Clint,
no tak, to co piszesz jest jak najbardziej logiczne i ok.
Piszesz:
"Nie jesteś w żaden sposób odpowiedzialna za to, co ten koleś zrobi". No fakt, nie jestem :-)) i nie chce byc :-))
Tyle tylko, ze spotkalam sie i z inna interpretacja takiego, powiedzmy, zjawiska.
Joe Vitale w swojej ksiazce " Zero ograniczen " pisze wlasnie o takiej odpowiedzialnosci , totalnej, za doslownie wszystko w naszym zyciu, lacznie z problemami innych ludzi ktorych spotykamy na swej sciezce. Podaje tez za przyklad jednego lekarza, pracownika szpitala w ktorym na oddziale psychiatrycznym trzymano chorych psychicznie przestepcow. I ten lekarz najpierw przegladal ich akta a potem zaczynal prace nad soba, w efekcie czego stan zdrowia tych pacjentow poprawial sie az do calkowitego wyzdrowienia. Jedyne co robil, to oczyszczal ta czesc siebie, ktora dzielil z tymi pacjentami. Oni byli w jego zyciu, niby tylko jako pacjenci, ale byli. Jego ps wykreowala ta sytuacje, ze jego sciezka i sciezki tych przestepcow chorych psychicznie - zeszly sie w jakis sposob. I on wlasnie wzial za nich odpowiedzialnosc. Jesli wszystko, absolutnie wszystko co Cie otacza jest lustrem Twoim, to i Ci pacjenci byli lustrem dla tego lekarza. Takie subtelne, ( wrecz paranoiczne? :-) ) polaczenie...przypadek? Cos bylo w tym lekarzu, jakas jego gleboko ukryta czesc, chora psychicznie....(mozna by wnioskowac) Caly swiat ktory Cie otacza jest Twoim dzielem. Taka tez odpowiedzialnosc mialam na mysli piszac poprzedniego posta. Wziac odpowiedzialnosc za innych w sensie wskazowki co mam uzdrowic w sobie - aby i ONI SKORZYSTALI. Czy jest w ogole mozliwe, aby cos w sobie uzdrawiajac, jakas ceche zalozmy nie wplynac pozytywnie na druga osobe? Dobro przeciez jest ogromna sila, malo kto sie jej nie podda...malo kto ucieknie w poplochu i przerazeniu ze juz nie moze nas gnebic...
CHYBA :-))))))))