Autor Wątek: Niechec do pracy/nauki  (Przeczytany 19509 razy)

Lynd Seagull

  • Global Moderator
  • Wiadomości: 2 120
  • Płeć: Mężczyzna
  • mój Nick moim Dziełem
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2014-04-24, 22:45:04 »
Ja wlasnie biore rozwod ze spoleczenstwem.
Czyli w praktyce jak to wygląda?

Zed1

  • Gość
[#]   « 2014-04-24, 21:54:50 »
Cytuj
Nawiązując do tego co pisałeś kiedyś o pracy w studiu nagraniowym, Saturn by właśnie chciał abyś odłożył na bok pogardę dla muzyków popowych i nabył rozeznania w pracy w studiu, poznał podobnych sobie zapaleńców, zobaczył jakie błędy można zrobić abyś samemu ich nie popełnił... I po jakimś czasie założył być może swoje, mniejsze, wspierajace takich muzyków, jakich uważasz że warto.

Muzyka, ktora chcialbym sie zajmowac, nalezy juz do przeszlosci a nowa nie buja mnie. Wiec czy to, ze bede sie zajmowac popem, elektronika czy czyms innym nie zmieni faktu, ze podaz na to, co mne pociaga bedzie malec, nie zwiekszac sie.

Dlatego czuje, ze musze poszukac innej dziedziny, ktora ma cos wspolnego z tym, co dzieje sie w rzeczywistosci, terazniejszosci. Ale nie znajduje czegos takiego, stad frustracja.

Cytuj
A co do postawy roszczeniowej, to jednak jest różnica między podejściem jednostki a społeczeństwa. Społeczeństwu zawdzięczasz mnóstwo: przeżyłeś poród i okres niemowlęcy, nauczyłeś się mówić, zyskałeś podstawową wiedzę o świecie, i każdego dnia korzystasz z usług opłaconych przez podatki. Więc chyba społeczeństwo ma prawo od Ciebie wymagać czegoś w zamian, skoro tyle Ci dało.

Owszem, jednak w miare swiadomosci zdalem sobie sprawe jak wiele z tego, co dalo mi spoleczenstwo jest dla mnie nieprzydatne, czy wrecz nawet hamujace. Wiec dlaczego mam wciaz lozyc na to? Widzisz tu jakis sens, logike? Niech loze na to, z czego korzystam de facto a nie na wszystko, w co we mnie wpompowano bez pytania sie, czy tego chce, czy nie. To cos na zasadzie, ze poszedlbym do sasiada, posprzatal jego ogrodek i zarzadal zaplaty choc moj sasiad moze wcale swojego ogrodka sprzatac nie chcial.

Cytuj
Natomiast Ty raczej podchodzisz na sposób "jestem taki wyjątkowy, więc wymagam" oraz "nie odpowiadasz mi ani nie dajesz mi tego co chcę, więc nic ci nie dam." I to właśnie jest postawa roszczeniowa.

Roszczenie jest wtedy, kiedy czegos rzadamy. Ja od spoleczenstwa przestalem rzadac bo wiem, coraz wyrazniej, ze nie da mi ono tego, czego chce. Mozna wiec powiedziec, ze ja odszedlem od spoleczenstwa w jakims stopniu, zrezygnowalem z wielu atrybutow. Wiec nie widze tez logiki, dlaczego mialbym ciagle cos dawac spoleczenstwu skoro ono nie daje mi tego, co potrzebne. To jak z rozwodem-przestajesz lozyc na osobe, ktore juz nie kochasz. Rozchodzicie sie w swoje wlasne strony. Ja wlasnie biore rozwod ze spoleczenstwem.

Lynd Seagull

  • Global Moderator
  • Wiadomości: 2 120
  • Płeć: Mężczyzna
  • mój Nick moim Dziełem
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2014-04-24, 21:27:59 »
Zed,
To co krytykujesz to właśnie ten Saturn, o którym mówił Zylbertal. Bo saturnowy "sprawdzian" to nie  harowanie jak dziki, ale wejście ze swoimi ideałami w stukturę (czyli ten system, który krytykujesz), wytrzymanie z nimi i dopiero wtedy dostajesz "w nagrodę" możliwość zmiany tej struktury.
(Tak naprawdę to oczywiście nie jest nagroda, tylko rozezdanie, doświadczenie, koneksje itp.)

