Autor Wątek: Kącik Oczyszczania  (Przeczytany 415581 razy)

Laka

  • Wiadomości: 2 310
  • Płeć: Kobieta
    • BlueFaerie
  • Andżelika Sobczak, sesje regresingu, wypalanie węzłów karmicznych, masaże Lomi Lomi
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-06-15, 16:36:59 »
Zgadzam się z Tobą Mateusz. Trzeba z tym poczuciem krzywdy uważnie, bo pokusa jest wielka, by podkręcać rolę ofiary, zamiast uzdrowić i przebaczyć. Podświadomość zwykle do tego dąży, do zadość uczynienia.
I to, że dostanie się to, czego było brak, to jeszcze nie oznacza uzdrowienia.
Nikt za nas samych nie dojdzie do przyczyny i nie uzdrowi intencji. I żaden regreser ani cudotwórca nie pomoże, jeśli ktoś nadal chce tkwić w byciu ofiarą.

Miałam kiedyś do czynienia z osobą, która bardzo chciała się uzdrowić. Tak twierdziła i że już nie może ze sobą wytrzymać. No to jej pomagałam. Tzn próbowałam, ta osoba niby coś tam puszczała, do pewnego momentu. Czuła się skrzywdzona i chciała uznania jej krzywdy, chciała by ktoś ją utwierdził w przekonaniu, że to nie jest jej wina, że ona ma rację, a ta druga osoba krzywdziła, robiła źle, była katem. Czułam bardzo silne intencje i prowokacje tej pani, by jej dowalać, jakby o to wręcz prosiła jej pś.
Rozumiem potrzebę uznania dla swoich emocji, czy cierpienia, bo ktoś mógł w przeszłości odbierać tej osobie prawo do uczuć, emocji, negować je, czy też wkręcać głupoty na jej temat, na temat tego co czuje, co myśli, co powinna itd
To jest ok.
No i tak doszłyśmy z tą osobą do momentu, gdzie była krzywdzona, i za nic nie chciała ona puścić intencji do bycia ofiarą. Upierała się w przekonaniu, że to ona jest ofiarą, a inni to krzywdziciele i to ich wina, a nie jej. Bardzo silne zaślepienie, i niechęć by zobaczyć z jakimi intencjami chciała być ofiarą tych ludzi. Cały czas byl upór trzymania się w zaślepieniu tej roli.
I tak było kilka sesji. Zmieniały się wspomnienia, okoliczności doświadczania krzywd, czasem osoby, ale miałam wrażenie, że ta osoba wcale nie chce się od tego uwolnić, tylko utwierdzić w przekonaniu, że jest ofiarą.  To było dla niej tak cenne i ważne. Ta wlaśnie rola. Odliczne były intencje, lęki, zaślepienia , transy ofiary wielokrotnie, co tylko można, ale ta osoba nie chciała się od tego uwolnić, jakby to był sens jej zycia.
I nie chodzi tu o to, by stwierdzić, że to jej wina, że jest ofiarą, tylko by zobaczyła, dlaczego chciała nią być, na co liczyła, dlaczego zgodziła się dograć intencje z osobą, która chciała krzywdzić. Nie chodzi o usprawiedliwienie krzywdziciela: ze on to miał czyste intencje, tylko ona nie. Warto spojrzeć na to z poziomu dogrania się intencji.

Jest jedna ważna rzecz: wolna wola, trzeba chcieć się od czegoś uwolnić. I to różnie bywa: albo ktoś jest zmeczony wywałkami, albo ma już tak dość cierpienia, że wybierze uzdrowienie, dojdzie do swojej granicy cierpienia, albo wkurzy się, poczuje gorszy, że inni już tak fajnie się pouzdrawiali, fajnie sobie żyją, a on stoi w miejscu, albo coś jeszcze innego :) I wtedy zechce współpracować.
Chęć uzdrowienia musi być silniejsza od chęci trzymania starych wzorców i emocji. Wewnętrzne przyzwolenie.

"Ja dopóki uznawałem, że inni mnie skrzywdzili, czułem się chwilowo lepiej."

