Autor Wątek: Prosperująca świadomośc, świadomość bogactwa, kreacja mentalna.  (Przeczytany 309194 razy)

Edyta

  • Gość
[#]   « 2014-05-15, 07:57:59 »
PS. Edyta, jeszcze jedna rzeczy, bardzo zaciekawił mnie ten temat analizy psychometrycznej i tego, gdzie potencjalnie może być nam najlepiej. Sam takie coś robiłem, zarówno sobie jak i innym, wychodzą ciekawe rezultaty, a co ciekawsze, pokrywające się z podobnymi analizami robionymi przez astrologów. Interesującym aspektem jest to, że analiza dla np. związku daje dość ciekawe efekty - w moim przypadku, uwzględnienie partnerki podwyższa rezultaty pewnych miejsc, niektórych nawet bardzo, ale też dla niektórych, mocno zaniża.

A z ciekawości, kto Ci załatwiał tą analizę?
taki rozwojowiec z Torunia robił mi też analizy krwi i pokarmów na które mam alerię pokrywało się w 98% z wynikami badań labolatoryjnych. On nie zajmuje się on tym zawodowo i tylko mi robił bo mnie bardzo lubi :)

kinga roszczyniała

  • Wiadomości: 903
    • www.czysteswiatlo.com
  • Kinga Roszczyniała, www.czysteswiatlo.com (konsultacje,analizy,wypalanie węzłów,sesje regresingu)
  • Status: Terapeuta
[#]   « 2014-05-15, 07:46:48 »
ontoja, nie o Tobie. Pisałam to o przykładach, jak poniżej.

kinga roszczyniała

  • Wiadomości: 903
    • www.czysteswiatlo.com
  • Kinga Roszczyniała, www.czysteswiatlo.com (konsultacje,analizy,wypalanie węzłów,sesje regresingu)
  • Status: Terapeuta
[#]   « 2014-05-15, 07:39:50 »
no wlasnie, ja tez nie do konca rozumiem, skąd takie negatywne postrzeganie samozaradnosci? Dziewczyny, moze wyjasnicie?

Ja pisałam o pewnej skrajności. Zaradność to boska cecha i najczęściej jest wzmacniana przez łatwość i lekkość (na gardle) w kreacjach i życiu. Podam to na konkretnym przykładzie. Jakiś czas temu trafiła do mnie kobieta, która uważała się za niezwykle zaradną osobę i uchodziła w swoim otoczeniu za taką właśnie. Rozwódka, dwoje dzieci, do tego opiekowała się chorą mamą i pracowała po 10h dziennie by utrzymać dom. To ją kosztowało dużo wysiłku i napięcia, ale właśnie w jej oczach zaradność, to było stawianie czoła wciąż piętrzącym się problemom, bez wsparcia ze strony innych. I początkowo nie docierało do niej, jak ktoś może być osobą zaradną, w momencie kiedy ma łatwe i lekkie życie? Bo co to za zaradność? Ona (podświadomie) kreowała sobie całe mnóstwo życiowych problemów, by udowodnić sobie, że "sama sobie z nimi poradzi i wszystko potrafi sama".
« Ostatnia zmiana: 2014-05-15, 07:47:08 wysłana przez kinga roszczyniała »

Daniel

  • Gość
[#]   « 2014-05-15, 06:06:34 »
PS. Edyta, jeszcze jedna rzeczy, bardzo zaciekawił mnie ten temat analizy psychometrycznej i tego, gdzie potencjalnie może być nam najlepiej. Sam takie coś robiłem, zarówno sobie jak i innym, wychodzą ciekawe rezultaty, a co ciekawsze, pokrywające się z podobnymi analizami robionymi przez astrologów. Interesującym aspektem jest to, że analiza dla np. związku daje dość ciekawe efekty - w moim przypadku, uwzględnienie partnerki podwyższa rezultaty pewnych miejsc, niektórych nawet bardzo, ale też dla niektórych, mocno zaniża.

A z ciekawości, kto Ci załatwiał tą analizę?

Daniel

  • Gość
[#]   « 2014-05-15, 03:50:30 »
Clint,
pogratulować, dla mnie narzekanie na narzekających to od zawsze szczyt narzekania ;-)

Swoja droga, najwazniejsza rzecz i tak napisales dalej, ze zyjac za marne 2 tysie na miesiac mozna byc zupelnie szczesliwym i zadowolonym.