Nawiązując do tego co pisałeś kiedyś o pracy w studiu nagraniowym, Saturn by właśnie chciał abyś odłożył na bok pogardę dla muzyków popowych i nabył rozeznania w pracy w studiu, poznał podobnych sobie zapaleńców, zobaczył jakie błędy można zrobić abyś samemu ich nie popełnił... I po jakimś czasie założył być może swoje, mniejsze, wspierajace takich muzyków, jakich uważasz że warto.

Zylbertal często mówi że "Saturn swoje dzieci doświadcza ale i kocha" i coś w tym jest.

A co do postawy roszczeniowej, to jednak jest różnica między podejściem jednostki a społeczeństwa. Społeczeństwu zawdzięczasz mnóstwo: przeżyłeś poród i okres niemowlęcy, nauczyłeś się mówić, zyskałeś podstawową wiedzę o świecie, i każdego dnia korzystasz z usług opłaconych przez podatki. Więc chyba społeczeństwo ma prawo od Ciebie wymagać czegoś w zamian, skoro tyle Ci dało.
Natomiast Ty raczej podchodzisz na sposób "jestem taki wyjątkowy, więc wymagam" oraz "nie odpowiadasz mi ani nie dajesz mi tego co chcę, więc nic ci nie dam." I to właśnie jest postawa roszczeniowa.

Zed1

  • Gość
[#]   « 2014-04-24, 21:05:29 »
Lynd, fajnie opisałeś tą mentalność roszczeniową. wiele osób ją niestety przejawia.

Ano przejawia. Np. spoleczne obligacje pt. skoro sie urodziles, masz sie dostosowac. Skoro dajemy ci chcleb, szkole, i inne rzeczy to musisz to odpracowac. Szkoda, ze nikt sie nie pyta, czy ten ktos w ogole chcial chodzic do szkoly, korzystac z tych ,,wszystkich" rzeczy, placic podatki na cos, z czego ten ktos w ogole nie korzysta. To tez sa roszczenia.

Gdzies kiedys przeczytalem bardzo madra maksyme, ze kazdy czlowiek jest na swoj sposob egoista i ze egoizmow sa dwa rodzaje: ten indywidualny, czesto pietnowany, oraz ten spoleczny, czyli ze dana grupa osob prezentuje podobny swiatopoglad i ma gleboko w d...e poglady jednostek.

Moim zdanie warte kontemplacji.

Zed1

  • Gość
[#]   « 2014-04-24, 16:01:14 »
ale ja nie pracuję na etacie i mam pieniądze na dobrym poziomie. Musisz znaleźć swoją działkę po prostu i.... ją uprawiać.... :-)

Mozesz podsunac jakies ,,pomysly", jakby tu sklonic podswiadomosc do tego? Bo cos czuje, ze ona blokuje a ze ta ,,dzialke" a nawet dwie (a moze i wiecej) znalazlem juz danwo tylko jakos tak kreuje te rzeczywistosc, ze zamiast wnikac w nia z latwoscia odrzucam ja. Pytanie: dlaczego? Co mi tu tak naprawde nie pasuje. W tym kierunku chce pojsc.

Bo dzis zajmuje sie pewna rzecza, nie jest to etat i pieniadze sa ale..jakos nie daje mi to pelnego splenienia.

Atlanta

  • Wiadomości: 1 407
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2014-04-24, 15:56:47 »
ale ja nie pracuję na etacie i mam pieniądze na dobrym poziomie. Musisz znaleźć swoją działkę po prostu i.... ją uprawiać.... :-)

Zed1

  • Gość
[#]   « 2014-04-24, 14:49:51 »
Ciekawy post, Clint. Posataram sie podchodzic w/g Twojego ,,wzoru", zobacze, czy to przyniesie mi postep w postrzeganiu rzeczywistosci.

Jedno, co mi od razu ,,wywalilo' (ale delikatnie, bez nerwow a raczej jako roznice w postrzeganiu) to to, co owisz o wolnosci. Moja definicja wolnosci jest wolnosc pojmowana w sposob dosc bliski np. Cyganow, nomadom, czy w ogole ludziom ,,drogi", stad byc moze podswiadomie od dziecka zawsze odczuwalem nieprzyjemne emocje, kiedy musialem isc do szkoly (jakby zamkniecie gdzies, niemozliwosc ucieczki na zewnatrz), stad dla mnie praca na etacie wcale nie onacza wolnosci, moze wolnosc finansowa owszem, ale nie wolnosc osobista.

Tytaj widze duza roznice miedzy tym, jak ja pojmuje bycie wolnym i nieograniczonym a ludzmi (nie wszystkimi, bo znam tez podobnych do siebie) i to podejrzewam powoduje te ,,napiecia", bo to dwie rozne energie sa.