Byc może dlatego, że została zaspokojona potrzeba, pozwolenia sobie by czuć, tak jak się czuje i jak się widzi sytuację. Uznanie dla wlasnych uczuć:)
Problem wraca, gdy nie zostaną uzdrowione intencje:-)
« Ostatnia zmiana: 2012-06-15, 16:39:54 wysłana przez Laka »

Mateusz

  • Wiadomości: 1 234
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-06-15, 16:32:57 »
A w ogóle to mi wywala złość i dużo rzeczy mnie denerwuje.

Mateusz

  • Wiadomości: 1 234
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-06-15, 16:08:29 »
Piszę odnośnie Twoich wcześniejszych postów.
Ja dopóki uznawałem, że inni mnie skrzywdzili, czułem się chwilowo lepiej. Potrafiłem nawet dokladnie okreslić co, kto, za co u mnie odpowiada. I co z tego. Kiedy to sie powtarzało z różnych sytuacjach życiowych z różnymi ludźmi, to pierwsza myśl była tako: to mnie spotyka przez tego czy innego człowieka, bo on mi to zrobił wcześniej, zakodował mi, skrzywdził mnie, bo mi nie pozwolił itp., bo mi nie dał...
Ostatni post jest OK.

Grażyna Anna

  • Gość
[#]   « 2012-06-15, 15:48:23 »
To chcesz się wygadać i usłyszeć, że Cię ktoś słyszy, bo nie jest głuchy i  rozumie, bo nie jest upośledzony, a nie żeby Cię utwierdzał w poczuciu bycia skrzywdzoną, zranioną i konsekwentnie aktualizującą się w roli ofiary.

Powiedzmy, że chodzi o to, by ten ktoś zastąpił rodzica i zrobił to co rodzic powinien był zrobić. Czyli uznać prawo dziecka do emocji i uczuć, które przeżywa, a nie je olać lub pomniejszyć.

Jest to jednorazowa sprawa najczęściej. I nie chodzi o utwierdzanie się w roli ofiary.

U mnie sprawę przed momentem załatwiło uświadomienie sobie tego, że to właśnie moje wewnętrzne dziecko domaga się takiego uznania, którego w dzieciństwie nie dostawało.


Mateusz

  • Wiadomości: 1 234
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-06-15, 15:36:32 »
To chcesz się wygadać i usłyszeć, że Cię ktoś słyszy, bo nie jest głuchy i  rozumie, bo nie jest upośledzony, a nie żeby Cię utwierdzał w poczuciu bycia skrzywdzoną, zranioną i konsekwentnie aktualizującą się w roli ofiary.

Grażyna Anna

  • Gość
[#]   « 2012-06-15, 15:24:29 »
A tak na serio.
Bo to ułatwia pracę z tymi emocjami. Bo najczęściej w dzieciństwie takiego uznania nam odmawiano. I chcemy, żeby w końcu ktoś nas usłyszał. I w taki sposób potwierdził, że słyszy.

Mateusz

  • Wiadomości: 1 234
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-06-15, 15:22:07 »
Grażyna Anna
Odpowiedź łatwa do przewidzenia :)

Grażyna Anna

  • Gość
[#]   « 2012-06-15, 15:20:20 »
Dziewczyny
Dlaczego poszukujecie u ludzi okazywania współczucia i uznania swojego cierpienia, swojej krzywdy?

Bo taką mamy fantazję :P

Mateusz

  • Wiadomości: 1 234
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-06-15, 15:17:19 »
Dziewczyny
Dlaczego poszukujecie u ludzi okazywania współczucia i uznania swojego cierpienia, swojej krzywdy?

Laka

  • Wiadomości: 2 310
  • Płeć: Kobieta
    • BlueFaerie
  • Andżelika Sobczak, sesje regresingu, wypalanie węzłów karmicznych, masaże Lomi Lomi
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-06-15, 15:01:56 »
Inga

:)
Po tym jak napisałaś, że masz tatusia strzygę, to nie dziwię się, że masz takie problemy i sporo czasu potrzeba, by się z tego oczyścić. Podejrzewam, że straszne pomieszanie musiało Ci się zakodować.


Grażyna Anna

  • Gość
[#]   « 2012-06-15, 14:52:44 »
Grażyna Anna

"To uczucie skrzywdzenia domagało się cały czas uznania i nie dawało się uzdrowić."

