Inga, wielkie dzięki za zajęcie się mną tak szczegółowo.
Dzisiaj odstawiłem afki. Poczułem się lżej i wróciłem do świata. Jedynie zrobiłem rano medytkę, ale z otwartymi oczami i na głos, żeby tak nie uciekać w siebie. Wyciszyłem się, trochę było nudy, ale już mniej, bo cały czas widziałem świat materialny, ale nieprzytomość też się pojawiła. Ale poczułem w sobie taki większy entuzjazm, że NIE KATUJĘ SIĘ już pisaniem afek i medytacjami z zamkniętymi oczami. Poobserwuję siebie i może te medytki na jawie też odłożę?
Zwiększyłem za to liczbę powtórzeń rytuałów tybetańskich z 7 do książkowych 21 i otworzyłem oczy (bo wcześniej cwiczyłem z zamkniętymi oczami). Moja pś lub dusza (sam nie wiem już co) ucieszyła się, że była cały czas w kontakcie ze świoatem fizycznym, a po drugie większa ilość ćwiczeń i zmęczenie spowodowało, ze się wyciszyła i znalazłem przestrzeń dla siebie (przestrzeń podczas tego cichego ćwiczenia). Zawsze lubiłem tą przestrzeń, gdy szedłem po górach, organizm cały czas pracował, wówczas umysł na łonie przyroduy się wyciszał. Teraz podobnie miałem z ryuałami.
Przyznam szczerze, że takiego obrotu sprawy się nei spodziewałem, że odłożę cośm czym zajmowałem się ostatnie 10 lat. Wszystko się we mnei wali od 2 dni, cała moja z pietyzmem zbudowana budowla. Katastrofa. Ale widocznie jest mi to potrzebne, takie otrzeźwienie, dłużej już bym tak nie dał rady. Ze swej strony niezły ze mnie DEBIL, żeby dopiero po 10 latach dostrzec, że coś mi nie służy. Zacięty jestem jak cholera. Zaślepiony swoimi wyobrażeniami.
Ale obawiam się, że jak odłożę jeszcze te medytki, to skąd będę czerpał pozytywne myśli, bo te medytki to moje jedyne pozytywne myśli. Szukam nadal pracy, boję się teraz, że jak odłożyłem afki o pracy, to wszystkie oferty pracy, które się pojawiły, i na które czekam na odpowiedź, odejdą (tak czuję teraz wewnętrznie). Kurde, już nie wiem co mam robić, ale fakt, że czuję się lepiej.
Może tak, jak piszesz Leszku, spróbować w moim przypadku pfracować z ciałem (bo tym kierunku mnei ciągnie), np. te rytuały, może kundalini joga (bo hathy nie lubię), może EFT - popróbuję, no i wahadła i węzły, bo to bardzo lubię. No i Ma-Uri bardzo mi się spodobał - tu płakałem sobie jak niemowlak i najlepiej jak dotychczas czułemsiebie jako niemowlaka. Super!
Regresing też mi chyba nei służył na tym etapie (nic w nim nie czułem), więc też na razie go chyba odłożę. Tylko czy taka kundalini joga mnie nie rozszarpie, gdy przebudzą się energie i zacznie wywalać ze mnie emocje na wierzch? Może jeszcze popróbuję dalej ciągnąć rebirthing, bo tu jestem sam na sam ze sobą i z moim oddechem? Ale tu też się strasznie nudziłem. Najchętniej to bym chodził latem po łonie przyrody i kontemplował przyrodę całym sobą, Tylko że to znowu ucieczka od ludzi i chyba od siebie.
Co do terapii DDA, to chodziłem na taką 4 miesiące (trwała 6 miesięcy, ale po 4 zrezygnowałem). Sam nie wiem, miałem totalne opory przed chodzeniem tam, nudziłło mnie to, czułem tego bezsens, nie chciało mi się już chodzić, ale jak tak sobie pogadałem na ciężkie tematy, to było mi lżej. Ale co z tego, jak potem następnego dnia szedłem taki wyluzowany do pracy, a tu jak nie jebnie coś w pracy, ktoś mnie nie zaatakuje, i cały lęk powracał w sekundę. Brak mi wytrwałości. NIe chce mi się wychodzić do ludzi na terapie. Ale może taka moja droga.
Pojawił się we mnie taki smutek, że np. na 2 lata, czy na dłużej odłożę afki, cały RD klasyczny, to Wy znowu (jak w poprzednich wcieleniach), polecicie do przodu, w górę, a ja sam tu zostanę na dole z Ingą. Ach, żal.
Inga, czy możesz opisać to cwiczenie oddechowe?
I jeszcze jedno - to co ja w ogóle mam robić? Tylko siebie obserwować? A co z silnymi lękami,jak nie uciec przed nimi? A co z silna agresją, jak nie dac się jej nie ulel i nie wybuchnąć?
Oprócz entuzjazmu, czuję jakiś bezsens. Kurwa, kurwa, kurwa, całego mnie rozjebało na łopatki (sorki).