Np. bardzo poruszyl mnie ten ustep z twojego postu:

Cytuj
To naprawdę świetne uczucie, kiedy człowiek na luzie może zaspokajać swoje podstawowe potrzeby i nie martwić się że zabraknie czy czuć się uzależnionym od innych ludzi.

Ja odbieram prace, szczegolnie, etatowa jaka uzaleznienie od ludzi bo musze pracowac, aby ktos mi zaplacil. Chodzi chyba o forme pracy, stad u mnie niechec do wszystkiego, co etatowe, powtarzalne, stacjonarne, oparte na schemacie.

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2014-04-24, 13:53:36 »
Nie wczytywałem się jakoś mocno w dyskusje, ale że u mnie temat jest na wierzchu to się podzielę własnymi przemyśleniami.

Mi od już od czasów liceum wywalało strasznie do pracy na etacie. Prawie całe studia unikałem zresztą pracy, kiedy moi rówieśnicy chwytali się różnych dorywczych robót, a niektórzy łapali całkiem poważne fuchy za równie poważne pieniądze. Broniłem się rękoma i nogami przed etatowymi sidłami i lamentowałem myśląc o przyszłości po studiach. Studia dobiegały końca, trzeba było już na poważnie rozglądać się za pracą i wtedy to lamentowałem jeszcze bardziej. Aż mnie ściskało na myśl o traceniu tak ogromnych ilości czasu, tak dużym ograniczeniu wolności. No, ale trzeba było się wyrwać z toksycznego domu, więc nie było wyjścia.

Pracę znalazłem dość szybko po skończeniu studiów, w jakieś 2-3 tygodnie od skończenia zajęć, bo akurat w tym samym czasie jeden z lokalnych przedsiębiorców wymyślił sobie nowe, eksperymentalne stanowisko w swojej firmie, na które potrzebował kogoś akurat z moimi predyspozycjami. No cóż, nieskończenie bogaty jest wszechświat :)

Przez pierwsze 3 miesiące praca była dosyć żmudna i nudna, ponieważ musiałem sam robić bardzo nudne i jednostajne rzeczy. Zaufałem jednak, że będzie lepiej i rzeczywiście - po tym czasie dostałem pracowników zdalnych, którzy zajmują się tą najżmudniejszą robotą, a ja mam ciekawsze rzeczy do roboty i spory luz. Sama praca jednak z czasem mnie coraz bardziej nudzi, popadam w schematyczność, rzadko się dzieje coś ciekawszego. Są dni, gdzie mam więcej pracy, są takie gdzie się nudzę po 7 godzin siedząc na necie czy trenując swojego Charizarda. Tak czy siak nie opuszcza mnie uczucie, że każdego dnia marnuje te 8 godzin na czymś, w czym nie widzę większego sensu.

Bardzo obym chciał się otworzyć na coś więcej, wyjść po za etatową pracę i robić coś zgodnego ze mną.

Jestem jednak cierpliwy i to bardzo. Nauczyłem się tego pracując nad związkiem. 4 lata się szarpałem i rozpaczałem, że czemu jeszcze nie teraz - potem się okazało się, że jak zwykle wszystko się ułożyło we właściwym czasie dla wszystkich i że miało to doskonały sens. Nie widzę powodu, dla którego nie miałoby być to samo z pracą. Mam do przejścia swoją drogę i wiem, że cały czas będzie coraz lepiej. Zresztą już jest, bo cały czas podnosi się moja pensja (a co za tym idzie, standard życia) czy warunki samej pracy. Z czasem pewnie przeskoczę na wyższy poziom i będę miał kompletnie nową pracę. Jakoś tak jest dla mnie to strasznie oczywiste, jak oczywistym było że w końcu poznam miłość swojego życia.

Nie wiem czy zajmie mi to miesiące czy lata, ale niezależnie od tego ile by to nie trwało, będę cierpliwy. I nawet kiedy frustruje mnie w jakimś stopniu ta praca, kiedy moje serce wyrywa się, żeby żyć inaczej - akceptuje swoje ograniczenia i swoje miejsce na tym etapie życia. Mógłbym się szarpać, lamentować i żalić jak mi źle. Wolę jednak koncentrować się na dobrych stronach, których nie brakuje. Mógłbym harować jak wół albo się strasznie stresować, a mam całkiem przyjemną i luźną pracę, nawet jeśli nudną i nierozwijającą już w żaden sposób (dużo się nauczyłem w tej pracy, ale więcej już raczej nie wycisnę).

