Autor Wątek: Kącik Oczyszczania  (Przeczytany 413464 razy)

Felicite

  • Gość
[#]   « 2012-06-12, 00:07:13 »
Feli
 Chyba stajesz się tutejszym mega guru :D

Pierwsze co mi się nasunęło, gdy to przeczytałam, to było „O, to trzeba stąd spier…” ;)))
A drugie „To może czas, by zmienić status z Obserwatora na Zaawansowany?" Hehe, żartowałam (z tym statusem) :P

Cieszę się, że to Ci pomaga :))
Nie wiem, czy znasz książki A. Miller. Bardzo polecam. Wystarczą dwie: pierwsza (Dramat udanego dziecka) i ostatnia (Twoje ocalone życie). Pierwsza to świetne wyjaśnienie wielu kwestii, a w drugiej są odpowiedzi na listy, z których można wyłapać fajne porady, jak pracować nad problemami.
Aha, napisałam w końcu (ufff) ten post w wątku Terapia wewnętrznego dziecka :)

Grażynka, proszę :D

Grażyna Anna

  • Gość
[#]   « 2012-06-11, 23:17:20 »
Feli :) Kinga :)
Dzięki :*

Indra

  • Wiadomości: 2 440
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-06-11, 22:56:45 »
 Jolu, dzięki za przypomnienie o kilku prawdach : )  Bardzo ładnie napisałaś o postępowaniu wobec swojej podświadomości, o tym, żeby ją kochać i akceptować jak dziecko. Felicite też o tym często pisze, bo to przecież takie ważne...  dzięki raz jeszcze :*

Indra

  • Wiadomości: 2 440
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-06-11, 22:32:44 »
 Feli
 Chyba stajesz się tutejszym mega guru :D  Bardzo Ci jestem wdzięczna za wszystkie Twoje posty, naprawdę wiele wnoszą do mojej świadomości i do planu działania z moim uzdrawianiem. Rozumiem, że ta relacja w której obecnie zostałam odrzucona to wywałka mająca na celu wywleczenie tych emocji z dzieciństwa, których bardzo nie chciałam czuć. Wrócił cały ból niechcianego dziecka, cały żal z powodu odrzucenia, niekochania, do tego jeszcze złość i kilka innych kwiatków. Widzę, jak bardzo nie akceptuję jeszcze tych emocji, jak bardzo chciałabym się ich jak najszybciej pozbyć, pewnie dlatego temat wrócił po raz kolejny- nie przygarnęłam do siebie bólu małej Madzi, nie chciałam go oglądać, ani czuć. Cały czas próbuję coś z tym robić, ale nadal uciekam od tego :/  Chyba będzie najlepiej, jeśli ten opór zaakceptuję, wtedy łatwiej puści.

Felicite

  • Gość
[#]   « 2012-06-11, 22:03:52 »
Felicite

Czyli nie nadajesz sie do pracy najemnej ;)

A jeszcze napiszę, że wczoraj sobie uświadomiłam, że to nie są tylko żarty! Przecież ja jestem w trakcie rezygnacji z pracy (w sumie najemnej własnie; moje stanowisko co prawda jest bardzo samodzielne, ale jednak mam szefa i inne ograniczenia wynikające z pracy nie na własny rachunek)! Czyli wszystko się zgadza, Mateo :D

Felicite

  • Gość
[#]   « 2012-06-11, 21:40:01 »
wiem, ze sama nie lubie sie zmuszac do robienia czegos- ale jak mam zmienic fakt, ze moja corka choc ma 13 lat -nie chce myc zebow- pozwolic nie myc??? ciagle jej przypominamy bo wiem, ze nawet potrafila by nie myc nawet miesiac ....to jest kompromis tak jak ze sprzataniem....nie sprzata ...bo nie ....bo moze w koncu matke krew zaleje i sama posprzata...ona nie ma nic przeciwko aby inni za nia wszystko robili.....- przeszkadza ci balagan w moim pokoju to posprzataj- moze to tylko bunt nastolatki....ale pewne rzeczy trzeba robic- gotowac, zmywac, pracowac - ja staram sie przy tych czynnosciach nie spinac i lubie to robic ....ale moja corka nie ...co wtedy?