Przy tej okazji, wpadl mi w rece wczoraj artykul o najbiedniejszym prezydencie swiata - prezydencie Urugwaju, pare ciekawych rzeczy facet powiedzial na temat majatku i bogactwa, polecam: http://www.bbc.com/news/magazine-20243493. Szybkie tłumaczenie pewnych fragmentów:

"Nazywają mnie  najbiedniejszym prezydentem, ale nie czuję się biedny. Biedni ludzie są tacy, którzy ciagle pracują, aby utrzymać kosztowny styl życia, i zawsze chce więcej i więcej. To jest kwestia wolności. Jeśli nie masz wiele rzeczy wtedy nie trzeba pracować całe życie jak niewolnik, aby je utrzymać, i dlatego masz więcej czasu dla siebie".

I jeszcze jeden tekst na temat szczytu 20+:

"Rozmawialiśmy całe popołudnie na temat zrównoważonego rozwoju. Aby wyciągnąć masy z ubóstwa. Ale jak? Czy chcemy modelu rozwoju i konsumpcji jak w krajach rozwiniętych? Pytam teraz: co by się stało, jeśli wswzyscy Indianie (Am.Pd) mieli tyle samo samochodów na gospodarstwo domowe co Niemcy? Czy ta planeta ma wystarczająco dużo zasobów, aby siedem lub osiem miliardów miało ten sam poziom konsumpcji i produkcji odpadów, który dziś jest w krajach rozwiniętych?"

Ontoja
no wlasnie, ja tez nie do konca rozumiem, skąd takie negatywne postrzeganie samozaradnosci? Dziewczyny, moze wyjasnicie?
Dla mnie, takie samodzielne podejscie, to genialna sprawa. Ba, uwazam, ze to jedna z najwiekszych zalet, w tym morzu wad ;), u naszych rodaków.

ontoja

  • Wiadomości: 1 228
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-05-14, 22:35:00 »
"Zauważyłam też inną rzecz że jak człowiek robi dużo rzeczy sam np. szyje, kładzie glazurę ( potrafię :D ) , maluje mieszkanie ( też potrafię :D )  itd...  owszem oszczędza ale pieniądze za to traci czas który mógł by wykorzystać na realizację swoich planów zawodowych np. wysyłanie ofert, projektowanie, programowanie itd...
Bogaci ludzie nie robią takich rzeczy bo wiedzą że ich czas jest cenny, biedni trwonią czas. "

Obserwuje to, o czym piszesz u kilku osób i skutki są fatalne. Pod tą dumą, że "wszystko potrafię i mogę sam", jest tak naprawdę niemoc, bezsilność i poczucie braku wsparcia ze strony innych ludzi.  Jak człowiek za daleko w tym zabrnie (i nie daj Bóg ma do tego wzorce wojownika), to by nie odczuwać bezsilności i braku wsparcia, zaczyna się dowartościowywać tym, "że mogę wszystko zrobić sam" - szkoda tylko, że za cenę wysiłku i napięcia.

Mam nadzieję ,że to nie o mnie ,bo ja jestem takim typem ,który wiele rzeczy może ,potrafi i robi sam?
1.Co w ogóle znaczy słowo DOWARTOŚCIOWYWAĆ ? I dlaczego ma tu negatywny wydźwięk ?
Ja uważam ,że właśnie powinno się dowartościowywać ! Jeśli coś umiem i potrafię i doceniam to i doceniam siebie ,że to potrafię ,jeśli jestem z tego dumny i mam powód do zadowolenia z tego , to co w tym złego?Tylko więcej takich okazji i powodów.W ten sposób również podnosi się samoocena.

Negatywne jest jedynie porównywanie się do kogoś i wykorzystywanie jakiegoś faktu,umiejętności czy czegokolwiek  aby poczuć się lepszym .
Aby to zobaczyć trzeba w ogóle rozumieć czym jest samoocena .

2. Nie pomyślałyście ,że przynajmniej część z tych osób może po prostu lubić robić różne rzeczy i wiele rzeczy ,nawet jeśli to są nawet prace fizyczne?Jak w takim kontekście ma się marnowanie czasu? Jeśli coś się lubi robić to czy marnuje się czas? To ,że Wy tak nie macie i tego nie rozumiecie to nie znaczy ,że to jest błąd na ścieżce prosperity czy rozwoju duchowego .
Ja wszystko co robiłem ,robiłem z pasją i była to dla mnie fajna przygoda od zrobienia mieszkania ,mebli, aż po ogród .Chciałem sam coś stworzyć od koncepcji do fizycznej materializacji .Nie żałuję tego ani nie uważam ,ze straciłem czas .Nigdy natomiast nie interesowała mnie elektryka i hydraulika i do tego zawsze brałem fachowców .Nie znam natomiast fachowców ,którzy by mi lepiej zrobili to co zrobiłem ,ponieważ ja robiłem to z pasją.

