Marylka
--------
Chcesz- masz, prosto i z doświadczeń moich:

))
„Co do "Pana" - nie miałam na myśli Boga. Tylko kogoś kto nadzoruje. Powiedziałam, że niektórzy ludzie nie mogą byc pozostawieni samopas.
Ja nie teoretyzuję. Mówię o realnym życiu. O tym, że nie można wychodzić z załozenia, że człowiek będzie szczęśliwy, gdy nie będzie mieć 'pana' nad sobą. I ludzie o których myślę, nie zaprzątają sobie główki żadnym bogiem. Dla nich on nie istnieje.
I takich puścić "na luz" - tragedia !
Dla nich to oznacza, ze można kraść, zabijać.
Hulaj dusza - piekła niet !

Nie myślą o KARMIE i skutkach swoich poczynań.
Absolutnie brak im JAKIEJKOLWIEK refleksji !
Tacy muszą mieć COŚ/KOGOŚ/INSTYTUCJĘ , której będą się bać.
Nie ma inaczej.
TO miałam na myśli

”
Z tym zgadzam się w zupełności, bezapelacyjnie.

Pójdę dalej-> są ludzie, którzy mają czyste zło we krwi, sprawia im przyjemności zadawanie bólu i cierpienia, dla nich to wieczne źródło ekstazy, zadowolenia i spełnienia. Są w pełni tego świadomi, bo nieświadomość rzeczy jeszcze można jakoś wytłumaczyć. Zjawisko te można porównać do recydywy z „ułaskawieniem”, brak kary sprawia, że brnie się coraz bardziej w bezkarność swoich czynów. I nawet jak przyjdzie w rozrachunku ziemska kara, to powrót do przeszłości jest jeszcze bardziej miły. To są duchy, których nic i nikt nie zmieni, potrzeba by cudu, ale w tym problem, że dane duchy takiego cudu nie oczekują, a nawet przed nim bronią się z całych sił swoich. To jak rzucenie ziaren na skały, z tysiąca ziaren wyrośnie może jedno lub parę. Bywa, że ziarno przebija się przez twardość betonu, ale najpierw coś musi ten beton skruszyć, aby miejscami popękał. Wtedy jest to akt czystej desperacji samego ziarna.
„Hulaj dusza - piekła niet !” - to anarchia, świat w totalnym chaosie, świat wszelkiego bezprawia, bez reguł, gdzie wszystko jest dozwolone. Co by nie mówić złego o systemie, są sytuacje, że bez niego wszystko o kant stołu roztrzaskać, bo wielu nie jest zdolnych do wolności, a tym bardziej do miłości.„Co cesarskie cesarzowi, co boskie Bogu”. I tutaj Pan systemowy jest potrzebny, jako bat na oporne woły. Rozumiem, co czujesz, rozumiem Twoją niezgodę na krzywdę. To takie na wskroś ludzkie. „Jak rozpoznać ludzi, których już nie znamy, jak pozbierać myśli, z tych nie poskładanych, jak odnaleźć nagle radość i nadzieję-> ważne są tylko dni, których jeszcze nie znamy” Znasz tą piosenkę?

Wolę rozmawiać, prostym, normalnym językiem, bez cytatów, naprawdę. Cała przyjemność moja w tym właśnie. Cytaty są tylko po to, ze coś w kimś stwarza istotny dysonans, poprzez brak informacji u źródła. Często wypowiadam się wprost, z własnych doświadczeń, sugerując że to (dane zjawisko) przeżyłam na własnej skórze, to jest dobre, to jest złe, ale następuje wtedy coś takiego: wymyśliłaś, uroiłaś sobie- fatamorgana -> co jest nieprawdą. I tutaj wielu sugerowało (mało tego- atakowało), udowodnij, gdzieś to wykaż, poprzyj czymś, że to nie czcze gadanie. W sumie nikt nikomu nie musi nic udowadniać, bo to nie jest niczyj obowiązek, cokolwiek udowadniać. Albo jesteś tym zainteresowany/a i szukasz na własną rękę, czy jest to możliwe, albo nie. Każde realne przeżycie ma wymiar duchowy, czy ktoś z tym zgadza się, czy nie, jeśli nie jest czysto powierzchowne. Zdaję sobie sprawę z tego, że cytaty mogą nudzić, ale w cytatach jest cała kwintesencja pewnych prawd życiowych i broń mnie Boże od kazań, bo mnie też to zamulało. Jeśli chcesz coś bez cytatów, tylko zaznacz, coś w stylu: wytłumacz z „chińskiego na nasze” i będzie ok.
Bunt się rodzi zazwyczaj z tego, że księża, co innego głoszą, a co innego czynią, o czym większość społeczeństwa jest świadoma, na podstawie realiów, licznych własnych i cudzych doświadczeń, na podstawie licznych gorszących informacji, czyli brak rzeczywistej przekładni na to, co się głosi. Ja też się buntowałam mając 15 lat, zadawałam pytania, na które niechętnie mi ktoś odpowiadał, albo odpowiadał w sposób „spod woalki”. Duża jest wina starszych pokoleń, że nie odpowiadała młodym ludziom wprost, co się ma faktycznie na rzeczy. Uważam, że klęską dla rodziców jest, gdy ich dzieci są „niżej” od nich. Jeśli są lepsze, rodzic spełnił swoje zadanie i może spokojnie odejść, gdy będzie wezwany. Moje dzieci są lepsze niż ja, nie powielają moich błędów, nie wychwalam tego specjalnie, aby się lepiej poczuć, cieszy mnie tylko to, że mogą uniknąć doświadczeń z pogranicza. Wolę zebrać najgorsze baty, aby one miały więcej szans na realizację swoich marzeń. Nie jest mi z tego powodu przykro, bo dzięki nim i moje marzenia zaczynają nabierać odpowiednich kształtów. Wszystko ma swój sens.
Zawsze uważano mnie w rodzinie, za osobę idąca pod wiatr, a nie z wiatrem. Wszyscy powtarzali: jesteś inna, nie rozumiemy Ciebie. Moja stara dusza nudzi się, szuka nowych rozwiązań, często w rozumieniu innych: niemożliwych. A natura nie ma nic przeciwko śmiałym pomysłom, jest również znudzona powtarzalnością.
To ile w ludziach jest zła, widzę na co dzień. Gdziekolwiek wyjdę, widzę agresję, zakłamanie, brak powściągliwości, jeden drugiemu wilkiem. Może faktycznie jesteśmy świadkami czasów oddzielania się ziarna od plew, że jedni wzrastają, drudzy brną w coraz gorsze szambo, dobierając się w stadami. Nie chcę tego osądzać, staram się być na pozycji obserwatora, gdzie mogę pomagać pomagam, gdzie nie jestem w stanie, odpuszczam. Bywa czasem tak, że podasz pomocą dłoń, a ktoś wciąga niczym topielec pod wodę, aby pójść razem z Tobą na dno. To częste zjawisko, coraz częstsze i niepokojące zarazem.
Obecna młodzież ma tyle możliwości, ogromny dostęp do informacji (gdy w czasach mojej młodości, te informacje były szczątkowe), wszystko dostają na tacy, jako naukę. Mogą starsze pokolenie prześcignąć o całe mile, więc jak to jest, że jedna część młodych rozwija się dużymi krokami, a druga część w drapieżnej agresji widzi swoją „świetlaną przyszłość’?
Chciałabym napisać dużo więcej i obszerniej, ale mam napięty dzień w obowiązkach.