Jolanta,
W stosunku do dziecka trzeba zachować się nieco inaczej.
Po pierwsze, dziecko przychodzi na świat z nierozwiniętym ciałem i umysłem. Co prawda nie jesteśmy  naszym ciałem i umysłem, ale są one nam potrzebne do życia na Ziemi. Dlatego trzeba je rozwijać (by w pewnym momencie przekroczyć, no ale to już inna sprawa). Można nawet powiedzieć, że aby zrealizować tkwiący w każdym dziecku potencjał, trzeba mieć dostatecznie rozwinięty umysł i ciało. Do tego potrzebni nam są rodzice (opiekunowie).
To naturalne, że w takim zakresie, w jakim jest to potrzebne (czyli w takim zakresie, w jakim umysł dziecka jest jeszcze nie w pełni rozwinięty), rodzice kontrolują dziecko. Nie wymagamy przecież od 2 latka, że będzie wiedział, jak się postępuje z zapałkami, czy innymi niebezpiecznymi narzędziami. To normalne, że rodzic będzie musiał podjąć decyzję za niego i odebrać mu zapałki. Bo umysł dziecka nie jest jeszcze na tyle rozwinięty, by mogło ono myśleć logicznie. To nie znaczy oczywiście, że dziecko jest głupie. Nie, bo mądrość, to co innego niż logika.
Jednak w zdrowych warunkach ta kontrola powinna być znikoma. Dziecko uczy się przez  naśladownictwo, więc nie trzeba zbyt mocno ingerować w jego rozwój. Wręcz przeciwnie. Im mniej ingerencji, tym lepiej. Dziecko tak traktowane będzie podejmować najlepsze dla siebie decyzje (bo nie będzie musiało się buntować), więc wiadomo, że wtedy można pozwalać mu jak najczęściej robić to, na co ma ochotę.
Inaczej w sytuacji, gdy dziecko nie było tak wychowywane od początku. Wtedy pozwolenie mu na wszystko, co chce, niekoniecznie przyniesie dobre rezultaty. To tak, jak gdybyś wypuściła kogoś na głęboką wodę, bez uprzedniego nauczenia go, jak pływać (niekoniecznie musiałby się utopić, ale duże szanse, że tak właśnie by się stało). Tego nie radziłabym robić ;)
Oczywiście zbyt duża kontrola też nie byłaby dobrym rozwiązaniem. Trzeba znaleźć drogę środka.
Ty też musisz ustąpić, a nawet musisz to zrobić jako pierwsza. Pokaż jej, że szanujesz jej wolność, jej wolę, że jej ufasz, pozwalając decydować o sobie. Daj jej całkowitą wolność w takich obszarach, w których jej ewentualne błędne decyzje nie wpłyną na jej zdrowie, czy życie. Np. w kwestii pokoju. Niech nie sprząta, jak nie chce. Przecież to jej pokój. Co Cię obchodzi nieporządek w tym miejscu?
Natomiast co do innych kwestii – porozmawiaj z nią szczerze i bez emocji. Powiedz jej, że jest członkiem wspólnoty i jak każdy inny członek powinna ponosić pewne ciężary na jej rzecz. Ustal jakieś zasady, np. niech zmywa kilka razy  w tygodniu w ustalone dni, czy coś takiego.
W takich kwestiach jak mycie zębów (czyli tam, gdzie jej samowola mogłaby wpłynąć na jej zdrowie) nie ustępuj. Ale zmień taktykę. Spróbuj jej wytłumaczyć, dlaczego mycie zębów jest takie ważne, a jeśli to nie poskutkuje (zakładam, że już to zrobiłaś i nie poskutkowało), poproś ją, żeby zrobiła to dla Ciebie. Powiedz jej, że jej zdrowie jest dla Ciebie bardzo ważne i że bardzo Ci na tym zależy. I że nie ustąpisz. Możesz jej zaproponować coś na wymianę, że Ty też zrobisz coś, na czym jej zależy. I przestrzegaj wykonywania umów.
Po prostu podejdź do niej z szacunkiem, akceptacją i miłością. Przestrzegaj wyznaczonych zasad i bądź konsekwentna. Gdy dziecko widzi, że rodzic robi pewne rzeczy dla jego dobra (gdy się przekonuje na własnej skórze o jego dobrej woli), to w końcu odpuszcza. Ono zazwyczaj wypróbowuje rodzica (czy rodzic kocha, czy nie), wypróbowuje też granice wyznaczone przez rodzica. Dlatego trzeba być czujnym. Przy kochającym i silnym rodzicu dziecko czuje się bezpiecznie i o to głównie mu chodzi. Choć już nastolatkowi coraz bardziej chodzi o wolność. Dlatego trzeba mu ją dać :)
W ogóle bardzo polecam czytać książki o tym, jak wychowywać dzieci. Mnie bardzo spodobały się te (dużo się z nich dowiedziałam): „Wymarzone dzieciństwo: jak wychować szczęśliwe dziecko, unikając błędów naszych rodziców” J. Woititz, „Pewne siebie i szczęśliwe dziecko. 5 zasad budowania poczucia własnej wartości u dzieci” E. Anderson, G. Redman, C. Rogers  oraz „Księga dzieci. Nie bój się być sobą” Osho.
Przydadzą się szczególnie rodzicom, choć właściwie każdemu będą pomocne, bo można się z nich dowiedzieć, jak postępować z własnym, wewnętrznym dzieckiem :))