3.Bogaci ludzie często są bogaci bo ich pasją jest organizowanie zespołów ludzi ,tworzenie firm i biznesów a także zarabianie coraz to większych pieniędzy ...i o.k Mnie akurat to nie interesuje i z ręką na sercu mówię ,że już teraz(po odpuszczeniu kilku napięć ,że już teraz zarabiać ,zarabiać,dużo zarabiać) satysfakcjonuje mnie życie jakie wiodę i to ile zarabiam.Dla innych może to być śmieszna suma i nie przeżył by za to nawet .Ja natomiast nawet nie muszę brać kredytów żeby się spełniać a także realizować swoje cele nawet materialne ...bo mogę je zrealizować sam za ułamek tego co by wzięła firma jeszcze się przy tym dobrze bawiąc .Teraz np.robię dach na domu 200 m2 i tez jest to dla mnie przygoda i wyzwanie .Oczywiście mógłbym teraz tworzyć ceramikę ,wysyłać ulotki ,reklamować się ...nawet mam kilka zleceń które czekają .Tylko ,że jakbym miał to robić na okrągło to mi by się znudziło .Tak wchodzę w to co jakiś czas z ochotą .Wiem sprawdziłem.

Co do tych bogatych ,którzy tego nie robią to czy aby miałyście okazję pomieszkać z nimi na co dzień ? Bo ja znam dwóch i o jednym i drugim wiem ,że się nie boją założyć rękawice i popracować fizycznie co jakiś czas.

Więcej się skupić na sobie i swoich problemach niż na obserwacji innych bo to nie jest do niczego potrzebne w rozwoju duchowym a często nie znając motywacji ,powierzchownie wyciąga się błędne wnioski .Bez urazy ;)

Lynd Seagull

  • Global Moderator
  • Wiadomości: 2 120
  • Płeć: Mężczyzna
  • mój Nick moim Dziełem
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2014-05-14, 18:16:43 »
[MOD] Ciąg dalszy dyskusji o karmie narodu tutaj.

Edyta

  • Gość
[#]   « 2014-05-14, 12:31:35 »
Clint
myślę że to bardzo dobry pomysł  taka zabawa, znam kogoś kto w ten sposób zaczął spędzać czas wolny a zaczęło się od kupienia zabawek o których marzył w dzieciństwie teraz rozwinęło się to jako hobby które daje radość.

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2014-05-14, 12:08:20 »
Swoją drogą wczoraj dokonałem pewnego odkrycia odnośnie podejścia do pracy i jej zmieniania. To oczywiście nie dla każdego będzie dobre, a dla niektórych wręcz szkodliwe - kwestia wzorców i osobowości.

Otóż od dłuższego czasu nie mogłem się za bardzo zabrać za robienie czegokolwiek fajnego sam dla siebie, jeżeli akurat nie spędzałem wolnego czasu z ukochaną (a spędzamy go razem zdecydowaną większość) to albo grałem sobie w jakieś gry albo przynudzałem trochę. Ciężko mi było odnaleźć cokolwiek fajnego, ale to męczyło mnie całe życie - przy czym kiedyś to było zrozumiałe bo miałem całkowitą niechęć do wszystkie i przepełniony byłem poczuciem bezsensu. Teraz zauważyłem, że jeśli sobie coś wymyślałem co miałbym robić przez dłuższy okres czasu to automatycznie szło za tym zastanawianie się, jak mógłbym to wykorzystać w przyszłości do zarabiania i ocenianie tego pod tym kątem. To mnie zniechęcało jakoś i ostatecznie nic mnie nie bawiło. Wczoraj do mnie dotarło że to czego potrzebuje to stać się ponownie dzieckiem, które robi rzeczy tylko dlatego że ma na to ochotę i nie muszą one ani być sensowne, ani nic wnosić do mojego życia. Wystarczy po prostu sama chęć zrobienia czegoś.