Praca, jaką mam - daje mi wolność i niezależność finansową. Dla mnie to już dużo. Nawet nie wiecie jaki miałem zaciesz, jak kupowałem rzeczy do kuchni z powodu przeprowadzki i jak szedłem z nową patelnią, ciesząc się że w końcu nie muszę się nikogo o nic prosić. To naprawdę świetne uczucie, kiedy człowiek na luzie może zaspokajać swoje podstawowe potrzeby i nie martwić się że zabraknie czy czuć się uzależnionym od innych ludzi.

Wszystko zależy od punktu widzenia. Mogę spojrzeć z perspektywy czasu, który tracę na robienie rzeczy, które mnie niekoniecznie ciekawią i powiedzieć, że praca zabiera mi wolność. Mogę też spojrzeć z perspektywy niezależności finansowej, jaką zyskuje dzięki tej pracy i powiedzieć, że ta praca gwarantuje mi wolność. I ja nie mówię, żeby teraz tłumić coś w sobie i udawać, że nie ma złych stron celebrując tylko te dobre. Nie. Chodzi o to, żeby się nie nakręcać negatywnie, nie wpadać w spiralę niezadowolenia z siebie i swojego życia. To wyniszcza, dobija i zabija radość z życia. Ciężko jest w takim stanie się pozbierać i wyjść z tego. Najpierw trzeba odnaleźć w sobie zdolność do bycia zadowolonym z siebie i z tego co się ma. Odsapnąć, pocieszyć się trochę życiem. Wtedy rodzą się chęci i motywacja, by coś na poważnie zrobić ze swoim życiem. Otwiera się droga, pojawiają się możliwości. Szczęście, radość, zadowolenie - to wszystko to Bóg. Jak inaczej otworzyć się na doskonałe życie, jak nie poprzez Boga? Trzeba Go najpierw wpuścić do naszego życia, pozwolić sobie na bycie szczęśliwym, spełnionym, zadowolonym i spokojnym. I właśnie poprzez te uczucia może realizować się Boski plan dla nas, właśnie wtedy otwierają się kanały poprzez które płyną cudowne inspiracje, środki i możliwości.

Nie po to zmieniajmy pracę, żeby być szczęśliwi i spełnieni, lecz bądźmy szczęśliwi i spełnieni, żeby zmienić pracę (na lepszą).

Kaja

  • Wiadomości: 473
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-04-24, 10:55:14 »
Lynd, fajnie opisałeś tą mentalność roszczeniową. wiele osób ją niestety przejawia.

Zed1

  • Gość
[#]   « 2014-04-20, 23:18:43 »
Dobrze że jednak znalazłeś te konkrety ;)

Pozwolę sobie zauważyć że nigdzie nie powiedziałem że jest ZA późno. Powiedziałem tylko że jest późno, bo... no, jest ;) A czarność już sam sobie dodałeś. Może mam taką potrzebę rozmawiać z Tobą aby uwolnić się od własnego czarnowidztwa, bo niestety też odruchowo szukam powodów dla których się "nie da"..:/

Odnoszę wrażenie że przyszedłeś tutaj szukać poklepania po plecach, albo i potwierdzenia że rzeczywiście się nie da. W końcu już kilku osobom powiedziałeś że nie tego szukasz, regresing o ile pamiętam też wypróbowałeś. Odnoszę wrażenie że jesteś jak osoba, która kiedyś usłyszała od milionera że nie należy się poddawać, niezależnie od jakichkolwiek przeciwności... Więc teraz niestrudzenie wysyła kupony na loterię, bo "nigdy nie jest za późno."

Więc jeśli już uważam że jesteś na coś chory -- kolego :P -- to na czcze marzycielstwo i eskapizm. A nie na wiek.
Heh, naprawdę to zrozumiałeś po obejrzeniu wykładu? To przecież dokładnie głos nabuzowanego, niespełnienego Słońca przekonanego o własnej wyjątkowości. Które saturnowej "mrówczej pracy" boi się jak ognia.
A szkoda, bo tak naprawdę ucieka tylko przed swoimi omamami na temat tego jak to jest ciężko, w nierealistyczne wyobrażenia o magicznym kluczu do niesamowitego potencjału. Im bardziej ucieka, tym bardziej się boi, tym bardziej postrzega potencjał jako jedyne rozwiązanie, a poza nim tylko ciemność i upadek...
Ech, a to tylko opaska na oczach :)

No ale, skoro uważasz że zrozumiałeś to OK.
Bosze, Ty mi to na złość piszesz? >_<
Dokładnie coś odwrotnego miałem na myśli: nie ważne czym się zajmujesz, ważne że się zajmujesz długo, zamiast czekać na to cudowne coś, co jeszcze oświeci innych. (Znowu: rozszalałe słońce.)
Dlatego napisałem o Jacksonie. Gdyby nie jego film o kosmitach z kałachami, to nie byłoby Władcy Pierścieni.

