Autor Wątek: Reakcja na afirmacje  (Przeczytany 73889 razy)

Mariomar

  • Gość
[#]   « 2013-04-02, 10:43:47 »
Inga,
I jeszcze jedna ważna rzecz. W głębi duszy uważałem Cię za chorą psychicznie - teraz przepraszam Cię, gdyż nigdy nie sądziłem, że najwięcej podpowiedzi i rozwiązań dostanę właśnie od Ciebie. Widocznie nie chciałem dostrzec tej choroby we mnie. Dzięki Ci za pomoc. :)

Mariomar

  • Gość
[#]   « 2013-04-02, 10:40:01 »
Inga, wielkie dzięki za zajęcie się mną tak szczegółowo.

Dzisiaj odstawiłem afki. Poczułem się lżej i wróciłem do świata. Jedynie zrobiłem rano medytkę, ale z otwartymi oczami i na głos, żeby tak nie uciekać w siebie. Wyciszyłem się, trochę było nudy, ale już mniej, bo cały czas widziałem świat materialny, ale nieprzytomość też się pojawiła. Ale poczułem w sobie taki większy entuzjazm, że NIE KATUJĘ SIĘ już pisaniem afek i medytacjami z zamkniętymi oczami. Poobserwuję siebie i może te medytki na jawie też odłożę?

Zwiększyłem za to liczbę powtórzeń rytuałów tybetańskich z 7 do książkowych 21 i otworzyłem oczy (bo wcześniej cwiczyłem z zamkniętymi oczami). Moja pś lub dusza (sam nie wiem już co) ucieszyła się, że była cały czas w kontakcie ze świoatem fizycznym, a po drugie większa ilość ćwiczeń i zmęczenie spowodowało, ze się wyciszyła i znalazłem przestrzeń dla siebie (przestrzeń podczas tego cichego ćwiczenia). Zawsze lubiłem tą przestrzeń, gdy szedłem po górach, organizm cały czas pracował, wówczas umysł na łonie przyroduy się wyciszał. Teraz podobnie miałem z ryuałami.

Przyznam szczerze, że takiego obrotu sprawy się nei spodziewałem, że odłożę cośm czym zajmowałem się ostatnie 10 lat. Wszystko się we mnei wali od 2 dni, cała moja z pietyzmem zbudowana budowla. Katastrofa. Ale widocznie jest mi to potrzebne, takie otrzeźwienie, dłużej już bym tak nie dał rady. Ze swej strony niezły ze mnie DEBIL, żeby dopiero po 10 latach dostrzec, że coś mi nie służy. Zacięty jestem jak cholera. Zaślepiony swoimi wyobrażeniami.

Ale obawiam się, że jak odłożę jeszcze te medytki, to skąd będę czerpał pozytywne myśli, bo te medytki to moje jedyne pozytywne myśli. Szukam nadal pracy, boję się teraz, że jak odłożyłem afki o pracy, to wszystkie oferty pracy, które się pojawiły, i na które czekam na odpowiedź, odejdą (tak czuję teraz wewnętrznie). Kurde, już nie wiem co mam robić, ale fakt, że czuję się lepiej.

Może tak, jak piszesz Leszku, spróbować w moim przypadku pfracować z ciałem (bo tym kierunku mnei ciągnie), np. te rytuały, może kundalini joga (bo hathy nie lubię), może EFT - popróbuję, no i wahadła i węzły, bo to bardzo lubię. No i Ma-Uri bardzo mi się spodobał - tu płakałem sobie jak niemowlak i najlepiej jak dotychczas czułemsiebie jako niemowlaka. Super!

Regresing też mi chyba nei służył na tym etapie (nic w nim nie czułem), więc też na razie go chyba odłożę. Tylko czy taka kundalini joga mnie nie rozszarpie, gdy przebudzą się energie i zacznie wywalać ze mnie emocje na wierzch? Może jeszcze popróbuję dalej ciągnąć rebirthing, bo tu jestem sam na sam ze sobą i z moim oddechem? Ale tu też się strasznie nudziłem. Najchętniej to bym chodził latem po łonie przyrody i kontemplował przyrodę całym sobą, Tylko że to znowu ucieczka od ludzi i chyba od siebie.