Zamiast myśleć nieustannie jak inwestować w siebie, stawać się cenną jednostką na rynku pracy, w co mógłbym wejść za X czasu - odpuszczam sobie cały ten wysiłek i pozwolę sobie odzyskać wewnętrzne dziecko. Ja tego co prawda nie robiłem, ale cały czas czułem że powinienem - jakby to był mój obowiązek. Wolę sprawiać sobie przyjemności na co dzień, zatapiać się w Bogu i odzyskać swoją dziecięcą niewinność, spontaniczność i prostą radość istnienia. W końcu chciałbym pracy, w której właśnie tak mógłbym się przejawiać, więc najpierw muszę się nauczyć tak funkcjonować. Myślę, że to będzie dobry krok we właściwym kierunku.

I nie, to podejście nie zakłada unikania odpowiedzialności, rozsądku ani możliwości dalszego inwestowania w siebie. Wszystko jest do pogodzenia. Nie zamierzam stawać się nieogarniętym bachorem, ale dzieckiem Bożym :)

Edyta
Może być, tak jak piszesz :)

Inga

  • Gość
[#]   « 2014-05-14, 12:03:53 »
Edyta
To ciekawe co napisałaś o tyn wspieraniu. Bo ja czuję podobnie. Moje miast wspiera mnie w oczyszczaniu karmy i ciężko mi się tu żyje. Czuję tę cięzkość po powrocie do niego z innych miejsc. Ale czuję że  Kraków wspiera mnie w dobrym samopopczuciu. I też się nieraz zastanawiałam czy jest dla mnie lepiej że tu mieszkam gdzie mam okazję do uzdrawiania karmy czy lepiej by było zamieszkać tam gdzie energia sama mnie będzie wynosić do góry.

Edyta

  • Gość
[#]   « 2014-05-14, 11:55:09 »
A czy ja mówię, że nie można pracować za granicą? :P Mi chodziło tylko o podejście w stylu "tutaj się nic nie da, a za granicą wszystko się da". Wyjeżdżanie z takimi intencjami raczej sukcesu nie przyniesie, a jeśli nawet to okupiony pewną ceną. Ja nie zamierzam wyjeżdżać bo nie mam ochoty przestawiać się na inny język, inną kulturę i zwyczaje, ale jak komuś nie przeszkadza to niech sobie jedzie. Pod wieloma względami lubię Polskę, choćby pod względem przyrody i zróżnicowanego klimatu. Podoba mi się to, że największe miasta nie są ogromnymi molochami, mogę mieszkać 30 minut na pieszo od centrum i jednocześnie kwadrans od lasu i jeziora. A mieszkam w Poznaniu, gdzie są też bardzo duże możliwości zarobkowe w porównaniu do całego kraju. Pewnie miałbym inne zdanie, gdybym mieszkał w jakimś mniejszym mieście bądź innej dziurze, gdzie nie ma pracy, ale nikt nikogo nie trzyma na siłę. Zawsze się można przenieść do dużego miasta i skorzystać z licznych możliwości. Za granicę też można się przenieść, to nic złego. Nie ma tylko sensu wyjeżdżać z tyłkiem ściśniętym z żalu i złością.

za granicą też są ładne miasta i przyroda :)
Zgadzam się że w żalu i złości nie ma sensu wyjeżdżać ale jako pełnoprawny członek Unii Europejskiej który ma coś wartościowego do zaoferowania już tak :)

Clint wiesz co myślę - ciebie Poznań wspiera. Kiedyś zamówiłam badania psychotroniczne z zapytaniem na ile i w czym wspierają mnie różne miasta i wyniki były ciekawe , pokrywały się też z moimi odczuciami np. Poznań mnie wspiera w oczyszczaniu karmy ze względu na to że żyją tu osoby z którymi karmę konieczne było dla mnie uzdrowić ale w kwestii prosperowania wspiera mnie raczej średnio ale za to np. Toruń w prosprity wspiera mnie bardzo dobrze w rozwoju duchowym nie mam tam wiele do zrobienia , jest też bardzo wspierający dla mnie związkowo. Największym zaskoczeniem był Koszalin który wspiera mnie w prosperity bardzo mocno, żyją tam też ludzie o bardzo pozytywnej ze mną karmie i chętni do pomocy. Co ciekawe pamiętam jak w dzieciństwie odwiedziłam Koszalin i jak wspaniale tam się czułam, lekka, pewna siebie :)
Kazałam zbadać też kilka miast zagranicznych i np. Berlin wspiera mnie bardzo podobnie do Poznania ale już Londyn jest tak samo dobry jak Koszalin :)
Myślę że to nie jest stałe że przy pomocy modlitw można zmienić wpływ miast i miejsc na nasze prosperowanie ale też nie dziwię że niektórzy wyjeżdżają z Polski do miejsc które ich bardziej wspierają bo nie każdy chce uzdrawiać.