Ja właśnie tego ciągle poszukuję u ludzi - żeby uznali moje cierpienie, moją krzywdę, bo bez tego nie mogę dalej ruszyć.
Moja krzywda domaga się uznania, -że zostałam skrzywdzona i zasługuję na współczucie - nie mówię tu o regresingu tylko o wszystkich krzywdach których doznałam.
I dlatego bardzo źle na mnie działa gdy ja się skarżę, a ktoś mi daje radę abym przebaczyła, przy okazji obwiniając mnie że ja tę krzywdę dalej w sobie trzymam zamiast ją przebaczyć.

Inga :) Miałam ci to już wczoraj napisać.

Uznaję twoje uczucia, twoją krzywdę. Uznaję twoje prawo do przeżywania tych uczuć, do uzdrowienia ich w twoim własnym indywidualnym tempie i na twój własny indywidualny sposób.

Powodzenia

Inga

  • Gość
[#]   « 2012-06-15, 14:22:02 »
Grażyna Anna

"To uczucie skrzywdzenia domagało się cały czas uznania i nie dawało się uzdrowić."

Ja właśnie tego ciągle poszukuję u ludzi - żeby uznali moje cierpienie, moją krzywdę, bo bez tego nie mogę dalej ruszyć.
Moja krzywda domaga się uznania, -że zostałam skrzywdzona i zasługuję na współczucie - nie mówię tu o regresingu tylko o wszystkich krzywdach których doznałam.
I dlatego bardzo źle na mnie działa gdy ja się skarżę, a ktoś mi daje radę abym przebaczyła, przy okazji obwiniając mnie że ja tę krzywdę dalej w sobie trzymam zamiast ją przebaczyć.

Grażyna Anna

  • Gość
[#]   « 2012-06-15, 14:16:55 »
Dzięki Felicite :)

Jestem już tym zmęczona, ciągłym przeżywaniem tego za każdym razem jak sobie to przypomnę.
Pomimo, że wiem mniej więcej co kierowało, tą drugą osoba, co chciała uzyskać.
Pomimo,  że wiem co mi miało to zdarzenie pokazać.
To nadał tłucze mi się po głowie pytanie dlaczego mnie to spotkał. To nadal jest uczucie wielkiej niesprawiedliwości. I nadal boli.


Felicite

  • Gość
[#]   « 2012-06-15, 13:39:27 »
Zeszło mi coś wczoraj chyba- od razu lżej w temacie odrzucenia :) chyba zaczęło docierać do mnie, że te odrzucenia nie były moją winą i że jestem piękna, mądra, dobra i cudowa i wystarczająco dobra taka, jaka jestem :)

Super, Indirko! Cieszę się razem z Tobą :))) Jest właśnie tak, jak piszesz. Z boku lepiej widać ;P :))


Kiedys, kiedy ewidentnie cierpialam z powodu odrzucenia ( tzn nadal to jest we mnie niewyleczone i boli), wyobrazilam sobie, ze jestem mala dziewczynka i mam innego ojca, ( zupelnie innego czlowieka ktorego sobie wybralam na tate wcielajac sie ) ktory bardzo mnie kocha, bierze mnie na kolana, jest dla mnie cieply, czuly i ze jestem dla niego badzo wazna, wyjatkowa. I to mi pomagalo uwierzyc, ze rzeczywiscie ja MOGE byc chciana.

Stosowanie takiej wizualizacji w sytuacji, gdy nie uporaliśmy się jeszcze z bólem pierwotnym, jest nie tylko zwykłą ucieczką przed tym, co boli, ale jest wręcz szkodliwe (no chyba, że jest jednorazowe, zastosowane w celu uświadomienia sobie, że jest się wartym miłości. Wtedy może przynieść dobry skutek, no ale i tak warto tutaj uważać na efekt wyparcia). Powoduje bowiem spychanie bolesnych wspomnień i towarzyszących im emocji jeszcze głębiej w nieświadomość. A do pełnego uzdrowienia muszą one zostać wyciągnięte na wierzch (inaczej nie odejdą). Niestety, to powoduje ból, dlatego człowiek zazwyczaj przed tym ucieka. Ale od tego nie ma ucieczki, bo to, że to jest nieuświadomione nie oznacza, że nie bruździ w naszym życiu. Działa, tylko podstępnie, z ukrycia. Wtedy zastanawiamy się, dlaczego to nas spotyka, dlaczego reaguję tak, choć chciałabym zupełnie inaczej, dlaczego mam doły, itd.
Tak jak pisałam - żeby uniknąć takiech sytuacji, trzeba zmierzyć się z bólem pierwotnym, przyznać się (przypomnieć), że zostało się skrzywdzoną, dopuścić do siebie ból bycia ofiarą i złość na krzywdzicieli, zamiast zamydlać sobie oczy niezgodnymi z prawdą pozytywami. Bo one przynoszą ulgę tylko na krótką metę.
Da się to zrobić :)


