Autor Wątek: Niechec do pracy/nauki  (Przeczytany 19571 razy)

Zed1

  • Gość
[#]   « 2014-04-18, 11:06:34 »
Jeszcze ,,wylapalem" cos takiego u Ciebie:

Cytuj
Tak jak ja to widzę, to Twoje podejście na zasadzie "powinno być coś co mnie porusza i spełnia" wcale nie różni się od podejścia Kowalskiego spod 14 (na zasiłku). On uważa że powinien mieć pracę, w której płaciliby mu za picie piwa i oglądanie telewizji przez 8h dziennie. W końcu to lubi i to go spełnia.

Domnimuje, ze jako czlonek tego forum jestes osoba starajaca sie ,,rozwijac duchowo". Jak w takim razie odniesiec sie do zaprzeczenia zawartego w cytacie powyzej, gdzie jednoczesnie podales, ze czlowiek spelniony to ten, co ma postawe roszczeniowa a ten niespelniony to czlonek spoleczenstwa, ktory sie wpasowal.

Ja widze tutaj podstawowy problem pt. ze wolisz byc niespelniony ale wpasowany niz szukac spelnienia (byc spelniony) ale bez pracy.

A czy nie mozna miec jednego i drugiego? Popatrz na uczestnikow foru, chocby regereserow. Oni znalezli i zajecie, ktore ich spelnia i ludzi, ktorzy daja im za to pieniadze.

Pomysl nad tym ;).

Zed1

  • Gość
[#]   « 2014-04-18, 10:59:33 »
Zed,
Jeśli tematem wątku jest czcze teoretyzowanie jaka mogła by być przyczyna, to rzeczywiście z niego zjeżdżamy ;) Natomiast z tego co piszę, widzię jaki jest skutek (a zarazem przyczyna problemów): tzw. mentalność roszczeniowa. Która aż przebija z Twoich postów.

Niestety nie mam pojęcia jakie jest rozwiązanie na mentalność roszczeniową. Chyba nie ma, bo jest ona zbyt wygodna dla właściciela. Jaki jest jej koniec? Niespełnione życie, to na stówę. Spora szansa że po drodze będzie moment uświadomienia sobie że już za późno na jakiekolwiek zmiany, i teraz pozostała tylko wegetacja do śmierci. No i zakładając że ma się dzieci/sponsorów którzy chcą takie osoby utrzymywać.

Łatwo jest zobrazować mentalność roszczeniową: w Wiosce W, do Rolnika R przychodzi Facet F, który chce kupić worek ziemniaków. Jako że w W wszystko odbywa się na zasadzie barteru, F oferuje że w zamian przepisze R 20 kartek na maszynie. Ale R ma drukarkę i odsyła F z kwitkiem.
I tak chodzi F od domu do domu, od gospodarstwa do gospodarstwa, ale nikt nie chce jego maszynopisów. I nic nie pomaga że F tłumaczy, że tylko rzeczy przepisane na maszynie mają duszę, że wychował się w biurze przy dźwięku maszyn i to najpiękniejszy dźwięk na świecie.
W końcu F siada na ławce na środku wioski i żąda aby ktoś wymyślił sposób na to, aby F mógł zarabiać pisząc na maszynie.
Ale kto ma to zrobić? Rolnik R? Rolnik S? Hodowca H z żoną? Wójt W?
Człowieka z mentalnością roszczeniową to nie obchodzi. On zachowuje się jak dziecko w sklepie, które krzyczy i tupie póki rodzic nie kupi mu tego, co chce. Tylko człowiek z mentalnością roszczeniową nie zdaje sobie sprawy, że nie ma już żadnego rodzica.