Co do terapii DDA, to chodziłem na taką 4 miesiące (trwała 6 miesięcy, ale po 4 zrezygnowałem). Sam nie wiem, miałem totalne opory przed chodzeniem tam, nudziłło mnie to, czułem tego bezsens, nie chciało mi się już chodzić, ale jak tak sobie pogadałem na ciężkie tematy, to było mi lżej. Ale co z tego, jak potem następnego dnia szedłem taki wyluzowany do pracy, a tu jak nie jebnie coś w pracy, ktoś mnie nie zaatakuje, i cały lęk powracał w sekundę. Brak mi wytrwałości. NIe chce mi się wychodzić do ludzi na terapie. Ale może taka moja droga.

Pojawił się we mnie taki smutek, że np. na 2 lata, czy na dłużej odłożę afki, cały RD klasyczny, to Wy znowu (jak w poprzednich wcieleniach), polecicie do przodu, w górę, a ja sam tu zostanę na dole z Ingą. Ach, żal.

Inga, czy możesz opisać to cwiczenie oddechowe?

I jeszcze jedno - to co ja w ogóle mam robić? Tylko siebie obserwować? A co z silnymi lękami,jak nie uciec przed nimi? A co z silna agresją, jak nie dac się jej nie ulel i nie wybuchnąć?

Oprócz entuzjazmu, czuję jakiś bezsens. Kurwa, kurwa, kurwa, całego mnie rozjebało na łopatki (sorki). :)

Inga

  • Gość
[#]   « 2013-04-02, 10:05:16 »
Dzięki za uznanie :)

Leszek.Zadlo

  • Wiadomości: 10 566
  • Płeć: Mężczyzna
    • Cuda Ducha
  • Leszek Żądło - regresing, huna, radiestezja, rozwój duchowy, uzdrawianie duchowe
  • Status: Ekspert
[#]   « 2013-04-02, 09:58:01 »
Inga
 Pięknie to rozpracowałaś :)

Inga

  • Gość
[#]   « 2013-04-02, 09:19:11 »
„Dlatego m.in. zacząłem zajmować się RD. Gdy zacząłem słuchać regularnie płytek Darka (Leszka płyt się bałem strasznie), to się uspokoiłem, wszedłem bardziej w kontakt ze mną i się wyciszyłem. JUż mi się nie chciało się zdobywać świata. Ale te medytacje, to chyba okazało się, że jest to pogłębianie doła, chyba wchodzenie w podświadomość.”

Działo się tak ponieważ te medytacje powodowały spychanie negatywnych emocji głebiej do podświadomości i pokrywanie ich pozytywnymi wierzeniami. Czyli ten pozytywny stan był powodowany wytłumieniem lęków a nie ich przetransformowaniem. Niestety ale tłumienie lęków ma swoją drugą stronę bo za tym idzie tłumienie wszystkich pozostałych uczuć i coraz mniejszy kontakt ze sobą

„Ale gdzieś Inga ma rację, bo przez RD, straciłem (jakiś paradoks) kontakt ze sobą takim wesołym.”

To są pierwsze objawy a z czasem tych uczuć będzie coraz mniej, osobowość będzie coraz bardziej schematyczna  a świat będzie się stawał coraz bardziej płaski.

„Ale za to, gdy nie rozwijam się duchowo, wychodzi ze mnie po jakimś czasie paniczny strach w kontaktach z ludźmi i zagubienie, odrzucenie w kontaktach z ludźmi.”

Zaczynasz czuć swoje rzeczywiste uczucia, te przed którymi tak uciekasz.

„Dlatego ucuieszyłm się, że Leszku nappisałeś, że jednak trzeba wprowadzać zmiany w sobie na lepsze.”

Na czym ma polegać to wprowadzanie w sobie zmian na lepsze? Bo obawiam się że poprzez przekonywanie podświadomości.

„poświęcam na niego dziennie około 1,5-2 godzin, w weekend czasem 2,5 godzin, czyli chyba nie przesadzam):”

Ja bym powiedziała że poświęcasz codziennie tyle czasu na to aby uciec od siebie.