Felicite

  • Gość
[#]   « 2012-06-11, 21:28:55 »
Moje ww dziecko jest przerażone, gdy nie ma obok kogoś, kto mógłby być oparciem, takim filarem bezpieczeństwa. Boi się, że zginie jeśli zostanie samo, że nie poradzi sobie.


Grażynka,
Może pomyśl o tym w ten sposób: To nie Twoje wewnętrzne dziecko się boi, tylko ty przystosowana, czyli warstwa Twojej podświadomości, która została ukształtowana na podobieństwo innych ludzi, pod wpływem lęku. Zwraca się na zewnątrz, do innych ludzi, zamiast wysłuchać Twojego wewnętrznego dziecka, zamiast zobaczyć, co ma ono do zaoferowania.
A ono, Twoja mała Grażynka jest smutna, bo jest samotna! Wolisz innych ludzi zamiast jej. Wolisz zwracać się na zewnątrz, zamiast do wewnątrz. Nie wierzysz w małą Grażynkę, nie ufasz, że jej miłość jest najpiękniejsza i że tylko ona może Cie wyzwolić. A ona jest taka wspaniała! Ale Ty – spetana lękiem – wcale tego nie zauważasz: A właściwie nie Ty, tylko Gertruda (jak widziałaś bajkę  Roszpunce, to wiesz o czym mówię) w Tobie. Warstwa Twojej podświadomości ukształtowana w Gertrudę. Ale to nie-prawdziwa Ty! Dostrzeż w końcu siebie, pozwól Twojej małej, wspaniałej, ale bardzo skrzywdzonej Grażynce wyjść z wieży, do której wsadziła ją Gertruda :)

Piszesz, że to inni ludzie dają Ci bezpieczeństwo. I dobrze, niech dają. Korzystając z poczucia bezpieczeństwa, jakie dają Ci inni, ucz się zajmować wewnętrznym dzieckiem. Nie musisz od razu rezygnować z tego, co bierzesz od ludzi, ale pracuj nad kontaktem z małą Grażynką. Gdy nabierzesz zaufania do siebie, gdy zobaczysz, co może Ci dać kontakt z sobą, gdy poczujesz się bezpiecznie, wtedy pragnienie bezp. samo zniknie.

Felicite

  • Gość
[#]   « 2012-06-11, 21:13:43 »
Ja sobie mówię w takich sytuacjach: "Głęboko kocham siebie i akceptuję nawet, gdy czasem muszę coś zrobić na co nie mam ochoty" (ale chcę żeby było np. posprzątane czy coś zrobione, albo wynajmuję kogoś do tej "czarnej" roboty. Ale już coraz mniej, bo też coraz bardziej lubię działać w materii, choć czasem jeszcze opór jest.:)