Jest luka między tym, co on może dać innym, a tym co oni chcą. I, roszczeniowo przyzwyczajony, czeka aż jakiś rodzic (którego nazywa "społeczeństwem" czy "złym systemem") ją wypełni. Tymczasem to nadal ktoś musi zrobić. Konkretny człowiek, z imieniem, nazwiskiem i własnym ograniczonym czasem.
Dlaczego? Bo F nie ma pomysłu, nic do zaoferowania i jest smutny.
I to obrazuje Twój cytat:
[q]My sami wmawiamy sobie, ze musimy ale naprawde nic nie musimy. To kwestia umow spolecznych.[/q]
Owszem, MUSIMY. Musimy jeść, mieszkać, myć się. I zapewnienie tego nie jest kwestią jakichś "umów społecznych" (rodzica), tylko pana Rolnika, panów Murarza i Dacharza, wreszcie pana Wodociągowca (z dwoma córkami). Są prawdziwymi osobami. Oni wykonują swoją pracę, niekoniecznie ich spełniającą. Ale potrzebują usług innych.

Piszesz o "wysokiej postawie energetyczno/myślowej." Pytanie: z czego się utrzymujesz? (100% wydatków)
1. Swojej pracy, spełnionej. (jak już mówiłeś, to odpada)
2. Pieniędzy dawanych przez kogoś innego (pracujacego w sposób spełniony i szczęśliwego, że Ci te pieniądze daje).
-- tu się kończy "wysoka postawa" --
3. Swojej pracy, niespełnionej.
4. Machlojek finansowych bez jednoznacznych pokrzywdzonych (giełda, forex etc)
5. Cudzej pracy, na zasadzie "poddanie sie zeby jakos bylo."
6. Socjalu (czyli podatków, cudzej pracy, w założeniu niespełnionej).
7. Kradzieży.

Wszystko poniżej punktu 4 nie jest "trzymaniem się od tego z daleka." Jest jak najbardziej siedzeniem w tym, ale jako hipokryta. I jest to tak "niska postawa", że patrząc z niej nie ma nawet szans dostrzec realnej wartości tej, o której mówiłem.

Swoją drogą, jestem raptem 2 lata młodszy od Ciebie (może nawet nie, bo ze stycznia). I nie widzę jakiegoś magicznego podziału spowodowanego przez rok 80. Co więcej, mentalność spełniania się w pracy o której piszesz, narodziła się w Stanach jakoś w późnych latach 90. Wcześniej? Wcześniej było "żadna praca nie hańbi." Szedłeś do szkoły, potem na studia, kończyłeś studia, znajdowałeś pracę w zawodzie w zakładzie pracy, pracowałeś tam te 40 lat, emerytura. I tyle ze spełnienia czy podążania za swoją pasją.

Tylko odnoszę wrażenie, że właśnie z racji pozycji roszczeniowej, starasz się znaleźć jakąś magiczną "przyczynę", w dzieciństwie czy w wychowaniu czy w ideałach. Nie ma takiej. To normalne że w wieku kilkunastu lat ma się długie włosy i buntuje się na system (słuchając buntowniczych piosenek zakupionych za pieniądze rodziców). Ale potem się z tego dorasta, i jeśli się to robi w sposób prawidłowy: wchodzi się w system, aby go zmienić.
A jeśli nie, nadal się jest zbuntowanym. I nadal za pieniądze "rodziców."

MASA ludzi lubi sobie chodzić po lesie czy patrzeć na zwierzątka. Ale żeby móc to przekształcić w dochód, potrzeba pracy i umiejętności, a nie tylko pasji.

Tak jak ja to widzę, to Twoje podejście na zasadzie "powinno być coś co mnie porusza i spełnia" wcale nie różni się od podejścia Kowalskiego spod 14 (na zasiłku). On uważa że powinien mieć pracę, w której płaciliby mu za picie piwa i oglądanie telewizji przez 8h dziennie. W końcu to lubi i to go spełnia.

Jaką to ma wartość dla innych? Żadną. A jeśli to co chcesz robić też nie ma żadnej wartości dla innych, to nie jest to ich problem. tylko Twój. Bo chcesz dokładnie tego samego co Kowalski, tylko przykrywasz to pogardą dla "naszych czasów."

Lynd,

nie obraz sie, ale chyba masz nieodreagowane wzorce socjalistyczne bo z Twoich wypowiedzi az przebija taka ukryta ,,nienawisc" do wszystkiego, co wiaze sie wlasnie z idealami itp. (Osobiste niespelnienie i wynikajaca z tego podswiadoma zazdrosc do osob, ktore ,,roszcza" sobie prawo do spelnienia?)