„zawsze uciekałem w wyobrażenia, teraz uciekam w RD, więc nie jest to taki świadomy RD, ale bez takiej ucieczki nie wytrzymałbym ze sobą i z moim strachem i bólem,”

I dlatego polecałabym psychoterapię bo samemu będzie trudno z tego wyjść zwłaszcza że wypracowałeś sobie doskonałe metody tłumienia.

„przeważnie po chwili pisania pojawia się totalna NUDA, albo wściekłość”

Bo piszesz coś co nie ma związku z twoimi rzeczywistymi problemami. Twoje dziecko wewnętrzne jest niezauważane i niewysłuchane. Piszesz coś czego twoje wnętrze nie chce słuchać i czuje się nierozumiane. Piszesz po to aby siebie zmienić a nie po to aby zaakceptować takim jaki jesteś, razem z tymi lękami i bólem.

„Przy pisaniu afek staram się być świadomy, ale nie czuję, by moja pś to łapała. Potrafię pisać afki 6 miesięcy i nic, nie przyjmuję ich jako prawdy.”

Bo przekonywanie podśwaidomośći do swoich prawd to bardzo zła metoda. Co z tego że 1000 razy powtórzysz jej że świat jest bezpieczny jeżeli ona pamieta z dzieciństwa sceny mrożace krew w żyłach? I nigdy nie czuła się bezpiecznie?

„Ale po skończeniu pisania afek, jak wychodzę z pokoju do rodziny, pojawuia się agresja, gdy ktoś coś ode mnie chce, coś jakbym się denerwował, ze ktoś mnie wyprowadza z mojego stanu (chyba autohipnozy).”

Następuje konfrontacja rzeczywistośći z tym co sobie wyobrażałeś na temat rzeczywistości podczas pisania afek.

„I często gdzieś wyładuję swoją wściekłość na kogoś (czasem mi się to niestety zdarza).”

Wściekłość wynikajaca z nieradzenia sobie.

„CZyli też jest wielki opór przed stosowaniem medytek.”

Tylko że w tym przypadku to reakcja prawidłowa. To opór przed stosowaniem tego co ci szkodzi.

„Ćwiczę rytuały tybetańskie rano na rozgrzewkę, fajnie mi one robią, ale znów odwracają moją od świata zewnętrznego do wewnętrznego, ale znów pojawia się brak drogui środka, i w efekcie uciekam w rytuały od siebie.”

To mnie dziwi. Nie potrafię sobie wyobrazić takiego działania ćwiczeń fizycznych.

„Znowu to chyba autohipnoza, a nuda to chyba reakcja obronna przed każdym uzdrowieniem.”

Nuda to reakcja obronna przed traceniem czasu na coś co nie pomaga i czego nie lubisz robić.

„Jak się myję, to zawsze modlę się o oczyszczenie intencji. Już przemawiam do siebie nie tak transowo i poważnie, tylko z radością i entuzjazmem, ale znowu pojawia się wielka NUDA i zniechęcenie.”

Bo to jedna wielka fikcja takie modlenie się gdy się nie ma kontaktu z Bogiem ani ze sobą.
Jakie masz wyobrażenia na temat Boga? Może modlisz się do swojego ojca.

„Dlatego zawziąłem się i stosuję te same afki i medytkę aż je w końcu zaakceptuję.”

Nie łódź się, takie coś nigdy nie nastąpi bo akceptowanie treści afirmacji nie jest kwestią uporu tylko kontaktu ze swoim wnętrzem. A wmawianie sobie czegoś na siłę tylko buduje blokady.

 „MOże zatem moje afki wejdą mi do głowy po 2,5 roku?”

Nie ma co na to liczyć bo to nie kwestia matematyki.