Przecież nawet w zacytowanym przez Ciebie fragmencie piszę jak moja pasja może być bezużyteczna dla społeczeństwa! Bo ona sama z siebie nie jest ważna, ważne jest to jakiej mnie nauczyła wytrwałości. Bo lekką ręką 2/3 pracy nad nią to była nuda i chęć rzucenia tabletem o ścianę przy powtarzaniu słówek, bo od pół roku myli mi się "reforma" z "rewolucją" ;) Wg programu nad tym spędziłem 484 godziny. Ale mogłem te 484 godziny spędzić na niekończących się afirmacjach, sesjach  czy rozmyślaniach nad znalezieniem cudownego rozwiązania. I może nawet uwolniłbym część swojego potencjału, dzięki czemu byłbym w stanie uczyć się o 10% szybciej. I byłbym tylko 440 godzin do tyłu ;)

Tyle że teraz się nie boję pracować. Gdyby spełnienie oznaczało dla mnie to, że najpierw przez najbliższe 2 lata będę musiał dokręcać śrubki na linii produkcyjnej, nie ma problemu. Szkoda że nie zrozumiałem tego 2 lata temu, bo bym właśnie kończył ;) Ale dobrze że nie zrozumiałem tego w wieku 50 lat, bo może reumatyzm nie pozwoliłby mi na to ;)

Piszesz że chcesz znaleźć pracę za granicą, bo tam ludzie nie patrzą na staż -- powodzenia w byciu imigrantem, do tego z Polski. Jeśli liczysz na pracę w branży budowlanej, to może będzie plusem. W innych kwestiach... Bywa różnie. A coś nie chce mi się wierzyć że nagle los Ci się odwróci i jak tu widzisz same ograniczenia, tak za granicą zaczniesz postrzegać same korzyści.

Z innej beczki, to widzę wyraźnie jak mamy ten sam problem w konfrontacji ideałów z rzeczywistością. Na ten moment jest dla mnie jeszcze nie do przeskoczenia, odnoszę wrażenie jakbym moje słońce odbijało się tylko od saturnowego muru, bez jakiegokolwiek rozwiązania. Albo idealizacja (i nic nie robienie), albo mur. (No dobra, może nie jest aż tak źle. W przeciągu tego roku parokrotnie udało mi się doświadczyć fajnego, choć przelotnego, spełnienia :)
No ale może i skoro się pokazuje to i to puści. A póki co, to może zaskakująco powiem: dzięki :) Bo swoimi postami bardzo pomogłeś mi zobaczyć pewne moje głupie wymówki i uwolnić się od nich (to chyba było nawet przed moją pierwszą odpowiedzią). Na pewno dużo jest na rzeczy, bo od dawna tu tyle nie pisałem ;)

Nie przypominam sobie, abym powiedzial, ze regresing nie zadzialal, ale moge sie mylic, po prostu nie pamietam.

Caly szkopol w tym, ze wlozylem ogromnie duzo ,,saturnowej" pracy w tym, czym sie zajmuje obecnie tylko tyle...ze okazuje sie, ze ciagle jestem niespelniony i ze dziedzina ktora sie zajmuje byc moze albo nie jest ta wlasciwa albo jest jeszcze miejsce i energia na cos jeszcze, co by sie uzupelnialo. Boje to sie pracy w ktorej nie widzi sie sensu a nie pracy samej w sobie. Uwierz mi, nic nierobienie to najgorsza rzecz jaka moze spotkac czlowieka. Wiem bo ostatnio przezywam impas w tej materii i trudno mi sie zabrac do czegokolwiek a wrecz marze o tym, aby zaczac cos robic...na sczescie niedlugo kolejne zlecenia wiec troche znowu zajmie mi to czasu i energii...