Karina,
też stosuję tę formułkę z EFT na co tylko można. Jest świetna!
Ale jeśli czuję, że coś mi nie leży, to wolę się nie zmuszać. Przynosi to zadziwiająco dobre rezultaty. Np. okazuje się, że poluzowanie powoduje, że schodzą zaślepiające emocje i po krótkim czasie okazuje się, że – jeśli to dla mnie korzystne – naprawdę chcę to zrobić!
Przykład z mojego życia:
Całkiem niedawno miałam mieć robiony rezonans magnetyczny głowy. Im było bliżej badania, tym bardziej się buntowałam, tym większy opór czułam. Mogłam iść na siłę i już. Ale to by przyniosło więcej szkody niż pożytku (zdradziłabym siebie, straciłabym do siebie zaufanie, mogłoby mi nawet coś się stać podczas tego badania-pśka różne rzeczy wtedy wymyśla!). Więc na pół godz. przed badaniem stwierdziłam, że odpuszczam. Nie idę. I wtedy zrobiło mi się tak lekko i błogo, że wiedziałam, że to dobry trop.
I w tym stanie dopuściłam inspirację od Boga. Nagle wpadłam na pomysł, żeby poszukać czegoś w jednym miejscu, w którym nie szukałam informacji  - na forum o mojej chorobie. I tam znalazłam coś takiego, co mnie przekonało do rezonansu. I poszłam. Ale już z zupełnie innym podejściem! Jaka byłam z siebie zadowolona! A ja wzrosło moje zaufanie do siebie! I miłość własna :) Bezcenne :)
Prawda jest taka – w sumie nieważne, co roimy w życiu. Przecież większość naszych decyzji nie jest decyzjami „życia i śmierci” (a w sumie nawet śmierć nie jest tego typu doświadczeniem, no i co z tego, że umrzesz? Jakie to ma znaczenie dla Twojej duszy z szerszego punktu widzenia?). Ważne jest nasze podejście do siebie i życia. Ważne jest to, by stale podnosić naszą świadomość (bo do „szczęścia” potrzeba jest tylko ona). A miłość, łagodność i akceptacja siebie niesamowicie rozszerza świadomość.

Felicite

  • Gość
[#]   « 2012-06-11, 21:09:40 »
Napisz koniecznie! Mnie właśnie wywala ten brak i pewnie Twój post by mi się przydał. Męczę się z tym brakiem od lat, chyba całe życie. Ciekawa jestem, jak szybko można coś takiego uwolnić, bo z tym sie u mnie wiąże kreowanie relacji, w których moja bliskośc/uczucia są odrzucane


Indra, ja miałam napisać DLACZEGO tylko my sami możemy dać sobie to, czego najbardziej pragniemy, a nie JAK to zrobić:) No ale pokrótce napiszę Ci, jak ja nad tym pracowałam (dokładniej opisałam to kiedyś w wątku „Terapia wewnętrznego dziecka”, w pierwszym poście). Mnie to bardzo pomogło na przypadłość zwaną szukaniem miłości na zewnątrz.
A konkretnie pomogła mi praca nad wewnętrznym dzieckiem (nad dzieciństwem). Bo to w dzieciństwie uczymy się (od rodziców) sposobu, w jaki potem traktujemy siebie. Tam uczymy się, czyje potrzeby są najważniejsze (wiadomo, że ich), tam uczymy się, że miłość można dostać tylko na zewnątrz. Jak się na nią zasłuży…
W terapii wewnętrznego dziecka chodzi o to, żeby odgrzebać głęboko schowane dziecięce emocje, uzdrowić je (przeżywając i uwalniając) i zmienić spojrzenie na siebie, na życie, na innych ludzi. Żeby zacząć postrzegać rzeczywistość na trzeźwo i przytomnie. Żeby zobaczyć, jak naprawdę byliśmy traktowani, kto naprawdę był za to odpowiedzialny i żeby przywrócić uczucia na właściwe im miejsce: sobie współczuć, a na rodziców się wyzłościć, za to co nam zrobili (a nie jak teraz – odwrotnie).  Odgrzebanie starych, wypartych emocji i pozwolenie sobie na nie (np. złość na rodziców) powoduje, że one odchodzą i robi się miejsce na świadomość, że tak naprawdę nikt nie zawinił i że nie ma co wybaczać. Ale najpierw musi być faza emocjonalna, trzeba dać szanse im z nas wyjść.
Praca nad wewnętrznym dzieckiem polega też na uczeniu się jak należy się traktować i nauczyć – kroczek po kroczku – w ten sposób ze sobą postępować.
W ten sposób odzyskuje się kontakt ze sobą prawdziwą. Z doświadczenia powiem, że nie ma nic piękniejszego niż  doświadczenie tego :)) Jeśli tak wygląda oświecenie, to ja się na to piszę :)))