muszka91

  • Wiadomości: 668
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2013-04-01, 21:48:57 »
Hydzia dobrze pisze o tym zderzeniu się z rzeczywistością.
Ja mam silne lęki przed ludźmi, nieuzdrowioną samoocenę. Mam wyobrażenia,że nie zostanę zaakceptowana, niezrozumiana, odrzucona. Teraz już jest lepiej bo właśnie dla mnie kluczowym momentem była terapia DDA. Po urodzeniu dziecka wpadłam w depresję i zaczęło wszystko lecieć w dół- wszystko wybiło jak z szambo- po tylu latach tłumienia moich lęków z dzieciństwa plus następna trauma poród, 2 tyg szpital , nieudany związek (piekło karmiczne;)). Lęk mnie sparaliżował - dosłownie - gdybym miała go przedstawić na planie rzeczywistym to hiperwentylowałam się z lęku, bałam się wyjść do sklepu po bułkę- było bardzo źle. Odważyłam się pójść na terapię- gdy pierwszy raz weszłam zaczęłam płakać jak małe dziecko a  jeszcze nie otworzyłam ust. Płakałam prawie ciągle, było mi wstyd, byłam zażenowana i myślałam,że CI ludzie się ze mnie śmieją. Takie schizy. Gdy tylko wchodziłam na terapię serce waliło mi jak młot, gdy miałam się odezwać - sucho w ustach. Gdy opowiadałam o dzieciństwie- najbardziej upadlających, strasznych scenach traciłam rzeczywistość- obraz mi się rozmazywał z lęku. Pomimo tego zacisnęłam zęby i chodziłam dalej choć ten lęk w skali do 10 był u mnie 15 ;) Ta terapia początkowo była dla mnie piekłem, ale po jakimś czasie zauważałam,że ludzie jednak mówią do mnie spokojnie, czule i z sympatią (oczywiście węszyłam podstępy). Bardzo znienawidziłam ludzi, jakichkolwiek. Nawet miałam urojenia ,że terapeutka się ze mnie śmieje ;) W konfrontacji z rzeczywistością  te  lęki odpadły. Chodziłam tam głównie po to,żeby zmierzyć się z tym lękiem. Kurcze to przypominało lęk z dzieciństwa , gdy wchodziłam do dentysty tylko było jak wiercenie zęba bez znieczulenia 2h. Bo tyle trwało jedno spotkanie ;)) Skoro ja to przeszłam i stawiłam czoła tym lękom to jestem w stanie stwierdzić,że każdy jest w stanie się skonfrontować z swoimi lękami. Później jest już tylko lepiej. Też chciałam uciec, od siebie, z tej terapii- wchodziłam tak jak na ścięcie głowy. Ale wchodziłam cała się trzęsąc.
Może Ty aż takiego poziomu lęku w sobie nie masz (całe szczęście) to polecam konfrontację z lękami. Dzięki temu dziś normalnie funkcjonuję, choć nie wszystkie lęki sobie poszły bo dalej nad nimi pracuję ;) TY vs Ty . Niech ten prawdziwy wygra ;)


Inga,
 Mogłabyś przedstawić tą metodę oddechową jaką stosujesz?

hydrozagadka

  • Wiadomości: 2 696
  • Płeć: Kobieta
  • http://uzdrawianieswiatlem.pl/ Zwrot-odzyskiwanie energii, rozpuszczanie więzów karmicznych, rozpuszczanie blokad i węzłów.
  • Status: Ekspert
[#]   « 2013-04-01, 18:47:50 »
Mariomar - w Twoim przypadku poczucie własnej wartości (i otworzenie się na samego siebie) plus poczucie bezpieczeństwa to właśnie podstawa. Zatem dobrze, ze zacząłeś się tym zajmować. W ogóle to właśnie od samooceny (w tym jest zwykle też poczucie bezpieczeństwa) należy zaczynać rozwój - bo jeśli to jest nie uzdrowione, to inne rzeczy też raczej nie wyjdą.
Skoro afirmacje i medytacje (dekrety) wywołują w Tobie np.; odlatywanie i nieprzytomnienie - to jak Inga słusznie pisze, warto bardziej skupić się na sobie, swoich prawdziwych odczuciach. Poczucie swojej złości, nienawiści - nawet do siebie samego - i zaakceptowanie, że masz prawo do tych emocji. A potem, w miarę możliwości, pójście za nitką do kłębka i uświadomienie sobie - czemu się nienawidzę, sobą gardzę i czym to zostało spowodowane? Kiedy się zaczęło? Kto mi co wmawiał? Kto co robił? Czy byłem wpędzany w poczucie winy? Manipulowany? Karany? itp.  Często uświadomienie sobie skąd coś się w nas wzięło jest najważniejszym krokiem w uwolnieniu tego.

Konfrontacja ze strachami tez bywa przydatna np.: strachami przed ludźmi.