Ciagle tez nie rozumiesz, ze to co mowie o potencjale jest dokladnie tym, co ty przeinaczasz-nie chodzi mi wcale o to ze chce byc kims wielkim. Chodzi mi o to, ze czuje ze nie wykorzystuje duzej czesci swoich talentow ale bez wiazania ich z jakimis wielkimi osiagnieciami. Tu mnie blednie zinterpetowales. Ja juz nie jestem nawet w wieku kiedy mysli sie w ten sposob.

Cytuj
Piszesz że chcesz znaleźć pracę za granicą, bo tam ludzie nie patrzą na staż -- powodzenia w byciu imigrantem, do tego z Polski. Jeśli liczysz na pracę w branży budowlanej, to może będzie plusem. W innych kwestiach... Bywa różnie. A coś nie chce mi się wierzyć że nagle los Ci się odwróci i jak tu widzisz same ograniczenia, tak za granicą zaczniesz postrzegać same korzyści.

A gdzie ja mowie, ze tam gdzies jest lekko? Nie jest. Ale wiem tez ze skoro zyjac tutaj wykonuje 99 procent zlecen dla ludzi stamtad to o czyms to swiadczy (chocby o zamoznosci i mozliwosci dawania zarabiac takiemu komus jak ja, nie trzeba tu sie doszukiwac nie wiadomo czego). Jak to ujales, bywa roznie, ale probowac trzeba. Ja jeszcze nie podjalem ostatecznej decyzji ale czesto sie nad tym juz zastanawiam.

Nie zganiajmy wszystkiego na astrologie. To ze takie apsekty uwypuklaja cechy to jedno ale idealizm wcale nie musi pochodzic od tego. Moze byc wynikiem zupelnie innych rzeczy. I niestety bez idealow tez lekko sie nie zyje. Popatrz na ludzi, ktorzy ich nie maja. Chcialbys byc jednym z nich? W ogole to tak z tego, jak mowisz o idealach troche mi sie kojarzy jakis wzorzec typu surowe wychowanie purytanskie, czy cos z okolo-katolickich klimatow. Mnie wlasnie od zawsze wkurzalo to, ze w Polsce bardzo ugruntowane jest podejscie typu ze trzeba zrezygnowac z idealow aby zyc. Nie wiem jak jest gdzie indziej, ale tak jakos czuje ze skoro tam gdzies jest tylu cudakow i ,,swirow" robiacych swoje to chyba jednak musi byc tam jakas dla nich przestrzen bo inaczej to by bylo po prostu niemozliwe, np. tworca ,,Wladcy pierscieni". Watpie, aby kto taki gdyby urodzil sie w Polsce mial w ogole szanse zajmowac sie czyms takim (pomijam kwestie czysto finansowe, chodzi o samo podejscie spoleczne do takich osob i ich pomyslow). Gdybym myslal tak, to nie zajmowalbym sie tym, czym sie zajmuje i bylbym w czarnej d.....e. Teraz tez nie mam lekko ale przynajmniej nie poddalem sie.

lena87

  • Wiadomości: 80
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2014-04-20, 22:46:07 »
a tak apropos nauki języków obcych to mama mojej kolezanki w wieku 54 lat rozpoczeła naukę jezyka włsokiego . W 1,5 roku ogladała i rozumiała filmy w tym jezyku a jak pojechała na wakcje to az trzech wloskich latino się w niej zakochało , więc prosze mi nie wmawiac ze sie nie da . Do mnie do grupy z jezyka niemieckiego chodzi 60 letni pan który sie uczy jezyka bo ma ziecia Niemca i stwierdził ze skoro on nie chce sie polskiego uczyc to on sie nauczyc jego ojczystego jezyka zeby móc go opieprzać:)

Witek D.

  • Wiadomości: 1 939
  • Płeć: Mężczyzna
    • Dotykduszy.com
  • Witold Dopierała, regresing, analizy psychometryczne i duchowe. Zapraszam na http://dotykduszy.com/
  • Status: Regreser
[#]   « 2014-04-20, 22:12:59 »
Lynd
Mam wrazenie ze ty tu sie tak wyzywasz na zedzie, bo reprezentuje stlumiona czesc twojej osobowosci z ktora nie chciales miec juz nic wspolnego :) ale dystansujac sie od samego siebie i rozmawiajac ze soba samym z boku nie dajesz sobie (temu od ktorego sie odciales) szansy na przemiane i na rozwiazanie swojego prokrastynatora problemow. A pisze to bo sam probowalem to robic podobna droga i efekt byl taki motywacja sie wypalila gdy przestalem trzymac kontrole . Nie ma co miec niecheci czy robic podzial miedzy soba a wewnetrznym prokrastynatorem bo bez podejscia do niego z poczuciem bezpieczenstwa i z miloscia nie rozwiaze sie swoich problemow tylko trzyma sie go na pastuchu elektr. zeby nie podchodzil. Jedyne co powstrzymuje wtedy wewnetrznego lenia to samokontrola. A ppwiem z wlasnego doswiadczenia - 2 lata na produkcji itp. tego problemu nie zmieniaja. To jest tylko narzedzie do dawania sobie wrazenia ze cos robie i zmieniam. Na koncu jest sie w punkcie wyjscia tyle ze z "jakimis" pieniedzmi. Najczesciej (przy wzorcu odcinania sie od wewnetrznego lenia) jest to tylko po to zeby zmusic sie do jakiejs pracy i nie dac odpoczac swojemu leniowi (w nadziei na to ze to go chociaz na ten czas zatrzyma). Len sie po calosci nie zmienia a jesli robil cos czego nie lubil to sie zniecheca bardziej.

