Zed,
Jeśli tematem wątku jest czcze teoretyzowanie jaka mogła by być przyczyna, to rzeczywiście z niego zjeżdżamy

Natomiast z tego co piszę, widzię jaki jest skutek (a zarazem przyczyna problemów): tzw. mentalność roszczeniowa. Która aż przebija z Twoich postów.
Niestety nie mam pojęcia jakie jest rozwiązanie na mentalność roszczeniową. Chyba nie ma, bo jest ona zbyt wygodna dla właściciela. Jaki jest jej koniec? Niespełnione życie, to na stówę. Spora szansa że po drodze będzie moment uświadomienia sobie że już za późno na jakiekolwiek zmiany, i teraz pozostała tylko wegetacja do śmierci. No i zakładając że ma się dzieci/sponsorów którzy chcą takie osoby utrzymywać.
Łatwo jest zobrazować mentalność roszczeniową: w Wiosce W, do Rolnika R przychodzi Facet F, który chce kupić worek ziemniaków. Jako że w W wszystko odbywa się na zasadzie barteru, F oferuje że w zamian przepisze R 20 kartek na maszynie. Ale R ma drukarkę i odsyła F z kwitkiem.
I tak chodzi F od domu do domu, od gospodarstwa do gospodarstwa, ale nikt nie chce jego maszynopisów. I nic nie pomaga że F tłumaczy, że tylko rzeczy przepisane na maszynie mają duszę, że wychował się w biurze przy dźwięku maszyn i to najpiękniejszy dźwięk na świecie.
W końcu F siada na ławce na środku wioski i
żąda aby ktoś wymyślił sposób na to, aby F mógł zarabiać pisząc na maszynie.
Ale kto ma to zrobić? Rolnik R? Rolnik S? Hodowca H z żoną? Wójt W?
Człowieka z mentalnością roszczeniową to nie obchodzi. On zachowuje się jak dziecko w sklepie, które krzyczy i tupie póki rodzic nie kupi mu tego, co chce. Tylko człowiek z mentalnością roszczeniową nie zdaje sobie sprawy, że nie ma już żadnego rodzica.
Jest luka między tym, co on może dać innym, a tym co oni chcą. I, roszczeniowo przyzwyczajony, czeka aż jakiś rodzic (którego nazywa "społeczeństwem" czy "złym systemem") ją wypełni. Tymczasem to nadal
ktoś musi zrobić. Konkretny człowiek, z imieniem, nazwiskiem i własnym ograniczonym czasem.
Dlaczego? Bo F nie ma pomysłu, nic do zaoferowania i jest smutny.
I to obrazuje Twój cytat:
[q]My sami wmawiamy sobie, ze musimy ale naprawde nic nie musimy. To kwestia umow spolecznych.[/q]
Owszem, MUSIMY. Musimy jeść, mieszkać, myć się. I zapewnienie tego nie jest kwestią jakichś "umów społecznych" (rodzica), tylko pana Rolnika, panów Murarza i Dacharza, wreszcie pana Wodociągowca (z dwoma córkami). Są prawdziwymi osobami. Oni wykonują swoją pracę, niekoniecznie ich spełniającą. Ale potrzebują usług innych.
Piszesz o "wysokiej postawie energetyczno/myślowej." Pytanie: z czego się utrzymujesz? (100% wydatków)
1. Swojej pracy, spełnionej. (jak już mówiłeś, to odpada)
2. Pieniędzy dawanych przez kogoś innego (pracujacego w sposób spełniony i szczęśliwego, że Ci te pieniądze daje).
-- tu się kończy "wysoka postawa" --
3. Swojej pracy, niespełnionej.
4. Machlojek finansowych bez jednoznacznych pokrzywdzonych (giełda, forex etc)
5. Cudzej pracy, na zasadzie "poddanie sie zeby jakos bylo."
6. Socjalu (czyli podatków, cudzej pracy, w założeniu niespełnionej).
7. Kradzieży.
Wszystko poniżej punktu 4 nie jest "trzymaniem się od tego z daleka." Jest jak najbardziej siedzeniem w tym, ale jako hipokryta. I jest to tak "niska postawa", że patrząc z niej nie ma nawet szans dostrzec realnej wartości tej, o której mówiłem.
Swoją drogą, jestem raptem 2 lata młodszy od Ciebie (może nawet nie, bo ze stycznia). I nie widzę jakiegoś magicznego podziału spowodowanego przez rok 80. Co więcej, mentalność spełniania się w pracy o której piszesz, narodziła się w Stanach jakoś w późnych latach 90. Wcześniej? Wcześniej było "żadna praca nie hańbi." Szedłeś do szkoły, potem na studia, kończyłeś studia, znajdowałeś pracę w zawodzie w zakładzie pracy, pracowałeś tam te 40 lat, emerytura. I tyle ze spełnienia czy podążania za swoją pasją.
Tylko odnoszę wrażenie, że właśnie z racji pozycji roszczeniowej, starasz się znaleźć jakąś magiczną "przyczynę", w dzieciństwie czy w wychowaniu czy w ideałach. Nie ma takiej. To normalne że w wieku kilkunastu lat ma się długie włosy i buntuje się na system (słuchając buntowniczych piosenek zakupionych za pieniądze rodziców). Ale potem się z tego dorasta, i jeśli się to robi w sposób prawidłowy: wchodzi się w system, aby go zmienić.
A jeśli nie, nadal się jest zbuntowanym. I nadal za pieniądze "rodziców."
MASA ludzi lubi sobie chodzić po lesie czy patrzeć na zwierzątka. Ale żeby móc to przekształcić w dochód, potrzeba pracy i umiejętności, a nie tylko pasji.
Tak jak ja to widzę, to Twoje podejście na zasadzie "powinno być coś co mnie porusza i spełnia" wcale nie różni się od podejścia Kowalskiego spod 14 (na zasiłku). On uważa że powinien mieć pracę, w której płaciliby mu za picie piwa i oglądanie telewizji przez 8h dziennie. W końcu to lubi i to go spełnia.
Jaką to ma wartość dla innych? Żadną. A jeśli to co chcesz robić też nie ma żadnej wartości dla innych, to nie jest to ich problem. tylko Twój. Bo chcesz dokładnie tego samego co Kowalski, tylko przykrywasz to pogardą dla "naszych czasów."