Nie wiem, skad wytrzasnales postawe roszczeniowa. Nie utrzymuje postawy roszczeniowej do spoleczenstwa, poniewaz zdaje sobie sprawe, ze wiekszosc ludzi i tak nie zrozumie tego, czego ja chce i na odwrot, ja nie rozumiem tak samo wielu ludzi. Ale staram sie ich akceptowac.

Problemem, jesli moge sie tak wyrazic jest to, ze w przeciwienstwie do innych nie wszedlem w tak zwany ,,system", a nie wszedlem, poniewaz nie potrafilem narzucic sobie postawy typu ,,ide do pracy, jaka jest". Nie oznacza to jednak, ze zyje z czyis pieniedzy. Wykonuje pewne zajecie, ale nie daje mi ono jakiejs wiekszej satysfakcji. Ot i tyle. Czuje potrzebe zmian to po ierwsze, a po drugie znalezienie czegos, co bedzie mi dawalo poczucie, ze wykonuje cos, co jest tozsame z tym, czego potrzebuje (do dalszego rozwoju) a jednoczesnie bedzie to dawac cos rowniez innym.

Byc moze Ty nalezysz do osob, ktore po prostu wpasowaly sie w ,,system" bez jakis wiekszych klopotow. Po prostu wydawalo Ci sie to jak najbardziej naturalne, nie odczules tego jako zniewolenie czy cos, co Ci przeszkadza. Ok, tak robi wielu ludzi. Natomiast wyczuwam u Ciebie dosc silne emocje, kiedy spotykasz sie z takimi ludzmi, jak ja - ktorzy - np. zyja z tzw. wolnych zawodow. Mysle, ze masz silnie zakorzeniony wzorzec socjalistyczny, w ktorym wszyscy mieli miec w miare po rowno, chodzic do etatowej pracy i byc tzw. porzadnymi czlonkami spoleczenstwa. Ja kaurat nigdy nie rozumialem tego podejscia. Kapitalizm jest o tyle lepszy ze teoretycznie zawiera mozliwosc znalezienia sobie miejsca w swiecie i oferowania akurat tego, co jest tozsame i z potrzebami rynku (ludzi, spolecznestwa) jak i z osoba, ktora te prace/usluge/umiejetnosc oferuje. Ale robimy juz off-top wiec koncze na tym.

Wracajac do tematu, ja akurat jeszcze swojego miejsca nie znalazlem.

Piszesz:

,,Niestety nie mam pojęcia jakie jest rozwiązanie na mentalność roszczeniową. Chyba nie ma, bo jest ona zbyt wygodna dla właściciela. Jaki jest jej koniec? Niespełnione życie, to na stówę. Spora szansa że po drodze będzie moment uświadomienia sobie że już za późno na jakiekolwiek zmiany, i teraz pozostała tylko wegetacja do śmierci. No i zakładając że ma się dzieci/sponsorów którzy chcą takie osoby utrzymywać."

Owszem, tak dziala przewazajaca wiekszosc spoleczenstw. Jesli w odpowiednim czasie sie nie wyksztalcisz i nie wpasujesz sie w porzadek, pozniej ciezko jest z tego wyjsc. Dlatego coraz czesciej mysle nad zmiana miejsca (kraju). Nie to, ze Polska jakos szczegolnie mi sie nie podoba (choc ma sporo mankamentow) ale wlasnie ze wzgledu na to, ze u nas ciagle ludzie kurczowo trzymaja sie jednej posady do konca zycia (nie wszyscy) powstaje wlasnie opisany przez Ciebie nastroj psychozy. Ja rynek pracy i spoleczenstwo wyobrazam sobie bardziej elastycznie. Szukac nie ma co daleko-wystarczy porownac podejscie ludzi do pracy u nas i chocby u naszych zachodnich sasiadow.

