Edyta
Nie szkodzi, ja rozumiem że to emocjonalne tematy, a po za tym mój wpis był celowo dość prowokacyjny

Mój ojciec nie prowadzi swojej firmy, a po za tym on robił karierę pod koniec lat 90 i później, jak już nie było aż tak łatwo. Pracuje w korporacji (fuj) i dorobił się po prostu dyrektorskiego stołka (uczciwie, ciężką pracą).
Tekst o kredytach troszkę bez sensu, bo ja nie zamierzam się w żadne pakować - pisałem zresztą o życiu ponad stan. Na dojazdy do pracy nie wydaje ani grosza, bo mam blisko i chodzę pieszo (15 minut drogi). Nikogo utrzymywać nie zamierzam, chyba że przejściowo, gdyby dziewczyna miała być między pracami. Wpadek żadnych nie mam w planach, opcja z dzieckiem w ogóle nie wchodzi w grę. Możesz mi pisać, że nie mogę tego przewidzieć, ale ja nie zamierzam się bawić w "co by było gdyby", wolę żyć tym co jest.
Swoich zarobków nie uznaje za szałowe, ale nie twierdziłem nigdy że świetnie prosperuje. Powiedziałbym raczej, że potrafię być spokojny, szczęśliwy i zadowolony mimo takiego sobie prosperowania(jak na moje potrzeby to i tak nie najgorszego). Wszystko przyjdzie w swoim czasie i jestem całkowicie pewien tego, że przeciągu kilku kolejnych lat będę prosperował znacznie lepiej. Dlatego też zachowuje spokój