Grażyna Anna,
gratuluję i cieszę się, że stanęłaś po swojej stronie :)))
« Ostatnia zmiana: 2012-06-15, 13:42:18 wysłana przez Felicite »

Grażyna Anna

  • Gość
[#]   « 2012-06-15, 13:22:10 »
Cytuj
Cytat: Mariusz w 2012-06-14, 16:50:08

Inga
Na pewno poczucie skrzywdzenia jest formą zakłamywania się. Nie warto, lepiej dostrzec własną odpowiedzialność za to co się działo. To daje poczucie mocy i ułatwia zdrowienie

Na uczucie skrzywdzenia składają się bardzo silne emocje, które często uniemożliwiają „dostrzec własną odpowiedzialność za to co się działo”.
Ja od ośmiu lat uzdrawiam coś takiego i mam nadzieje, że wczoraj udało mi się w końcu rozbić to na tyle, że będzie możliwe uzdrowienie.
Długo nie byłam wstanie zrozumieć dlaczego to się wydarzyło, dlaczego mnie to spotkało i zaakceptować fakt, że mi się to w ogóle przytrafiło. Było to dla mnie coś ogromnie niesprawiedliwego i okrutnego, na co sobie niczym nie zasłużyłam.
Całe to wydarzenie praktycznie w całości uzdrowiłam, zaczyna mi się nawet zacierać. Pozostało uczucie skrzywdzenia, na które nawet Radykalne Wybaczanie nie pomogło. To uczucie skrzywdzenia domagało się cały czas uznania i nie dawało się uzdrowić.

Dopiero wczoraj się coś ruszyło i to dzięki dyskusji o tym co Inga napisała.
Dopiero wczoraj dotarło do mnie, że po pierwsze to Ja muszę uznać, że zostałam skrzywdzona. Powiedzieć „Tak, zostałam skrzywdzona. Tak odczuwam ból z tego powodu i jestem nieszczęśliwa. Tak, to było wobec mnie niesprawiedliwe i okrutne.”
Sama musiałam przyznać się do swoich uczuć zamiast je wypierać, racjonalizować, czy szukać własnej odpowiedzialności za nie. W dzieciństwie mało kto interesował się moimi uczuciami, często były bagatelizowane, pomniejszane. I ja się też tego nauczyłam. Dlatego dla mnie tak ważne było uznanie tych uczuć przez mnie samą.
Po drugie potrzebowałam, by ktoś trzeci uznał te uczucia. Takiego współczującego świadka, o którym pisała Fel . Na razie sobie go wyobraziłam, ale możliwe, że będzie potrzebna realna osoba, żeby proces zakończyć.
Dopiero po tych dwóch krokach pojawiła się wściekłość na osobę, która mnie skrzywdziła. Ona zawsze tam była, ale ja odmawiałam sobie jej wyrażenia, spychałam ją  głęboko, do tego stopnia, że zamieniła się w chęć odwetu i zemsty.

Jak to teraz pisze, to robie na tyle wściekła, że mam ochotę wrzeszczeć i gryźć …. yech…


Dlatego Mariusz w procesie uzdrawiania najpierw trzeba poradzić sobie z emocjami, a dopiero potem można  patrzeć jaka jest w tym moja odpowiedzialność. Odwrotna kolejność daje odwrotny skutek (przynajmniej w moim przypadku) tzn. emocje są racjonalizowane i tłumione zamiast uzdrawiane.