A tak na koniec: jesli zdarzy mi sie sytuacja, kiedy bede musial pojsc do pierwszej lepszej pracy to pojde. Jednak poki co mam ten ,,wygodny" wybor nie posiadania owego przymusu, proboje na spokojnie znalezc cos, co bedzie zarowno interesowalo mnie jak i jakas tam grupe ludzi, ktorym bede mogl ,,cos' oferowac.

Wiec sorry, ale albo konkrety albo po prostu nie uwypuklaj swoich postaw spolecznych bo to nie jest miejsce do tego.

Lynd Seagull

  • Global Moderator
  • Wiadomości: 2 120
  • Płeć: Mężczyzna
  • mój Nick moim Dziełem
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2014-04-17, 19:12:46 »
Zed,
Jeśli tematem wątku jest czcze teoretyzowanie jaka mogła by być przyczyna, to rzeczywiście z niego zjeżdżamy ;) Natomiast z tego co piszę, widzię jaki jest skutek (a zarazem przyczyna problemów): tzw. mentalność roszczeniowa. Która aż przebija z Twoich postów.

Niestety nie mam pojęcia jakie jest rozwiązanie na mentalność roszczeniową. Chyba nie ma, bo jest ona zbyt wygodna dla właściciela. Jaki jest jej koniec? Niespełnione życie, to na stówę. Spora szansa że po drodze będzie moment uświadomienia sobie że już za późno na jakiekolwiek zmiany, i teraz pozostała tylko wegetacja do śmierci. No i zakładając że ma się dzieci/sponsorów którzy chcą takie osoby utrzymywać.

Łatwo jest zobrazować mentalność roszczeniową: w Wiosce W, do Rolnika R przychodzi Facet F, który chce kupić worek ziemniaków. Jako że w W wszystko odbywa się na zasadzie barteru, F oferuje że w zamian przepisze R 20 kartek na maszynie. Ale R ma drukarkę i odsyła F z kwitkiem.
I tak chodzi F od domu do domu, od gospodarstwa do gospodarstwa, ale nikt nie chce jego maszynopisów. I nic nie pomaga że F tłumaczy, że tylko rzeczy przepisane na maszynie mają duszę, że wychował się w biurze przy dźwięku maszyn i to najpiękniejszy dźwięk na świecie.
W końcu F siada na ławce na środku wioski i żąda aby ktoś wymyślił sposób na to, aby F mógł zarabiać pisząc na maszynie.
Ale kto ma to zrobić? Rolnik R? Rolnik S? Hodowca H z żoną? Wójt W?
Człowieka z mentalnością roszczeniową to nie obchodzi. On zachowuje się jak dziecko w sklepie, które krzyczy i tupie póki rodzic nie kupi mu tego, co chce. Tylko człowiek z mentalnością roszczeniową nie zdaje sobie sprawy, że nie ma już żadnego rodzica.

Jest luka między tym, co on może dać innym, a tym co oni chcą. I, roszczeniowo przyzwyczajony, czeka aż jakiś rodzic (którego nazywa "społeczeństwem" czy "złym systemem") ją wypełni. Tymczasem to nadal ktoś musi zrobić. Konkretny człowiek, z imieniem, nazwiskiem i własnym ograniczonym czasem.
Dlaczego? Bo F nie ma pomysłu, nic do zaoferowania i jest smutny.
I to obrazuje Twój cytat:
[q]My sami wmawiamy sobie, ze musimy ale naprawde nic nie musimy. To kwestia umow spolecznych.[/q]
Owszem, MUSIMY. Musimy jeść, mieszkać, myć się. I zapewnienie tego nie jest kwestią jakichś "umów społecznych" (rodzica), tylko pana Rolnika, panów Murarza i Dacharza, wreszcie pana Wodociągowca (z dwoma córkami). Są prawdziwymi osobami. Oni wykonują swoją pracę, niekoniecznie ich spełniającą. Ale potrzebują usług innych.