Atlanta

  • Wiadomości: 1 407
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2014-05-14, 11:17:15 »
Polska w tej chwili daje nawet większe możliwości niż w Niemczech czy Anglii, trzeba tylko na nie się otworzyć.

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2014-05-14, 10:37:56 »
Cytuj
Clint pisał że chce zarabiać w Polsce że nie chce się podpinać pod inną strukturę i pracować za granicą z czym nie do końca się zgodzę bo ponoć jesteśmy w Unii Europejskiej i poniekąd mamy pełne prawo uczestniczyć i zarabiać w tej strukturze :)
A czy ja mówię, że nie można pracować za granicą? :P Mi chodziło tylko o podejście w stylu "tutaj się nic nie da, a za granicą wszystko się da". Wyjeżdżanie z takimi intencjami raczej sukcesu nie przyniesie, a jeśli nawet to okupiony pewną ceną. Ja nie zamierzam wyjeżdżać bo nie mam ochoty przestawiać się na inny język, inną kulturę i zwyczaje, ale jak komuś nie przeszkadza to niech sobie jedzie. Pod wieloma względami lubię Polskę, choćby pod względem przyrody i zróżnicowanego klimatu. Podoba mi się to, że największe miasta nie są ogromnymi molochami, mogę mieszkać 30 minut na pieszo od centrum i jednocześnie kwadrans od lasu i jeziora. A mieszkam w Poznaniu, gdzie są też bardzo duże możliwości zarobkowe w porównaniu do całego kraju. Pewnie miałbym inne zdanie, gdybym mieszkał w jakimś mniejszym mieście bądź innej dziurze, gdzie nie ma pracy, ale nikt nikogo nie trzyma na siłę. Zawsze się można przenieść do dużego miasta i skorzystać z licznych możliwości. Za granicę też można się przenieść, to nic złego. Nie ma tylko sensu wyjeżdżać z tyłkiem ściśniętym z żalu i złością.


medżik

  • Gość
[#]   « 2014-05-14, 10:20:37 »
Cytuj
właśnie tylko praktyka, a nie forumowe opowiadanie bajek i cytowanie "bogaty ojciec..." gdzie książkę można streścić w jednym zdaniu nie przejadaj inwestuj ;) Tylko, że tak ponarzekam co inwestować gdy nie starcz

nie wiem co złego w tej książce, chyba tylko to że po przeczytaniu człowiek odkłada ją na półkę gdy nie zrozumiał jej i nie zastosował,  bo za cięzko zmieniać swoje nawyki i swoje "wiem lepiej" ;) łatwiej przewalić przed pierwszym cały hajs ;) chciałem zwrócić uwagę że dalej ciągniemy w ten sposób wątek nędzy i zniechęcania do prosperity... jak nie narzekanie na polske to na nauki inwestorów-milionerów którzy osiągnęli sukces i dzięki którym wiele innych osób się wzbogaciło , a przynajmniej zaczęło zastanawiać :)

Edyta

  • Gość
[#]   « 2014-05-14, 10:00:28 »
Tylko, że tak ponarzekam co inwestować gdy nie starcza i wtedy może tylko zostaje WJ i to może jest napęd do RD, bo bogaci już się nie modlą bo mają heheh
ja też kiedyś nad tym myślałam i przyszło mi że można inwestować w siebie w naukę jakiś umiejętności , można też szukać refundowanych kursów zawodowych i zdobywać jakiś nowy zawód który może się kiedyś przydać.

Co do inwestowania finansowego kiedyś myślałam żeby wziąć kredyt i kupić nieruchomość którą można wynająć i ten wynajem opłacał by kredyt a po latach ta nieruchomość mogła by się stać kapitałem jednak ta opcja trochę mi się rozmyła ze względu na niepewne politycznie czasy.

Grażyna Anna
super , wiesz z twoją kreatywnością  możesz sobie nawet założyć taki Art Jurnal np. z inspiracjami miesiąca - oglądałam na zagranicznym YT i ludzie mają z tego dużo zabawy https://www.youtube.com/watch?v=mhT6SMy4S-I
« Ostatnia zmiana: 2014-05-14, 10:02:34 wysłana przez Edyta »