Jolanta 16

  • Wiadomości: 710
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2012-06-11, 19:58:48 »
Dzis modlilam sie o uwolnienie sie od slubowan ubostwa...mozliwe, ze cos bylo takiego, bo ciagle pogardzalam bogatymi byli dla mnie snobami...naprawde wolalam byc przecietna, aby byc skromna.  Skromnosc byla dla mnie cnota...ale w tym pragnieniu nie dawalam sobie szansy chyba korzystania z zycia i pieniedzy. Nawet myslalam, ze jak bym byla bogata to "automatycznie"stane sie bezwzglegna tyranka dla innych i bede sie wywyzszac!!! Teraz wiem, ze mi to nie grozi.  Moge od zaraz byc bogata...ale mnie to nie zmnieni....bede soba -a jak bede miala ochote to bede skromna albo nie....ale to mnie nie zepsuje. Ciesze, sie ze sie uwolnilam od glupiego rozumowania...:)

Jolanta 16

  • Wiadomości: 710
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2012-06-11, 19:48:44 »
Indra- powiem Ci moje spostrzezenia....jestem bardzo praktyczna osoba i niedowiarkiem...chyba kazdy tak ma poki nie bedzie mial dowodow- ciezko mu sie przekonac. Zazdroscilam troszeczke innym kasy i sukcesow- zastanawialam sie - czy ja mam w ogole dobre podejsie do posiadania kasy......wyszlo ze nie koniecznie.Dialog z ps za pomoca wahadelka pokazal - "moja ps nie wierzy, ze ja moge byc bogata" (to moje poczatki z wahadlem i w ogole nie jestem expertem) ale przebaczylam sobie i ps wszystko. Zaakceptowalam, ze  ona ma do tego prawo- bo ja tego ja  nauczylam i z miloscia jak do kochanego dziecka zaczelam rozmawiac i przekonywac ja- ze mozemy teraz obie (ps i swiadomosc) zmienic sie i poddac sie mechanizmom zmian dla nas najkorzystniejszych, ktore podpowie nam nadsw. oraz Bog. Obiecalam podswiadomosci, ze nigdy juz nie bede jej krytykowac lub jej miec cos ca zle.Stanelam ponad moj strach i staralam sie od teraz zawsze ja uspakajac jak sie bala  lub nadal boi. Tak jak Bog nie ma zamiaru nas karac- ja jej tez nie bede. Mysle, ze to dziala.

Dobra pomoca, w ktora wierze i praktykuje sa przepiekne modlitwy Pani Ani Atras na jej stronie internetowej. Jak mam ochote sie pomodlic wybieram jakas modlitwe-  ide pooddychac na balkon - jak balon napelniona dobra energia zaczynam czytac i powtarzac modlitwe, powoli z koncentowaniem uwagi- super nieraz mam ciarki ...potem rozmyslam o tym w ciagu dnia.
Nic na sile, nic za duzo....ile chce, co chce, daje sie inspirowac - potem dziekuje za pomoc i jestem wdzieczna to takie super uczucie- kreowac swiadomie,ciagle rozmawiac ze soba i byc ufna Bogu.

Ty tez tak potrafisz...to potrafi kazdy...powodzenia

kinga roszczyniała

  • Wiadomości: 903
    • www.czysteswiatlo.com
  • Kinga Roszczyniała, www.czysteswiatlo.com (konsultacje,analizy,wypalanie węzłów,sesje regresingu)
  • Status: Terapeuta
[#]   « 2012-06-11, 14:49:33 »
Ten lęk przez zostaniem samą, bierze się z braku poczucia bezpieczeństwa. Od zawsze boję się iść sama w nieznane (miejsce, lub nowe działanie). Szukam osób, które staną się moją asekuracją, przewodnikiem, oparciem. Wtedy mogę działać.
Moje ww dziecko jest przerażone, gdy nie ma obok kogoś, kto mógłby być oparciem, takim filarem bezpieczeństwa. Boi się, że zginie jeśli zostanie samo, że nie poradzi sobie.

Miałam bardzo podobnie. Kiedyś nie byłam w stanie afirmować „doskonale sobie sama ze wszystkim radzę”, bo słowo „sama” mnie zbyt mocno dobijało : ). Dużo łatwiej mi było ugruntować „Z Bożą pomocą doskonale sobie ze wszystkim radzę”. Dlatego  samodzielność, zaradność, bezpieczeństwo i działanie w materii, zaczęłam rozwijać w oparciu o relacje z Bogiem. To mi dało tak duże poczucie wewnętrznej mocy w życiu, jakiego nigdy wcześniej nie czułam.