Piszesz o "wysokiej postawie energetyczno/myślowej." Pytanie: z czego się utrzymujesz? (100% wydatków)
1. Swojej pracy, spełnionej. (jak już mówiłeś, to odpada)
2. Pieniędzy dawanych przez kogoś innego (pracujacego w sposób spełniony i szczęśliwego, że Ci te pieniądze daje).
-- tu się kończy "wysoka postawa" --
3. Swojej pracy, niespełnionej.
4. Machlojek finansowych bez jednoznacznych pokrzywdzonych (giełda, forex etc)
5. Cudzej pracy, na zasadzie "poddanie sie zeby jakos bylo."
6. Socjalu (czyli podatków, cudzej pracy, w założeniu niespełnionej).
7. Kradzieży.

Wszystko poniżej punktu 4 nie jest "trzymaniem się od tego z daleka." Jest jak najbardziej siedzeniem w tym, ale jako hipokryta. I jest to tak "niska postawa", że patrząc z niej nie ma nawet szans dostrzec realnej wartości tej, o której mówiłem.

Swoją drogą, jestem raptem 2 lata młodszy od Ciebie (może nawet nie, bo ze stycznia). I nie widzę jakiegoś magicznego podziału spowodowanego przez rok 80. Co więcej, mentalność spełniania się w pracy o której piszesz, narodziła się w Stanach jakoś w późnych latach 90. Wcześniej? Wcześniej było "żadna praca nie hańbi." Szedłeś do szkoły, potem na studia, kończyłeś studia, znajdowałeś pracę w zawodzie w zakładzie pracy, pracowałeś tam te 40 lat, emerytura. I tyle ze spełnienia czy podążania za swoją pasją.

Tylko odnoszę wrażenie, że właśnie z racji pozycji roszczeniowej, starasz się znaleźć jakąś magiczną "przyczynę", w dzieciństwie czy w wychowaniu czy w ideałach. Nie ma takiej. To normalne że w wieku kilkunastu lat ma się długie włosy i buntuje się na system (słuchając buntowniczych piosenek zakupionych za pieniądze rodziców). Ale potem się z tego dorasta, i jeśli się to robi w sposób prawidłowy: wchodzi się w system, aby go zmienić.
A jeśli nie, nadal się jest zbuntowanym. I nadal za pieniądze "rodziców."

MASA ludzi lubi sobie chodzić po lesie czy patrzeć na zwierzątka. Ale żeby móc to przekształcić w dochód, potrzeba pracy i umiejętności, a nie tylko pasji.

Tak jak ja to widzę, to Twoje podejście na zasadzie "powinno być coś co mnie porusza i spełnia" wcale nie różni się od podejścia Kowalskiego spod 14 (na zasiłku). On uważa że powinien mieć pracę, w której płaciliby mu za picie piwa i oglądanie telewizji przez 8h dziennie. W końcu to lubi i to go spełnia.

Jaką to ma wartość dla innych? Żadną. A jeśli to co chcesz robić też nie ma żadnej wartości dla innych, to nie jest to ich problem. tylko Twój. Bo chcesz dokładnie tego samego co Kowalski, tylko przykrywasz to pogardą dla "naszych czasów."

Zed1

  • Gość
[#]   « 2014-04-17, 12:53:00 »
Tak sobie w stanie relaksacji staram sie niewymuszenie ,,myslec" i pozwalac, aby przychodzily jakies odpowiedzi, refleksje i zdalem sobie sprawe, ze praktycznie nigdy nie ,,czulem" czegos takiego, ze chce byc ,,kims" w sensie wykonywania konkretnego zawodu. Nie ma to (przynajmniej ja tego narazie nie odczulem) zwiazku z jakas negatywna sytuacja typu ze ktos lub cos stanelo mi na przeszkodzie do jego wykonywania (a wiec zaprzecza troche teraz temu, co pisalem wczesniej), ale ze jest to jakby cos bardzo wewnetrznego. Owszem, jako dziecko mialem jakies fascynacje wchodzenia w role (kazde dziecko chce byc kims) ale tak naprawde w ogole jakos nie czuje wiekszej potrzeby robienia czegos, choc gdzies czuje ze mam potencjal w kilku kierunkach (ale to jest tylko na zasadzie, ze teoretycznie moglbym to robic...gdybym czul do tego energie). Wiadomo, jak kazdy interesuje mnie kilka rzeczy ale jakos nigdy nie czulem czegos takiego, ze musze byc kims w danym zawodzie. Raczej jak dochodzilo do konretyzacji to wlasnie wtedy przestawalo mnie to interesowac. Pierwsze skojarzenie, uczucie ktore temu towarzyszylo to byly odczucia zamkniecia, utraty wolnosci, cos zwiazanego z blokada, ugrzeznieciem w czyms jednym (trudno to okreslic); generalnie zawsze ,,ograniczenie" sie do czegos jednego (np. wykonywania stalego zawodu, specjalizacji) kojarzylo mi sie (w odczuciach) z pozbawieniem wolnosci.