Przykładowo: - Kiedyś bardzo bałam się ludzi, ich nie akceptacji, byłam chorobliwie nieśmiała, znerwicowana (odezwanie się do kogoś, kogo nie znałam, graniczyło z cudem, odezwanie się w grupie - również, udzielenie odpowiedzi na lekcji przed klasa - droga  przez mękę)... a jednocześnie gardziłam nimi (uciekałam tez we własny świat, świat książek, nauki, języków i polepszania tak sobie poczucia własnej wartości - jestem od nich lepsza, wiem więcej, zajmuję się bardziej interesującymi rzeczami niż inni itp - taki miałam mechanizm); W 98 roku powstał pierwszy czat internetowy - weszłam na niego i po miesiącu gadania tam (a było to wtedy istnym objawieniem dla mnie, taka możliwość kontaktu z drugim człowiekiem) postanowiłam - wbrew swoim lękom, niechęciom, uprzedzeniom - pojechać na mały zlot/spotkanie w górach z dwudziestoma paroma ludźmi. Najpewniej gdyby nie to, ze wcześniej osobiście udało mi się poznać jedną z osób, dziewczynę z tego samego osiedla, która była przebojowa, pewna siebie i akceptująca mnie w mojej nieśmiałości - to bym nie pojechała. Pojechałam jednak i od tego momentu rozpoczął się proces (paroletni) coraz większego otwierania się na ludzi, na to że wcale nie myślą tylko o tym, by mi dopieprzyć, że akceptują mnie, nawet jak jestem inna od nich - to było prawdziwe odkrycie dla mnie! Najpierw wśród tych ludzi przestałam się bać i zaczęłam wyluzowywać, coraz lepiej się bawić i przestałam skupiać się głównie na swoich lękach (co inni pomyślą, co mi zrobią, co powiedzą), a bardziej na tym, co jest faktycznie.

Drugą tez przełomową rzeczą było pierwsze publiczne przyznanie się do niedosłuchu - wcześniej unikałam mówienia o tym, jak ognia, bojąc się, ze ludzie - tak jak dzieci w podstawówce i pewna głupia pani psycholog (końcówka podstawówki) - ocenią czy będą sugerować, ze skoro mam niedosłuch, to jestem tez na pewno niedorozwinięta umysłowo. Bałam się tego straszliwie, tej stygmatyzacji, takiego traktowania. Ale im bardziej się bałam, im bardziej uciekałam w milczenie i udawanie, ze niedosłuch nie istnieje - tym bardziej zaczynałam zdawać się dziwna i może niedorozwinięta umysłowo (skoro np.; nie odpowiadałam na pytania - bo nie dosłyszałam, a udawałam, ze słyszę dobrze... przez co ludzie zaczynali wnioskować, ze znaczy nie kumam lub nie umiem, bądź czegoś nie wiem;); W końcu, na drugim ustnym egzaminie z angielskiego na Uniwerku, odważyłam się i przyznałam (podpierając zaświadczeniem od audiologa), ze mam niedosłuch i czy w takim razie mogą panie do mnie mówić wyraźniej i wolniej. Zdałam wtedy na 4+. To było naprawdę wyzwalające :-) i uświadomiło mi, ze naprawdę nie mam czego się (już) bać, ba! terapeutycznie zadziałał na mnie też widok lekko skrępowanych zaświadczeniem pań egzaminatorek - wtedy do mnie dotarło, że dziwne zachowania ludzi mogły się brać tez z ich nieobycia z tematem, oraz strachem, jaki w nich samych budzą "odstępstwa od normy". Zrozumienie tego było tez dla mnie kluczowe.

Po tych przełomach uzdrawiałam swoją samoocenę z pomocą RD i rozwoju osobistego. Zajęło mi to parę lat (najintensywniejszej pracy nad tematem - ok. 2 lat), pozostałe lata - to trochę się nad tym prześlizgiwałam i traktowałam pokątnie pełne uzdrowienie swojego poczucia wartości we wszystkich dziedzinach życia, nie tylko w wybranych.

Sądzę, ze bez własnych konfrontacji ze swoimi lękami, bez własnego uświadamiania sobie, czemu się boję i czego tak naprawdę - prawdopodobnie też nie przyjmowałabym afirmacji ani dekretów.