Choć na myśl, że sama dla siebie mogę być źródłem miłości jakiś wewnętrzny głos stwierdził, że wtedy, logicznie rzecz biorąc, inni nie będą mi już potrzebni by nie czuć tego bycia samą.

Do tego inni na pewno nie będą potrzebni i nie muszą być. Miłość działa jak magnes na ludzi, przyciąga tych promieniujących miłością do wzajemnego rezonansu, doświadczania i współpracy.

Indra

  • Wiadomości: 2 440
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-06-11, 13:52:12 »
 Jolu, dziękuję za tego posta, to było dla mnie inspirujące. Mniej więcej sama wiem, co powinnam zrobić, tzn. przestać skupiać się na tym braku i na tym, że nie mam pieniędzy, bo wiadomo, że to na czym się skupiamy wzrasta. A ja już mam serdecznie dość braku w moim życiu. Dodatkowo moja panika tylko wzmaga sytuacje... Chyba czas się wyluzować i zaufać, że znajdzie się najlepsze dla mnie wyjście z tej sytuacji.

Jolanta 16

  • Wiadomości: 710
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2012-06-11, 12:55:26 »
Indra- ja tez pracowalam po 10 godzin jeszcze do Lutego tego roku w Firmie od 2 lat i myslalam, ze mi nie podziekuja za prace- bylam tego prawie pewna.Mieszkam w Niemczech , mam meza, ktory dobrze zarabia...ale to nie znaczy , ze nam sie przelewa.Starcza po prostu ale nie jest za duzo. Mialam w restauracji jeszcze malutko godzin - ale zawsze cos dodatkowo wpadlo.

No wiec- nie czulam sie szczesliwa w tej pracy i zaczelam arfimowac zaradnosc, ze zasluguje na cos lepszego i posypalo sie w ciagu 2 tyg.stracilam obie prace- przypadek? nie sadze.( Dodam,ze mialam bolesny sprzeciw mojej ps- bolalo mnie wszystko i czulam, ze za duzo na raz przerabiam - do byl mocny dekret zaradnosci -Pana Leszka.)
Pomyslalam ok? tak mialo byc- ale teraz zaufam przeznaczeniu - bo czuje ze moge zawalczyc o cos wiekszego.I zaczelam sie odprezac i czytajac Hune Pana Leszka- kreowac. ...
Pracuje od 2 tyg. u Pani, gdzie moge powiedziec - malym nakladem- duze pieniadze i duzo frajdy. Trwalo to troche- ale mysle, ze ta nadzieja- graniczaca z uczuciem naiwnosci to jest to.
Jak sobie powiedzialam dosc tej niewolniczej pracy- teraz robie cos i w koncu mam kase ....zadzialalo. Nie daj sie swojej ps.ze nie zaslugujesz na duza kase, albo latwe  godne pieniadze.
Czesto arfimowalam : dostaje pieniadze od ludzi, ktorzy je maja.Zasluguje na te pieniadze. Teraz dopiero wiem jak to jest w praktyce. Musisz zmienic nastawienie do bogactwa- a to jest nie latwe ale mozliwe....powodzenia.

Indra

  • Wiadomości: 2 440
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-06-11, 11:02:12 »
To ja sobie jeszcze powyrzucam na temat moich braków. Widzę wyraznie i czuję, jak wielką mam świadomość braku w materii i w temacie miłości. Z jednej strony nadal wywala mi poczucie odrzucenia i braku miłości, z drugiej poczucie braku w materii i zarabianiu. Na długi weekend pojechałam pracować na Mazury, nie była to lekka praca, pracowałam w barze w kuchni, od 8 do 22 lub 23, w ciągu dnia wyszłam najwyżej raz czy dwa do łazienki. Za trzy całe i jeden 10-godzinny dzień pracy dostałam 200 zł... Nie wyszło więcej bo weekend był słaby, było dwa lub trzy razy mniej ludzi, niż oczekiwano. Czuję się tym mocno przytloczona, bo mialam tam jechać na całe dwa miesiące do pracy na lato, a teraz wpadłam w marazm, bo jeśli to ma tak wyglądać, to ja nie chcę zapierdalać za pół darmo w robocie, w której nie ma ani chwili dla siebie, bo pracuje się po 13-14 godzin bez przerwy i bez ani jednego wolnego dnia w tygodniu. Z drugiej strony nie mam żadnej alternatywy...