PS

Znalazlem na to okreslnie teraz: ,,ugrzezniecie w materii".

Z czym sie to Wam kojarzy (pytanie do ,,zaawansowanych" bywalcow forum? W jakim kierunku podazac ,,czujac" cos takiego?
« Ostatnia zmiana: 2014-04-17, 13:01:10 wysłana przez Zed1 »

Zed1

  • Gość
[#]   « 2014-04-16, 22:07:46 »
Zgoda Lynd i ja jestem tego swiadomy.

Jednak na pewno jest jakis powod co do tego, skad u mnie ta niechec. Bo przeciez kazda forma niedostosowania w swiecie ma swoja przyczyne i nie wynika z niczego.

Poza tym w Twoim punkcie widzenia odczuwam cos takiego,,no dobra, musze lazi do tej pracy bo ktos to musi robic" ale to nie jest jakas wysoka postawa energetyczna/myslowa. Bardziej takie poddanie sie zeby jakos bylo. Ja staram sie trzymac z dala od czegos takiego i szukac wyjscia pt. co moge robic aby zadowalalo to mnie i innych.

No i tak naprawde nie ma de facto przymusu. My sami wmawiamy sobie, ze musimy ale naprawde nic nie musimy. To kwestia umow spolecznych.

No ale tak w ogole to troche zbaczamy z glownego tematu.

Barnaba Kwapiński

  • Gość
[#]   « 2014-04-16, 20:53:22 »
http://www.youtube.com/watch?v=WNVXW6ndUNE
keep busy.
w konstytucji PRL była piękna afirmacja ,że praca jest dumą i sprawą honoru każdego człowieka.
z innych inspiracji, bo sam jestem leniwy, przemawia do mnie filozofia i etyka pracy znanego aktora o austriackich korzeniach.:np. "doba ma 24 godziny, a na sen wystarczy 6, czyli masz 18 godzin na pracę i bycie użytecznym. co, Ty potrzebujesz  8 godzin snu? to śpij szybciej !"

Lynd Seagull

  • Global Moderator
  • Wiadomości: 2 120
  • Płeć: Mężczyzna
  • mój Nick moim Dziełem
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2014-04-16, 18:39:55 »
Pewnie tak bo moze i praca nie zwiazana z moimi potrzebami/zaintresowaniami bylaby pozyteczna dla spoleczenstwa i dala mi chleb (czyli byla korzystna dla mnie) tylko co z tym dyskomfortem towarzyszacym robieniu czegos czego robic sie nie chce. Chyba nie chcialbys miec takiego samopoczucia, prawda?
Chyba nikt nie chciałby mieć takiego samopoczucia.
Ale... czy wszyscy, którzy pracują wokół Ciebie i wytwarzają to, z czego korzystasz, są spełnieni i robią to, czego chcą? Tymczasem ktoś to musi zrobić.

Skąd masz jedzenie? Kupujesz sam, czy dostajesz od innych? Czy ludzie, którzy dają Ci to jedzenie produkują je z radością, lub zarabiają na nie z radością?
Podobnie z prądem, wodociągami, mieszkaniem i wszystkimi innymi podstawowymi potrzebami.

Ktoś musi je zaspokajać. Albo Ty sam, albo ktoś inny. Ale ktoś musi.