Lynd Seagull

  • Global Moderator
  • Wiadomości: 2 120
  • Płeć: Mężczyzna
  • mój Nick moim Dziełem
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2014-04-20, 21:29:04 »
Dobrze że jednak znalazłeś te konkrety ;)

Pozwolę sobie zauważyć że nigdzie nie powiedziałem że jest ZA późno. Powiedziałem tylko że jest późno, bo... no, jest ;) A czarność już sam sobie dodałeś. Może mam taką potrzebę rozmawiać z Tobą aby uwolnić się od własnego czarnowidztwa, bo niestety też odruchowo szukam powodów dla których się "nie da"..:/

Odnoszę wrażenie że przyszedłeś tutaj szukać poklepania po plecach, albo i potwierdzenia że rzeczywiście się nie da. W końcu już kilku osobom powiedziałeś że nie tego szukasz, regresing o ile pamiętam też wypróbowałeś. Odnoszę wrażenie że jesteś jak osoba, która kiedyś usłyszała od milionera że nie należy się poddawać, niezależnie od jakichkolwiek przeciwności... Więc teraz niestrudzenie wysyła kupony na loterię, bo "nigdy nie jest za późno."

Więc jeśli już uważam że jesteś na coś chory -- kolego :P -- to na czcze marzycielstwo i eskapizm. A nie na wiek.

Cytuj
Jedyne co mnie teraz martwi to jak znalezc klucz do swojego potencjalu. Reszta pojdzie juz ,,gladko".
Heh, naprawdę to zrozumiałeś po obejrzeniu wykładu? To przecież dokładnie głos nabuzowanego, niespełnienego Słońca przekonanego o własnej wyjątkowości. Które saturnowej "mrówczej pracy" boi się jak ognia.
A szkoda, bo tak naprawdę ucieka tylko przed swoimi omamami na temat tego jak to jest ciężko, w nierealistyczne wyobrażenia o magicznym kluczu do niesamowitego potencjału. Im bardziej ucieka, tym bardziej się boi, tym bardziej postrzega potencjał jako jedyne rozwiązanie, a poza nim tylko ciemność i upadek...
Ech, a to tylko opaska na oczach :)

No ale, skoro uważasz że zrozumiałeś to OK.

Cytuj
No wlasnie, chyba dokonales dobrego wyboru i zamiast tworzenia kolejnych gier (co na pewno bylo dla Ciebie pasjonujace ale tez i nie dawalo jakiejs przyszlosci bo takie gry nie sa w sumie niczym pozytecznym dla spoleczenstwa), zajales sie czyms co ma solidne podstawy.
Bosze, Ty mi to na złość piszesz? >_<
Dokładnie coś odwrotnego miałem na myśli: nie ważne czym się zajmujesz, ważne że się zajmujesz długo, zamiast czekać na to cudowne coś, co jeszcze oświeci innych. (Znowu: rozszalałe słońce.)
Dlatego napisałem o Jacksonie. Gdyby nie jego film o kosmitach z kałachami, to nie byłoby Władcy Pierścieni.