Tak pisze o tych przykładach, gdyż być możne będą pomocne i ze czasem warto wpierw przerobić pewne podstawy kontaktu z samym sobą, zanim człek się rzuci na głęboką wodę

Witek D.

  • Wiadomości: 1 939
  • Płeć: Mężczyzna
    • Dotykduszy.com
  • Witold Dopierała, regresing, analizy psychometryczne i duchowe. Zapraszam na http://dotykduszy.com/
  • Status: Regreser
[#]   « 2013-04-01, 18:08:09 »
Była fajna wypowiedź, więc na pewno nikt by się nie pokusił na wykasowanie :)

Inga

  • Gość
[#]   « 2013-04-01, 17:55:33 »
"Ale zarazem mój RD powoduje, że zaczynam coraz bardziej odlatywać, uciekać od rzeczywistości, bujać w obłokach, zapominać podstawowe rzeczy i wyrazy, nieprzytomnieć."

Ze mną działo się to samo.
A rozwoju uzywałam w tym samym celu co ty, czyli po to aby poczuc się lepiej i jakoś przetrwać.
Te wszystkie afirmacje i modlitwy to autohipnozy i dlatego koniecznie z tym skończ. Trzeba się zacząć konfrontować ze swoimi rzeczywistymi uczuciami, trudnymi i blesnymi zamiast usuwać je za pomocą medytacji czy afirmacji.
Ja słuchałam afiramcji na okrągło bo jeżeli przestawłam to ogarniały mnie tak straszne uczucia że były nie do wytrzymania.
Takie ćwiczenie.
Nie rób niczego tylko przez chwilę skup się na tym co czujesz i próbuj to wytrzymać. W ten sposób ucz się przyjmować swoje negatywne uczucia. Z czasem one zaczną słabnąć. Ale musi być pełna koncentracja na uczuciu.

Mogę ci też dać metodę oddechową która słuzy do wyszukiwania przyczyn i rozumienia siebie.

Ja węzły stosuję bo tam nie ma wpływania na podświadomość i wmawiania jej czegokolwiek. tobie też polecam bo dużo dają.

Iustitia

  • Gość
[#]   « 2013-04-01, 17:41:09 »
Ewidentnie tu jesteś bezpieczna:-)

Inga

  • Gość
[#]   « 2013-04-01, 17:34:12 »
Przepraszam ale nie zauważyłam i się przestraszyłam że jest tu silna cenzura.

Iustitia

  • Gość
[#]   « 2013-04-01, 17:25:34 »
Inga
Twoja odpowiedz zostala przeniesiona a nie wykasowana

Inga

  • Gość
[#]   « 2013-04-01, 17:05:11 »
Mariomar
Czy przynajmniej przeczytałeś wczoraj moją odpowiedź? Bo dzisiaj jest już wykasowana.

Mariomar

  • Gość
[#]   « 2013-04-01, 16:32:53 »
Kiedyś wybierałem różne tematy, ale ostatnie lata to szanowanie i kochanie siebie, a teraz od pół roku bezpieczeństwo na wszelkie sposoby (obecnie bezpieczeństwo finansowe i bezpieczeństwo w obecności ludzi i istot), punktem wyjscia była relacja z ojcem, słuchałem przez 60 dni medytacji uzdrawianie relacji z ojcem, a teraz od około 60 dni słucham Bezpieczeństwo w relacjach z ludźmi.

Bo na codzień zżera mnie mega strach, zwłaszcza w relacjach z ludźmi (efekt silnego DDA/DDD) - Kinga powiedziała mi przy pierwszych węzłach, że cały jestem strachem, gdzie nie zajrzała we mnie, to był strach.

hydrozagadka

  • Wiadomości: 2 696
  • Płeć: Kobieta
  • http://uzdrawianieswiatlem.pl/ Zwrot-odzyskiwanie energii, rozpuszczanie więzów karmicznych, rozpuszczanie blokad i węzłów.
  • Status: Ekspert
[#]   « 2013-04-01, 15:38:26 »
Mariomar - a ja mam podstawowe pytanie - z czym pracowałeś - medytacje i afki? Z jakimi tematami?