Może jestem w kompletnym błędzie, ale na chwilę obecną widzę oświecenie nie jako jakiś specjalny stan w który się wkracza pod warunkiem czegoś tam, ale jako nazwę na osiągnięcie mety w drodze do pełnego przejawiania swojej Boskiej natury. Chodzi mi o to, że człowiek który jest urzeczywistniony w 99,5% nie będzie się prawie niczym różnił od kogoś oświeconego. Dla tego kogoś będzie brakowało tylko jakiś końcowych detali, a po ich przerobieniu i oświeceniu się nie stanie się nic niesamowitego, nie będzie żadnego ogromniastego skoku świadomości i zupełnie innego postrzegania rzeczywistości - to będzie tylko dopięcie ostatniego guziczka.
My tą świadomość poszerzamy przez cały rozwój, cały czas zmieniamy możliwości naszego postrzegania, przejawiamy coraz więcej Boga w sobie - to jest płynny proces i wg mnie taki pozostaje aż do końca. Człowiek urzeczywistniony w 99% nie boi się oświecenia, nie widzi tego jako jakaś droga bez odwrotu, efekciarskie pęknięcie ego i kompletna zmiana wszystkiego. On już w tym oświeceniu prawie cały siedzi, a jedynie uszy mu odstają na zewnątrz. Jak już się tymi uszami zajmie i się oświeci to jedyną zmianą będzie to, że te uszy go już nie będą rozpraszać w odczuwaniu pełni Boskości i tym samym zniknie ostatnia rzecz, która mu nie pozwalała na 100% urzeczywistnienia - ostatni, drobny rozpraszacz.
Moim zdaniem te wszystkie efekciarskie historyjki o oświeceniu, straszenie że o oświeceniu nie można myśleć, mówić czy słuchać, próby oświecenia się na Kononowicza (nie ma ja, nie ma ego, nie ma oświecenia - niczego nie ma!), lęki przed super mega efekciarskimi skutkami samego oświecenia i cała reszta poruszających wyobraźnie fantazji powstała na potrzeby tych, którzy nie mieli cierpliwości czy jaj, aby się spokojnie rozwijać i zająć wszystkimi swoimi problemami. Oświecenie stało się stanem tak bardzo upragnionym przez adeptów duchowych na całym świecie, iż musiało powstać mnóstwo legend, nakazów, zakazów, przekonań i reszty pierdół.
Bo czy to nie brzmi mało fascynująco - po prostu się rozwijaj, a któregoś dnia urzeczywistnisz wszystko co konieczne i tyle - nie czeka na ciebie żadna specjalna nagroda, ani bonus za osiągnięcie wyniku 100% Nagrodą będzie samo osiągnięcie tych 100% i skutki tego urzeczywistnienia. I żeby było śmieszniej urzeczywistnienie 95% nie różni się tak bardzo od 100% I jak tu się czuć wyjątkowym i specjalnym?