pasuje a to ja jestem tym wrzodem na dupie :))))

tyle uzdrawiałam , cały zeszyt różnych intencji i nic , co roku to samo , ci sami ludzie mnie wkurzają jak jest ciepło i pootwierają swoje balkony

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2014-03-13, 13:34:05 »
No dokładnie :)
To co dobre w nas, wzmacnia te same dobre cechy u ludzi z naszego otoczenia. Jedni sobie pozwolą na to, inni się dziwnie poczują i może nawet zirytują, a jeszcze inni kompletnie zignorują.

Arwena

  • Wiadomości: 203
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-03-13, 13:23:08 »
i w ogóle nie jest tak że jak już wszystko w sobie uzdrowimy to wszyscy na ulicy będą się do nas usmiechać a w autobusie zawsze będzie czekało wolne miejsce.

Nie wszyscy, ale nie wykluczone przecież że są osoby otwarte na to ile Miłośći w sobie czujesz. Wszystko zależy od tego ile dany człowiek do siebie dopuszcza i na ile jest gotowy poczuć coś pozytywnego. Ja skutecznie odpychałam od siebie ludzi, wsiadając do autobusu czułam się tak źle jakbym miała przepraszać tych ludzi, że wsiadłam i w ogóle, że istnieje. Zachodzą we mnie ostatnio wielkie zmiany i nagle ludzie się do mnie uśmiechają czy nawet zaczepiają na ulicy, bo ja czuję do ludzi milość i lgnę do nich. Zastanawiałam się czy to nie zbieg okoliczności, ale z drugiej strony przecież rzadko zdarzało mi się, że ktoś był dla mnie miły, a teraz to nawet na zakupy chce mi się chodzić bo ludzie są dla mnie o niebo milsi niż kiedyś…

 Może to jest kwestia mojego otworzenia się i zauważania, że są fajni ludzie i w końcu doceniam i zauważam, że ludzie się do mnie uśmiechają, a może to, że ja mam w sobie tę milość do nich sprawia, że oni tez ją w jakią sposób czują, jeśli są na nią otwarci i w wyniku tego się do mnie uśmiechają…:)

Wydaje mi się, że kiedy człowiek otwiera się na Milość to przyciąga sobie osoby które są zainteresowane tym samym, widocznie przyciągam sobie osoby, które lubią być dla ludzi miłe, bo wątpię, żeby teraz mój uśmiech i czyste intencje miały wzbudzić w gburowatym kierowcy milość, dlatego ze ja ociekam miłością. Jeśli on nie będzie chciał poczuć tej miłości to jej nie poczuje i sobie dalej będzie gburowaty, a mnie to nie będzie ruszało.

Wnioskuje więc, że stwierdzenie że pracując nad sobą zmieniamy ludzi wokół, jest błędne, gdyż chodzi o to że pracując nad sobą otaczamy się po prostu innymi ludźmi, którzy odwzajemniają nasze uczucia, a ludzie którzy nie są tym zainteresowani są po prostu dla nas neutralni i nie mają na nas żadnego wpływu. Są też ludzie, którzy mogą wprowadzić do swojego życia zmiany pod naszym wpływem, tak jak moja koleżanka z pracy, ale tylko jeśli sobie na to pozwolą.

Arwena

  • Wiadomości: 203
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-03-13, 12:58:48 »
Edytko,

Człowieka się nie zmieni, ale można zmienić jego stosunek do nas przez zmianę swoich intencji i swojego zachowania, można go w jakiś sposób zmusić do przemyśleń, refleksji, które może wykorzystać do zmian, ale nie musi. Kiedy zaczęłam zgłębiać się w temat relacji z ludźmi, nagle najbardziej niemiła i oporna dziewczyna z mojej pracy zaczęła być dla mnie naprawdę miła. Wcześniej nie była w stanie powiedzieć do mnie miłego słowa, ciągle po mnie jeździła i czepiała o najmniejszą rzecz.  Ja się jej bałam, unikałam jej,  ściskało mnie w brzuchu kiedy miałam z nią zmianę, życzyłam jej żeby miała pełne ręce roboty i nie schodziła do mnie kiedy robiłam sobie przerwę. Wtedy czułam się przy niej nieswojo, czułam się gorsza od niej.

