Czasami mam wrażenie, że ten wątek powinien zmienić nazwę na "Zdychająca świadomość, świadomość nędzy, kreacja depresyjna".

To jedna z niewielu dobrych rzeczy, które zawdzięczam ojcu. Świadomość, że można być zwykłym facetem z dwójką dzieci, bez układów i znajomości, bez bogatej rodziny, żyjącym tutaj, w Polsce i dorobić się dużego hajsu. Może w jego przypadku było to kosztem ostrego zapieprzania, ale dało się. Z tego co słyszałem od siostry to ostatnio dostał od tak 50 tysięcy premii, której już nawet nie wiedział na co przepieprzać. Kupił sobie nawet office'a za tysiaka, bo nie chciało mu się dowiadywać jak ściągnąć go z neta (kiedyś ja mu takie rzeczy robiłem - nie ma mnie, to lekką ręką wydaje tyle pieniędzy). Nie wspominam już o kolejnych laptopach (siostra dostała już trzeci i nie wie co z nim zrobić - w poprzednim zepsuła się BATERIA

), telewizorach, tabletach, meblach i innych wymyślanych na siłę wydatkach.
Więc jak czytam że w Polsce nie da się być osobą rozrzutną i to jeszcze pisane na forum rozwojowym, gdzie się powinno wychodzić po za takie wyobrażenia zamiast je podtrzymywać, to aż szkoda się robi. Bóg bardzo chętnie by obdarował każdego z nas ogromnymi ilościami bogactwa i wrzucił w ten prosperujący flow, nieograniczony przepływ pomysłów, możliwości i pieniędzy. No, ale jak się woli udowadniać Bogu, że w Polsce się nie da, to zawsze można się modlić o angielskie zmywaki...
Ja sam na razie nie mam szałowej pensji, bo dostaję miesięcznie średnio 1800 zł miesięcznie na rękę, ale powodów do narzekań też nie mam. W dwójkę wynajmujemy dwupokojową kawalerkę, jemy na co mamy ochotę, wydajemy kasę na różne wypady, możemy sobie kupować różne drobne przyjemności, itd. Od samego początku prowadzę budżet, mam odłożoną kasę na czynsz i rachunki, tak że mogę opłacić wszystko miesiąc do przodu jeszcze nawet przed wypłatą, jest bufor na dodatkowe wydatki, podział gotówki na różne sfery (jedzenie, przyjemności, rzeczy codzienne, itd.) i trzymanie się pewnych luźnych ustaleń. To mi zapewnia nie tylko nieprzerwaną płynność finansową, ale także spory luz w wydawaniu kasy - na bieżąco wiem jak stoję z czym i czy mogę np. sobie poszaleć z żarciem czy trochę wstrzymać konie. bardzo rzadko mam poczucie, że sobie czegoś odmawiam, ale może to dlatego, że moje potrzeby też nie są wygórowane.
Co najważniejsze - nie żyje ponad poziom, na który mogę sobie pozwolić. Nie zadłużam się, nie dopuszczam do tego, żeby nawet się zbliżyć zbyt mocno do dolnej granicy budżetu. I nie ma w tym żadnego lęku, jest po prostu rozsądek i chłodne podejście do pieniądza. Nie tworzę sobie zbędnych potrzeb, a przyszłe wydatki luźno i bez spiny sobie planuje żeby pogodzić je z pozostałymi częściami budżetu.
I mi na wszystko starczy, na wszystko czego naprawdę potrzebuje. Miło by było mieć więcej, chcę więcej i będę miał więcej, ale... i tak jestem już teraz szczęśliwy i mając to co mam, mogę prowadzić spokojne, szczęśliwe życie. To więcej przyjdzie w odpowiednim czasie i pewnie będę zarabiał przynajmniej kilka razy więcej, ale teraz jestem też zadowolony i szczęśliwy. I nie widzę powodu do tego, żeby psioczyć na kraj, na polityków, pracodawcę i Urząd Skarbowy. Biorę odpowiedzialność za wysokość swoich zarobków i wiem, że to ode mnie zależy czy będę miał więcej, a nie od kraju w którym żyje. No przecież nawet w Polsce żyją milionerzy i pławią się w luksusach, nie jesteśmy przecież krajem trzeciego świata. Jak dla kogoś poziom życia polskiego milionera to za małe możliwości jak na tej kraj, to albo ma zbyt wygórowane oczekiwania albo po prostu powinien się wyprowadzić żeby się więcej nie męczyć.
Może i Polska jest trudniejszym krajem do osiągnięcia bogactwa dla kogoś, kto siedzi po uszy w mentalności biedaka, ale dla mnie to nie jest problem, bo wiem że dla Boga nie jest to absolutnie żadna przeszkoda. Dla mnie więc to wspaniała okazja, żeby nauczyć się jeszcze bardziej działać poprzez Boga niż spoczywać na laurach ciesząc się tym, co przyszło z zewnątrz, a co jest
tymczasowe. Można się opierać na gospodarce wysoko rozwiniętego kraju, ale ta gospodarka nie będzie wieczna i nie będzie nam towarzyszyć przez kolejne wcielenia. Szukanie tego bogactwa na zewnątrz, w innych krajach jest zwykłą pułapką logicznego myślenia. Jasne, można na jakiś czas podłączyć się pod jakąś strukturę,ale struktury mają to do siebie, że nie są wieczne. Można żyć wygodnie, ale nierozwijająco.
Chciałoby się mieć podane wszystko na tacy, żeby nie ruszać swojej niskiej samooceny, lęków i innych demonów. Ta Polska na którą tak narzekacie jest Waszym lustrem, odbiciem Waszej słabości, braku wiary w siebie, lenistwa, niechęci, frustracji i innych. Gdybyście nie byli tacy słabi i przestraszeni, to byście po prostu zarabiali te pieniądze zamiast wypłakiwać sobie oczka z powodu urojonych przeszkód.
Ja jestem wdzięczny temu, gdzie jestem. Jestem wdzięczny że mogę się sprawdzić, skonfrontować ze swoimi słabościami i ograniczeniami. Jestem wdzięczny za to, że mogę poznawać moc Boga, która wykracza po za wszelkie ograniczenia i dzięki której bogacę się coraz bardziej.
Na czym Wam tak naprawdę zależy? Żeby dostać lekko, bez zmieniania czegokolwiek kupę kasy i luksusowe życie? I co dalej? Myślicie że będziecie już szczęśliwi i spełnieni? Nie chcecie poznać Boga w sobie? Nie chcecie poznawać Jego możliwości przekraczania tego mentalnego bajora? Nie chcecie poczuć Boskiej mocy w sobie, która jest ponad durne wyobrażenia o naszym kraju? Chcecie poczuć jak Boska miłość i moc przepełnia Was na wskroś czy nadrzędnym celem jest poczucie, jak wasz portfel przepełnia mnóstwo gotówki?