Jeśli z samodzielnie zarobionych pieniędzy płacisz za 100% tego, lub 100% tego jest Ci opłacane przez ludzi, którzy lubią to co robią i lubią Ci dawać, możesz powiedzieć że jesteś OK względem swoich wartości. Ale jeśli nie, to co czyni Cię lepszym od nich, że oni mogą doświadczać tego dyskomfortu, a Ty nie?

To, że "Ty nie potrafisz dostosować się do tego społeczeństwa" (a oni może tak) nie jest dobrą odpowiedzią. Nie wiesz co oni czują. Nie wiesz jakie mieli marzenia za dziecka i czy z nich nie zrezygnowali, lub czy nie nauczyli się kompromisu. A jeśli tak było, to tym bardziej niesprawiedliwe jest wymaganie od nich, by pracowali -- koniec końców -- na Ciebie. Bo to w najlepszym przypadku wykrzywiony manifest komunistyczny ("od każdego wedle jego możliwości, każdemu wedle jego dyskomfortu") albo centralny podział na pracujących ogorzałych chłopów i delikatną, błękitnokrwistą szlachtę.

Zed1

  • Gość
[#]   « 2014-04-16, 17:55:02 »
Tak coś czuję, że warto u ciebie zacząć od nastepującego nastawienia "Ja zed daję sobie miłość i szacunek zawsze i wszędzie" albo podobnie np "kocham i szanuję siebie zawsze i wszędzie".
Wydaje się być niezwiązane z tematem ale intuicja mi podpowiada, że to dobry kierunek :-)

Ok. A czemu tak czujesz?

Mariusz

  • Wiadomości: 4 015
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2014-04-16, 17:45:03 »
Tak coś czuję, że warto u ciebie zacząć od nastepującego nastawienia "Ja zed daję sobie miłość i szacunek zawsze i wszędzie" albo podobnie np "kocham i szanuję siebie zawsze i wszędzie".
Wydaje się być niezwiązane z tematem ale intuicja mi podpowiada, że to dobry kierunek :-)

Zed1

  • Gość
[#]   « 2014-04-16, 17:18:42 »
a co ty właściwie chcesz robić?

Napisze Ci, co chcialem robic bo dzisiaj to nie wiem, co chcialbym juz.

Jako dzieciak i nastolatek dosc mocno interesowaly mnie sprawy zwiazane z naukami przyrodniczymi; wychowalem sie w bliskim kontakcie z przyroda wiec pewnie dlatego bardzo to lubilem. Ale w pewnym momencie zycia zdalem sobie sprawe, ze aby zostac przyrodnikiem trzeba byc niezlym w chemii, biologii i innch naukach scislych a z tym nigdy mi nie szlo najlepiej a  i srednio mnie to interesowalo wiec po pewneym czasie skapowalem, ze nie jest to dla mnie (mimo, ze do dzis mam sentyment i lubie wyjezdzac np . polazic po lasach, gorach czy poprzygladac sie zwierzakom).

Od zawsze lubilem tez muzyke i choc nie gram na niczym to mam na tym polu pewne osiagniecia, jednak to co sie dzieje dzis w branzy czyli ten caly syf popowy dumnie nazywany sztuka to jest cos, czego przelknac nie potrafie. Zreszta to juz sie dzieje od dawna, to nie jest wymysl ostatniej dekady tylko syfiasto zaczelo sie roic juz kilkadziesiat lat temu jesli jeszcze nie wczesniej. Bo jak nazywac sztuka chwilowy mlodzienczy bunt i plynace z niego wartosci? Ok, kilku artystwo z prawdziwego zdarzenia sie zawsze przytrafi ale to nie powod aby okreslac tym mianem cala epoke. Moglbym zostac dziennikarzem muzycznym tylko po co? Lansowac kolejnych ,,artystow"? Kreowac i tak juz sztucznie napedzany rynek konsumcji pt. kupyeanie kolejnych plyt? Organizacja imprez na ktorych zaprasza sie wszelkiego rodzaju badziewie ktore albo zachowuje sie i stara sie byc tak jak ,,made in USA" czy inne disco polo? Prowadzis audycje w stylu radia Eska czy RFM-FM...szkoda gadac, zostawia to dla dzieciakow-to wlasnie ow poziom.

