Zgadzam się z Tobą Mateusz. Trzeba z tym poczuciem krzywdy uważnie, bo pokusa jest wielka, by podkręcać rolę ofiary, zamiast uzdrowić i przebaczyć. Podświadomość zwykle do tego dąży, do zadość uczynienia.
I to, że dostanie się to, czego było brak, to jeszcze nie oznacza uzdrowienia.
Nikt za nas samych nie dojdzie do przyczyny i nie uzdrowi intencji. I żaden regreser ani cudotwórca nie pomoże, jeśli ktoś nadal chce tkwić w byciu ofiarą.
Miałam kiedyś do czynienia z osobą, która bardzo chciała się uzdrowić. Tak twierdziła i że już nie może ze sobą wytrzymać. No to jej pomagałam. Tzn próbowałam, ta osoba niby coś tam puszczała, do pewnego momentu. Czuła się skrzywdzona i chciała uznania jej krzywdy, chciała by ktoś ją utwierdził w przekonaniu, że to nie jest jej wina, że ona ma rację, a ta druga osoba krzywdziła, robiła źle, była katem. Czułam bardzo silne intencje i prowokacje tej pani, by jej dowalać, jakby o to wręcz prosiła jej pś.
Rozumiem potrzebę uznania dla swoich emocji, czy cierpienia, bo ktoś mógł w przeszłości odbierać tej osobie prawo do uczuć, emocji, negować je, czy też wkręcać głupoty na jej temat, na temat tego co czuje, co myśli, co powinna itd
To jest ok.
No i tak doszłyśmy z tą osobą do momentu, gdzie była krzywdzona, i za nic nie chciała ona puścić intencji do bycia ofiarą. Upierała się w przekonaniu, że to ona jest ofiarą, a inni to krzywdziciele i to ich wina, a nie jej. Bardzo silne zaślepienie, i niechęć by zobaczyć z jakimi intencjami chciała być ofiarą tych ludzi. Cały czas byl upór trzymania się w zaślepieniu tej roli.
I tak było kilka sesji. Zmieniały się wspomnienia, okoliczności doświadczania krzywd, czasem osoby, ale miałam wrażenie, że ta osoba wcale nie chce się od tego uwolnić, tylko utwierdzić w przekonaniu, że jest ofiarą. To było dla niej tak cenne i ważne. Ta wlaśnie rola. Odliczne były intencje, lęki, zaślepienia , transy ofiary wielokrotnie, co tylko można, ale ta osoba nie chciała się od tego uwolnić, jakby to był sens jej zycia.
I nie chodzi tu o to, by stwierdzić, że to jej wina, że jest ofiarą, tylko by zobaczyła, dlaczego chciała nią być, na co liczyła, dlaczego zgodziła się dograć intencje z osobą, która chciała krzywdzić. Nie chodzi o usprawiedliwienie krzywdziciela: ze on to miał czyste intencje, tylko ona nie. Warto spojrzeć na to z poziomu dogrania się intencji.
Jest jedna ważna rzecz: wolna wola, trzeba chcieć się od czegoś uwolnić. I to różnie bywa: albo ktoś jest zmeczony wywałkami, albo ma już tak dość cierpienia, że wybierze uzdrowienie, dojdzie do swojej granicy cierpienia, albo wkurzy się, poczuje gorszy, że inni już tak fajnie się pouzdrawiali, fajnie sobie żyją, a on stoi w miejscu, albo coś jeszcze innego

I wtedy zechce współpracować.
Chęć uzdrowienia musi być silniejsza od chęci trzymania starych wzorców i emocji. Wewnętrzne przyzwolenie.
"Ja dopóki uznawałem, że inni mnie skrzywdzili, czułem się chwilowo lepiej."
Byc może dlatego, że została zaspokojona potrzeba, pozwolenia sobie by czuć, tak jak się czuje i jak się widzi sytuację. Uznanie dla wlasnych uczuć:)
Problem wraca, gdy nie zostaną uzdrowione intencje:-)