Przecież nawet w zacytowanym przez Ciebie fragmencie piszę jak moja pasja może być bezużyteczna dla społeczeństwa! Bo ona sama z siebie nie jest ważna, ważne jest to jakiej mnie nauczyła wytrwałości. Bo lekką ręką 2/3 pracy nad nią to była nuda i chęć rzucenia tabletem o ścianę przy powtarzaniu słówek, bo od pół roku myli mi się "reforma" z "rewolucją" ;) Wg programu nad tym spędziłem 484 godziny. Ale mogłem te 484 godziny spędzić na niekończących się afirmacjach, sesjach  czy rozmyślaniach nad znalezieniem cudownego rozwiązania. I może nawet uwolniłbym część swojego potencjału, dzięki czemu byłbym w stanie uczyć się o 10% szybciej. I byłbym tylko 440 godzin do tyłu ;)

Tyle że teraz się nie boję pracować. Gdyby spełnienie oznaczało dla mnie to, że najpierw przez najbliższe 2 lata będę musiał dokręcać śrubki na linii produkcyjnej, nie ma problemu. Szkoda że nie zrozumiałem tego 2 lata temu, bo bym właśnie kończył ;) Ale dobrze że nie zrozumiałem tego w wieku 50 lat, bo może reumatyzm nie pozwoliłby mi na to ;)

Piszesz że chcesz znaleźć pracę za granicą, bo tam ludzie nie patrzą na staż -- powodzenia w byciu imigrantem, do tego z Polski. Jeśli liczysz na pracę w branży budowlanej, to może będzie plusem. W innych kwestiach... Bywa różnie. A coś nie chce mi się wierzyć że nagle los Ci się odwróci i jak tu widzisz same ograniczenia, tak za granicą zaczniesz postrzegać same korzyści.

Z innej beczki, to widzę wyraźnie jak mamy ten sam problem w konfrontacji ideałów z rzeczywistością. Na ten moment jest dla mnie jeszcze nie do przeskoczenia, odnoszę wrażenie jakbym moje słońce odbijało się tylko od saturnowego muru, bez jakiegokolwiek rozwiązania. Albo idealizacja (i nic nie robienie), albo mur. (No dobra, może nie jest aż tak źle. W przeciągu tego roku parokrotnie udało mi się doświadczyć fajnego, choć przelotnego, spełnienia :)
No ale może i skoro się pokazuje to i to puści. A póki co, to może zaskakująco powiem: dzięki :) Bo swoimi postami bardzo pomogłeś mi zobaczyć pewne moje głupie wymówki i uwolnić się od nich (to chyba było nawet przed moją pierwszą odpowiedzią). Na pewno dużo jest na rzeczy, bo od dawna tu tyle nie pisałem ;)

Zed1

  • Gość
[#]   « 2014-04-20, 14:31:13 »
Cytuj
Oczywiście, nie dobierałem tego pod kątem dochodowym: w końcu ekonomia Japonii idzie w dół, co roku jakieś 100 000 ludzi zdaje egzamin N1 (najwyższy), a technologia tłumaczenia idzie bardzo szybko do przodu. Ale tak sobie można, przy negatywnym nastawieniu (które znów jest udziałem na obu) zostawić wszystko. I wtedy zamiast choćby i słabej znajomości języka miałbym kilkanaście więcej skończonych gier ;) i dalej "dwie lewe ręce" na pewnym poziomie.

No wlasnie, chyba dokonales dobrego wyboru i zamiast tworzenia kolejnych gier (co na pewno bylo dla Ciebie pasjonujace ale tez i nie dawalo jakiejs przyszlosci bo takie gry nie sa w sumie niczym pozytecznym dla spoleczenstwa), zajales sie czyms co ma solidne podstawy.

U mnie sprawa jest inna: to wlasnie ten ,,prawidlowy" potencjal zostal przed laty zahamowany a teraz dopomina sie o swoje. I zrealizuje sie, o to nie mam nawet podstaw by sie bac. Natomoast zdziwilo mnie Twoje dolujace powtarzanie, ze za pozno. Byc moze dla Ciebie tak, dla mnie nigdy nie jest za pozno.

Zed1

  • Gość
[#]   « 2014-04-20, 14:10:04 »
PS

Bardzo ciekawa prelekcja pana Wlodzimierza Zyrbeltala. Zdziwisz sie, ale nie dosc ze sie z nim zgadzam w prawie 100 procentach o waznosci tradycji aby cos moglo prawidlowo funckjonowac, to jeszcze jestem owym ,,saturnowym" czlowiekiem ktory ma rowniez Slonce/Lwa. A jednak widzisz, i ja zrozumialem, ze bunt musi miec solidne podstawy i po drugie nie mzna burzyc wszystkiego, co stare a tylko udoskonalac.

Wiec nie matwie sie tym, ze sobie nie poradze. Jedyne co mnie teraz martwi to jak znalezc klucz do swojego potencjalu. Reszta pojdzie juz ,,gladko".