Mialem jeszcze kilka innych pomyslow ale podobnie jak te wyzej nie dalo sie ich wcielic w zycie, glownie ze wzgledu na uwarunkowania i zapotrzebowanie rynku (czy raczej brak zapotrzebowania na to, co chcialem oferowac/robic i jak to chcialem robic).

Wiesz, teraz jak pisze to zdaje sobie coraz bardziejs prawe, ze moj ,,problem" to jest wymagania-mam  po prostu ambitne wymagania a przyszlo nam zyc w czasach, gdzie wartosc wszystkiego obniza sie do zastraszajaco niskiego poziomu. To tez kwestia wychowania-nie dosc ze dorastalem w innych czasach to jeszcze pochodze z rodziny, gdzie w czesci przekazana mi zostala tradycja i wychowanie majace swoje korzenie w daleko wczesniejszych czasach, gdzie atrybuty typu zdrowo rozumiany honor, szacunek i uczciwa praca oraz wysoka kultura i sztuka byly czyms codziennym (wbrew temu, co dzieje sie teraz).

A na dzien dzisiejszy nie widze juz siebie naprawde nigdzie i czuje frustracje plynaca ze swiadomosci, ze nawet przyjmujac ze moje intencje i podejscie sa dobre, to i tak malo kogo to interesuje. Po prostu, chyba wychowanie zawazylo na tym, w aim polozeniu jestem dzisiaj.

Mariusz

  • Wiadomości: 4 015
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2014-04-16, 16:53:10 »
a co ty właściwie chcesz robić?

Zed1

  • Gość
[#]   « 2014-04-16, 16:29:18 »
to już nie wiem

może  musisz się jeszcze trochę pogotować w sosie własnym :-)

Pewnie tak bo moze i praca nie zwiazana z moimi potrzebami/zaintresowaniami bylaby pozyteczna dla spoleczenstwa i dala mi chleb (czyli byla korzystna dla mnie) tylko co z tym dyskomfortem towarzyszacym robieniu czegos czego robic sie nie chce. Chyba nie chcialbys miec takiego samopoczucia, prawda?

Mariusz

  • Wiadomości: 4 015
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2014-04-16, 15:48:24 »
to już nie wiem

może  musisz się jeszcze trochę pogotować w sosie własnym :-)

Zed1

  • Gość
[#]   « 2014-04-16, 15:09:52 »
Ja bym postawił na początek na zrozumienie, że ważniejsze od tego, żeby coś było po mojemu jest to, żeby to było doskonale, korzystnie dla mnie lub po Bożemu(zgodnie z Wolą Boga). Korzystnie dla mnie może być nawet jak nie jest po mojemu. To się nazywa asertywność

Sorry ale ja tego nie jaze; kieruje sie tym, co mnie interesuje, nie wierze w Boga, nie modle sie, asertywosc mam gdzies.

Mariusz

  • Wiadomości: 4 015
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2014-04-16, 13:40:42 »
Jasne, ale ja nie chce a nie chce dlatego, ze nie jest po mojemu. I tu kryje sie caly sekret-ja chce robic to co interesuje mnie a nie to co oferuje ,,rzeczywistosc". Tu jest blokada nie do przeskoczenia dla mnie. Ja potrafie robic wylacznie cos wtedy, kiedy moge robic to po mojemu i jesli to spelnia moje oczekiwania. Jak pojawia sie sytuacja pt. ze trzeba robic cos co nie jest zwiazane z tym, czego chce to automatycznie przestaje czerpac z tego przyjemnosc. Mam to ,,od urodzenia".

Ja bym postawił na początek na zrozumienie, że ważniejsze od tego, żeby coś było po mojemu jest to, żeby to było doskonale, korzystnie dla mnie lub po Bożemu(zgodnie z Wolą Boga). Korzystnie dla mnie może być nawet jak nie jest po mojemu. To się nazywa asertywność