Ona się raczej nie zmieniła, nie nazwałabym tego w ten sposób, ona coś zrozumiała, zaczęła mnie inaczej odbierać. Widzę po prostu, że to co się ze mną działo miało na nią jakiś negatywny wpływ. Moje zmiany we mnie nie musiały doprowadzać jej do zmian, ona dostała ode mnie sygnał, że nie interesuje mnie już prowokowanie jej, zauważyła moją zmianę i otrzymała możliwość zrozumienia czegoś, dostała okazję do refleksji i to od niej zależało czy tę okazję wykorzysta do zmian czy też nie.

Zauważyałam, że od kiedy ta dziewczyna nie ma na mnie hejta, mniej się frustruje w pracy i kiedy jesteśmy razem na zmianie ma lepszy humor i praca jest dla nas przyjemniejsza. Wydaje mi się, że ona wyczuwała mój strach, moją podaność na znęcanie się nade mną, czuła że jestem ofiarą i jechała po mnie żeby poczuć się lepiej. Kiedy jej ataki zaczęły się ode mnie odbijać, przestała atakować, a potem jak proces zmian potrwał trochę dłużej i kontakty między nami stały się neutralne, ona mnie nawet na swój sposób polubiła i teraz zauważyłam, że częściej się uśmiecha w pracy i mniej wkurza na mnie i innych współpracowników. Ja widzę w niej tę zmienę i ewidentnie czuję, że ma to związek z moimi zmianami. Wszystko zależy indywidualnie od człowieka, na ile jest otwarty, ile widzi, jak często skłania się do refleksji  i ile oraz pod wpływem czego chce w sobie coś zmienić.

Edyta

  • Gość
[#]   « 2014-03-13, 12:55:15 »
Też zastanawiałam się nad tym. Czy moja zmiana wpływa na zmianę u innych.
W pewnym sensie tak. Bo nasza zmian pociąga za sobą inne nasze zachowanie i inny nasz sposób reagowania na wydarzenia czy osoby.
Inne osoby widząc, że inaczej się zachowujemy czy inaczej reagujemy też na nas zaczynają inaczej reagować. Nie zawsze pozytywnie. Dlatego ta zmiana dotyczy zmiany reagowania na nas a nie wewnętrznej zmiany tej osoby.
właśnie, zmianie ulega tylko  sposób reagowania innych ludzi na nas.

troszke inaczej moze być w bliskich relacjach np.partnerskich lub z dziećmi , tutaj dzięki pracy i komunikacji bliska osoba może się zmienić. Jednak też tylko wtedy gdy osoba chce tego i po to do nas przyszła. Dwie najbliższe mi osoby bardzo się zmieniły w ciągu trwania naszych relacji ale one tego chciały.

ale np. mam sąsiada który w okresach letnich bardzo mi przeszkadza , chałasuje i tu pomimo że uzdrawiałam sporo,  oczyszałam intencje nic sie nie zmieniło poza tym że chyba sie do tego sama przyzwyczaję :)
 

Grażyna Anna

  • Gość
[#]   « 2014-03-13, 11:00:00 »
Też zastanawiałam się nad tym. Czy moja zmiana wpływa na zmianę u innych.
W pewnym sensie tak. Bo nasza zmian pociąga za sobą inne nasze zachowanie i inny nasz sposób reagowania na wydarzenia czy osoby.
Inne osoby widząc, że inaczej się zachowujemy czy inaczej reagujemy też na nas zaczynają inaczej reagować. Nie zawsze pozytywnie. Dlatego ta zmiana dotyczy zmiany reagowania na nas a nie wewnętrznej zmiany tej osoby.

Edyta

  • Gość
[#]   « 2014-03-13, 10:42:02 »
nie wydaje mi się aby można było zmienić ludzi poprzez naszą zmianę wewnętrzną czy pracę nad sobą

jak kiedyś poczujesz stan miłości, to zobaczysz, że nawet najgorszy diabeł jest kochany :)
wtedy wszystko jest prawidłowe takie jakie jest i nic nie trzeba zmieniać
no ja wlaśnie o tym pisalam w pierwszym wpisie ;)

wiele razy czułam taki stan ale trwało to  tylko jakiś czas najdłużej miesiąc , wszystko wydawalo mi sie piekne i takie trójwymiarowe ale potem ten stan mijał.

Czy ty cały czas żyjesz w stanie miłości ?