Inga
Rozumiem Cię, bo sama miałam wiele razy takie sytuacje, że nie dostawałam jasnych odpowiedzi: albo inaczej: dla osoby mówiącej, z szerszą niż moja świadomością one były jasne i oczywiste. Ale ja je odbierałam na miarę mojej świadomości i wyobrażeń podświadomości. Nie mogę myślę, winić za to tych osób, że ich nie rozumiałam, albo rozumiałam wg zawartości mojej pś, czy obciążonych skojarzeń itd.
Ale zauważyłam ten mechanizm i biore, nawet teraz na to poprawkę. Że czasem trudno mi zrozumieć o co chodzi komuś, kto ma temat jakiś przepracowany, a ja nie.
Myslę, że warto popracować, nad przebaczeniem tej osobie i sobie, że temu się poddałaś. To może przyjdzie uświadomienie o co chodziło.
Przy terapi regresingiem, gdy jest się mocno zawalonym emocjami, zaślepionym, może przez jakiś czas naprawdę mocno wywalać. To zależy z jakiego poziomu się zaczyna i w jakiej jest się aktualnie życiowej sytuacji.
Ja zaczynałam z powiedzmy tragicznej, gdzie nic mi nie pomagało wcześniej, aż w koncu wykreowałam bagno. No i wywalało mi bardzo. Wywałki to jeszcze nic takiego w porównaniu z depresją i nerwicą i całym tym napięciem. 2 lata zajęło mi wychodzenie z tego, za pomocą regresingu. Na początku baaardzo opornie, wywałkowo, byłam totalnie nieprzytomna z napięcia i wywałek, ale zdeterminowana, bo to była dla mnie ostatnia deska ratunku. I udało mi się.
Może dlatego nie boję się wywałek przy regresingu bo sama to przeszłam. Gdy zaczynałam go stosować to wcale nie było tak, że nagle mi się zaczęło poprawiać, tego było tak dużo i tak silne emocje, że musiałam dlugo czekać na poprawę jakąkolwiek, bo nawet jesli coś puszczałam, co szło opornie, z powodu silnych traum i lęków, to zaraz odblokowywały się kolejne lęki i emocje. Bo tak było to nawarstwione. Ale miałam takie podejście, że dam sobie czas, duuużo czasu, tyle ile będzie mi potrzeba. Widziałam ile tego mam i nie oczekiwałam cudu w kilkanaście sesji. Zaakceptowałam na początek że jestem w czarnej...d i trudno, stało się, a teraz trzeba z tego się wygrzebać, bo innego wyjścia nie ma. Samobójstwo nie sprawdziło się w ostatnim wcieleniu:)
Teraz mam już dość luźno od pewnego czasu i raczej odreagowuję pojedyncze sytuacje, gdzie czuję emocje, czy dyskomfort, z inną zupełnie świadomością.
Chociaż zgadzam się z tym, że regreserzy mogliby się czasem zastanowić zanim palną, że ktoś się nie nadaje.
Ta pani powiedziała Ci, że widocznie nie chcesz się uzdrowić, myślę, że nie było w tym nic złego. Też bym mogła coś takiego komuś powiedzieć. To wg mnie nie jest etykietka, że ktoś jest nieuleczalny, tylko, że w jego pś jest duży opór, z jakiegoś powodu nie chce czegoś puścić, bo pś widzi w tym wartość, jest to dla niej ważne. Inaczej mówiąc nie ma otwartości na uzdrowienie w danej chwili, ale to zależy wyłącznie od tej osoby.
Myślę, że warto gdy korzysta się z regresingu poczytać trochę artykułów, na temat sesji i tego jak pś działa. Ja zwykle gdy mam na sesji osobę, która dopiero zaczyna do podaje linki, czy książki, żeby trochę się obeznała, na jakiej zasadzie to działa, czasem trochę tłumaczę. Rozumiem, że ktoś z niską samooceną, czy obciążeniami może odebrać to jako wyrok, że już nie ma dla niego szans.
Ja sama na początku się douczała, dużo wypytywałam, na wiele rzeczy mi wywalało, bo je blędnie interpretowałam.